|
Kliktnij na logo, zobaczysz imprezy przygotowane przez KLUB (PDF).
Witam na mojej stronie! Jestem trenerem w Rodzinnym Klubie Sportowym
"Family Active".
Ćwiczymy z dziećmi, młodzieżą oraz dorosłymi przez cały rok. |
|
|
Maraton Pułtusk Mazovi MTB
06 wrzesień 2010
W niedzielę 05.09.2010 roku w Pułtusku woj. mazowieckie odbył się kolejny wyścig z serii Mazovia MTB. Jak zwykle i tym razem nie zawiodłem się na organizacji oraz perfekcyjnym przygotowaniu trasy.
Trasa była miła zróżnicowana, piach, szybie trasy leśne i kilka krótkich podjazdów, jednak dla osób styranych sezonem trasa ta była równie ciężka jak i poprzednie. Może na początek trochę statystyki.
Trasa mega: 55 km; giga: 92 km. Wybrałem się oczywiście na dystans długi 92 km jednak ze względu na to, że mam złamanych 5 żeber, a ostatnie prześwietlenie stwierdziło "brak cech zrostu" stwierdziłem nie będę czekał. Postanowiłem wystartować, a jak ból zwycięży skręcę na dystans mega. Dane mi było dojechać - moje wyniki: 92 km; czas: 3:35:28; średnia prędkość:
25,3 km/h; max: 44,7 km/h; średnie tętno: 161 ud./min; max. tętno: 194 ud./min., przewyższeń: 1279 m. Jak się jechało - prawie tak samo jak zwykle z małym wyjątkiem coś mnie bolało z prawej strony.
Start szybki bez problemów. Po 30 km stabilizacja tętna i jazda do przodu. Trasa momentami bardzo szybka jechałem wielokrotnie w grupie w większości uwalniałem się i dostawałem do następnej kilku młodzieniaszków uciekło. Na zmiany pracowaliśmy nad szybkością,
niestety byłem świadkiem niemiłego wydarzenia gdy nasz kolega (nie wiem kto jechał na merida full), dokonywał zmiany jeden z kolarzy nn. z tyłu jadący nie krzykną "lewa wolna" i niestety zderzyli się jak by było mało nie roztropny kolarz
zderzył się przy pełnej prędkości z drzewem - horror. Jechaliśmy dalej wcześniej na jednym z podbiegów (ja wjeżdżałem bokiem), wyprzedzili mnie wszyscy moi konkurenci jak: Piątkowski, Skrzyniarz ale
wiedziałem też że przede mną jest jeszcze Marek Zając który wreszcie pojawił się na maratonie mazowieckim. Jechałem cały czas stałą prędkością wiedziałem, że jeżeli ją utrzymam będę miał możliwość
dojścia moich przeciwników. Tak się stało na drugim okrążeniu dogoniłem Skrzyniarza i Piątkowskiego potem zabrałem się za ostrą jazdę w celu dojścia Marka no i mi się udało na ok. 25 km przed metą,
zobaczyłem koszulkę Marka jego sposób jazdy jest już mi bardzo dobrze znany z Chellenga 2010 kiedy to jechałem za nim przez 7 dni. Miałem go na ok. 200m czyli ok. 1 minutę, szybko przeliczyłem, że
jadąc przez 25 km z tą samą prędkością dogonię go przed metą. Moje założenia się sprawdzały już po kilku kilometrach odległość się zmniejszyła. Niestety po ostatnim punkcie kontrolnym pojechałem
w lewo a nie w prawo i straciłem ok. 1 min. co sprawiło, że nie dogoniłem kolegów - jak się okazało Marek jechał ze Sławkiem Łukaszewskim również z mojej kategorii. Tak też zająłem III miejsce z
czego byłem bardzo zadowolony, zważywszy na moje zdrowie. Jednak najbardziej jestem zadowolony z tego, że dla drużyny zdobyłem najwięcej punktów 594,22!!?? to potwierdza, że bardzo dobrze prowadzę
swój trening i idealnie trafiłem na szczyt formy - szkoda, że jestem kontuzjowany. Gratuluję Markowi Zając i Sławomirowi Łukaszewskiemu i przepraszam, że nie byłem na dekoracji ale moje ruchy z
powodu kontuzji są ograniczone i spowolnione podczas przebierania. Do zobaczenia w Krakowie - chyba.
Maraton Supraś i Mistrzostwa Polski MTB Jelenia Góra
21 sierpień 2010
Minęło dopiero dwa tygodnie od czasu gdy startowałem w pięknym Supraślu, a tak dużo się wydarzyło co będzie rzutowało na dalsze wyniki w tym sezonie, ale od początku. Do Supraśla dojechaliśmy w
sobotę, tego samego dnia przejechaliśmy wycieczkowo 40 km. Na drugi dzień wypracowane już od lat zadania i rozgrzewka przed maratonem. Ostatnio niestety imają się mnie różne nieszczęścia i
tym razem w czasie rozgrzewki spadł mi łańcuch z blatu w trakcie gdy wstałem na pedały z całej siły uderzyłem kolanem w manetkę przerzutek co spowodowało rozcięcie kolana i ból (wiecie jaki). Jednak o dziwo nie miałem wylewu pod rzepką dzięki czemu mogłem wystartować. Od początku dobrze mi się jechało. Niewiele czasu zajęło mi dogonienie I sektora i połykanie kolejnych kolarzy, bez wysiłku
przyśpieszałem w każdej chwili - to był mój dzień. Wreszcie dotarłem do grupki w której znajdował się Piotr z PTR Dojlidy Białystok z którym jechałem już do końca. Jechaliśmy na zmiany, a jego
znajomość terenu pomagała nam w sprawnym przejechaniu, nie straszne mi były podjazdy no i zjazdy MTB Challenge poprawiło moją siłę i styl jazdy, oszczędzałem kolano które mnie bolało ale nie na tyle
aby cały czas jechać stałym tempem. W tyle pozostali już dawno moi rywale więc się lekko luzowałem. Była to zła taktyka gdyż nie wiedziałem o tym, że przede mną znajduje się jeszcze jeden
zawodnik z mojej kategorii Zakrzewski Dariusz "Mistral" z Białegostoku były kolarz zawodowy. Jednak myślę, że jechał tak dobrze zwłaszcza na końcówce, że i tak miałbym problem z nim powalczyć.
Trasa maratonu wyśmienicie przygotowana, no i te podjazdy i zjazdy jak zwykle ładne a dla niektórych niebezpieczne sam byłem świadkiem jak jeden z chłopaków dystansu mega na zjeździe się wywrócił i
połamał sobie najprawdopodobniej rękę, przez chwilę pomagałem mu aż do przyjazdu quada organizatora - było to na końcówce więc pewnie ze 3 minuty straciłem. Irek Gruszczyński też katapultował się na zjeździe, przyczyną był kamień lub korzeń który zaczepił o pedał. Podsumowując ten maraton to: były to dobre rokowania na przyszłość miałem siłę, szybkość, wytrzymałość, moc - wszystko to co chciałem wykorzystać w Jeleniej Górze na Mistrzostwach Polski.
Na drugi dzień zwiedziłem Białowieżę z mamą i synkiem Rafałem gdzie obejrzeliśmy bardzo ładne muzeum - polecam.
W sobotę 14.08.2010 roku stanęliśmy (Justyna Dzięcioł, Marta Bazańska, Paweł Baranek, Irek Gruszczyński, Arek Oleszkiewicz no i ja) na starcie maratonu i Mistrzostw Polski MTB w Jeleniej Górze. Trasa super pasowała mi: szybka, początek asfaltowy można było się rozgrzać, potem błotne tracki i wreszcie podjazdy. Po rozgrzaniu się zacząłem coraz szybciej jechać (o dziwo pod górę), wyprzedzałem wiele osób i czułem, że mogę w tym dniu powalczyć o pudło??!!(po analizie o 3 -4 miejsce w kategorii). Bawiły mnie zjazdy wyprzedzałem wiele osób, były dość łatwe jak na Mistrzostwa Polski albo ja już się zaprawiłem na Challengu. Na około 41 km wjechaliśmy na asfaltowy zjazd. Rozkręciłem się na nim mocno (do 50 - 60 km/h) mimo wykrzykników pokonałem jeden zakręt, drugi niestety na trzecim stara zużyta opona z tyłu nie wytrzymała i pękła (relacja jadących za mną). Walczyłem dzielnie, wyglądało to jak hamowanie na nartach śnieżnych, zarzucałem jednym bokiem drugim i jeszcze raz aż wreszcie postanowiłem dać się rowerowi wyrzucić z niego. Przyczyną były głazy które z dużą prędkością zbliżały się w moją stronę, jeżeli bym tego nie zrobił pewnie połamałbym sobie ręce, nogi nie mówiąc o twarzy no i rowerze. Z całą siłą uderzyłem bokiem ciała w duży głaz stojący na mojej drodze, widziałem jak wchodzi mi w ciało - na szczęście wyszedł :D. Potem karetka, szpital itd. itp. Wynik to 5 żeber złamanych i obrzęki narządów wewnętrznych. Muszę pochwalić organizatora który nie zapomniał o mnie i przywiózł mnie z powrotem ze szpitala na metę maratonu. Chciałbym podziękować również Irkowi i Gosi za to, że byli ze mną w tym momencie, dziękuję również Marcie i Rafałkowi, że opiekowali się mną po całym tym zajściu i dzielnie znosili moje grymasy.
Bardzo dobrze spisali się zawodnicy MBIKE: Paweł Baranek 7 miejsce Open, Justyna Dzięcioł I miejsce w kategorii, Marta Bazańska 4 miejsce w kategorii, Irek Gruszczyński III miejsce w kategorii, Arek Oleszkiewicz miał upadek więc musiał gonić, uplasował się na 19 miejscu w kategorii M2.
Tydzień po całym zajściu myślę już o tym jak wsiąść na rower kiedy
nie mogę podnieść lewej ręki do góry, ale jak tak dalej będę się regenerował to za 2 tygodnie już będę jeździł może nie w maratonie ale na rowerze owszem :D.
MobilnyFacet.pl
09 sierpień 2010
Na portalu MobilnyFacet.pl umieszczono wywiad przeprowadzony ze mną zapraszam do przeczytania. Chciałbym też przeprosić za styl w jakim pisałem relację
z MTB Challenge ale sami rozumiecie zmęczenie i brak czasu, relacja jest już poprawiona, wreszcie można czytać. Również w najbliższych
dniach umieszczę relację z maratonu Mazovia Supraśl gdzie zająłem 17 miejsce open i II w kategorii przegrywając z byłym zawodowym kolarzem - gratuluję.
Wywiad:
http://www.mobilnyfacet.pl/mobilny-facet/niezwyczajni/zobacz/kolarstwo-dobre-w-kazdym-wieku-rozmowa-z-arturem-zero///
dziennik ze zrupowania:
http://www.mobilnyfacet.pl/sportowiec/sportowy-misz-masz/zobacz/dziennik-ze-zgrupowania-mbike-marathon-team///
Relacja nr 8 - STAGE 5 w MTB Challenge 2010
31 lipiec 2010
To już koniec, FINISZERY (koszulki ukończenia MTB CHALLENGE) rozdane, nagrody wręczone, zdjęcia zrobione. Wczoraj w Kudowie Zdrój, ostatnim mieście naszego zmagania
zakończył się SUDETY MTB CHALLENGE. Jednak zanim to się stało trzeba było przejechać z Głuszycy do Kudowy Zdrój, ponad 70 km o przewyższeniach 2520 m, (auć). Jak zwykle początek rozpoczął
się tradycyjnym odliczaniem i ruszyliśmy. Niestety są to góry, więc od razu rozpoczął się długi, mozolny podjazd pod górę. Tętno 180 ud./min i żółwik jak zwykle.
Po wjeździe na górę Gomóln (826 m) widać było jak rozciągnęła się stawka - sznurek kolarzy aż do samego dołu. Dobrze że ja już byłem na górze.
Następne niebezpieczne - bo szybkie, śliskie i wąskie zjazdy z Hali pod Klinem, kilka kilometrów jazdy po korzeniach i niebezpieczne zjazdy w Czechach. Jeden
zjazd - pionowa ściana, kamienie, korzenie, błoto (wypięła mi się noga i kontrolowany upadek - lewa noga znowu zrysowana przez kamienie) i za chwilę zjazd z
pionowej ściany po błotnistym stoku - zjechałem!!. Niestety nie wszystkim się to udało, kolega Arek przewrócił się na tym zjeździe skrzywił przerzutkę no i
mocno poturbował ramię i na tym właściwie wyścig się dla niego skończył, (choć dzielnie dotarł do mety). Na jednym z pionowych podejść, gdzie mieliśmy zaszczyt pchać rowery i dyszeć jak miechy
w kuźni kowala,
spotkała nas niespodzianka. Tomasz Sodowski oświadczył się koleżance teamowej Ewie Rebane z zespołu TWOMARK SPECJALIZED ENDURA. Ten etap jednak był o wiele
łatwiejszy niż poprzedni jednak czekały nas jeszcze zjazdy szybkie z elementami błota i wyrw, oraz ciężkie podjazdy ale dotarliśmy. A na mecie czekało nas zimne piwo i jak
zwykle pyszne kanapki i owoce. Nie piszę o rywalizacji bo jej właściwie nie było (dla mnie) nie wnikałem w nią za bardzo chodziło mi o jak najszybsze, skomasowane nauczenie
się jezdy po górach i chyba w dużej mierze udało mi się to dzięki Markowi za co mu bardzo dziękuję. Co dzisiaj?? dzisiaj odpoczywam i nie mam na nic ochoty, boli mnie
właściwie całe ciało, stopy i nogi spuchnięte, kolana obolałe, więc trudno wstać ale ogólnie mówiąc to już chętnie wystartował bym w
TransCarpatii. Szkoda że są inne plany w tym roku ale w następnym?? kto wie?? Generalnie uplasowaliśmy się na 22 miejscu Open team i 6 w kategorii - to chyba
całkiem dobrze biorąc pod uwagę, że startuję pierwszy rok w górach, wyprzedzili nas tylko Niemcy, dwa zespoły z Czech i Litwy i Holendrzy.
|
Relacja nr 7 - STAGE 3 i 4 w MTB Challenge 2010
30 lipiec 2010
Czas upływa. Nie pisałem wczoraj gdyż mieszkałem w tak urokliwym miejscu, że nawet zasięgu sieci komórkowej nie było.
Wstałem dzisiaj o godz. 5:00 aby napisać parę słów, choć wstawanie zajęło mi ok. 10 min. Wszystko mnie boli, a najbardziej kolana - lewe w
szczególności od drugiego etapu. No ale ciało ciałem a jechać trzeba. Etap 3 Stronie Śląskie Bardo 59km przewyższeń 2540m, ale nie był on trudny. Na
początku długi podjazd po szutrze, a potem dosyć płasko z górki i pod górkę no i niezliczone niebezpieczne zjazdy. Ten etap muszę powiedzieć, należał
do udanych gdyż starczyło mi sił i nauczyłem się jeszcze lepiej zjeżdżać z pionowych ścian usypanych korzeniami - Borówkowa Góra uff, zjechałem to była
masakra, połamane ręce i obojczyki a ja już po raz drugi w tym roku zjechałem i powiem szczerze, że było niebezpiecznie a siodło daleko z przodu. No i tak
miło mijał mi przedwczorajszy dzień. Ostatni zjazd szybkim szutrem do Bardo to było to co lubię najbardziej :D. Przyjechaliśmy z czasem 3:58, 59km na 7 miejscu.
Niestety nasi rywale bardzo przyśpieszyli - przypominam, że nie przyjechałem się tu ścigać. Etap 4 to już inna bajka Bardo - Głuszyca 58 km, a
przewyższeń 2840m. Cały czas pod górkę z górki technicznie i pod górkę, a nawet 3 razy było podejście (pionowo). Wczoraj moje płuca jak miechy dudniły i
świstały, aż dostałem lekkiej chrypki, a tętno skakało pomiędzy 180 - 150 nie niżej. Pod koniec właściwie chciało mi się płakać ale w tak doborowym
jechałem towarzystwie, że nie wypadało. Jak zwykle mieliśmy piękną pogodę więc przyroda wynagradzała nasz wysiłek pięknymi widokami i zapachem, a turyści
z wielkimi grzybami pozdrawiali nas i życzyli wszystkiego naj...co dodawało "skrzydeł" - taaa. Super był podjazd na Łysą Górę po luźnych kamieniach co
akurat mi się w 100% udało - miałem przpływ energii. Adrenalina skakała gdy na pionowej ścianie ukazały się głazy, kamienie które
czyhały tylko na błąd i bardzo by było bolesne się z nimi spotkać. Zjechałem cały więc chyba tylko pozostało mniej naciskać na hamulec :D. Jeszcze był
przejazd akweduktem, Wielka Sowa i Mała Sowa usiana korzeniami i kamieniami ale już nie sprawiało mi to dużych trudności - oby tak dalej. Niestety nie
wszyscy cieszyli się tym samym i musieli uznać moc gór. W pewnym sensie ja również poczułem pokorę, a podjazdy tak mi dały w kość (a raczej w kolano),
że poddałem się im całkowicie. To trzeba przeżyć, żadna relacja nie odda całego dramatu, bólu, męki, piekła, przyjemności, piękna, radości,
chociaż raz trzeba poczuć to na własnej skórze. Ten etap przejechaliśmy w 5:00:00 na miejscu 8. Niestety etap dzisiejszy nie jest lepszy 69km i 2520 m
przewyższeń mam nadzieję, że kolano wytrzyma. Mamy od początku ostry podjazd i osiem niebezpiecznych miejsc - uff. Pozdrawiam.
|
Relacja nr 6 - STAGE 2 w MTB Challenge 2010
27 lipiec 2010
Masakra, masakra, masakra...tylko tak można określić dzisiejszy etap. Miałem opisywać walkę pomiędzy zespołami z którymi rywalizujemy ale nic z tego,
padam na twarz a jeszcze mam przed sobą masaż. Może zacznę od początku. Jak zwykle wstałem o 5:00 i wykonałem te same czynności co zwykle. O 8:00 wyjechaliśmy
do Czech (Karliky) na start. O Godz. 10:00 jak zwykle odliczanie, start bardzo miły i sympatyczny i nawet jak zaczął się podjazd (miło bo po asfalcie).
Jechaliśmy tak przez prawie 10 km. Jechało się super miałem siłę i wyprzedzaliśmy na podjeździe sporo osób, nawet swoich rywali. Potem 5km zjazd który trwał
"sekundę" w moim mniemaniu - prędkość 60 km/h i następny podjazd pod Śnieżnik 1426 m, 10 km podjazdu 12% i więcej nachylenia - no i co się stało?? a to, że
wjechałem na niego na średnim blacie (popsuła się przednia przerzutka). Niestety po tym wjeździe zaczęło mi brakować siły, a na 50 km nastąpił zgion:(.
Zjazdy jak cię mogę nawet szybko i sprawnie ale podjazdy lepiej nie mówić, pod koniec zaczęły mnie łapać bolesne skurcze w uda lewej i prawej nogi. Co
do dzisiejszej trasy to był niekończący się podjazd i chyba wszystkim dawała w kość. Niestety nie wiem dlaczego, ale mi najbardziej. Rekompesowały tą jazdę widoki,
(prześliczne), gdy wjeżdzaliśmy na szczyty gór rozpościerały się przed nami zalesione doliny połączone zboczami wielogór - coś przepięknego, a zapach
prawie cały wciągnął Marek, który znowu dzisiaj był na przodzie i dzielnie znosił moją niedolę, (jest dobrym kompanem, czeka na mnie jak zostaję na
podjazdach). Super zjeżdza więc mam od kogo się uczyć. A było gdzie - dzisiaj był zjazd który ostatnio zaliczyłem zlotem w przepaść. Jak
zobaczyłem to miejsce to nie uwieżyłem, że wyszedłem z tego prawie cało niestety ten widok spowodował powrót strachu i musiałem czasami się zatrzymywać.
Zaraz po tym zjeździe usianym kamieniami na skraju przepaści dojechaliśmy do zjazdu pionowego usianego korzeniami, do połowy zjechałem lecz potem musiałem
uznać wyższość gór - Marek również. Potem było dwa takie zjazdy ale mniej strome, więc mniej schodziliśmy z rowerów a więcej ćwiczyłem zjazdy.
No i właściwie przypomniałem sobie dlaczego tu przyjechałem - właśnie dla takich zjazdów, aby je ćwiczyć i ćwiczyć (i to robiłem). Przejechaliśmy 78 km z przewyższeniami
3280 m - katastrofa już teraz wiem co to za cyfra, w czasie 5:17:30. Open 24 miejsce i 6 w kategorii. Zastanawiam jak jutro przejadę jak boli mnie tak...wszystko.
A jutro zapowiada się etap krótszy ale za to trudniejszy - auć. Na zdjęciach przedstawiam radosnych przed startem i zbolałych na mecie. Wszystkie zdjęcia, (a
jest ich dużo) umieszczę na mojej stronie po powrocie.
|
Relacja nr 5 - STAGE 1 w MTB Challenge 2010
26 lipiec 2010
Start w Dusznikach Zdrój, więc wyruszyłem na start o 9:10. Oczywiście wcześniej wstałem o 5:00 zrobiłem kawę, jedzenie, przygotowałem rower i ubrania. Na
starcie spotkałem się z Markiem Zając moim partnerem w tym wyścigu. Humory nam dopisywały, nic nam nie dolegało a dystans był tak długi - 83km, że nie próbowaliśmy
się nawet rozgrzewać. O godz. 10:00 nastąpiło odliczanie - 5;4;3;2;1;0 START - ruszyliśmy. Trochę asfaltu a potem już tylko pod górę (prawie 10 km) na górę
Zieleniec. Podczas gdy wczoraj ja
górowałem, dzisiaj Marek ciągnął mnie na maksa, a nawet troszeczkę chciał przyśpieszać. Czując jednak, że mięśnie nie są takie jak powinny być spowalniałem jego
tępo
wiedząc, że w ten sposób nie dotrwam do końca. Liczne błoto i takie właśnie podjazdy zmuszały większość kolarzy przed nami do zejścia z roweru co i my też
musieliśmy zrobić. Opłaciło się to jednak gdyż po wjeździe na Zieleniec ukazał nam się wspaniały widok panoramy Sudetów - ahh. Potem już podjazdy, zjazdy i
podjazdy i tak do końca aż do mety w Karliky w Czechach. Właściwie nic takiego, tylko że pod koniec zaczęły mnie łapać skurcze w nogach i właściwie chciałem
zejść z roweru i usiąść na poboczu:D. Niestety Marek nie dał mi dzisiaj odpocząć i ciągnął ostro pod ostatnią górę, która miała również 10 km - (w Czechach
przed
samą metą) - uff katastrofa. Dojechaliśmy jednak do mety, gdzie okazało się, że uplasowaliśmy się na na 14 miejscu open i IV w
kategorii z czasem 4:37:34 z przewyższeniami 2320 m - to chyba nie jest źle jak na moje dzisiejsze słabe poczynania??:D. Jutro niestety jest jeszcze gorzej
bo niby tylko 78 km ale
3280 m przewyższeń i o wiele więcej niebezpiecznych zjazdów.
Relacja nr 4 - START PROLOG w MTB Challenge 2010
25 lipiec 2010
No i się zaczęło. 30 minutowa rozgrzewka i jazda na start, jeszcze dopompowanie koła tylniego i 4,3,2,1 zaczęło się. Jak się jechało?? bardzo dobrze!!:D. Cały
czas pod górę przez 3 km. Jak się jedzie w parze?? to się okaże w następnych etapach ale dzisiaj bardzo dobrze. Kolegę Marka trochę przytkało na podjeździe
ale to chyba normalne -bo mnie również:D. Efektem naszego dzisiejszego męczenia jest czas: 00:10:37 co dało nam pozycję open 23 (65) i 5 (12) w kategorii.
Nasi przeciwnicy z Niemiec, Litwy i Czech byli lepsi o minutę (ci pierwsi). To jak na naszą jeszcze niedograną drużynę myślę, że wyśmienicie.
|
Relacja nr 3 - przygotowania z MTB Challenge 2010
25 lipiec 2010
Wczorajszy dzień upłynął na błogim lenistwie, zwiedzaniu Dusznik Zdroju oraz imprezowaniu na X "Jubileuszowym Święcie Papieru". W dniach 25 i 26
07.2010 w Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdrój odbywają się pokazy, imprezy, wystawy i wiele innych atrakcji. Ale nie tylko to się wydarzyło. Od początku
w MTB Challenge miałem jechać solo - czyli w pojedynkę, ale Markowi Zając wykruszył się w ostatniej chwili kolega i zaproponował mi abym z nim jechał w
parze. Po jednodniowym namyśle zdecydowałam się choć jest to trudna decyzja, dlaczego? - pewnie dla tego, że jeszcze nigdy nie jechałem w parze, a regulamin
przewiduje: "zawodnicy jednego zespołu zobowiązani są do wspólnego pokonywania trasy Sudety MTB Challenge 2010. Różnica czasu między zawodnikami tego samego
zespołu nie może przekraczać 20 sekund", chyba to wszystko wyjaśnia. Jeżeli kolega będzie miał kryzys ja muszę pomagać mu to przetrwać i odwrotnie. Czy to
potrafię? przecież nie znamy się dobrze. No ale nie ważne, decyzja zapadła i już tak musi zostać bo machina poszła w ruch. Dzisiaj o 10:00 odbieramy wspólne
numery i ok. 14:00 startujemy - czas się zmienił ze względu na zmianę zasad pokonywania wyścigu. No cóż pozostało zjeść śniadanie, ostatni przegląd roweru,
zjeść II śniadanie - (makaron mojej roboty:D) i jazda.
|
Relacja nr 2 - przygotowania z MTB Challenge 2010
24 lipiec 2010
Deszcz, deszcz, deszcz. Tak przywitał mnie dzisiejszy dzień, a został ostatni. Na szczęście na jutro synoptycy zapowiadają o wiele lepszą
pogodę - deszcz ma padać rano i
wieczorem ha ha ha, ale najważniejsza jest pogoda w następnym tygodniu. Jednak piękno gór wszystko niweluje. Duszniki Zdrój, położone są w południowo-zachodniej
części Ziemi Kłodzkiej w dolinie rzeki Bystrzycy Dusznickiej, oddzielającej Góry Orlickie od Gór Bystrzyckich. Znana miejscowość uzdrowiskowa - ahh szkoda,
że Was tu nie ma:D. Krótko co mnie czeka jutro (opisy zapożyczyłem ze strony MTB Challenge).
Organizatorzy wracają do sprawdzonej trasy prologu z 2006 roku: pierwszego dnia start z centrum Dusznik Zdroju oraz podjazd na
Jamrozową Polanę. Niespełna czterokilometrowy, dość łatwy i szybki up-hill ustawi klasyfikację sektorową przed pierwszym etapem - hmm, ciekawe
jak to będzie po tygodniu
nieróbstwa, dzisiaj zaczęły mnie łapać skurcze w łydkę mimo, że biorę magnez.
Etap pierwszy: przejazd z Dusznik Zdrój do Czech - Kraliky, 82 km,
przewyższenia 2286 m. Początkowe dziesięć kilometrów trasy zapewne już na początku wyścigu ustawi stawkę uczestników, a to za sprawą dość długiego podjazdu
prowadzącego w rejony stacji narciarskiej „Zieleniec” położonej pow. 1000 m n.p.m.
Środkowa część etapu to transfer przez Góry Bystrzyckie, dość szybkie szutrowe drogi będą przeplatały się krótkimi sekcjami technicznymi i widokowymi
przejazdami przez doliny i wzgórza ponad rzeką Dzika Orlica.
Po przekroczeniu polsko-czeskiej „granicy” trasa jeszcze raz zapikuje w górę zaliczając 995 m n.p.m., by później dość trudnym, leśnym duktem zjechać
w okolice mety. Ostatnie kilka kilometrów to przejazd asfaltową drogą i finisz na Rynku, w centrum miasta Kraliky - uff.
Etap drugi: Kraliky - Stronie Śląskie 72,5 km, 2917 m przewyższeń. Drugi etap imprezy to klasyka, godna prawdziwego określenia „Pure MTB”.
Po wyjeździe z Kralik, dość szybko docieramy do granicy, zjeżdżamy do Jodłowa i po odwiedzinach pierwszego bufetu rozpoczynamy długi i mozolny podjazd
na najwyższy punkt Sudety MTB Challenge – Śnieżnik.
Wprawdzie nie osiągamy samego szczytu, jednakże prawie 600 m przewyższenia będzie wymagało umiejętnego rozłożenia sił. Chwilę później czeka wymagający zjazd
w wyjątkowej scenerii sudeckich skał, uskoków i wąskich single track'ów. W dalszej części etapu kolejne do zdobycia pozostaną jeszcze dwa szczyty, które
zapewne zostaną na długo w naszej pamięci. Na mecie dla zainteresowanych organizatorzy przygotowali wycieczkę do Jaskini Niedźwiedziej, pozostali będą
mogli odświeżyć się w basenie.
Etap trzeci: Stronie Śląskie - Bardo, 59,5 km, 2520 m przewyższeń. Kolejny odcinek naszego wyścigu przejedzie przez trzy pasma górskie. Dotykając północnej
części Masywu Śnieżnika, wjedziemy w Góry Bialskie zaliczając szczyty na wysokości 1062 m n.p.m. (Przełęcz Sucha) i 922 m n.p.m. (Przełęcz Dział).
Szerokie szutrowo-brukowane dukty, charakterystyczne dla tych rejonów, będą wymagały odpowiedniej techniki jazdy i czujności na zjazdach.
Przejeżdżając przez górskie polany, po każdej ze stron rozpościerać się będą wspaniałe widoki. Przy dobrej pogodzie będzie można zobaczyć całą panoramę
Sudetów. Niewątpliwie najbardziej wyjątkowym miejscem będzie Góra Borówkowa (900 m n.p.m.) i wyjątkowo trudnym i emocjonującym zjazdem wąską ścieżką
usytuowaną wśród ogromnych połaci krzaków czarnych jagód.
Końcowy element etapu to Droga Krzyżowa, najeżona kamieniami, mokra i śliska, uwaga – to będzie tylko niespełna 3 km do mety, ale musimy być czujni, gdyż...
Etap czwarty: Bardo - Głuszyca, 50,9 km, 2110 m przewyższeń. Krótki, ale niezwykle treściwy etap z wyjątkową trasą wymagającą ciągłej koncentracji.
Techniczne sekcje nie będą wybaczać braków i umiejętności panowania nad rowerem, będą bez litości karcić nieuważnych. Góry Sowie mają tylko 40 km długości,
ale właśnie ten odcinek będzie śnił się nam po nocach.
Punkty charakterystyczne tej części wyścigu to przede wszystkim historyczny akwedukt, największa w tej części Europy warowna twierdza pruska oraz najwyższy
szczyt etapu, Wielka Sowa (1015 m n.p.m.). Wszystkie te elementy tworzą razem niezwykłą kolarską scenerię okraszoną historycznym rysem, z nutką niezwykłej
przygody.
Etap piąty: Głuszyca - Kudowa Zdrój, 76,4 km, 2360 m przewyższeń. Szósty dzień Sudety MTB Challenge to ostatnia szansa na delektowanie się prawdziwym
kolarstwem górskim z finałem w otoczeniu zabytkowego uzdrowiska – Kudowy Zdroju. Początkowa część wyścigu, to długi podjazd na jedyne w Górach Suchych
ruiny położonego najwyżej w Polsce (870 m n.p.m.) XIII wiecznego Zamku, by później wzdłuż nieistniejącej granicy wjechać na teren Czech.
W środkowej części etapu, trasa umożliwi „złapanie drugiego oddechu”, by po chwili wjeżdżając na tereny Parku Narodowego, wycisnąć z nas ostatnie poty.
Góry Stołowe kończące sześciodniową rywalizację gwarantują dodatkowe emocje.
Zapowiada się ciekawie, a czasami nawet bardzo zwłaszcza na drugim i trzecim etapie gdzie oceniono go na 4 oraz na czwartym etapie gdzie oceniono go 5
w skali (1-6), ręce, nogi i całe ciało zmęczone, a etapy coraz trudniejsze hmm, suuuper. Mam nadzieję, że dojadę do końca i będę mógł się cieszyć ze
wszystkim ze zwycięstwa, zwycięstwa nad samym sobą.
Relacja nr 1 - przygotowania z MTB Challenge 2010
21 lipiec 2010
Już tylko 4 dni pozostało do startu w najważniejszym wyścigu mojego życia. Jestem już na wsi w woj. świętokrzyskim niedaleko zamku Krzyżtopór -Ujeździe. Godz.
7:00 siedzę sobie, piszę i obserwuję jak wschodzi słońce, na około mnie cisza w oddali słychać warkot traktora, a obok ćwierkanie ptaków - cisza kompletna.
Myślę, że w tych warunkach uda mi się zrelaksować przed tak ważnym wyścigiem. W ciągu dnia z synem jeździmy na motorach, kładzie i...rowerach. Jednak nie
to ale, przygotowania, przygotowania i jeszcze raz przygotowania są najważniejsze. Na wyprawę wziąłęm dwa rowery: MBIKE i FELTA (zapas), oprócz tego cały bagażnik
samochodu - namiot, 2 krzesła, materac i karimatę, lodówkę, makaron, puszki mięsne i rybne, odżywki, żele, przyprawy, grilla, światełka ale co
najważniejsze stojak
serwisowy, wszelkiej maści klucze, płyn uszczelniający do opon, opony zapasowe, nowy napęd, haki przerzutki, smary i czyścidła smarów, klocki hamulcowe,
pąpka serwisowa itp. W dniu dzisiejszym planuję naprawić oponę w motorze, pojeździć z synem po wsiach i okolicach - wczoraj Rafał nauczył się jeździć na
motorze więc
mogę uruchomić drugi (hurrrra), a nastęnie zacząć doprowadzać rowery do porządku. Na szczęście rowery są już w stanie jeżdzącym jedynie pozostało umyć,
przeczyścić no i po wymieniać opony które są dziurawe jak sito ale to na miejscu bo dopiera tam będę je miał - szkoda.
Informacja z ostatniej chwili w dniu 25.07.2010 o godz. 15:24:30 ruszam w pierwszy wyścig - prolog 3km pod górę. Proszę o trzymanie kciuków.
|
Relacja z MTB Challenge 2010
15 lipiec 2010
Już tylko 10 dni pozostało do etapówki MTB Challenge 2010 roku. Mam nadzieję, że będę miał zaszczyt przekazywać bieżące informacje na temat tego wielkiego
wydarzenia MTB w Polsce. Mimo, że jeszcze nękają mnie kontuzje których nabawiłem się w ostatnich maratonach cały czas przygotowuję się do startu. Chciałbym
przybliżyć troszeczkę to co nas czeka w niedalekiej przyszłości.
"Bike Challenge, MTB Challenge, Glacensis MTB Challenge... Sudety MTB Challenge! Środkowoeuropejska Etapówka w nowej odsłonie doczekała się nazwy
charakteryzującej miejsce przeprowadzenia zawodów. Sudety, bo to właśnie te góry są miejscem przeprowadzania imprezy jako pasmo nie jest wysokie.
Najwyższy szczyt, Śnieżka 1602 m n.p.m. w porównaniu z alpejskim Mount Blanc 4810 m n.p.m. wypada dość blado...
Jednakże znaczącą różnicą przemawiająca na korzyść tego pierwszego jest możliwość zdobycia go na rowerze. Żelazną zasadą Sudety MTB Challenge jest
coroczna zmiana tras. Postanowiliśmy wykorzystać możliwości, które dają nam te tereny, przejeżdżając przez szczególne miejsca: Park Narodowy Gór Stołowych,
Masyw Śnieżnika – drugie co do wielkości pasmo Polskich Sudetów, Góry Złote, Góry Sowie i Góry Suche. Zawitamy do małych miasteczek, znanych uzdrowisk,
miejsc tajemnych, z ciekawą przeszłością. W dość krótkiej historii, impreza zyskała miano wyjątkowego, ambitnego i ponadprzeciętnego wyścigu.
Nie zapominamy o charakterze tras, które stwarzają nieograniczone możliwości dla prawdziwych kolarzy górskich. Każdy z etapów pokazuje ten rejon Europy z
innej strony, poprzez wymagające dukty w rejonie Kudowy i Dusznik Zdroju, szybkie szutrówki w okolicach Kralik, widokowe podjazdy Masywu Śnieżnika,
techniczne sekcje prowadzące do Stronia Śląskiego, ciężkie i wymagające stokówki pomiędzy Bardem i Głuszycą. Jeśli do tego dodamy w standardzie: noclegi
w bazie zawodów, pełne wyżywienie, zabezpieczenie medyczne, odpowiednio oznakowana trasę oraz specyficzną, międzynarodową atmosferę prawdziwego święta
kolarstwa górskiego, to okaże się, że Sudety MTB Challenge jest imprezą niezwykłą i wartą spróbowania...
O wyjątkowości naszych zawodów niech świadczy fakt, iż dotychczas wzięli w niej udział uczestnicy z 4 kontynentów, 29 państw, amatorzy i zawodowcy. Jeden
z nich, Kanadyjczyk opisał Sudety MTB Challenge: Ten wyścig łączy wszystko to, czego doświadczyłem biorąc udział w Cape Epic, Trans Rockies, La Ruta de los
Conquistadores, czy Trans Alp. Ten wyścig to połączenie wszystkich wyścigów etapowych świata”.
IV EDYCJA MEMORIAŁU BERCIKA - odbyta
21 lipiec 2010
Co to był za dzień!!!. Jak zwykle od kilku tygodni upał, ta sobota zapowiadała się megaupalnie. Plan od kilku dni był taki odpoczywam po 3 tygodniach
ciężkich treningów no i przed MTB Challenge i jadę co najwyżej z synem na dystans STANDART - krótki. Gdy jednak zobaczyłem tą atmosferę nie mogłem się
oprzeć
w zarejestrowaniu siebie na dystans SPORT - długi. Dwa lata temu startowałem w tej imprezie więc znałem mniej więcej trasę - wiedziałem co mnie czeka.
Postanowiłem
(ze względu na specyfikę trasy), że pojadę ostro na początku - ustalę miejsce, a potem w miarę możliwości będę kontrolował sytuację. Po krótkiej rozgrzewce
stanęliśmy na starcie (było sporo osób) ok.90 osób.
Gdy ruszyliśmy byłem w czołówce. Jednak po chwili zwolniłem, przypomniałem sobie moją taktykę początek stawki i kontrolowanie sytuacji. Nie wiedziałem na
ile mam sił
dlatego postanowiłem po przejechaniu pierwszego okrążenia jechać stałym tempem, a jak będę miał siłę przyśpieszę na ostatnim. Pierwsze okrążenie pokazało,
że trasa jak
zwykle jest wymagająca i ciężka zwłaszcza w tą pogodę. Rozpoczęcie oczywiście na asfalcie, zjazd i pierwsze i na szczęście ostatnie błotko. Potem piachy
oraz
niekończące się zakrętasy, wzniesienia i zjazdy. Trasa super zwłaszcza, że powtarzana trzy razy mogła być poprawiana technicznie po każdym okrążeniu.
W lesie było duszno więc zatykało oddech, na szczęście organizatorzy postarali się o duże ilości wody w kilku miejscach na trasie dzięki czemu przejazd
był znośny. Po pierwszym okrążeniu czułem, że trudy ostatnich tygodni opłaciły się i siły mi wróciły, podjazdy nawet te najtrudniejsze wjeżdżałem bez
problemu. Gdy stwierdziłem, że jadę dosyć szybko (nikt mnie nie wyprzedzał), zacząłem przyśpieszać, a na ostatnim okrążeniu może nie dałem z siebie
wszystkiego ale pojechałem dużo szybciej na maksymalnej koncentracji tak aby podjechać wszystko i nie popełnić błędu. Na metę dojechałem jako 9 w open i 1
w kategorii z czasem 2:15:06, następny za mną był o nie całe 3 minuty, a trzeci nie całe 5 minut. Bardzo gratuluję moim przeciwnikom Pawłowi Drab który od
początku deptał mi po piętach i bardzo dzielnie jechał oraz Tadeuszowi Piątkowskiemu który jeszcze nie zaleczył ran po 24h gdzie wygrał w kategorii -
pozdrawiam. Trasa super przygotowana, oznaczona i zabezpieczona (policja i wolontariusze), bufet – oby wszędzie takie były, nagrody!! – odjazdowe jak na
tego typu imprezę. Naprawdę warto było startować i dobrze się bawić. Gratuluję organizatorom.
|
IV EDYCJA MEMORIAŁU BERCIKA
09 lipiec 2010
17 lipca 2010 roku na stadionie przy ul. Wspólnej w Markach odbędzie się już IV edycja Memoriału Bercika. Serdecznie zapraszam na tą wspaniał kolarską
imprezę. Oprócz ciekawej trasy będzie szereg atrakcji dla wszystkich. Dla każdego uczestnika przygotowano koszulki pamiątkowe. Więcej szczegółów na stronie
organizatora. Link na stałe umieściłem w "polecanych". Do zobaczenia na memoriale. Pozdrawiam
X wyścig w Szydłowcu
09 lipiec 2010
Szydłowiec 130 km od Warszawy woj. Mazowieckie, miasteczko małe ale przyjemne z dobrą pizzą, hamburgerami oraz kebabem:). Dojechaliśmy na miejsce w niecałe
dwie godziny, dobrze mi znane miejsce gdyż kiedyś właśnie tu przygotowywałem się do zawodów i sezonu. Wiedziałem co mnie czeka teren pofałdowany,
kamienisty z odrobiną piachu, "fałdy" są tu znaczące z ostrymi podjazdami i zjazdami:). Właściwie dla maratończyków z mazowsza to było wyzwanie i ci którzy
przejechali
jakikolwiek dystans o tym wiedzą.
Dnia poprzedniego wróciłem ze zgrupowania, nie zdążyłem się
rozpakować a już byłem na imprezie rodzinnej. Po powrocie okazało się, że dwa rowery Rafała i mój nadają się właściwie do serwisu. Od 4:00 dnia następnego
robiłem rowery i z trudem ale zrobiłem uff. Gdy przyjechaliśmy na miejsce do tego wszystkiego dołożyłem rozgrzewkę na słońcu na której tętna osiągałem do 190
ud./min - nigdy na trenarzerze nie osiągałem podczas rozgrzewki takiego tętna min. 160, wiedziałem już że jest po maratonie - zmęczenie totalne. Trasa maratonu
wyśmienita i pasująca do mojego charakteru - techniczna, szybka, wytrzymałościowa. Początek dobry jednak po ok 35 km zaczął się katastroficzny kryzys jakiego
nigdy nie miałem jeszcze w karierze. Kryzys ten spowodował spowolnienie jazdy i w ostateczności zjazd na mega. Właściwie nie pamiętam maratonu i wolę o nim
zapomnieć gdyż męczarnię jaką przeżyłem nie da się opisać słowami - wiem teraz jak się czują inni. Jest jednak i dobra strona medalu, zdobyłem nowe
doświadczenia które mi pomogą w szkoleniu innych i uniknięciu lub zrozumieniu przynajmniej podobnych reakcji zachodzących w organiźmie.
Następne maratony: MTB Chellenge
VIII i IX wyścig w Międzygórzu i Lublinie
25 czerwiec 2010
MIĘDZYGÓRZE I LUBLIN
Ostatni weekend był pod znakiem pecha.
MIĘDZYGÓRZE - W dniach 19 – 20.06.2010 roku zaplanowałem sobie dwa maratony czyli w Międzygórzy MTB Maraton i Lublin Mazovia. W planach i rzeczywistości przejechać miałem 1500 km spędzić w
samochodzie 16 h i wystartować w dwóch edycjach na południu i wschodzie Polski. W lublinie już startowałem dwa razy więc znałem teren w odróżnieniu do Międzygórza gdzie miałem być pierwszy
raz w swojej sportowej karierze. Międzygórze to „Tyrol w Sudetach” i co to miało znaczyć przekonałem się o 11:00 w dniu startu. Pogoda przywitała temperaturą 12ºC ale bez deszczu, w trakcie
jazdy czym wyżej robiło się również ciepło i wyszło słoneczko. Start był usytuowany w sercu małego miasteczka „malowniczo położonego u źródeł rzek tworzących zlewisko Bałtyku i Morza Czarnego
i pięknie pomiędzy górami (raj dla rowerzystów - ścieżki). Po starcie przekonałem się że maraton będzie pod znakiem podjazdów. Zaczęliśmy od podjazdu który się ciągnął przez 3 km. Potem szybki
zjazd który trwał 1,5 km ale wydawało się że bardzo krótko, niestety zaraz znowu zaczynał się nowy potem następny, aż dotarliśmy do góry śnieżnik 1425.m. Wtedy nawet najmocniejsi wymiękli
podjazd mający ok. 5km moim zdaniem był dłuższy o wiele więcej gdyż nachylenie stoku sprawiało takie wrażenie. Cały czas były szerokie szutry i brak błota co mnie cieszyło niezmiernie choć
tak naprawdę wyprzedzanie to tasowanie się pomiędzy sobą czyli kilkoma osobami jadącymi tym samym tempem. Właściwie zaraz po wjeździe na bardziej strome zbocze okazało się, że będę miał problemy
z napędem – duże (bardzo duże) obciążenia powodowały strzelanie łańcucha, musiałem zmienić na bardziej wolne przełożenia aby tego uniknąć (choć siły miałem na mocniejszy nacisk na pedały), na
zjazdach mój wspaniały Mavic zaczął zgrzytać i piszczeć tak jakby się koło miało za chwilę rozsypać więc siłą rzeczy musiałem zwalniać (zablokowanie koła lub jego uderzenie o podłoże niwelowało
ten problem). Wiedziałem więc, że ten wyścig nie będzie należał do udanych lecz nie spodziewałem się że aż tak. Tętno miałem znośne na początku doszło do 185 ud./min ale potem już tylko na
podjazdach podnosiło się do 160 ud./min. Niestety gdy dotarliśmy do zjazdu czerwonym szlakiem ze „Śnieżnika” na krótkim technicznym zjeździe z hukiem pękła mi opona i zamiast trafić na ścieżkę
pomiędzy głazem, a korzeniem trafiłem w to ostatnie. Nie udało się przenieść ciężaru ciała ani na tył jak również na prawą stronę gdzie była ścieżka – trwało to sekundy a ja za szybko jechałem.
Przeleciałem przez kierownicę prosto w przepaść – tak przepaść na szczęście i nieszczęście najeżoną drzewami. Widziałem w locie jak mijają mnie następne drzewa gdy już zbliżałem się do podłoża
zauważyłem na swojej drodze dwa walone drzewa – pomyślałem, że jeżeli w nie trafię to już po mnie więc wyprostowałem ciało i jak za starych młodzieńczych lat przeleciałem tygryskiem. Potem tylko
już spadałem po ściółce leśnej oraz krzakach na dół którego nie było końca (1425m!!). Jedynym ratunkiem było rozpostrzeć ramiona i zatrzymać się na jakim krzaku lub drzewie. Tak zrobiłem i tak
się stało – do dzisiaj mnie bolą ramiona, a wspomnienia piszę dopiero w piątek 25.06.2010 roku. Na szczęście przechodzący szlakiem turyści zorganizowali się i pomogli mi wydostać się i mojemu
rowerkowi z prawie pionowej ściany lasu – co samemu na pewno by mi się nie udało. Odniosłem wiele ran i siniaków z uszkodzeniem kości ogonowej włącznie ale kości były całe. Niestety rowerkowi
się dostało, oprócz wcześniej wspomnianej opony rozpadło się na drobiazgi siodło oraz padł amortyzator. Dalsza część wielu kolarzom jest znana – tzw. but z częściowym zjazdem na kapciu.
Po dotarciu na metę zjadłem, umyłem się i przebrałem, a następnie wyruszyłem do Lublina.
LUBLIN – Hm myślę, że to co stało się w Międzygórzu było niczym co mnie miało czekać na maratonie Mazovii. Oczywiście było też spotęgowane wypadkiem w górach. Do Lublina dotarłem o
godz. 23:00 – byłbym wcześniej ale po drodze w Opatowie na myjni umyłem rower, a w samym Lublinie nie mogłem trafić do miasteczka Mazovii, po odnalezieniu, rozłożyłem namiot i poszedłem spać.
O godz. 5:00 pobudka – kawa, makaron, poranna toaleta i serwis mojego zbolałego roweru. Od rana była piękna pogoda, ciepło i świeciło słoneczko, niestety zgodnie z METEO. PL równo o godz. 8:00
zaczął padać deszcz i tak już było do końca. Deszcze padające przez ostatnie tygodnie tak rozmyły podłoże lubelskie, że można śmiało powiedzieć o najbardziej ekstremalnym maratonie na Mazowszu w jakim do tej pory jechałem. Po Radomiu i Lublinie – można śmiało powiedzieć, że Mazovia Cezarego Zamany wyrasta na ekstremalny maraton (choć pewnie nie jest to zamierzone przez samego organizatora). Start był jak zwykle z nad Zalewu Zembrzyckiego asfaltem jednak gdy wjechaliśmy na ścieżki leśne i dukty oraz drogi polne okazało się, że wszechobecne błoto nie jest takim sobie błotem lecz śliską mazistą owijającą się wokół kół, osi, blokującą hamulce gliną. Nadmiar złego przywiezione przez syna nowe siodło źle zamocowałem za blisko kierownicy i za bardzo przechylone do ramy co spowodowało zmianę środka ciężkości i obciążenie kierownicy. Podczas suchego maratonu pewnie nie robiło by to żadnego lub mały problem ale na takiej nawierzchni niestety powodowało spowolnienie jazdy i częste upadki. Gdy już doszedłem co jest przyczyną moich częstych upadków (zazwyczaj na błocie nawet takim oraz piachu przyśpieszam!!), postanowiłem poćwiczyć technikę jazdy w takim ułożeniu ciała na rzecz straty punktów. Do tego doszedł
okropny ból kości ogonowej (po sobotnim upadku) co jeszcze bardziej mnie spowalniało. Ostatecznie dotarłem na 4 miejscu w kategorii wiekowej i 16 open na dystansie GIGA. Muszę pochwalić moich
przeciwników którzy widać bardzo mocno przykładają się do rywalizacji, a ich ambicja jest bardzo mocna co jeszcze bardziej zaognia rywalizację w naszej kategorii. Ta sytuacja bardzo mi się podoba
i wzbudza szacunek, niski ukłon w kierunku przeciwników. Niestety gdy to piszę ból kości ogonowej nie zmniejsza się więc startu w Sopocie nie zaliczę, a szkoda bo trasa jest akurat taka jaką
lubię - interwałowa.
PODSUMOWANIE: Góry pokazały, że są niebezpieczne i wystarczy błąd lub brak szczęścia i można skończyć kiepsko, natomiast Mazowsze może być również ciężkie jak góry wystarczy spowodować
wielodniowe ulewy.
Muszę wspomnieć również o maratonie Polandbike Grzegorza Wajsa który się odbył w dniu 12.06.2010 roku w Sulejówku. Był dobrze zorganizowany i pierwszy raz na poligonie wojskowym.
Na dwóch rundach mieliśmy szutry, piachy, wodę, błoto, podjazdy czyli wszystko co kolarzowi potrzeba. Zająłem II miejsce w kategorii co myślę było dobry wynikiem zwłaszcza, że startowałem
z końca peletonu.
Następne maratony: Nałęczów Skandia Maraton i Szydłowiec Mazovia MTB Marathon
W dniach 28 - 02.07.2010 zgrupowanie Family Active w Golubiu Dobrzyniu.
|
WYNIKI Z I MISTRZOSTW KOBYŁKI W JEŹDZIE INDYWIDUALNEJ NA CZAS
14 czerwiec 2010
Zawody się odbyły, moim zdaniem impreza udana lecz oczywiście jestem jednym z organizatorów więc na ten temat nie chciałbym się wypowiadać. Pogoda nam dopisała nikomu się nic nie stało, a
co najważniejsze dzieci się bardzo dobrze bawiły. Podziękowania należą się wszystkim organizatorom zwłaszcza Prezesowi Family Active Dariuszowi Biernackiemu jak również osobom które
nam pomagały między innymi członkowie Klubu Family Active, sponsorom,
a także Policji i Straży Pożarnej z Kobyłki. Serdeczne podziękowania dla Burmistrza Miasta Kobyłka Pana Roberta Roguskiego, bez którego impreza by się nie odbyła jak rónież nie miała by tyle
ciepła i uśmiechu, Pab Burmistrz swoim uśmiechem oraz dobrym słowem zagrzewał uczestników do boju. W załączeniu wyniki zawodów.
Zdjęcia z zawodów już dostępne zapraszam
http://picasaweb.google.pl/106689490398804090770/IMISTRZOSTWAKOBYKIWJEZDZIEINDYWIDUALNEJNACZAS_KOBYKA13czerwca201002?authkey=Gv1sRgCMnDy5fLmMrLag&feat=email#
dystans 4 km
dystans 3 x 4 km
I MISTRZOSTWA KOBYŁKI W JEŹDZIE INDYWIDUALNEJ NA CZAS
30 maj 2010
Kliknij na plakat, zobaczysz jego powiększenie.
UWAGA!!!! W dniu 13 czerwca 2010 roku (niedziela) Klub Sportowy "Family Active" organizuje I Mistrzostwa Kobyłki w jeździe indywidualnej na czas. Więcej szczegółów wkrótce.
Zapisy na zawody - od dzisiaj można zapisać się na zawody poprzez internet, serdecznie zapraszam, łatwier, prościej i bez problemów.
http://online.datasport.pl/zapisy/portal/zawody.php?zawody=79
Regulamin zawodów
|
Mapa wyscigu po kliknięciu rozwinie się powiększenie - zapraszam

Opis trasy: Jest to runda 4km. W 90% prowadzi drogami ubitymi, a 5% drogami piaszczystymi - ale bez problemu każdy przejedzie jedynie w 5% prowadzi asfaltami i to na samym początku i
końcu więc jak najbardziej wskazany jest rower górski z oponami cienkimi 2.0 i mniejszymi, bieżnikiem semislick (nie agresywny).
Świeże informacje z trasy niedzielnego wyścigu. Trasa sucha bez kałuż, błota do czego nas ostatnie wyścigi przyzwyczaiły, jest niewielka ilość piachu ale przejezdna w całości dla każdego.
W obecnej
chwili trasa bardzo szybka aczkolwiek liczne zakręty będą wyhamowywać zapędy niektórych. Jeżeli ktoś ma ochotę objechać trasę zapraszam w dniu jutrzejszym tj. czwartek dnia 10.06.2010 roku
o godz. 18:00 do Kobyłki, spotykamy się
przy Zespole Szkół Publicznych nr 3 w Kobyłce przy ul. Załuskiego.
|
RELACJA Z MTB TROPHY
31 maj 2010
Jeżeli jesteście spragnieni informacji na temat najlepszej etapówki w Polsce, macie idealną możliwość prześledzenia dzień po dniu jak to się odbywa i jakie są odczucia jednego z zawodników po
każdym etapie. Tym zawodnikiem jest Jacek Rządca zawodnik MBIKE TEAM MARATHON. Zapraszam do letury, znajduje się odna na stronie MBIKE.
III RAJD ROWEROWY SZLAKIEM MAJORA STEFANA WALTERA – Bohatera bitwy o Radzymin w sierpniu 1920r
30 maj 2010
Celem rajdu jest szersze zapoznanie się z postacią majora Stefana Waltera, dowódcy 29 pułku Strzelców Kaniowskich oraz włączenie młodzieży w obchody rocznicy Bitwy Warszawskiej poprzez jej
udział w organizowanym na początku czerwca rajdzie połączonym z Turniejem Wiedzy o Bitwie Warszawskiej. Centralne obchody rocznicy Bitwy Warszawskiej odbywają się w okresie wakacji i nie może
w nich wziąć udziału, w sposób zorganizowany, młodzież szkolna.
Regulamin imprezy.
Wycieczka do Loretto
27 maj 2010
W dniu 29.05.2010 roku (sobota) Klub Family Active organizuje wycieczkę do Loretto ok. 50 km. Zapraszamy serdecznie, spotykamy się pod kościołem Św. Trójcy w Kobyłce Pl. 15 Sierpnia o
godz. 8:00. Każdy uczestnik dostaje wodę, kanamkę i gorącą zupę na miejscu. Wpisowe 10 zł. Jeśli o mnie chodzi będę, pozdrawiam.
VI i VII wyścig w Złotym Stoku i Radomiu
16 maj 2010
To miał być totalnie ciężki weekend ale nie wiedziałem, że będzie aż taki. Złoty Stok to dużo błota, 10 km - we podjazdy i techniczne zjazdy po korzeniach pomiędzy głazami.
Radom to ściana deszczu, temp. 9 st. celciusza i totalne błoto no i 96 km. Dokładne relacje już wkrótce. Teraz idę spać na cały tydzień. Jestem skonany. Dobranoc.
Ufff jak dobrze.
Troszeczkę odpocząłem więc mogę napisać relację z weekendu. Zaplanowałem ciężki weekend - jazda w górach na 100% i Mazowsze (Radom) na 100%. Nie przypuszczałem jednak, że
będzie tak ciężko zwłaszcza na Mazowszu - tak, tak zgadza się - jeszcze nigdy nie zmasakrowałem się tak jak w Radomiu (no może raz w poprzednim roku na Gwieździe Mazurskiej -
podobne warunki). Może zacznę od początku. Złoty Stok miałem jechać pierwszy raz w życiu - chciałbym wspomnieć, że w sumie to ten start był moim 6 startem w górach licząc
oczywiście 2x Kraków choć dla nie których ten wyścig nie jest typowym górskim wyścigiem, ja jednak twierdzę, że dla początkującego, Kraków w suche dni jest ciężki a
deszczowy to totalna masakra - choć ja sobie poradziłem całkiem całkiem (ale to ja :P ). Wracając do rzeczy. W miasteczku Złoty Stok, stawiłem się o godz. 8:00. Start
był z pięknego mini rynku tego miasta - miasto jest wspaniale usytuowane pod samymi górami - Sudetami. Moje pierwsze myśli to jak wjedziemy na te wysokie góry, a mając
świadomość, że pierwsze 10 km to wspinaczka - to nie mogłem sobie tego wyobrazić. Po przebraniu się zakupieniu żeli zrobiłem 40 minutową rozgrzewkę - na Mazowszu muszę stosować trenażer aby
się porządnie rozgrzać, jednak w górach jest tyle wzniesień, że wystarczyło robić podjazdy i 5 min. przerwy. o godz. 10:50 stanąłem na starcie w II sektorze (straciłem I sektor dzięki
suuuuper jeździe zawodnika z Czech, który dobrze nam doładował minut na mecie w Karpaczu - jest moim idolem :D ). Po starcie tak jak się spodziewałem było dokładnie 10 km podjazdu na
Jawornik Wielki (872 m n.p.m), dzięki
czemu grupa startująca się troszeczkę rozciągnęła, bardzo dobrze mi się jechało dlatego mogłem wyprzedzać innych zawodników. Podjazd ten wspominam bardzo dobrze choć pewnie
niektórzy nie, było błoto i odcinki strome gdzie trzeba było przenieść ciężar z siodełka na jego czubek. Jednak to co czekało nas później to ten podjazd był niczym.
Zaraz potem był zjazd techniczny po kamieniach i błocie o kącie nachylenia nie napiszę bo włosy się jeżą - ale zjechałem więc chyba jeszcze nie aż taki stromy
miał ok. 2,5 km , ale wydawał się taki krótki jak by go nie było, bo zaraz były następne podjazdy może nie tak długie ale wymagające dużo siły. Pokonywaliśmy co chwila jakiś
podjazd i zjazd techniczny, lecz zjazd z Góry Borówkowej 900 m n.p.m. był chyba najbardziej ciężkim choć nie takim trudnym jak wcześniej myślałem i choć było ślisko, a korzeni
było bardzo dużo poradziłem sobie bardzo dobrze z czego jestem dumny i zadowolony, po niej zostało ok. 15 km ale co się jeszcze działo to trudno opisać. Mogę jedynie
wspomnieć, że na ostatnich odcinkach gdzie były 2 podejście (za dużo błota aby podjechać) i techniczne przejazdy na skraju "przepaści" (nie widziałem jak daleko w dół ze względu
na wysoki poziom adrenaliny), wyprzedziłem o prawie 1,5 minuty mojego rywala z którym walczyłem o 4 miejsce, a następnego który wylądował ostatecznie na 6 miejscu o 2 minuty.
Jak trudna to trasa powinno świadczyć to, że startujący na dystansie GIGA Jacek Rządca "wyglebił" się 2 razy (z oświadczenia własnego) przez co miał bliskie spotkanie z drzewem co spowodowało
uszkodzenie koła przedniego jednak twardziel, nadal na takim kole jechał co jednak spowodowało następny upadek i uszkodzenie tym razem nosa, na domiar złego zabrakło jedzenia,
a lekkomyślność i lekceważenie gór (Racing Ralph na tylnim kole, a na przednim Nobi Nick - kiedyś również tak samo zrobiłem i żałowałem, bo tylnie koło na zjazdach wyprzedzało
przednie, od tamtej pory nie robię już takich miksów). Justyna Dzięcioł na mecie Złotego Stoku powiedziała "już nigdy więcej". Jednak jak tylko ochłonęła i zobaczyła swój wynik,
zmieniła zdanie. Myślała, że masakryczne zmęczenie to dotyczy tylko jej samej, jednak okazało się że jest wynikiem mini zwyciężczyni, do zwyciężczyni dystansu Mega zabrakło jej 5 minut,
to bardzo niewiele biorąc pod uwagę, że są to góry no i początek sezonu a Justyna przejechała do tej pory 3 maratony górskie - to chyba bardzo dobrze (strach pomyśleć jak będzie po
10 maratonie górskim - trzymam kciuki). Niestety z powodów komunijnych i innych nie było reszty zawodników naszego Teamu, a szkoda było by ciekawie.
Ostatecznie przyjechałem na 4 miejscu
w kategorii M4 i wysokim 80 Open. Przejechałem 49 km w czasie 3:40:07, ze średnią prędkością 13,3 km/h, przewyższenia 2467 m. .
Justyna Dzięcioł - dystans mega: 2 miejsce w kategorii K3 - gratulacje suuuper wynik
Jacek Rządca - dystans giga: 27 miejsce w kategorii M2. Gratulacje ukończenia maratonu po tak ciężkich upadkach.
Natychmiast po dekoracji w której uczestniczyłem (u Golonki na MTB Marathon do 6 miejsca zawodnicy są dekorowani), wyjechałem samochodem w kierunku Radomia. Około godziny
22:00 byłem na miejscu. Z braku czasu i możliwości ulokowałem się w samochodzie i tam przenocowałem. Nad ranem obudził mnie ostry ból lewej wewnętrznej kostki, spowodowane było to
jak się potem dowiedziałem - mocną pracą w bucie MTB. Kostkę miałem spuchniętą i nie mogłem ruszać stopą. Na domiar złego deszcz który zaczął padać o godz. 24:00 padał również o godz.
5:00; 6:00 i 7:00 w tym czasie walczyłem z drugim ja. Jedno "ja" mówiło mi - co ty głupi w taką pogodę i z bolącą kostką no i mięśniami będziesz startował??!!, a drugie "ja" mówiło - nie bądź
głupi przyjechałaś taki kawał, spałeś w "chińskie 8" w samochodzie, a teraz nie wystartujesz!!!??. O godz. 8:00 gdy kostka przestała mnie mocno boleć, wstałem i pod namiotem Mazovii w
miasteczku, zrobiłem sobie kawę i makaron (mniam, mniam - przepis kiedy indziej :D). Po zrobieniu roweru (wymiana kasety i kół - górskich na terenowe mazowieckie), siedziałem w samochodzie
do 10:50. Padał deszcz, było zimno ok. 9 st., gdy stawiłem się na starcie. Nie byłem rozgrzany, a raczej zziębnięty, myślę jednak, że większość z nas zastanawiało się dlaczego to robi :D.
Gdy wystartowałem z I sektora jechaliśmy wolno bo wstrzymywał nas wóz techniczny, co się potem okazało niektórzy przez ten manewr stracili I miejsce w swojej kategorii, gdyż II sektor nas szybko
doszedł i siłą rozpędu przeszedł obok nas jak burza. Jedynie ci najsilniejsi mogli się ochronić - między innymi ja (nie wiem jak bo Kurdej Krzysztof z Dynama MOSIR PAK-PLAST Mińsk
Mazowiecki był za mną na mecie ok. 2 minuty choć startował z II sektora - czyli na styk, uff :D). Pierwsze okrążenie było prawie banalne troszeczkę błota, nawet deszcz przestał padać - jak tylko
o tym
pomyślałem, zaczął ponowie i to ze zdwojoną siłą szczęście, że było to po rozjeździe na pętlę GIGA i METĘ, jeszcze wtedy dobrze się czułem właściwie tak jak bym dzień wcześniej nie jechał maratonu - jeszcze
górskiego. Pewnie jak by zaczął padać deszcz wcześniej to pewnie skręciłbym do mety?!. Nie zrobiłem tego i w pewnym sensie przymusiłem do tego
jadącego ze mną od dłuższego czasu Rychlickiego Macieja z M1. To co nas zastało na pętli II dystansu giga przerosło wszelkie oczekiwania moje i mojego kolegi niedoli. Kolega był zrezygnowany
ale jechał dzielnie trzymając się mnie cały czas (w większości) jestem w podziwie bo widać było , że błoto to nie dla kolegi choć w pewnym momencie liczyliśmy upadki błotne i było 2 do 2 :D. Dla
mnie jazda w błocie nie stanowiła problemu - i tak nie czułem już mięśni :D hi hi. Bardziej bawiła mnie jazda po kałużach po same osie - jak dziecko (chyba w młodości za mało
chlapałem się w błocie i kałużach). Gdy drogowskaz MTB oznajmił nam drugie 50km byliśmy bardzo szczęśliwi :D. Niestety to szczęście trwało bardzo krótko. To co zastaliśmy po ok 500 zawodniakch
przerosło nasze wszelkie wyobrażenia. Były momenty, że nawet ja myślałem o tym czy nie zwolnić i nie poddać się naturze. Wszechobecne błoto, namoknięta trawa, grząski piach. Jeszcze 2 lata
temu byłby to koniec mojego wyścigu - zejście totalne. Podjazdy mokre i grząskie (wszystkie podjechałem), zjazdy bez hamulca tylniego (skończył się na pierwszym okrążeniu), jazda z jednej drogi
błotnistej w drugą. Na domiar wszystkiego skończyło mi się picie w bukłaku i pozostał tylko łyk w bidonie. Na szczęście wody było pod dostatkiem - lało jak scebra, mogłem dojechać spokojnie do
bufetu.
Tak jak podsumowała to Pani Kasia z ekip Mazovia
MTB Marathon - ze względu na co tygodniowe zawody nie zdążyła wymodlić się za dobrą pogodę :D. Całe drugie okrążenie jechaliśmy razem z kolegą Maćkiem którego wcześniej wspomniałem. Za zadanie
nasze i moje było doścignąć Olka Staniszewskiego z M1 rywala Maćka. Powiedziałem Maćkowi, że jak będzie się mnie trzymał to go dogonimy. Z mojego doświadczenia wiem, że słabsi ode mnie nigdy
nie mogą jechać szybciej dłużej niż do połowy drugiego okrążenia, jeżeli Olek zawsze był słabszy (z relacji podczas jazdy) to musieliśmy go wreszcie dojść no i tak się stało. Na ok. 15 km przed
metą dojechaliśmy do Olka z BSA Pro Tour. Jednak masakryczne błoto i kałuże nie umożliwiały Maćkowi dalszej jazdy i pozostał razem z Olkiem. Natomiast ja po zatankowaniu bidonu na ostatnim bufecie
dostałem wiatru w plecy, a tak na prawdę mój charakter nie jest masochistyczny i nie pozwala mi na dłuższą męczarnię (inni jednak wolą bardziej się dręczyć - za co ich bardzo podziwiam).
Na ostatnich kilometrach wściekałem się i nie powiem co myślałem o organizatorze tego maratonu, że nie zrobił ostatnich km na szosie (finiszu) jednak gdy wjechałem na asfalt, a wzdłuż drogi
były zasieki wiedziałem, że jestem blisko mety i powiem szczerze - byłem bbbbrdzo zadowolony.
przyjechałem na 9 miejscu open, a w kategorii M4 1. Przejechałem 96 km w czasie 4:51:52, ze średnią prędkością 19,6 km/h, tętno średnie 147 ud./min i max. 163 ud./min.
przewyższenia 2227 m. czyli o 240 m mniej niż w górach? Niestety nikt więcej z mojego teamu nie startował - szkoda :( .
Podsumowanie
W trakcie maratonów nie złapał mnie żaden skórcz jak również kryzys z czego jestem bardzo zadowolony, a nawet dumny, cieszę się bo wszystkie moje plany startowe zostały wykonane w 100%.
Już się nie mogę doczekać następnego weekendu i maratonu w Górze Kalwaria i Piasecznie.
zawodnicy Family Active:
Maciej Żero - dystans Mega: nie ukończył z powodu uszkodzenia przerzutki, przykre ale się zdarza zwłaszcza w takich warunkach
Sławomir Kielczyk - dystans mega: 17 miejsce w kategorii M3 i 35 open - brawo coraz lepszy wynik
Katarzyna Kielczyk - dystans Fit: 2 miejsce w kategorii K3 i 12 open - brawo w taką pogodę wynik godny mistrzyni
Dariusz Biernacki - dystans Mega: 42 miejsce w kategorii M3 i 106 - podopieczny mój jeździ coraz lepiej jeszcze tylko troszeczkę techniki poćwiczymy i będzie jeszcze lepiej
Ryszard Chmielewski - dystans mega: 4 miejsce w kategorii M6 i 337 open - Pan Ryszard najwyraźniej lubi taką pogodę, podziwiałem jak stał po maratonie w strugach deszczu i nic go
nie trząchało jak nas wszystkich ludzi jak widać ten rocznik budowany był z innego gatunku materiału
Filip Biernacki - dystans Hobby: 3 miejsce w kategorii HM1 i 17 open - ten chłopak to twarda sztuka jak jego rodzice, przed nim dopiero wszystko, na razie bawi się suuper
Maksymilian Antczak - dystans Hobby: 7 miejsce w kategorii HM2 i 23 open
a także zawodnicy których trenuję z Świat Rowerów Racing Team:
Ewa Duda - dystans mega: 1 miejsce w kategorii K4 i 7 open - hm ta dziewczyna zaczęła dopiero się ścigać no i już nas przyzwyczaiła do zwycięstw, brawo
Tomasz Duda - dystans Fit: 9 miejsce w kategorii MJ i 8 open - chłopak ma pecha co do wypadków w ostatnim czasie, ale jak się już zła passa skończy to w kategorii zatrzęsie
Joanna Kur - dystans 4 pętli po 14 km każda na "4 pory roku" : 1 miejsce w kategorii K1 podobno bardzo wymagająca trasa, więc tym bardziej gratulacje
Wszystkim serdecznie gratuluję
Następne starty to: Góra Kalwaria i Piaseczno zapraszam do wspólnej jazdy i ścigania. Pozdrawiam Artur Żero
|
V wyścig w Otwocku
10 maj 2010
To miał być ciężki dzień i taki był. W dniu 09.05.2010 roku odbył się kolejny maraton z cyklu Mazovia MTB Marathon tym razem stało się to w Otwocku.
Założeniem moim było sprawdzić własne możliwości czyli - maksymalna prędkość od początku, aż do końca lub odcięcia. Plan prosty jednak czasami jest to
niemożliwe do zrealizowania, należało wszystko zrobić aby cel był zrealizowany. Jak zwykle gdy maraton jest w bliskiej odległości od miejsca zamieszkania
to o 5:00 wychodzę z psem na spacer
do lasu - bardzo mnie to uspakaja i rozluźnia. Śniadanie makaron, a o 9:00 już na miejscu w Otwocku. Rozgrzewka na trenażerze 30 min i
20 minut na przebranie,
zmianę koła i zameldowanie się w sektorze I. Punkt godz. 11:00 wystartowaliśmy, wcześniejsza rozgrzewka pomogła mi w szybkim starcie i utrzymaniu się przy
zasadniczej grupie. Tempo było mocne ze względu na ukształtowanie terenu (płasko), dlatego w pierwszej grupie zostało ok. 20 osób. Jechałem tak ok. 50 min.
aż moje siły zaczęły topnieć wtedy dopiero spojrzałem na zegarek (zapomniałem wziąć licznika) i zdziwiłem się, że już jadę tak długo bez jedzenia,
a zdawało mi się jak
bym jechał 20 min (szybkie tempo i urozmaicona trasa). W tym właśnie czasie grupa zasadnicza odjechała mi, a ja zostałem właściwie do końca sam :D. Po
zjedzeniu żela siły mi wróciły ale już nie było mowy dogonić kogokolwiek aż do połowy drugiego okrążenia giga. Około godziny jazdy zaczęły się górki i teren
pofałdowany, bardzo mnie to zdziwiło bo do tej pory w Otwocku było płasko, piaszczyście i dużą ilością korzeni. Oczywiście piach i korzenie pozostały ale
pozytywnie przyjąłem ukształtowanie terenu. Powiem szczerze, że jak do tej pory Cezary Zamana, bardzo mnie pozytywnie zadziwia począwszy już od Zgierza
poprzez
Nidzicę, a teraz Otwock - trasy się zmieniły na bardzo wymagające. Na drugim okrążeniu zacząłem doganiać zawodników z
dystansu giga więc ostatecznie dojechałem na 11 miejscu Open. Ze względu na to że nie miałem licznika muszę opierać się całkowicie na danych ze strony
Mazovii.
Ostatecznie przyjechałem na 1 miejscu
w kategorii M4 i 11 open. Przejechałem 76 km w czasie 3:06:14, ze średnią prędkością 24,5 km/h. . Nie tylko ja się spisałem również reszta
startujących z naszego teamu zrobiła bardzo dobrą robotę dzięki czemu uzyskaliśmy wynik 1997 pkt. i uplasowaliśmy się na miejscu 15 w klasyfikacji generalnej.
Justyna Dzięcioł - dystans mega: 1 miejsce w kategorii K3 i 1 open - gratulacje wyśmienity wynik
Irek Gruszczyński - dystans giga: 1 miejsce w kategorii M3 i 2 open - odjazdowo jako 2 na mazowszu to bardzo ładny wynik
Patryk Sawicki - dystans mega: 4 miejsce w kategorii M2 i 5 open. Patryk się rozkręca i z każdym maratonem jeździ coraz szybciej
Jacek Rządca - dystans mega: 7 miejsce w kategorii M2 i 14 open. Bardzo ładnie pojechał na rozjeździe Mega - Giga dogonił mnie choć jechał z II sektora
Akadiusz Oleszkiewicz - dystans mega: M2 - wycofał się z powodu choroby mimo, że Arek ma dobrą kondycję i mógłby jeździć w "czubie" to ostatnio nie ma szczęścia,
dopada go zmęczenie albo choroba
zawodnicy Family Active:
Rafał Żero - dystans Hobby: 4 miejsce w kategorii HM3 i 5 open
Maksymilian Antczak - dystans Hobby: 7 miejsce w kategorii HM2 i 26 open
Maciej Żero - dystans Mega: 32 miejsce w kategorii MJ i 567 open - gratulacje pierwszy start
Jakub Skwarski - dystans Mega: 24 miejsce w kategorii MJ i 312 open - gratulacje pierwszy start
Adrian Janicki - dystans Fit: 52 miejsce w kategorii M3 i 52 open - gratulacje pierwszy start
a także zawodnicy których trenuję z Świat Rowerów Racing Team:
Ewa Duda - dystans mega: 1 miejsce w kategorii K4 i 6 open
Tomasz Duda - dystans Fit: 7 miejsce w kategorii MJ i 8 open
Joanna Kur - dystans mega: 1 miejsce w kategorii K1 i 7 open
Dorota Milczarek - dystans Fit: 2 miejsce w kategorii FK4 i 12 open - gratulacje
Wszystkim serdecznie gratuluję
Następne starty to: Złoty Stok i Radom zapraszam do wspólnej jazdy i ścigania. Pozdrawiam Artur Żero
|
III i IV wyścig w Karpaczu i Nidzicy
04 maj 2010
To był pracowity długi weekend. Tak planowałem i tak było!!!. Wiedziałem, że Karpacz jest ciężki i Nidzica również, chciałem się jednak sprawdzić, chciałem
zobaczyć czy treningi zimowe przyniosły odpowiednie rezultaty, a plany treningowe sprawdzają się w 100%. NIe przypuszczałem jednak, że obydwa maratony
zmienią swoje trasy i długość km !!, musiałem przejechać ponad 1400 km samochodem i przespać nie więcej niż 4-5 godzin. Raczej nie myślałem, że wyniki
na maratonach będą jak do tej pory - dobre, chcąc wystartować jednak w MTB Challenge (7 dni ścigania) muszę już myśleć o dużych obciążeniach i
i innych sprawach takich jak: mała ilość snu, monotonne jedzenie, ból mięśni... - to właśnie ćwiczyłem przez dwa dni - sobotę i niedzielę. Zapomniałem
wspomnieć, że wybrałem spanie pod namiotem. Wyścig w Karpaczu zaczął się całonocnym deszczem lecz o poranku wyjrzało słoneczko i pogoda się poprawiła. Na
starcie stanęło 251 zawodników na dystansie giga i 709 dystansie mega w tym mocni Czesi oraz Bogdan Czarnota, Bartosz Janowski Andrzej Kaiser i inni.
Na starcie dystansu giga
staną również Irek Gruszczyński. Zawodnicy ruszyli o godz. 10:00 miałem jeszcze godzinę na zastanowienie czy startować lecz nie było takiej opcji abym
zrezygnował. Około godz. 10:45 stanąłem w I sektorze a o 11:00 wystartowaliśmy. Jak zwykle początek to rozgrzewający podjazd 5 km. Jednak zaraz pierwszy
techniczny zjazd na pionowej ściance po głazach gdzie pewnie piesi mieliby problem zejść, było ich kilka które bardzo miło mnie zaskoczyły. Miałem co prawda
jeden upadek przez kierownicę na pionowej
ściance ale to z winy sprzętu, złapałem akurat na zjeździe gumę gdzie zeszło mi częściowo powietrze z przedniego koła. Nic mi się jednak nie stało to jednak
uświadomiło mi jak mało jeszcze potrafię i
jak dużo się muszę nauczyć o jeździe w górach. Na dalszych zjazdach musiałem uważać na zakrętach, ale nie za bardzo :). W sumie jestem zadowolony sprawdziłem
co mi brakuje i co muszę jeszcze poprawić myślę, że z każdym wyścigiem będę jeździł szybciej,
odważniej i technicznie.
Ostatecznie przyjechałem na 7 miejscu
w kategorii i 137open. Przejechałem 52 km w czasie 3:22:00, przewyższenia 1680 m .
W maratonie tym startował-a również
Justyna Dzięcioł - dystans mega: 5 miejsce w kategorii K3 i 5 open
Irek Gruszczyński - dystans giga: 13 miejsce w kategorii M3 i 37 open
Patryk Sawicki - dystans mega: 11 miejsce w kategorii M2 i 13 open
Zaraz po dojechaniu na metę spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w drogę do Nidzicy gdzie zameldowaliśmy się o 1:00 w nocy, po rozłożeniu namiotu o godz. 2:00 już
spaliśmy. W nocy znowu deszcz lecz nad ranem wypogodziło się aż do końca maratonu. O godz. 11:00 ruszyliśmy na trasę mieliśmy do przejechania prawie 100 km.
Od początku narzucone zostało całkiem dobre tempo. Na początku myślałem, że nie uda mi się wytrzymać średniej 30 km/h ale z każdym kilometrem jechało mi się
coraz lepiej. Jak lokomotywa rozpędzałem się coraz bardziej, a moje mieśni były bardzo mocne na podjazdach. To mnie upewniło, że uda mi się przejechać drugą
pętlę w całkiem dobrym czasie. NA pierwszym okrążeniu załapałem się do lokomotywy z kilkoma mocnymi zawodnikami w której prym wiedli dwaj zawodnicy z mojej
kategorii wiekowej M4 Piątkowski Tadeusz Świat Rowerów Racing Team i M3 Tomasz Majewski z Retro Bike Team. Bardzo podobały się mi serpentyny na których
można było technicznie zakręcać i przejazdy przez doły wzdłuż trasy przejazdu - bardzo fajne zwłaszcza przy pełnej prędkości - ale jakoś udało się je
przejechać. Było też parę wzniesień co prawda nie poczułem ich za bardzo po maratonie w Karpaczu ale z tego wnioskuję jak wjeżdżaliśmy, że były nawet strome
:). Ogólnie jestem zadowolony z występów, wiem teraz co jest dobrze a co jeszcze muszę poprawić. Napewno muszę popracować nad wagą a jeżeli mi się to uda to
kto wie co jeszcze będzie w tym sezonie ?!!! - suuuper zajawka. Moje wyniki to: 1 kategoria i 23 open. Przejechałem 97,87 km, w czasie 3:56:36, średnia
prędkość 25 km/h, średnie tętno 150 ud./min a maksymalne 196 ud./min. Przewyższenia 1599 m czyli nie wiele mniej niż w karpaczu?? hmm!!.
W maratonie tym startował-a również
Irek Gruszczyński - dystans mega: 1 miejsce w kategorii M3 i 5 open
Arek Oleszkiewicz - dystans mega: 6 miejsce w kategorii M2 i 9 open
a także zawodnicy Family Active:
Sławomir Kielczyk - dystans mega: 64 miejsce w kategorii M3 i 166 open - brawo to suuuper wynik po wypadku
Katarzyna Kielczyk - dystans Fit: 2 miejsce w kategorii K3 i 16 open
Dariusz Biernacki - dystans Mega: 63 miejsce w kategorii M3 i 163
Anna Biernacka - dystans Fit: 9 miejsce w kategorii K3 i 34 open
Ryszard Chmielewski - dystans mega: 10 miejsce w kategorii M6 i 496 open
Mkasymilian Antczak - dystans Hobby: 6 miejsce w kategorii HM2 i 25 open
Filip Biernacki - dystans Hobby: 4 miejsce w kategorii HM1 i 21 open
a także zawodnicy których trenuję z Świat Rowerów Racing Team:
Ewa Duda - dystans mega: 1 miejsce w kategorii K4 i 7 open
Tomasz Duda - dystans Fit: 6 miejsce w kategorii MJ i 7 open
Joanna Kur - dystans mega: 1 miejsce w kategorii K1 i 11 open
Wszystkim serdecznie gratuluję i życzę jeszcze lepszych osiągnięć
Następne starty to: Otwock, Złoty Stok i Radom zapraszam do wspólnej jazdy i ścigania. Pozdrawiam Artur Żero
|
II wyścig w Zgierzu
27 kwiecień 2010
Zgierz to dotąd nieznana miejscowość na mapie wyścigów MTB, została ukazana braci MTB przez Cezarego Zamanę. Nie wyróżnia się od innych
polskich miejscowości lecz osoby które były na maratonie w dniu 25.04.2010 roku odkryły wspaniałe tereny "górskie". Okolice Łodzi od dawna były znane z
pięknych i wymagających tras do ścigania, to jedna przerosło wszelkie oczekiwania. Oprócz maratonu w Zgierzu odbył się też Puchar Polski. W sumie
wystartowało 1183 zawodników. Poranna pobudka i spacer z psem o 5:00 następnie 6:00 śniadanie - makaron i w drogę. O godz. 8:20 byliśmy na miejscu.
Sprawdziliśmy wraz z Irkiem i Rafałkiem moim synem chipy i przebraliśmy się w ubrania sportowe. Przez godzinę rozgrzewałem się na trenażerze. O godz. 10:50
byłem już w I sektorze gotowy do startu. Dzięki rozgrzewce szybko wystartowałem i nie miałem problemów w jeździe pod podjazdy, na 60 km złapał mnie kryzys
jednak udało mi się go przezwyciężyć. Przejechałem w sumie 78,36 km, czas 3:17:06, średnia prędkość 23,9 km/h, przewyższenia w sumie 1308 m.
Wyniki RKS Family Active i MBIKE TEAM MARATHON:
Filip Biernacki kat. HM1 - 1 miejsce
Rafał Żero kat. HM3 -6 miejsce
Maksymilian Antczak kat. HM2 -6 miejsce
Dariusz Biernacki kat. M3 - 124 miejsce (kapeć)
Katarzyna Kielczyk kat. K3 - 2 miejsce
Anna Biernacka kat. K3 - 9 miejsce
Ireneusz Gruszczyński kat. M3 - 2 miejsce
Artur Żero kat. M4 - 1 miejsce
Następne wyścigi w sobotę - Karpacz i niedzelę - Nidzica.
|
I wyścig w Dolsku
27 kwiecień 2010
Relacja Jacka Rządcy z maratonu MTB Maraton w Dolsku.
W sobotę 10 kwietnia drużyna MBIKE w składzie Artur Żero, Jacek Rządca oraz Ireneusz Gruszczyński zawitała na pierwszej edycji MTB Marathon. Wyścig rozpoczął
się dla nas już przed 6 rano, szybkie śniadanie, przygotowanie napojów, w samochód i 40 km do Dolska na miejsce startu. Baza maratonu położona była w
położonej nad brzegiem rzeki stadninie konnej. Na starcie pojawiła się cała czołówka polskiej sceny MTB z Markiem Galińskim, Andrzejem Kaiserem oraz
Markiem Konwą na czele. Oprócz tego gościem specjalnym była szosowa zawodowa grupa Action Uniqa w pełnym składzie.
Jacek Rządca tak relacjonuje swój start w Dolsku:
Ustawiliśmy się z Irkiem w drugim sektorze dystansu Giga. Artur postanowił zawalczyć na dystansie Mega. Mniej więcej pół godziny przed startem speaker podał
komunikat o katastrofie lotniczej prezydenckiego samolotu. Po twarzach ludzi w sektorze było widać szok i niedowierzanie. Przed nami powoli wypełniał się
pierwszy sektor: Marek Galiński, Andrzej Kaiser, Robert Banach i tak dalej... ogółem sama elita polskiego ścigania MTB. Wiadomo już było, że od samego startu
pójdzie ostry ogień i ciężko będzie utrzymać się w pierwszej grupie.
Po mojej lewej stronie Irek próbował napoju ze swojego nowego gadżetu wyścigowego - camelbaka. To była jego pierwsza jazda z camelbakiem - nie przetestował
go wcześniej a to jak wiadomo przynosi pecha. Pierwszą oznaką tego, że mam rację były czerwone plany na nogawce spodni od cieknącej sokiem rurki.
Kolejną oznaką była sina twarz ilekroć próbwał wyssac odrobinę napoju. W tym momencie Irek również zdał sobie sprawę, że ten maraton stanie pod znakiem
ciężkiej walki o każdą kroplę napoju.
Punkt 10 nastąpił start. Pierwsze 4 km to podjazd wąskim asfaltem, na którym udało mi sie utrzymać z czołową grupą. Irek pognał do przodu, aby przecisnąć
się na sam czubek czołówki. Droga skręciła do lasu i tam na piaszczystym zjeździe - katastrofa 5 kolesi wpadło na siebie. Zamieszanie, ja przyblokowany a
czołowa 40stka maleje w oczach. Ruszyłem odrabiać straty, tętno 180 na polarze. Powoli wyprzedzałem tych co odpadli na odcinku leśnym. Na kolejny odcinek
asfaltowy wjechałem w dosyć mocnej grupie pościgowej - 100 metrów przed nami jechała czołówka. Wraz z zawodnikiem Bikeworld podjeliśmy próbę urwania się z
grupy i dogonienia czołówki. Jadąc po zmianach udało się nam ich dojść. Na zakręcie zobaczyłem, że Irek wraz Radkiem Rękawkiem prowadzą całą grupę.
Prędkość była niska jak na wyścig około 27 km/h. Jednak po wjeździe do lasu szybko to się zmieniło. Na wąskiej ścieżce czołówka znowu się rozciągneła.
Podjazd, wyjazd z lasu, szosa i silny wiatr w twarz Na pulsometrze 42 minuta jazdy a tętno wciąż ponad 180 uderzeń. Tak długa jazda na silnym zapieku wkońcu
dała się we znaki. Głowa chociaż bardzo chciała nie mogła zmusić nóg do kolejnego przyspieszenia, aby utrzymać sie w czołowej grupie. Odpadłem i jadąc
wolniej dogoniła mnie kolejna grupka kolarzy. Gdy tętno spadło do mojego normalnego wyścigowego tętna czyli 167-173 uderzeń wstąpiły we mnie nowe siły.
Przyspieszyłem i 15 osobowa grupa stopniała do 4 osób. Do rozjazdu na Giga jechali ze mną Piotr Kosmala oraz Mateusz Rybak.
Po rozjeździe trasa znowu połączyła sie z dystanstem Mega. W pewnym momencie zostało nas tylko dwóch ja i Mateusz. Na 20 km do mety przegonił mnie zawodnik
z Mega. Jechał bardzo mocno, wyprzedzał rywali ze swojego dystansu. Złapałem sie mu na koło. Prędkość wzrosła o 3 km/h. Wyrzpedzaliśmy tak aż do końca
maratonu. Tylko 3 zawodników dało radę wytrzymac jego tempo. Na 10 km przed metą, na szosowym podjeździe zobaczyłem zaowdnika w z mojego teamu. Wpierw
pomyślałem, że to Artur - jednakże on jechał bez kamelbaka. Tylko jedna osoba tego dnia oprócz mnie jechała z kamelbakiem - Irek. :). Jechał tak wolno,
że myślałem że coś mu się stało. Zdąrzyłęm krzyknąć:"Co jest? Dajesz na koło" ale odpowiedzi już nie usłyszałem. Przed metą skutecznie urwał się Mateusz.
Ja zostałem przyblokowany na piaszczystej koleinie. Na koniec udało mi sie jeszcze wyprzedzić kolege z Mega, który ciągnął nas przed 20 km. Nie
rywalizowaliśmy na tym samym dystansiem więć chyba nie było tak aż tak bardzo nie fair :). Końcowy wynik to 46 miejsce OPEN i 20 w kategori M2. Irek
przyjechał 52. Wielka szkoda, gdyż 3/4 maratonu jechał z czołówką.. Jednakże niemożność napicia się z kamelbaka spowodowała odwodniene i kryzys.
Po maratonie udało nam się rozszyforwać tajemnicze otwieranie rurki do picia - napój poleciał wartkim strumieniem... :) Miejsca nie najlepsze, jedynie
Artur uratował honor drużyny zajmując 6 miejsce w kategori. Za tydzień w Murowana Goślina na pewno będzie lepiej. Do zobaczenia!!!
|
Imprezy Family Active w maju
27 kwiecień 2010
Zapraszamy na imprezy organizowane przez Klub Family Active w miesiącu maju. Rozpoczynamy 3 maja 2010 roku o godz. 13.30, jak zwykle z Kobyłki wyruszamy
na Czubajowiznę gdzie zagrillujemy. 15 maja 2010 roku rajd promienisty do Sanktuarium w Ossowie z okazji 90 rocznicy "Bitwy Cudu nad Wisłą",
a 29 maja 2010 roku pielgrzymka rowerowa do Sanktuarium Loretto.
|
9 dni żałoby
19 kwiecień 2010
W sobotę 10.04.2010 w Dolsku o godz. 9:00 podczas rozgrzewki przygotowującej do maratonu - pierwszego w tym sezonie z cyklu Powerade Suzuki MTB Marathon,
dowiedziałem się o wielkiej tragedii która nas dotknęła. Do chwili obecnej nie mogę w to uwierzyć mimo, że minęło już 10 dni.
Wraz z Prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego żoną Marią zginęło w katastrofie lotniczej wielu
dostojnych osób, polityków, żołnierzy. Ta tragedia przez 9 dni osnuła czarną wstęgą całą Polskę.
Chciałbym wyrazić szczere wyrazy współczucia rodzinom osób które zginęły w tej katastrofie.
Życzę sobie i wszystkim Polakom oby to nieszczęście które nas wszystkich spotkało oprócz smutku i żalu wzmocniło nasze więzi narodowe i abyśmy mogli
dalej dawać tak wspaniały przykład patriotyzmu jak w tych smutnych dniach było nam dane zobaczyć.
I wycieczka z Family Active
09 kwiecień 2010
W sobotę 10.04.2010 o godz. 13:00 z pod "Kobyły" w Kobyłce (MOK KOBYŁKA). Wyrusza wycieczka rowerowa do Czubajowizna (stadnina koni) ok. 35 km w obydwie
strony. Zapowiada się ładna pogoda. Na miejscu organizator przewidział grilla i kiełbaski oraz napoje. Zapraszamy wszystkich chętnych do spędzenia czasu w
miłej atmosferze i na świerzym powietrzu. Dla tych co startują w Otwocku dodatkowy ruch w połączeniu z regeneracją dla tych co nie startują ruch na rowerze
dobrze zrobi. Przejazd częściowo będzie odbywał się drogami publicznymi w związku z powyższym proszę o ostrożność i rozwagę oraz podporządkowanie
się poleceniom organizatora.
Ściganie czas zacząć
09 kwiecień 2010
Koniec zimy i zimowych przygotowań!!. Wreszcie nadszedł czas gdy wszystkie plany i założenia zostaną wprowadzone w życie jak również przez nie samo
zweryfikowane. Każdy z nas z niepokojem i lekkim dreszczykiem czeka na te pierwsze starty. Jak ważne są one dla nas to wiemy!. Przecież od nich
nasze samopoczucie i zadowolenie oraz spełnienie się w sporcie. Ścigamy się dla samych siebie i dla tak naprawdę dobrej zabawy, jednak gdzieś czasami
zapominamy się w ferworze wyników (tych dobrych), że to robimy tak naprawdę dla siebie (i dla sponsora :D). Pamiętajmy i przypominajmy sobie przed każdym
startem, że ścigamy się i bawimy. Niech zacytuję myśl mojego mentora: "niezależnie od tego, co się stanie, wyścig zaowocuje tylko pozytywnymi
skutkami. Jeśli wypadniesz dobrze, będziesz zadowolony z wyniku. Jeśli nie - doświadczenia tego dnia nauczą cię czegoś, dzięki czemu będziesz lepszy
następnym razem. Różnica między wygrywaniem a przegrywaniem polega na tym, że kiedy przegrywasz, zawsze czegoś się uczysz" Joe Friel "Biblia Treningu
Kolarza Górskiego.
Życzę Wszystkim starującym w sezonie 2010 udanych startów jak najlepszych wyników, uśmiechu i zadowolenia.
Z kolarskim pozdrowieniem Artur Żero
PS. Starty: 10.04.2010 - Dolsk; 11.04.2010 - Otwock
Akcja charytatywna w Zielonce
09 kwiecień 2010
„Rodzina Ludzi Dobrej Woli”
W czwartek 25 marca w sali widowiskowej OKiS odbyło się uroczyste zakończenie II finału "Zielonka Pomaga". Podczas spotkania organizatorzy akcji wręczyli wszystkim darczyńcom i sponsorom pamiątkowe tablety, które są wyrazem wdzięczności za wsparcie.
Tegoroczny finał poświęcony był piątce potrzebujących dzieci, chorym mieszkańcom miasta.
W tej szczytnej akcji braliśmy również udział razem z Sebastianem Połukardem, właścicielem sklepu rowerowego "Świat Rowerów" z Wołomina.
|
X dzień przygotowania do szczytu formy - trening na szosie pod Warszawą
29 marzec 2010
Bardzo dobrze się czułem po maratonie więc nie omieszkałem zrobić ostatniego treningu w 10 dniowym cyklu przygotować do szczytu formy nr I/2010 :D.
Przejechałem 69,30 km, czas 2:17:36, średnia prędkość 30,2 km/h, maksymalna 46,7 km/h, średnie tętno 134 a maksymalne 192 ud./min. To był już ostatni dzień
przygotowań to pierwszej połowy sezonu 2010. Teraz 10 dni odpoczynku. Super choć nie jestem wcale zmęczony, bardziej martwię się o wagę która może w tym
czasie wzrosnąć - 10 dni katorgi czyli pilnowania diety i M.Ż. nie wiem jak ja to wytrzymam. Podsumowanie całego 10 dniowego treningu na podstronie "moje
treningi" również całkiem spora galeria zdjęć w "galerii" - już wkrótce.
IX dzień przygotowania do szczytu formy - maraton pod Warszawą w m. Józefów
28 marzec 2010
Ze względu na to, że Irek Gruszczyński walczy o pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej Zimowego maratonu Northtec MTB zimą z cyklu Mazovii. zdecydowałem
o wcześniejszym powrocie ze zgrupowania i potraktowaniu wyścigu w Józefowie jako dnia treningowego w cyklu przygotowawczym do sezonu 2010 roku. Jako, że
bardzo treningowo potraktowałem poprzedni maraton - w Karczewie, gdzie założyłem opony z kolcami i wysokim protektorem - czyli bardzo ciężkie, na podłoże
miękkie. Pojechałem bardzo słabo choć zgodnie z moimi założeniami (no może prawie - nie przypuszczałem, że zmęczę się tak jak na maratonie 100 km w górach :D),
startowałem z III sektora. Natychmiast po starcie ruszyłem ostro i tak pozostało już do końca. Podczas całego wyścigu nie wyprzedził mnie żaden ścigant choć
potem w wynikach okazało się, że i przede mną znalazło się sporo osób z sektora za mną. Jednak nie to było najważniejsze. Dzień treningowy był wykonany na
100%, a przy okazji wygrałem w kategorii M4 - 1 miejsce, a w generalce ku mojemu zdziwieniu miałem 2 miejsce. Przejechałem km 40 km, w czasie 1:43:52,
średnia prędkość 22,9 km/h, maksymalna 36,6 km/h, tętno średnie 171, a maksymalne 196 ud./min. Było płasko choć cała trasa zbudowana była z ciągłych
podjazdów i zjazdów w sumie 667 m?. Irek Gruszczyński zajął I miejsce w kategorii wiekowej i generalce, dzięki czemu wygrał rowower z karbonową ramą - super.
VIII dzień zgrupowania
27 marzec 2010
Dzisiejszego dnia jedynie Justyna Dzięcioł i ja wyruszyliśmy na krótkie indywidualne treningi. Powtórzyłem to samo okrążenie co w dniu wczorajszym i to było
wszystko co miałem w tym dniu zrobić przed jutrzejszym maratonem w Józefowie. Ilość km 25,50km, czas 1:00:00, średnia prędkość 25,4 km/h, maksymalna to 58,2
km/h, średnie tętno 139, a maksymalne 177 ud./min., przewyższenia 766 m. Niestety był to już ostatni trening w Wiśle. Mimo ciężkiej pracy nie chciało się
wyjeżdźać z tej wspaniałej miejscowości.
VII dzień zgrupowania
26 marzec 2010
Witam serdecznie. Trening tego dnia był krótki aczkolwiek bardzo intensywny. Dwa okrążenia pod Kubalonkę 763 m i zjazd "prezydentem" do Wisły, a następnie
nawrót i w dwa razy okrążenia podjeżdżając pod "prezydenta". Razem ze mną wyjechał Irek Gruszczyński i Arek Oleszkiewicz którzy ścigali się pomiędzy sobą.
Niestety ja musiałem się ścigać sam ze sobą. Wygrał oczywiście Irek wklepując mi 6 minut na wszystkich okrążeniach. Przejechaliśmy w sumie 77,34 km w czasie
3:01:05, średnia prędkość 25,6 km/h, maksymalna prędkość na zjazdach 67,8 km/h, średnie tętno 160, a maksymalne 190 ud./min., suma przewyższeń 1565 m. Jutro
ostatni dzień w Wiśle, następna część zgrupowania już w Warszawie - maraton zimowy Józefów jako trening i poniedziałek ostatni dzień treningu przed budową
szczytu formy.
VI dzień zgrupowania
25 marzec 2010
Pogoda dopisuje dzisiaj było bardzo ciepło na podjazdach nawet rozpinałem koszulkę ale na zjazdach wiatr mocno wiał, trzeba było trzymać kierownicę mógł
ściągnąć na pobocze lub pod samochód. Drużyna nasza rozdzieliła się dzisiaj na dwie grupy. Wyruszyłem w składzie Jacek Rządca, Arek Oleszkiewicz. Do
przejechania mieliśmy tą samą drogę co wczoraj tylko w odwrotną stronę. Podjazd pod Koniaków mnie całkowicie wykończył zwłaszcza, że wiał wiatr z przodu.
Potem już było z górki, niestety czekała nas jeszcze góra Salmopol i podjazd pod Kubalonkę - "prezydentem". Na tym ostatnim zabrakło mi pożywienia i
niestety nastąpiło lekkie odcięcie. Czas na wyniki: przejechaliśmy 103 km, czas 4:12:05, średnią prędkość osiągnąłem 24,6 km/h, a maksymalną 63,5 km/h,
średnie tętno 146, maksymalne 181, przewyższenia - pod górę 2021 m w dół 2015 m. Jutro szykuje się całkiem niezły i intensywny trening choć na pewno krótszy.
V dzień zgrupowania
24 marzec 2010
Pogoda jak w całej Polsce - śliczna. Pierwszy raz założyłem krótkie spodenki i koszulkę dodałem do tego letnie buty oraz nogawki i rękawki i to wystarczyło.
Pozostało już tylko 4 dni więc należałoby ostro trenować i tak postanowiłem. Wyruszyliśmy z Wiły w kierunku Kubalonki, potem zjazd tzw. "Prezydentem", wjazd
na Salmopol, Szczyrk, Żywiec, Węgierską Górkę, Koniaków (w którym niektórzy z nas zatrzymali się aby kubić Słynne na całą Polskę koronkowe...majteczki:D)
do Istebnej, a następnie przez Kubalonkę do Wisły. Przejechałem 107km, w 4:21:11, średnią prędkość osiągnąłem 24,6 km/h, a maksymalną 71,4 km/h, średnie
tętno 139, maksymalne 193, przewyższenia - pod górę 2171 m w dół 2172 m, kadencja średnia 71 ob./min.
IV dzień zgrupowania
23 marzec 2010
Piękna pogoda i dzień odpoczynku. Wstając rano bardzo byliśmy z tego zadowoleni. Po śniadaniu wyjechaliśmy do Bielska Białej na zakupy. Po powrocie
wyjechaliśmy na spokojną przejażdzkę. Ilość km 50, czas 1:51:01, średnia prędkość 23,6, maksymalna prędkość 66,7, średnie tętno 150, a maksymalne 183,
pokonanych wzniesień w górę 1095 m, w dół 1081 m. Po południu odnowa biologiczna i standartowo filmy kolarskie. o 22:00 idziemy spać
bo jutro bardzo ciężki dzień.
Zawody XC Legia MTB Liga szkolna
22 marzec 2010
W pierwszy dzień wiosny, 21 kwietnia odbyły się pierwsze zawody XC, z cyklu Legia MTB Liga Szkolna, które skierowane są głównie dla dzieci i młodzieży
szkolnej w wieku od 6 do 16 lat rozgrywanych w sezonie 2010 roku w 6-ciu edycjach.
Inauguracja tego cyklu odbyła się na Warszawskich Fortach Bema. Trasa wybitnie interwałowa z mnóstwem ostrych zakrętów, krótkich stromych podjazdów
i zjazdów oraz jazda w bliskiej odległości od drzew.
Po raz pierwszy w tego typu zawodach wystartowali chłopcy ze szkółki kolarskiej Family Active. Bardzo zadowoleni i zmęczeni pokonali tą bardzo trudną
technicznie trasę.
Wyniki RKS Family Active:
Filip Biernacki kat wiek.9 lat -2 miejsce
Damian Konarski kat wiek.10 lat -3 miejsce
Karol Kielczyk kat wiek.10 lat-4 miejsce
Maks Golec kat wiek 11 lat- 3 miejsce
Kacper Biernacki kat.wiek.11 lat- 4 miejsce
Piotr Frąckiewicz kat.wiek.12 lat- 2 miejsce
Dla nie których był to pierwszy taki start - gratuluję wszystkim i mam nadzieję, że dobrze się bawiliście bo to jest najważniejsze obecnie
w waszej przygodzie z rowerem.
|
III dzień zgrupowania
22 marzec 2010
Dzisiejsza pogoda bez zmian - ładna zwłaszcza po czeskiej stronie. Dzisiejszy trening w większości odbył się u naszych południowych sąsiadów w Czechach.
Ostatnie dwa
dni zgrupowania zmęczyły nasze mięśni do takiego stopnia, że zacząłem wyprzedzać pod koniec naszych czempionów (najlepszych z najlepszych MBIKE-owców) -
oczywiście żart ich się nie da wyprzedzić :D.
Jednak kto mnie nie zna to nie wie, że mogę słabo podjeżdżać pod góry ale za to całymi dniami i robię to codziennie coraz szybciej. Można by rzec, że
dzisiejsza trasa bardzo mi podpasowała pod względem zróżnicowania terenu. Dwa mocne podjazdy zwłaszcza pod Kubalonkę 758 m i w Czechach gdzie podjazd
najbardziej mi pasował bo był długi (wytrzymałościowy) ale nie stromy 946 m. Dzięki lekkiemu nachyleniu mogłem sobie ćwiczyć wytrzymałość anaerobową,
do tej pory ćwiczyłem wytrzymałość siłową przez co zaczęły mi lekko siadać kolana. Oczywiście jak zwykle bezkonkurencyjny był Irek Gruszczyński, okręcał
wszystkich jak chciał posiada dobrą wytrzymałość siłową jak też i anaerobową, pod górę i to najbardziej stromą przyśpiesza jak lokomotywa. Inni też nie
są gorsi z całej grupy wyróżnia się też Jacek Rządca, Patryk Sawicki i Arek Oleszkiewicz. Gościnnie razem z nami trenuje Łukasz Giziński. Na końcu
przyjeżdża Justyna Dzięcioł ale tą dziewczynę podziwiamy wszyscy bo jeździ sama ale wytrzymuje i nie pęka a wręcz gdy na nią czekamy to
odpoczywamy ona do nas dojeżdża i śmiga dalej bez odpoczynku. Nie wiadomo jak z kondycją u Justyny bo do pierwszych maratonów nie ma porównania ale chart
ducha będzie wytrenowany na maksa. Moje dzisiejsze wyniki: dystans 98,92 km, czas 04:07:13, średnia prędkość 24 km/h, maksymalna prędkość 68,7 km/h, średnie
tętno 141, maksymalne tętno 198, średnia kadencja 72 obroty na minutę, pod górę 1958 m z góry 1951 m. Jutrzejszy dzień jest pod znakiem regeneracji. Rano
po śniadaniu do Bielska Białej po zakupy, potem obiad i 2 godziny przejażdżki po górach, następnie sauna i bąbelki w wannie . Dzisiaj zakończę dzień
masażem nóg.
II dzień zgrupowania
21 marzec 2010
Dzisiejsza pogoda pokazała, że chce abyśmy spędzili tylko na treningu cały dzień, niestety troszeczkę w połowie drogi nas zmoczyło.
Bezdeszczowo (prawie), bezwiecznie (prawie) i ciepło tak można w skrócie opisać
co nas przez cały dzień treningu czekało. O godz. 8:00 zjedliśmy wspaniałe kolarskie śniadanie ze szweckiego stołu. Godz. 10:00 byliśmy gotowi do treningu.
Dzisiejszy dzień oprócz treningu był przeznaczony również na sesję fotograficzno - filmową. Dzięki temu wkrótce zobaczycie film ze zgrupowania.
Jeździło mi się wyśmienicie niestety żałowałem, że mam zimowy rower, ważę o parę kilo za dużo i mam na karku trochę lat więcej od kolegów.
Niestety przez te bariery nie mogłem razem z nimi wjeżdżać pod podjazdy. Pocieszam się tym, że odległość pomiędzy nami nie była zbyt duża gdy na szczycie
łączyliśmy się w całą grupę. Moje wyniki dzisiejsze to: przejechane 108 km, czas 4:42, średnia prędkość 23 km/h, max. 67km/h, śr. tętno 136, max. tętno 173,
średnia kadencja 69, przewyższenia: pod górę 2151 m, z góry 2155 m. Po południu masaż, na trenażer już nie było siły, a potem relaks - rozmowy,
oglądanie filmów kolarskich, kolacja i sen który robi dobrze na zmęczenie zwłaszcza, że przed nami jeszcze 7 dni ciężkich treningów.
Podsumowanie - było ciężko ale myślę, że jutrzejszy dzień będzie jeszcze bardziej ciężki. PS. Masażysta robi cuda bo nawet nie bolą mnie zbytnio nogi na
drugi dzień po treningu.
|
I dzień zgrupowania
20 marzec 2010
Wisła przyjęła naszą ośmio osobową drużynę w sposób przyjazny. Pogoda piękna temperatura +16 stopni, słoneczko i bez wiatru. Nie dane nam było jednak
jeździć od samego rana. Dzień rozpoczęliśmy testami sprawnościowymi. Niestety nie były one pomyślne dla wszystkich. Mogę napisać jedynie o sobie jako o tej
osobie która wykręciła w tym dniu największą moc bo aż albo tylko 440 Watt w teście periodyzacji (zwiększania mocy). Inni zawodnicy którzy brali udział w
testach niestety w tym dniu nie mieli weny do pokonywania sztuczych obciążeń. Zaraz po testach pojechaliśmy do Istebnej przez górę Kubalonka, tam wszyscy
pokazali jacy są silni i że są już prawie przygotowani do sezonu. Prawie bo jeszcze pozostało 10 dni ostrego treningu. W dniu dzisiejszym przejechałem
oprócz testu 35,42 km, przez 1:29 h,ze średnią prędkością 23,7 km/h, maksymalną prędkością 61,5 km/h, średnim tętnem 145 i maksymalnym 174, przewyższenia
- 920m pod górę i 925m z góry. Ciekawe jak będzie jutro mam nadzieję, że ciężej he he.
Czas sezonu nadszedł
18 marzec 2010
W dniu jutrzejszym tj. 19 marca 2010 roku grupa zawodników MBIKE TEAM MARATHON jak przystało na profesjonalne podejście do walki sportowej - wyjeżdża na
zgrupowanie do Wisły gdzie nasz sponsor MBIKE (producent rowerów) posiada wspaniały hotel o nazwie wzbudzającej poczucie bezpieczeństwa "ARKA". Faktycznie
czujemy się tam jak na bezpiecznym okręcie gdzie możemy wypocząć lub jak w tym przypadku dobrze przygotować się do sezonu. Czeka na nas cały zestaw
luksusów jak - basen, sauna, jacuzzi, oraz dodatkowo dla wybrednych SPA z którego na pewno skorzystam. Zapraszam do codziennego odwiedzenia mojej strony
gdzie będę umieszczał ze zgrupowania relacje, trasy i przewyższenia naszych treningów oraz moje wyniki.
Nowa strona MBIKE
13 marzec 2010
Ruszyła nowa strona polskiej firmy produkującej rowery MBIKE oraz głównego sponsora cyklu maratonów PolandBike oraz grupy kolarskiej MBIKE TEAM MARATHON. Na
stronie można oprócz ładnej szaty graficznej znaleźć ciekawostki, nowości produkowanych rowerów oraz prezentację drużyny i filmy. Zapraszam do zapoznania
się ze stroną oraz obejrzenia kilku krótkich filmów o firmie jego produkcie oraz naszej grupie kolarskiej.


Zimowy maraton
10 marzec 2010
Zima i tym razem nie zawiodła kolarzy. Pogoda drugiej edycji cyklu Northtec MTB Zimą wyjątkowo sprzyjała urozmaiconej trasie jaką przygotowali
organizatorzy w Karczewie w dniu 07.03.2010.
Pierwsze kilometry, po których przebiegała większość trasy dystansu Hobby, to teren leśny o twardym podłożu. Zawodnicy i zawodniczki dystansu Fit mieli
już jednak prawdziwe wyzwanie i nie raz przemierzali trasę w zamarzniętych koleinach. Dystans Mega był zdecydowanie najcięższy, poprowadzony po wzgórzach
Mazowieckiego Parku Krajobrazowego i nie raz trzeba było schodzić z roweru, ślizgać się na zamarzniętych strumykach i roztopach, których o tej porze roku
jest bardzo dużo.
Teraz przed uczestnikami trzy tygodnie przerwy, po niej zawodnicy spotykają się na kultowej trasie MTB w Józefowie i okolicach, gdzie odbędzie się finał
cyklu zimowych maratonów Northtec MTB Zimą.
Wyniki RKS Family Active:
Dystans Hobby 8 km
Rafał Żero- 3 miejsce kat wiek HM3
Filip Biernacki- 5 miejsce kat.wiek HM1
Karol Kielczyk-7 miejsce kat.wiek.HM2
Dystans Fit 19 km
Kielczyk Katarzyna –I miejsce kat.wiek K3
Anna Biernacka –IV miejsce kat.wiek K3
Dystans Mega 33 km:
Sławek Kielczyk -10 miejsce kat.wiek.M3
Dariusz Biernacki- 20 miejsce kat.wiek M3
Klasyfikacja Rodzinna
Rodzina Kielczyk 1 miejsce Wołomin
Rodzina Biernackich 3 miejsce.Wołomin
Dzień Kobiet z Family Active
01 marzec 2010
Zapraszamy wszystkie Panie i te duże i te małe na rower, dnia 6 marca 2010 (sobota). Zapewniamy miłą atmosferę i prezentów wiele, zapraszamy również
panów którzy swoim przybyciem na wspólną przejażdżkę uczczą te wspaniałe święto.
|
Cezary Zamana w Kobyłce
01 marzec 2010
Relacja z treningu wspólnego z Cezarym Zamaną
http://www.zyciepw.pl/trening-z-cezarym-zaman/
http://www.zyciepw.pl/cezary-zamana-w-family-active/
http://www.zyciepw.pl/przed-spotkaniem-z-cezarym-zaman/
Cezary Zamana w Kobyłce
18 luty 2010
Burmistrz Miasta Kobyłki Robert Roguski i RKS Family Active - szkoła kolarska, zapraszają na spotkanie i wspólny trening z jednym z najlepszych
polskich kolarzy zawodowych, organizatorem największego w Polsce cyklu maratonów rowerowych „Mazovia MTB Maraton” – Cezarym Zamaną.
Cezary Zamana w swojej karierze reprezentował m.in. grupy Subaru Montgomery (gdzie ścigał się razem z siedmiokrotnym zwycięzcą Tour de France
Lance’m Armstrongiem), Kelme, Motorola, Mróz i Chocolade Jacques.
Był zawodnikiem najlepszej polskiej ekipy Intel Action. Mistrz Polski i uczestnik Mistrzostw Świata. Na swoim koncie ma zwycięstwa w wielu prestiżowych
wyścigach w kraju i na świecie. Największym sukcesem jest zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Tour de Pologne w 2003 roku.
Przejechał na rowerze 700.000 km, uczestniczył w ponad 2000 wyścigów na całym świecie. Po zakończeniu kariery kolarza zawodowego w 2006 roku, postanowił
wykorzystać zdobytą wiedzę dla spopularyzowania jazdy na rowerze. Chce zachęcić wszystkich do korzystania z roweru, jako środka komunikacji, pokazać, jak
fantastycznie i zdrowo można spędzić wolny czas na rowerowym siodełku.
ZAPRASZAMY
27 lutego 2010 r.
sobota, godz. 11.00
Zespół Szkół Publicznych Nr 3
ul. Załuskiego 57
05-230 Kobyłka
|
Start RKS Family Active w PolandBike - Kobyłka
14 luty 2010
14 lutego w Kobyłce odbył się prolog PolandBike Marathon 2010 w zimowej scenerii w bardzo ciężkich warunkach terenowych, wystartowali zawodnicy RKS Family
Active. Dla większości z nich był to pierwszy maraton zimowy lecz jak sami mówią mimo, że było ciężko to również "fajna sprawa i ludzie". Na wielkie oklaski
i gratulacje zasługują najmłodsi, którzy w ilości 8 osób stanęli na starcie prologu. W tej niewielkiej ilości dzieciaków znalazło się też dwóch zawodników
RKS Family Active Piotr Frąckiewicz i Filip Biernacki, obydwaj zdobyli drugie miejsca w swoich kategoriach wiekowych. Również nasze kobiety nie próżnowały i
wystawiły oprócz swojej urody również i odwagę, a także pokazały tzw. ząb kolarski. Walczyły do końca co dało im: Katarzyna Kielczyk 2 miejsce, Anna Biernacka
3 miejsce. NA słowa uznania oraz gratulacje zasługują również trenujące razem z RKS Family Active, a startujące w barwach ŚWIAT ROWERÓW RACING TEAM - Ewa Duda
i Joanna Kur, które w swoich kategoriach wiekowych na dystansie Max zdobyły pierwsze miejsca. W kategorii MM3 która była mocno obsadzona, dobre 3 miejsce
zdobył Dariusz Biernacki którego zwycięstwo podwójnie świętuję, gdyż staną pierwszy raz na podium oraz to, że jest moim pierwszym uczniem trenowanym
indywidualnie. Andrzej Frąckiewicz zdobył 3 miejsce, a Adrian Janicki zdobył dobre jak na pierwszy start, miejsce 7. Sławek Kielczyk jak zwykle nie
zważając na warunki pogodowe wybrał dystans MAX i zdobył 7 miejsce. Wszystkim gratuluję wytrwałości i wyników oraz życzę sukcesów w dalszych startach.
A o to dokładne wyniki RKS FAmily Active w prologu PolandBike Marathon 2010 - Kobyłka:
Filip Biernacki 2 miejsce kat.FC1 DYSTANS FUN
Piotr Frąckiewicz 2 miejsce kat.FC2 DYSTANS FUN
Katarzyna Kielczyk 2 miejsce kat.MK3 DYSTANS MINI
Anna Biernacka 3 miejsce kat.MK3 DYSTANS MINI
Dariusz Biernacki 3 miejsce kat.MM3 DYSTANS MINI
Andrzej Frąckiewicz 3 miejsce kat.MM4 DYSTANS MINI
Adrian Janicki 7 miejsce kat.MM3 DYSTANS MINI
Sławek Kielczyk 7 miejsce kat.M3 DYSTANS MAX
Ewa Duda 1 miejsce kat.K4 DYSTANS MAX ŚWIAT ROWERÓW RACING TEAM
Joanna Kur 1 miejsce kat.K1 DYSTANS MAX ŚWIAT ROWERÓW RACING TEAM
Drugie testy wydolności - test wzrostu mocy
12 luty 2010
26 stycznia na sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 1 w Kobyłce, odbył się drugi test - progresywny, grupy zaawansowanej, osób trenujących pod okiem
Artura Żero. W testach uczestniczyli:
1) Dariusz Biernacki 381 Wat, zakończył test przy tętnie 182
2) Ewa Duda 313 Wat, zakończyła przy tętnie 197
3) Marta Bazańska 341 Wat, zakończyła przy tętnie 199
4) Irenesz Gruszczyński 484 Wat - 181 tętno
Porównująć poprzednie testy w/w grupa oprócz nowych zawodników robi postępy zgodnie z planem, zwąizku z tym można mieć nadzieję że jeżeli nadal będą tak
trenować na pewno sezon będą mieli bardzo przyjemny.

Family Active w Białce Tatrzańskiej
05 luty 2010
W okresie ferii członkowie Family Active wybrali się do Białki Tatrzańskiej. Na miejscu nie odpoczywają ale jeżdżą tylko, że nie na nartach, a na rowerach.
Trafili na wspaniałą pogodę,
czego dowodem mogą być zdjęcia. Po powrocie zdadzą obszerną relację z pobytu. Życzymy im miłego pobytu, odpoczynku i zdrowia.

Pierwsze zgrupowanie w Wiśle
03 luty 2010
W okresie od 10 - 16 stycznia 2010 roku w Wiśle odbyło się pierwsze zgrupowanie grupy MBIKE TEAM MARATHON. Na zgrupowaniu zameldowała się czteroosobowa grupa w składzie: Justyna Dzięcioł,
Irek Gruszczyński, Jack Rządca i Artur Żero. Firma MBIKE i nasz sponsor jak zwykle, wspaniale przygotowali nam, swój hotel "ARKA" w Wiśle. Natychmiast po przyjeździe rozstawiliśmy
w sali konferencyjnej hotelu dwa trenażery firmy TACX i rozpoczęliśmy pierwsze treningi. Drugiego dnia rano o 5:30 pobudka i bieg 30 min potem śniadanko i 2 godziny potem już na rowerkach.
Po 3 godzinnej jeździe w
ekstremalnych warunkach powrót i pyszny obiadek. Po obiedzie odpoczynek, a następnie trenażer 1 godzina i sauna. Tak wyglądały wszystkie nasze dni pobytu. Na brak zajęć nie narzekaliśmy,
mimo zmęczenia, pyszne jedzonko i atmosfera umilała nam te trudne dni treningowe.
Podsumowanie.
Przez 6 dni przejeździliśmy ok. 400 km na rowerach spędziliśmy 20 h nie licząc popołudniowych przejażdżek na trenażerze, pokonaliśmy ok. 5000 m przewyższeń.
Założenia wszystkie zostały osiągnięte. Wyjeździliśmy kilometry, osiągnęliśmy tętna które pomogą nam w dalszych treningach, obciążenia jakie przeszliśmy wprowadzą nas do dalszych coraz
cięższych treningów. Nasze morale wzrosły i naładowaliśmy się pozytywną energią na drugą część zimy. Wszyscy wyjeżdżając z Wisły już myśleliśmy i mówiliśmy o następnym zgrupowaniu na przełomie
marzec-kwiecień i przyszłych startach, myśląc o nich jak o wygranych.
W mojej galerii znajdziecie zdjęcia ze zgrupowania oraz krótkie filmy
Pierwsze xc zimowe na Stegnach w Warszawie
31 stycznia 2010
31 stycznia na warszawskich Stegnach odbyły się zawody xc z cyklu PolanBike. Typowo zimowa sceneria bardzo dokuczyła zawodnikom lecz liczyła się rywalizacja i suuuper zabawa. Jeśli chodzi o mnie
to przede wszystkim trening techniki jazdy i pierwszy sprawdzian. Wygrał Wojciech Bartolewski z Częstochowy - utytułowany i spec od przełajów na drugim miejscu znalazł się Irek Gruszczyński z
MBIKE MARATHON TEAM, który prowadził przez większość wyścigu jednak wygrał ten którego szczyt formy jest obecnie bliżej. Na trzecim miejscu uplasował się Waldemar Dależyński z ŻTC Żyrardów. Moje
wyniki to: 16 miejsce w open oraz 6 miejsce w kategorii - czas: 1:12:38.
http://www.polandbike.pl/
Pierwsze testy sprawnościowe
28 stycznia 2010
28 stycznia na sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 1 w Kobyłce, odbył się pierwszy test - progresywny, grupy zaawansowanej, osób trenujących pod okiem Artura Żero. W testach uczestniczyli:
1) Dariusz Biernacki 320 Watt, zakończył test przy tętnie 171
2) Ewa Duda 240 Watt, zakończyła przy tętnie 192
3) Joanna Kur 260 Watt, zakończyła przy tętnie 199
Na końcu przetestował się również trener, który osiągnął wynik - zadawalający
4) Artur Żero 440 Watt przy tętnie 179
Wszystkim serdecznie gratulujemy i życzymy jeszcze lepszych wyników na następnym teście za miesiąc.
Maków Mazowiecki maraton zimowy
17 stycznia 2010
W Makowie Mazowieckim 17 stycznia odbył się wyścig rowerowy MTB organizowany z okazji 65 rocznicy wyzwolenia Makowa i ziemi makowskiej spod niemieckiej okupacji.
Imprezą tą organizatorzy chcieli dać dowód pamięci tych, którzy polegli w trakcie walk wyzwoleńczych oraz tuż po wojnie.
Maraton rowerowy został przeprowadzony ku uczczenia pamięci polskich żołnierzy – saperów.
Na starcie maratonu stawili się kolarze z RKS Family Active z Kobyłki. Pomimo bardzo ciężkich warunków, spowodowanych dużą ilością śniegu i
mocno wiejącego wiatru, wrócili do domu z pucharem, zdobytym za II miejsce przez Katarzynę Kielczyk w kategorii wiekowej K1.
V miejsce przypadło w udziale Sławkowi Kielczykczykowi w kat. M1, co dało bardzo dobre 10 miejsce w klasyfikacji OPEN.
Pierwszy maraton zimowy już za nami!
źródła: www.fakty.wwl.pl; www.wicherkobylka.pl
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
14 stycznia 2010
10 stycznia w miejscowości Kobyłka, kolarze z Rodzinnego Klubu Family Active jeździli na rowerach i zbierali pieniądze dla potrzebujących chorych dzieci. Dzięki Waszej chojności udało
się zebrać aż 1.477,80 zł. Pieniądze przekazano Jurkowi Owsiakowi i Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Wszystkim darczyńcom bardzo serdecznie dziękujemy i pozdrawiamy.
Zdjęcia z imprezy w mojej galerii
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
03 stycznia 2010
Kolarze z Rodzinnego Klubu Sportowego Family Active wspierani przez Świat Rowerów Racing Team, postanowili zbierać pieniądze podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
10 stycznia w miejscowości Kobyłka dwuosobowe grupy rowerowe, nie zważając na śnieg i mróz, będą jeżdzić po całym mieście, by wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Po zakończeniu
akcji ok godz.18:00 , wyruszymy do Jurka Owsiaka. W specjalnej eskorcie pojedziemy rowerami do gmachu TVP w Warszawie i przekażemy zebrane pieniądze, które zostaną przeznaczone na leczenie
chorych dzieci. Dzięki Waszej chojności dzieci leczące się w klinikach onkologicznych w całej Polsce będą miały większą szansę na wyleczenie. Jestem rodzicem który doświadczył tego jak ważna
jest pomoc innych w leczeniu tych ciężkich chorób. Choroby te są uleczalne jeżeli znajdą się urządzenia i pieniądze do wczesnego wykrywania i leczenia.
Z kolarskim pozdrowieniem
Artur Żero
Życzenia Noworoczne
21 grudnia 2009
Nowy Rok 2010 już jutro z tej okazji życzę Wam, aby spełniły się wszystkie Wasze marzenia,
nadzieje oraz założone cele, oby wszystkie starty kończyły się pomyślnie i sukcesami, zdrowie dopisywało, a uśmiech z Waszych
ust nie znikał.
Z kolarskim pozdrowieniem
Artur Żero
oraz kierownictwo
Family Active
Życzenia Świąteczne
21 grudnia 2009
Święta Bożego Narodzenia to szczególne dni spędzane w gronie rodziny, symbolizują ciepło, radość i bezpieczeństwo.
W tych radosnych dniach życzymy wszystkim klubowiczom, sympatykom Family Active zdrowych, spokojnych Świąt
Bożego Narodzenia, spędzonych w miłej atmosferze budującej siły i energię na cały następny rok.
Z kolarskim pozdrowieniem
Artur Żero
oraz kierownictwo
Family Active
Ho ho hooo! Jestem tańczący Święty Mikołaj i mam dla ciebie życzenie. Przeglądnij sobie moją wideo pocztówkę
i podziwiaj jak tańczę.
Plan startów na rok 2010
19 grudnia 2009
19 grudnia odbyło się spotkanie Wigilijne z udziałem Burmistrza Miasta Kobyłka Pana Roberta Roguskiego oraz przedstawicieli sponsorów firmy Jubiler Schubert oraz Świata Rowerów w Wołominie.
Podczas spotkania przedstawiono wstępny plan startów na rok 2010.
Wkrótce zdjęcia oraz szczegółowa relacja ze spotkania.
Formularz startów został przeniesiony na stronę Family Active
|
Spotkanie Wigilijne
19 grudnia 2009
Kierownictwo Family Active serdecznie zaprasza na spotkanie Wigilijne wszystkie trenujące dzieci w naszym klubie wraz z opiekunami.
Spotkanie odbędzie się w dniu 19.12.2009 w Miejskim Ośrodku Kultury w Kobyłce na I piętrze.
Family Active
Ubieranie Choinki
12 grudnia 2009
12 grudnia odbyła się impreza "akcja choinkowa" wzorem ubiegłego roku miała
miejsce w sobotę 12 grudnia o godz. 12.00 wzdłuż al. Jana Pawła II w Kobyłce.
Organizatorzy przygotowali grilla. Na miejscu odbyło się wspólne kolędowanie i konkurs na najciekawsze i najpiękniejsze przyozdobienie iglaka. Skład komisji
konkursowej, oceniającej twórczą pracę, oprócz przedstawicieli Urzędu Miasta w Kobyłce, stanowili również dziennikarze miejscowych gazet.
Autorzy najładniejszej dekoracji zostali nagrodzeni reklamą swojej działalności na łamach jednej z lokalnych gazet.

| Rajd Mikołajkowy
6 grudnia 2009
5 grudnia odbył się I Rajd Mikołajkowy zorganizowany przez RKS Family Active.
Rajd rozpoczął się w Kobyłce pod słynną „Kobyłą”. Wszystkich rowerzystów powitał i osłodził start cukierkami, burmistrz miasta
Robert Roguski.
Przejazd odbył się ulicami Kobyłki, Wołomina i zakończył się przy nowo otwartym sklepie „Świat Rowerów” przy ul. Kościelnej 19 w Wołominie.
Tam na wszystkich uczestników czekał gorący posiłek, ciasta i losowanie roweru, którego fundatorem była Firma MBike, jak również można było wylosować karnet na treningi w Szkółce Kolarskiej „Family Active”.
Sponsorami I Rajdu Mikołajkowego, którym bardzo dziękujemy byli:
-„Świat Rowerów”
-„MBike”
-Jubiler „Schubert”
-„PowerBar”
-„Oskroba” p.Monika Roguska
-„Dekamed”
-„Livia”
Patronat medialny Fakty.wwl
Dziękujemy również Policji z Wydziału Ruchu Drogowego za zabezpieczenie trasy rajdu.
|
Rajd Mikołajkowy
30 listopada 2009
Rodzinny Klub Sportowy „Family Active” oraz sklep „Świat Rowerów” zapraszają na pierwszy Rajd Mikołajkowy, który odbędzie się w sobotę, 5 grudnia. Dystans: około
15 km (w zależności od pogody). Start: o godz. 12.30 sprzed Miejskiego Ośrodka Kultury w Kobyłce, al. Jana Pawła II 22. Meta: przed sklepem „Świat rowerów” przy ul. Kościelnej 19 w Wołominie.
Zakończenie rajdu będzie połączone z otwarciem nowego
sklepu rowerowego . Z tej okazji organizatorzy przygotowali wiele atrakcji: gadżety sportowe, kupony rabatowe, konkurs na mikołajkowy strój kolarski. Wśród uczestników zostanie rozlosowany rower
marki Mbike.
PRZYJDŹ, WYPEŁNIJ KUPON I WYGRAJ ROWER MBIKE!!!
WARTOŚĆ TEGO ROWERU TO 1350 zł!!!
"Rowery są fajniejsze"
28 listopada 2009
Wywiad z zawodnikami sekcji kolarskiej
Rodzinnego Klubu Sportowego „Family Active” działającego przy klubie MKS
„Wicher Kobyłka”: 8-letnim Filipem Biernackim i 9-letnim Karolem Kielczykiem.
Pobierz (PDF, 454 kB)
W weekend 10-11 października w Wołominie obchodzony był IX Dzień Papieski.
22 listopada 2009
W sobotę odbył się festyn rodzinny przy Szkole Podstawowej nr 7 w Wołominie. Gry, zabawy, loteria, konkurs wiedzy o Janie Pawle II, zawody sportowe, pokazy i nauka udzielania pierwszej pomocy – to tylko niektóre festynowe atrakcje. A na zakończenie – wieczorne czuwanie modlitewne w kościele pw. Matki Bożej Częstochowskiej.
Niedziela upłynęła w klimacie sportowo-modlitewno-filmowym. Rodzinny Klub Sportowy „Family Active” zorganizował II Rajd Papieski. Po zakończeniu rajdu odśpiewano ulubioną pieśń Ojca Świętego, czyli „Barkę”. A o godz. 19.15 – w kaplicy przy kościele pw. Matki Bożej Częstochowskiej odbyła się projekcja filmu pt. „11 listopada”.
Uroczystości nie byłyby możliwe, gdyby nie sponsorzy i ludzie dobrej woli. Oto lista osób i instytucji, którym organizatorzy serdecznie dziękują:
- Burmistrz Wołomina,
- Burmistrz Kobyłki,
- Szkoła Podstawowa im. Królowej Jadwigi nr 7 w Wołominie,
- Zespół Szkół nr 3 im. Jana Pawła II,
- Medyczna Szkoła Policealna nr 4 im. Edmunda Biernackiego w Warszawie,
- ndk. Paweł Wosiński (policja),
- Sebastian Połukard („Świat Rowerów”),
- Albin Krawczyk,
- Krzysztof Wytrykus („Promesa”),
- Hurtownia „Gaga”,
- Jubiler („Schubert”),
- Monika Roguska („Oskroba'”),
- Odzież dziecięca – sklep „Balonik'',
- „Termomix” (Maria Jurczyk),
- Dorota Brogosz-Kuc i Krzysztof Kuc („Dekamed”),
- Zakład Przemysłu Cukierniczego „Kacperek”,
- Klub Przedszkolaka „Kolorowe Nutki'”,
- Państwo Dobrzyńscy (Hurtownia AMD),
- Paweł Piatikow,
- Dorota Dąbkowska (dietetyk),
- Krzysztof Gawkowski,
- Kamil Kulczycki,
- MKS "Wicher" Kobyłka
- Wydział Promocji Urzędu Miasta Kobyłka
- gazeta powiatu wołomińskiego „fakty.wwl”.
Sekcja kolarska Rodzinnego Klubu Sportowego „Family Active” ruszyła. Pierwszy trening sekcji, działającej przy klubie MKS „Wicher”, odbył się 7 października w Zespole Szkół Publicznych nr 1 w Kobyłce.
22 listopada 2009
W sali gimnastycznej prowadzone były ćwiczenia ogólnorozwojowe: rozciągające, wzmacniające mięśnie tułowia i nóg oraz gry zespołowe. Jednym słowem – wszystko to, co w przyszłości przyda się w walce sportowej, nie tylko na rowerze. Trening odbył się pod czujnym okiem trenera Artura Żero, który tak ułożył ćwiczenia, aby dzieci mogły się bawić, a jednocześnie rozwijać swą sportową pasję. W treningu udział wzięło około 20 osób. Jednak lista nadal jest otwarta. „Family Active” zaprasza nie tylko tych, którzy lubią jeździć na rowerze. Również wszystkich, którzy chcą się bawić i ćwiczyć. Informacje: family.active@gmail.com, tel. 0-603 615 207, 0-660 287 517.
Zaczynamy!
15 listopada 2009
Otwieramy nową stronę. Będzie ona zawierała informacje na temat treningów, trenowania oraz innych informacji dotyczących startów naszych podopiecznych.
|
|