Kliktnij na logo, zobacz stronę Klubu Rodzinnego Family Active - www.familyactive.pl
Witam na mojej stronie! Jestem trenerem.


  


Pożegnanie z rowerem
14 kwiecień 2014


Człowiek drętwieje gdy w życiu zdarzają się nagłe zdarzenia których się nie spodziewał. Najczęściej jest to nieszczęście jak śmierć naszego super kolarza MTB Marka Galińskiego lub katastrofa lotnicza gdzie giną ludzie których znaliśmy bardzo dobrze. W każdym przypadku przychodzi zaduma, szok, niedowierzanie, płacz...Co się dzieje jak coś niesamowitego, oszałamiającego dzieje się w naszym życiu??!!!. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że nie będziemy jeździć, biegać, chodzić, pracować, a co się dzieje jak nasza pasja, miłość, nagle znika zmienia się w coś co nie osiągalne?!!. Ja właśnie stanąłem w obliczu tej tragedii, nieoczekiwanego, nagłego zwrotu w moim życiu. Na to co się stało wpłynęło wiele czynników, jedno jest pewne nieoczekiwanie zostałem pozbawiony pasji tego co w moim życiu było najważniejsze (oprócz rodziny). Nagle stanąłem na grani gdzie mam dwa wyjścia albo skoczyć w otchłań albo się pozbierać i szukać innej pasji. Właśnie jest w trakcie decyzji i szukania. Każdy sportowiec uprawiający przez 4-6h dziennie przez 360 dni w pewnym momencie ma ten sam dylemat. Wybrałem maratony i biegi górskie. Wybrać to jedno, ale czy wybór jest dobry?!! Nie wiem ćwiczyłem biegi w dzieciństwie, lubiłem długie dystanse i bieganie po górach na wycieczkach z rodzicami czy to wystarczy w moim wieku? - podobno starych drzew się nie przesadza :D jak się przesadzi to albo się przyjmą albo umrą :(. Ja nie umieram na razie nie powiem abym się nie bał ale mam dużo wiary że się uda i znajdę nową pasję która mi da satysfakcję, a może więcej!!! wątpię ale spróbuję :D.




Zgrupowanie w Górach Świętokrzyskich
01 kwiecień 2014


kliknij na zdjęcie i przesuń obraz w dół a zobaczysz powiększone zdjęcie
Na zgrupowanie wyjechałem w niedzielę zaraz po wyścigu w Mrozach. Razem z moim podopiecznym Rafałem dojechaliśmy do Bodzentyna woj. świętokrzyskie (nie daleko Kielc) ok. godz.21:00. Zgrupowanie zaplanowałem na okres od poniedziałku do niedzieli czyli 7 dni.

I dzień zgrupowania (poniedziałek)
Ten dzień ustawiłem jako zapoznawczy, objazdowy i przypominający wszystkie drogi i dojazdy. Zaplanowałem objazd masywu górskiego na którym znajduje się Święta Katarzyna i Święty Krzyż. Wraz z podjazdem na ten ostatni. Na szosówkach, przez miejscowość Święta Katarzyna, Górno, Daleszyce, Napęków, Bieliny, Huta Szklana wjechaliśmy na Święty Krzyż, następnie zjazd i Trzciankę, Nowa Słupia dojechaliśmy do Bodzentyna. Wykonaliśmy 70 km i 756 m przewyższeń w czasie 2:41:54.
Śniadanie ustawiliśmy sobie na 9:00 codziennie, więc mogliśmy pospać zrobić sobie poranne ćwiczenia i spokojnie przygotować. Obiad w Agroturystyce Bodzentyn ustaliliśmy na godz. 16:00. Będąc już w tym miejscu wielokrotnie wiedziałem, że jedzonko jest pyszne i dużo, więc musiałem zaplanować też mocne treningi.
kliknij na zdjęcie i przesuń obraz w dół a zobaczysz powiększone zdjęcie
II dzień zgrupowania (wtorek)
Ten dzień ustaliłem na tą samą drogę ale z trzema podjazdami pod Święty Krzyż. Od rana była niska temperatura i wiał wiatr na szczęście deszcz padający wieczorem przestał i od tych atrakcji było spokojnie. Jak zwykle ruszyliśmy do miejscowości Święta Katarzyna i tą samą drogą dojechaliśmy do Huta Szklana gdzie postanowiłem, że będziemy zjeżdżać do tej miejscowości i podjeżdżać na szczyt. Z początku ciężko nam szło, podjazd na Święty Krzyż ma 8-9% podjazdu więc trudność jest duża zwłaszcza pierwszy i drugi trzeci był już znośny. Rafał z początku jęczał widząc podjazd ale z każdym podjazdem jechał coraz pewniej i szybciej. W sumie zrobiliśmy ok. 700 m przewyższeń i tą samą drogą jak wczoraj wróciliśmy do miejsca zamieszkania. W tym dniu zrobiliśmy: 88,29 km; 3:16:56; 1.231 m przewyższeń. Mocno umordował nas wiatr i temperatura na zjazdach ale daliśmy sobie radę. Bardzo byłem zadowolony z wytrenowania Rafała. Dawał sobie radę na podjazdach jak i w różnych tempach jazdy.

III dzień zgrupowania (środa)
Podwyższam poprzeczkę, co prawda rundka ta sama ale podjazdów pod Święty Krzyż już 6 a nie 3. To przerażało Rafała ja również byłem w stanie w każdej chwili zmniejszyć ilość jeżeli byłaby taka potrzeba. W tym dniu wiatr się zmienił i wiał nam w twarz na podjeździe pod Święty Krzyż ale był dużo cieplejszy więc zjazdy były dużo przyjemniejsze. Po ok. 50 minutach dotarliśmy do Nowej Huty i zaczęliśmy podjeżdżać pierwszy podjazd który trwał ok. 16 minut. Pierwszy podjazd był spokojniejszy a każdy następny dawkowałem na coraz mocniejsze zmniejszając czas podjazdu oraz intensywność. Nadspodziewanie Rafał dobrze sobie radził i coraz bardziej byłem zadowolony z jego wytrenowania i możliwości. W tym dniu mocno się zmęczyliśmy robiąc wyniki: 113 km; 4:21:38; 1.898 m przewyższeń. Dzień zakwalifikowałem na bardzo ciężki w skali 1-10 - 9.

IV dzień zgrupowania (czwartek)
Ten dzień to wytrzymałość. Pogoda zapowiadała się na nędzną więc postanowiłem zrobić mocny trening wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Miało być więcej km, z mniejszą ilością przewyższeń ale tempówki na krótkich podjazdach z elementami mocy oraz sprinty na prostych. Założenia to stała jazda na zmianach tak aby mięśnie były stale napięte z 5 minutowymi odpoczynkami na kole dla każdego po 1 - 1,5 h wysiłku. Niestety pogoda lekko pokrzyżowała moje plany i przez mocny wiatr w twarz musiałem zmienić taktykę na częstsze odpoczynki na kole. Jednak resztę elementów była ta sama. Trasa miała przebiegać przez miejscowości: Św. Katarzyna, Daleszyce, Staszów, Iwaniska, Opatów, Nowa Słupia, Bodzentyn. Do Staszowa wiał nam wiatr i cały czas ograniczał prędkość łudziłem się, że gdy skręcimy w Staszowie na Opatów zmieni się wiatr (taką informację dostałem od mojego nawigatora Rafała :D) niestety wiatr zaczął wiać jeszcze mocniej, a droga stała się bardziej wymagająca w podjazdy. Pod Iwaniskami, złapał nas deszcz więc do wiatru, chłodu dołączył jeszcze jeden żywioł i mocno nam uprzykrzył dalszą drogę. Ostatecznie troszeczkę zmieniliśmy drogę co nie oznaczało niestety skrócenia :(. Dane nasze z tego dnia to: 132 km; 4:28:24; 1.047 m przewyższeń; cieszy mnie jednak średnia przejazdu wyszła 29,4 km/h. Skala ciężkości treningu to: 9.

V dzień zgrupowania (piatek)
W tym dniu wyznaczyłem odpoczynek na basenie, jacuzzi ale zanim to nastąpiło w nowo wybudowanym Hotelu w Starachowicach przejechaliśmy jeszcze regeneracyjnie: 30 km w czasie 1:33:22.

kliknij na zdjęcie i przesuń obraz w dół a zobaczysz powiększone zdjęcie
VI dzień zgrupowania (sobota)
Ten dzień to rekord bicia km dla Rafała, zresztą bił je codziennie :D. Zaplanowałem mega wytrzymałość ok. 180 km z przystankiem w Sandomierzu. Nie zwyczajnie w tym dniu wstaliśmy dużo wcześniej na śniadanie bo o na 7:00. Na śniadanie pyszna jajecznica. O godz. 9:00 już jechaliśmy. Dzień zapowiadał się chłodno ale słonecznie i bez większego wiatru jak na woj. świętokrzyskie. Trasa to: Bodzentyn, Nowa Słupia, Opatów, Sandomierz, Łoniów, (tu niestety pomyliłem trasę i pojechaliśmy dalej), Klimontów, Lipnik, Opatów, Nowa Słupia i Bodzentyn. W sumie do Sandomierza jechało nam się dobrze bo po wypoczęciu i z lekkim wiatrem. W Sandomierzu zjedliśmy ciacho, wypiliśmy kawę i w drogę. Od Łaniowa do Lipnika mieliśmy centralnie wiatr w twarz więc męczyliśmy się mocno zwłaszcza, że ukształtowanie terenu też się zmieniło (cały czas pod górę ponad 20 km). Potem też było pod górkę ale wiatr wiał z boku więc mogliśmy jadąc na zmiany mieć prędkość 35-40 km/h. Na miejsce dotarliśmy nadspodziewanie szybko bo po: 5:39:48; ze średnią prędkością 32 km/h przez 180 km, przewyższeń 982 m. Trudność przejazdu oceniłem na 8.

VII dzień zgrupowania (niedziela)
Dzień wyjazdu jednak zanim on nastąpił dla rozjechania się i w spokojnym tempie przejechaliśmy początkową trasę bez podjazdu na Św. Krzyż. Przejechaliśmy: 60 km; 2:4:59; śr.pręd. 28 km/h; przewyższeń 493 m - tak pożegnaliśmy Góry Świętokrzyskie. Potem się szybko spakowaliśmy i wyjechaliśmy.

Podsumowanie: 672.28 km; czas 24:06:50; totalna ilość przewyższeń 7652 m.



Wyścig Mrozy
01 kwiecień 2014


kliknij na zdjęcie i przesuń obraz w dół a zobaczysz powiększone zdjęcie
III miejsce w kategorii wiekowej - Mrozy Santini Northtec MTB Zimą i III miejsce w klasyfikacji Generalnej tej edycji. Opis zaczynam dość późno bo natychmiast po wyścigu wyjechałem na zgrupowanie w Góry Świętokrzyskie gdzie przez 7 dni szlifowałem swoje umiejętności ale o tym później. W dniu 23.03.2014 roku odbył się wyścig jak wspomniałem wyżej, pogoda piękna i wymarzona na wyścig, choć miało być w scenerii zimowej, a odbyło się wiosennej. Poranek gdy wstałem i wyszedłem z psem na spacer był chłodny bo -1 st. C, jednak wszystkie zapowiedzi pogodowe oraz wcześniejsze dni wskazywały na to, że o 10:00 kiedy to ruszy wyścig będzie ok. 15 st. C. i tak też się sprawdziło. Na miejsce wraz z synem Rafałem dotarliśmy o godz. 8:30. Szybciutko rozstawiłem trenażer i rower i o 8:40 już się rozgrzewałem. Rafał w tym czasie jak zwykle pomocny pozdejmował rowery wyścigowe, założył numerki startowe i pojechał się rozgrzewać. Rozgrzewka zajęła mi zgodnie z planem 45 minut. Przebrałem się i o 9:35 byłem w sektorze. Ustawiłem się ładnie pod słoneczko i ten czas miło, szybko mi przepłynął. Mogłem poobserwować osoby jak kolejno zajmowały miejsca w sektorze I, bo z tego właśnie startowałem. Zjechało się dużo dobrych kolarzy aby sprawdzić swoje możliwości, rozmawiali o przyszłym jeszcze sezonie, na jakich edycjach będą startowali i jak przygotowywali się do sezonu, jakie mają możliwości o sprzęcie na którym jeżdżą. Miło było posłuchać tego kolarskiego szwargotu - wreszcie :D he he. Punktualnie o godz. 10:00 ruszyliśmy, skręt w prawo asfalt krótki odcinek ostrej jazdy znowu skręt w prawo i mocniejszy sprint pod lekką górkę. Następnie jeszcze jeden skręt w prawo i...ogień 48 km/h wjazd do lasu zwężenie i piachy, lekka przepychanka, ogień no i peleton rozczłonkował się pewnie. Ja widziałem tylko czoło które się też podzieliło na dwie połowy ja w tej pierwszej. Do przejechania 37 km więc nikt się nie oszczędzał. W jakimś momencie wyprzedził mnie jak się potem domyśliłem Korc - szkoda, że nie pojechałem za nim no cóż, na nowo uczę się jazdy po płaskim :D. Nie wiedziałem też że inny kolega z kategorii Stram jedzie przede mną niestety ale to chyba nic by nie zmieniło bo po wjeździe w las bez tzw. drogi (puszczono nas po wyjeżdżonych gałęziach) na nieszczęście moje na całą kasetę nawinęły się miękkie gałęzie które powchodziły pomiędzy kasetę. Nie miałem możliwości jechać szybko, przyśpieszać, zacząłem momentalnie tracić prędkość a grupa z którą jechałem powoli się oddalała. Natychmiast zdecydowałem się rozwiązać problem. Zatrzymałem się i na moje szczęście łatwo wyciągnąłem nawinięte witki. Zacząłem samotnie gonić grupę uciekającą, po chwili ich ujrzałem ku swojemu zdziwieniu?. Przycisnąłem mocniej i po 5-10 minutach byłem już przy nich. Niestety straciłem trochę sił więc postanowiłem odpocząć. Chwilę jechałem za nimi a następnie zacząłem realizować swój plan gonienia czołówki. Dzięki tym akcjom nie zwalnialiśmy a wręcz przeciwnie zaczynało być szybciej. Niestety nasza prędkość oraz krótki dystans był nieubłagany. Na 7 km przed metą kolega zauważył na moje szczęście, że przedni zacisk koła jest odkręcony. Jeszcze przez chwilę jechałem tak ale widziałem jak śruba się odkręca, a sytuacja jest coraz bardziej niebezpieczna. Na jednym z wypłaszczeń krótka decyzja, zeskok z roweru, koło pomiędzy nogi i szybko wkręciłem i zacisnąłem zacisk, zrobiłem to w ostatniej chwili za moment szukałbym śruby i stracił dużo więcej czasu. Mimo że to trwało krótko prędkość z jaką rozpędzona grupa odjechała ode mnie raczej nie dawała mi szans na ich dogonienie. Jednak gdy zacząłem przyśpieszać okazało się że szybko zbliżam się do nich i po 5 min już ich dopadłem. Gdy do nich dojechałem prędkość się rozkręciła gdyż 2 km dzieliło nas od mety. Niestety na jednym z wąskich odcinków jeden z kolegów upadł i wytraciliśmy prędkość. Zebrał się jednak szybko i za chwilę pędziliśmy znowu. Na prostej do mety jednak dałem się wyprzedzić może dla tego że nie było nikogo z mojej kategorii a może dla tego, że wymęczyły mnie te gonitwy. Teraz myślę, że po trosze jedno i drugie. Byłem i tak zadowolony dyspozycją jaką posiadałem, a zimowa edycja była tylko kontrolnymi startami. Ostatecznie zająłem 9 miejsce Open, III w Kategorii i jak na wstępie wspomniałem III w Klasyfikacji Generalnej. Z GPS wyszło mi, że jechaliśmy: 34 km; 1:14:25; ze średnią 27,4 km/h.



Wyścig Pomiechówek
09 marzec 2014


kliknij na zdjęcie i przesuń obraz w dół a zobaczysz powiększone zdjęcie
II miejsce w kategorii i V open czas 1:23:10. Co tu pisać co tu gadać trasa prosta z trzema mocniejszymi podjazdami. Szybka z wieloma zakrętami.
Na miejscu byłem o 8:30. Krótka chwila na wyciągnięcie trenażera i roweru treningowego i 50 min zaplanowanej rozgrzewki. O godz. 9:30 w sektorze II. Równo o godz. 10:01 ruszyłem. Od początku ogień po asfalcie. Jeszcze kilku chłopaków z sektora II jechało ze mną. Super trafiłem bo ostro jechaliśmy więc szybko dotarliśmy do I sektora. Tam udało mi się przejść całą grupę i wyjść na prowadzenie. Dobrze mi się jechało i miałem werwę do jeszcze szybszej jazdy ale nie znałem swoich możliwości więc się ociągałem do mocniejszego przyśpieszenia, poza tym jechałem pierwszy raz na nowym rowerze i nowych za wąskich oponach które woziły mnie na nierównościach i szutrowych zakrętach gdzie musiałem zwalniać. Niestety wkradł się błąd pomyliłem trasę, lekko się zdekoncentrowałem i przewróciłem na zamarzniętej koleinie. Dużo straciłem, grupa mnie dogoniła. Potem już jechałem z nimi. Niestety dwa podjazdy mi nie wyszły gdyż przede mną zamiast podjeżdżać schodzili z roweru więc znowu lekko traciłem i musiałem odrabiać. Mam nadzieję, że koledzy z I sektora nauczą się podjeżdżać pod lekko strome podjazdy :( albo będzie trzeba będzie jechać jednak mocniej i uciekać od tych szosowych ścigantów wożących się na kole :D. Końcówka to ogień 44 km/h aż do mety niestety finisz zrobiono za wąski i nie było gdzie wyprzedzać dlatego tylko V miejsce he he bardzo zresztą jestem zadowolony. Zdobyłem I sektor, dojechałem do I sektora, powiem tak moje sesje treningowe się sprawdzają. Jednak najbardziej jestem zadowolony z mojego syna Rafała który dostał się podczas dwóch wyścigów z ostatniego do II sektora i w Pomiechówku był 7 w kategorii FM1 i 36 Open. Brawo.
Podczas wyścigu startował też mój podopieczny Rafał Najdrowski , który mimo zgubienia tylniego koła :D miał super czas 1:32:33 i 9 miejsce w kategorii M4 oraz 37 open. Brawo.



objazd trasy w Pomiechówku
04 marzec 2014


kliknij na zdjęcie i przesuń obraz w dół a zobaczysz powiększone zdjęcie
W niedzielę 02.03.2014 roku odbył się oficjalny objazd trasy maratonu zimowego organizowanego przez Cezarego Zamanę. Na objazd przyjechał Cezary, Piotr i Zbyszek fotograf obaj z ekipy Cezarego Zamany. O godz. 10:15 wyjechaliśmy na trasę maratonu. Ogólnie trasa jest ciekawa. Jest szeroko tylko czasami są zwężenia ale niezbyt uciążliwe. Na trasie było ogólnie ok. 30% błotnych ale twardych ścieżek i jedno mega błotno- gliniane podejście (najlepiej bokiem wchodzić po lewej stronie) i dwa całkiem ciekawe techniczne i lekko strome podjazdy. Śniegu niewiele, raczej ok 5% krótkie wysepki lodowe które nie utrudniają przejazdu. Myślę, że lód do czasu maratonu już całkiem zniknie. Sporo było ścieżek leśnych po tak zwanych "krzakach" ale nie sprawiało to wielkiej trudności. Maraton zapowiada się szybki, ciekawy i brudny niestety. Życzę powodzenia i do zobaczenia na trasie.



luty_szczyt obciążeń_3
28 luty 2014


Wczorajszy dzień przerwy to przyjemność i nie. Już zdążyłem się przyzwyczaić do dużych obciążeń, a właściwie nie ja tylko mój organizm. No cóż człowiek rozsądny i doświadczony robi sobie plan na podstawie własnej i innych wiedzy i trzyma się go bo inaczej może dojść do przesilenia. Jednak ja wczoraj nie miałem w planie dnia wolnego. Jednak to jest drugi aspekt trenowania na wysokich obciążeniach. Gdy się czuje, że mięsie nie wytrzymują zadanego obciążenia należy dać odpocząć i to nie dla tego że może dojść do przetrenowania (to również ale w dłuższym okresie czasu) ale że trening staje się mało efektywny. Oczywiście mógłbym trenować dalej bo szybko się regeneruję i efektem byłoby wyćwiczenie siły woli ale mam wrażenie, że to akurat już mam wypracowane w 100%. Każdy z czytających oczywiście może wysnuć wnioski dla samego siebie. Najważniejsze aby słuchać swojego organizmu wsłuchać się w bodźce które nam przekazuje i pozwalać mu rządzić naszym ciałem a zachowamy harmonię i będziemy mogli ćwiczyć więcej i mocniej. No cóż w moim planie są jeszcze 2 dni długich i ciężkich treningów 2x120 km z treningami specjalistycznymi jak Wytrzymałość Siłowa i Moc. W niedzielę dla relaksu i ze zlecenia chłopaków z Grudziądza :D - POZDRAWIAM, z synem jedziemy na objazd trasy w Pomiechówku. Cały następny tydzień to treningi podtrzymujące czyli 1-2h i siłownia - wreszcie odpoczywam. W niedzielę 09.03.2014 roku w Pomiechówku jest następny maraton zimowy z cyklu Santini Northtec MTB Zimą. Nie wiem jaka to zima ale może jeszcze spaść deszcz więc będzie Northtec błotny :D. Cel to dostanie się do I sektora i sprawdzenie nowego roweru jak porusza się podczas wyścigu.



luty_2
25 luty 2014


Scalpe coraz częściej słyszymy nazwę miejscowości w Południowej Hiszpanii. Kiedyś było stać na wyjazd w zimie do tzw. ciepłych krajów tylko najbogatszych i zawodowe teamy teraz już jeżdżą prawie wszyscy. Ci którzy nie mogą lub ich nie stać na ten jednak jak by nie było luksus zostali w kraju i tu pod dachem lub na szosie ćwiczą nazywając naszą tegoroczną Polskę "Scalpe Sralpe Polska". Coś w tym jest!!. Jak by nie było jesteśmy przyzwyczajeni do temperatur +8 - +11 st. C od lat trenujemy w tych a nawet niższych temperaturach. Ja również z powodów pewnie finansowych bo jakich innych pozostałem w naszym super kraju i tu zorganizowałem sobie 2 tygodniowy obóz – zgrupowanie. Rodzinie zapowiedziałem, że mnie nie widzi i prawie tak jest jestem niewidzialny :D. Trenuję po 5-6h dziennie. Pierwszy tydzień spędziłem pod dachem na siłowni gdzie od rana z przerwą na regenerację wieczorem kończyłem 6h treningi. Udało się wyjść wreszcie na dwór – jest ciepło. O godz. 11:00 temperatura 6-8 st. C to luksus (a dzisiaj ma być cieplej i tak do końca tygodnia). To ważne jaka jest temperatura bo jadąc 4h na rowerze morze być ciepło (intensywna jazda) ale i tak stopy zamarzają, a to nie jest przyjemne jak ktoś tego nie poczuł to niech nie żałuje. Dzisiaj mam za zadanie zrobić WYTRZYMAŁOŚĆ ANAEROBOWĄ. Te treningi są dosyć nieprzyjemne bo 5 minutowe sprinty x6 nie należą do przyjemności. Potem mam jeszcze przejechać 130 km więc będzie miło w sumie bo jadę w strefie tętna mieszanej czyli trochę w tlenie i trochę beztlenie. W sumie w pierwszym tygodniu zgrupowania przejechałem 895 km a do chwili obecnej w całym miesiącu 1 694 km. Planuję (nie wiem jak wyjdzie w rzeczywistości) codziennie jeździć ok. 150 – 180 km, czyli się jeszcze nazbiera do końca tego tygodnia. Potem jak zwykle po zgrupowaniu odpoczynek i start sprawdzający w Pomiechówku. Moi podopieczni martwią się o mnie i często pytają dla czego, po co? Trochę boją się pewnie też o siebie abym im takich treningów nie zaaplikował. Ja również się boję bo przecież takich obciążeń w moim wieku jeszcze nie robiłem he he. Nie wiem jak organizm to wytrzyma (na razie nadspodziewanie jest dobrze), codziennie zadaję sobie pytanie czy wytrzymam tych 14 dni, 13, 12…itd. Na razie wytrzymuję jak poczuję że już dość będę stopował. Wynikiem tak dobrej wytrzymałości jest regularny, stopniowy wzrost obciążeń w zimie. Jednak lata pracy i praktyki nauczyły mój organizm wytrzymywania ekstremalnych obciążeń. Pytanie jest: KIEDY NASTĄPI ZAŁAMANIE? Bo każdy organizm ma kres swoich możliwości ale mój jeszcze najwyraźniej nie ma dość.



luty
23 luty 2014


Uff wreszcie uporałem się z komputerem i ze swoją stroną. Mogę już na bieżąco pisać. Od listopada wiele się zdarzyło. Będę powoli uzupełniał swoje podstrony dotyczące treningów, zdjęć i informacji bieżących. No cóż grudzień był ciężki, styczeń "odpoczywałem" a luty...uff do tej pory przejechałem 1700 km. Najlepsze jest to że czuję się bardzo dobrze i chcę jeszcze, jeszcze i jeszcze. Mam jeszcze jeden tydzień ciężkich i długich treningów, potem odpoczynek i następny zimowy maraton Santini Northtec MTB Zimą w Pomiechówku. To będzie na pewno sprawdzian moich dotychczasowych poczynań jak i nowego roweru. Jednak po drodze był pierwszy maraton zimowy zorganizowany przez Cezarego Zamanę który odbył się w Jabłonnej nie daleko miejscowości Chotomów. Startowałem na tej trasie po raz drugi w tamtym roku tam właśnie uszkodziłem sobie kręgosłup co zaważyło na dalszej części sezonu. Tym razem było już normalnie. Wystartowałem z III sektora na starym rowerze. Z przodu założyłem oponę z wysokim bieżnikiem i kolcami. To było dobre posunięcie ale na pierwsze okrążenie. Niestety sytuacja z każdą minutą się zmieniała na niekorzyść mojej opony tak, że na drugim okrążeniu miałem już 60% miękkiego podłoża. Jednak i tak jestem zadowolony. Plan został w 100% wykonany, dostałem się do II sektora i przejechałem bez kontuzji do mety.



Listopadowe dylematy treningowe
10 listopad 2013


Moi podopieczni oraz inne osoby, codziennie piszą do mnie maile lub dzwonią z pytaniem jak to robić żeby ćwiczyć i się nie nudzić na trenażerze, siłowni, basenie, bieżni jak to robić aby ilość treningów którą im zadałem przeżyć i mieć ochotę na grudzień, a potem styczeń, luty i wymarzony choć ciężki marzec. Postaram się w takim razie odpowiedzieć choć będzie trudno.

Pytanie proste i zrozumiałe ale odpowiedź już niestety nie. Jak świat światem zawsze ludzie się różnili pomiędzy sobą pod każdym względem, nie będę tego tematu rozwijał bo to nie ten który mam opisać. Temat jest indywidualny właściwie gdy znam daną osobę mogę jej powiedzieć dokładnie co ma robić aby było dobrze albo bardzo dobrze. W tym celu muszę cofnąć się do przeszłości kiedy sam jeszcze siebie nie znałem nie wiedziałem jakie mam cele, możliwości, potrzeby, nie przypuszczałem co mnie czeka w przyszłości. Pasja to co nas porusza, wyzwala w nas dodatkową energię, chęci do działania, otwiera umysł i daje impuls wyobraźni. Musimy więc zacząć od tego jaką mamy pasję oczywiście na naszym podwórku jest pasją rower, ściganie się poprawianie swojej sprawności, wyników i zwyciężanie samych siebie. Ta pasja nami musi zawładnąć objąć wszystkie części naszego ciała i zwłaszcza umysłu, musimy ją żyć w każdej chwili naszego życia myśleć o niej doprowadzać ją do wrzenia w nas do chwili gdy poczujemy że unosi nas ku wyobraźni, kiedy poczujemy zimową porą, że już w tej chwili moglibyśmy usiąść na rower i ścigać się po piachach, błocie, korzeniach, skakać ze skarp i zjeżdżać z najbardziej stromych ścian usianych kamieniami. Wtedy musimy sobie uświadomić jedno, że aby jeździć tam gdzie chcemy i osiągać to co chcemy, być lepszym niż w przeszłości to musimy ćwiczyć i ćwiczyć. Cel to następny etap naszych zmagań zimowych, gdy już obierzemy to co chcemy osiągnąć musimy pomyśleć jak to zrobić – ale to pozostawiam na kolejną poradę Piszemy sobie na kartce cele dużymi literami tak abyśmy mogli widzieć je z daleka. Wieszamy sobie nad łóżkiem wpisujemy na tapetę telefonu, komputera służbowego itp. Cel to co nas napędza dzięki niemu będziemy mogli przemóc się gdy będziemy mieli chwile zwątpienia. Po takim napędzaniu swojej psychiki musi przyjść też energia na wypełnianie zimowych ciężkich treningów. Musimy też wykorzystać każdą metodę na to aby nam się chciało jeszcze bardziej i jeszcze chętniej. Chwalenie się swoimi osiągnięciami lub planami na przyszłość na forach czy też osobiście swoim przyjaciołom to jest jedna z metod dodawania sobie energii, jeżeli lubimy się popisywać to warto zapisać się na siłownię i ćwiczyć tam gdyż łatwo można się podzielić i pokazać co się potrafi dając z siebie dużo a nawet bardzo dużo. Gdy ćwiczymy w domu musimy pamiętać cały czas o celu o kolegach których trzeba wyprzedzić o trasach i ich trudnościach które trzeba pokonać to pomaga w pracy nad sobą gdy startujemy w górach to w odchudzaniu, a gdy starujemy na płaskich szybkich maratonach do robienia mocnych tempówek. Również uprzyjemnianie sobie treningów to jedna z form łatwiejszego przejścia przez ból, pot i znużenie treningiem. Do takiego uprzyjemniania należy telewizor (oglądanie ulubionych programów), odtwarzacz filmów (oglądanie filmów), muzyka (słuchanie super muzyki w dobrych tonach może wspomagać rytm i energię do mocnych treningów), wiatrak i klimatyzator (schłodzi nas i nie doprowadzi do odwodnienia), własny kącik ze zdjęciami planami i tym podobnymi super gadżetami (pozwoli przytulnie spędzić czas treningowy). Kupienie sobie nowego super trenażera, wykupienie karnetu w super siłowni, zakup nowych butów rowerowych, do biegania czy też pulsometru pomaga w zaangażowaniu się mocnym na wiele miesięcy. Pomocą też będzie rodzina. Jeżeli żona czy mąż zrozumie to nasze zmaganie z samym sobą, będzie nam łatwiej. Podsumowując musimy sobie stworzyć warunki które nam pasują które nas fascynują i doprowadzają do tego że mimo wszystko chce nam się trenować. Mam nadzieję, że choć trochę naprowadziłem Was na właściwe tory i pomogłem w wybraniu najodpowiedniejszych metod uprzyjemnienia sobie zimowych treningów.
Następnym razem opiszę jak najlepiej dobrać metody treningowe do celu jaki sobie obraliście.
Pozdrawiam
Artur Żero





PAŹDZIERNIK TRENINGÓW
01 listopad 2013


Miesiąc październik miną pod znakiem pracowitym choć nie najpracowitszym w tym roku. Szczegóły moich wyczynów w zakładce, moje treningi. Tak zaraz się ktoś spyta a gdzie czas na roztrenowanie?. No cóż czas na roztrenowanie był we wrześniu, a poza tym co to znaczy roztrenowanie? Każdy indywidualnie podchodzi do tego tematu. Jedni (początkujący) muszą mieć czas wolny od roweru inni znowu na odwrót zwłaszcza weterani :D. Ja mam po środku ale czas roztrenowania przesuwa się z każdym rokiem. Kiedyś był grudzień, po pewnym czasie listopad, a teraz wrzesień. Myślę, że z czasem lekko ten czas wolnego zaniknie i po prostu zmieni się jedynie intensywność uprawiania kolarstwa ale nadal będzie. W minionym miesiącu pobiegałem sobie i siłowałem oraz trenowałem na rowerku stacjonarnym z rosnącą intensywnością. No cóż od treningów spokojnych w poszczególnych tygodniach (zgodnie z zaplanowaną periodyzacją), do treningów gdzie lał się pot i bolllały mięśnie. Z czego to wynika no cóż czas zwiększyć objętość i intensywność i sprawdzić swoje możliwości, oczywiście zachowując wszystkie dostępne metody regeneracyjne. Plany na następny rok już są ale może zdradzę je w nowym roku bo przecież może się jeszcze wszystko zmienić. W obecnym miesiącu planuję wykonać Test wydolności zobaczymy co w człowieku drzemie. Oczywiście z testu będzie odpowiednia korespondencja może nawet ze zdjęciami?.



MISTRZOSTWA POLSKI MTB OBISZÓW
14 wrzesień 2013


Miną tydzień od pierwszego wyścigu – czasówki na Mistrzostwach Polski w Obiszowie. Do tej pory chyba już doszedłem do siebie i pogodziłem się z wymiarem losu ale może zacznę od końca. Przedstawiam wyniki Mistrzostw Polski, może to pokaże wymiar zmagań na Obiszowskiej trasie.
MISTRZOSTWA POLSKI ELITY 105 km

1. Piotr Brzózka JBG 2 Professional czas 3:52:18
2. Adrian Brzózka JBG 2 Professional czas 3:52:32
3. Wojciech Halejak Gliwice Las Vegas3:54:27
WYCOFALI SIĘ Z RÓŻNYCH POWODÓW

1. Bartosz Banach SANTE BSA TOUR
2. Adrian Jusiński SANTE BSA TOUR
3. Rafał Hebisz SANTE BSA TOUR
4. Paweł Baranek MBIKE RETRO TEAM
5. Aleksander Dorożała CORRATEC TEAM POZNAŃ
6. Marek Konwa SUPERIOR BRENTJENS
7. Radosław Rękawek KROSS RACING TEAM
8. Bogdan Czarnota KROSS RACING TEAM

I wiele innych w sumie 21 osób.


Kobiety na 70 km trasie były bez defektowe:

1. SOLUS-MIŚKOWICZ KATARZYNA
DEK MEBLE CYCLO KORO czas 2:58:49
2. SZAFRANIEC ANNA
KROSS RACING TEAM czas 3:00:13
3. ZIÓŁKOWSKA MICHALINA
BIELANY WR., KROSS czas 3:01:09


MISTRZOSTWA POLSKI AMATORÓW DYSTANS 70km

KOBIETY
1. LUBOINSKA URSZULA RETRO MBIKE TEAM czas 3:10:55
2. ZELLNER MALGORZATA CORRATEC TEAM POZNAN czas 3:28:20
3. KAROLINA CIERLUK BOLMET-TREK, PIECHOWI czas 3:28:44
4. GOGOLEWSKA MARTA GOGOL MTB TEAM WAGRO czas 3:30:31

MĘŻCZYŹNI ELITA
1. PUTZ MICHAŁ NIE GOLE LYDEK KELLY czas 2:47:57
2. GRĘDZIŃSKI BARTOSZ MŁAWA,BDC JAMIS TEAM czas 2:57:07
3. MAŁEK OLAF ŻARY, SANTE-BSA TOUR czas 2:58:00
4. KOLODZIEJCZYK BARTOSZ CORRATEC TEAM POZNAN czas 2:58:00

MĘŻCZYŹNI MASTERS I
1. CHMILE RAFAŁ STRZELCE KRAJ., FSL czas 2:50:37
2. RYBCZYŃSKI MATEUSZ RYBCZYNSKI CITYZEN czas 2:51:03
3. BEREŹNICKI PIOTR OKULAR MTB TEAM, JELENIA GÓRA czas 2:52:06
4. MALESZKA GRZEGORZ OLSZTYN, DACHLAND czas 2:54:59

MĘŻCZYŹNI MASTERS II
1. GOLINSKI MARIUSZ MTB NEWS.PL czas 2:58:46
2. GRZEMSKI ROMAN CORRATEC TEAM czas 3:13:29
3. PIOTR WALCŻAK BALTIC HOME czas 3:14:36
4. ŻERO ARTUR SANTE BSA TOUR czas 3:16:11

MARATON MTB OBISZÓW - CZASÓWKA - 07.09.2013, OBISZÓW WYNIKI - 12KM - OPEN MĘŻCZYZN

1. HALEJAK WOJCIECH GLIWICE, LAS VEGAS czas 26:52
2. MARSZAŁEK MARIUSZ SANTE BSA TOUR czas 27:28
3. DOROŻAŁA ALEKSANDER CORRATEC TEAM POZNAN czas 27:47
… 41. ŻERO ARTUR SANTE BSA TOUR czas 33:07 I miejsce Masters II

W czasówce 07.09.2013 roku zdobyłem I miejsce w kategorii Masters II, a w maratonie dzień później IV miejsce. Jak to było? Hmm do dnia dzisiejszego pluję sobie w brodę .
Z domu wyjechałem 07.09.2013 roku rano o godz. 7:00 na autostradzie było luźno więc moim wehikułem jechałem trochę szybciej niż zwykle (coś we mnie wstąpiło) . Na miejscu byłem o godz. 11:10. Jak ktoś miałby ochotę pojechać do Obiszowa to najlepiej, A2 do Wrześni, potem Środa Wielkopolska, Śrem itp. Przyjechałem za wcześnie więc długo się nudziłem bo czasówka zaczynała się o 15:15 zjadłem owsiankę i pojechałem na miejsce startu dużo za wcześnie pod prąd trasy którą mieliśmy jechać. Okazało się, że start ustalono wg. alfabetu, a co za tym idzie stałem się jednym z ostatnich startujących a czas startu to ok. 19:00. Długo musiałem czekać w tym czasie oglądałem zawody, zmagania moich kolegów podjeżdżających pod całkiem super górkę Dziwiłem się przez pewien czas dlaczego na wypłaszczeniu przede mną jadą tak wolno?. Strasznie byłem głodny i męczyłem się z tym ale niestety organizator nie przygotował nic do jedzenia choć na mecie było multum żarcia. Wreszcie gdy przyszedł mój czas byłem tak głodny i znudzony, że rozgrzewka nie była zbyt mocna. Ruszyłem, okazało się że w lesie po starcie jest niezły Sajgon :D. Podjazdy, zjazdy i zakręty ale się jakoś w miarę szybko odetkałem i ruszyłem, potem długo z górki i… niskie przełożenia i na maksa pod górkę na którą przed chwilą jeszcze patrzyłem jak się chłopaki męczą, wjechałem na blacie aż się zdziwiłem. Potem wjechałem na drogę na której wcześniej widziałem zwalniających kolarzy i już wiedziałem… oni po prostu musieli odpocząć po mocnym interwale. Dalsza część to interwały ale już spokojne do czasu wjechania w kolejny las przed metą. Tam mnie czekał przejazd przez jutrzejszy początek i koniec maratonu. Wjechałem w las i lekko pod górkę po 300 metrach podjazd pod długą i ostrą ściankę gdzie koło przednie odrywało. Potem singielek wjazd na szeroką drogę, strzałki w prawo (to na jutro) zamknięte jadę prosto i końcówka, ostry podjazd, zjazd i ostry podjazd. Muszę się przyznać, że ani razu nie podjechałem tego podjazdu. Na czasówce spadł mi łańcuch, a maratonie będzie za ciężko po takim interwale jakim przejadę. Na szczęście w lecie dużo biegałem więc łańcuch na blat, szybki bieg i do mety ostro, po drodze jeszcze jeden ostry podjazd ale już krótki. Przede mną jechało dwóch gości którzy się jak okazało, wjechali treningowo na trasę, niestety zmylili mi drogę i musiałem wracać więc no cóż w sumie straciłem 1 minutka.
Potem pojechałem spać. Spało mi się super. Rano dnia następnego wstałem wyspany i wypoczęty :D.

O 7:00 rano zjadłem pyszny ryż z kukurydzą, szynką. W samochód i 2h jazdy. Na starcie w Obiszowie stawiłem się wcześnie bo o godz. 9:00. Szybko przebrałem się lekka niestety rozgrzewka (jakoś spokojnie podszedłem do tych zawodów) i po wyczytaniu w I sektor. Stanąłem w 10-15 rzędzie. Pogoda była śliczna, ciepło i słoneczko lekko przygrzewało było idealnie. Niestety wcześniej koleżance z teamu musiałem oddać jeden żel więc stwierdziłem, że zaoszczędzę i przed startem nie będę jadł żela (jak się okazało to był błąd, wywar z kawy nie wystarczył). Odliczanie start i jest super wyjazd na asfalt jest super, 100 metrów i skręt w lewo w ścieżkę na 2 rowery i lekko pod górkę …no i tu się zaczęło nagle jak bym miał beton w nogach a ciało nie chciało współpracować. Jadę a co chwilę ktoś łatwo mnie objeżdża . Jadę 200 m męcząc się jest ten sam sztywny podjazd co w dniu wczorajszym. Wiem że koło mi odrywa więc siadam na czubie siodła mocno na kierę i jadę. Niestety przede mną klient nie był tak zapobiegliwy więc podparł się zatrzymując również mnie. Szybko z roweru i bieg pod górkę. Na szczycie na rower i jazda lekko z górki. Niestety nadal jestem zapchany niby moc jest ale nie ma Powera . Na szczęście kolega z tyłu wyprzedza mnie i krzyczy abym siadł na koło. To było to uratował mnie właściwie do tej chwili myślałem, że nie wytrzymam 1 okrążenia a co dopiero 2 okrążenia. Teraz odżyłem. Jechałem za kolegą z numerem 226 Rafał Mołda, a tętno mi się normowało jak się okazało jechaliśmy razem przez cały maraton dopiero pod koniec kolega lekko odpadł – musi popracować nad pokonywaniem zakrętów. Niestety ale mimo złapania oddechu nie jechałem tak jak bym chciał właściwie nie jechałem wcale może już mnie nie wyprzedzali ale ja też tego nie robiłem. Dopiero jak zgłodniałem zjadłem żela i….!!! odjazd po wchłonięciu zaczął się jak powinien od początku. Nagle zacząłem wyprzedzać, prowadzić pociąg i robić szybkie ostre podjazdy. Trasa raz się zwężała raz była szeroka kręta i bardzo interwałowa dlatego nie wszystkim zawodowcom się podobała (podobno nie było gdzie odpocząć). Faktycznie jechało się dosyć siłowo podjazd zjazd jak na XC, tylko dłużej.
Przewyższenia w sumie to 2312 m co daje nam całkiem niezły wynik jak na maraton i Mistrzostwa Polski. Było coś dla górali i dla nizinnych takich jak ja choć ja lubię się dręczyć pod górkę a na nizinach jeździłem kiedyś dobrze :D. W pulsometrze miałem jeszcze, że średnie tętno to 157 ud./min, a maksymalne to 186 czyli coś było nie tak gdzieś była blokada. Średnie tętno nie było złe, ale maksymalne powinno być wyższe o 10 punktów. No cóż nie był to mój dzień trudno ale zabawa była super i z tego bardzo się cieszę.



Niedzielny maraton w Sobkowie
02 wrzesień 2013


1.09.2013 roku to kolejny z nielicznych maratonów w tym roku. Tym razem w miejscowości Sobków na edycji MTB Cross woj. Kieleckie. Jak zwykle wstałem o godz. 5:00 wypiłem spokojnie kawę, zjadłem dzień wcześniej przygotowany makaron z sosem słodko kwaśnym i obudziłem Rafała (syna) który chciał jechać ze mną. Szybka poranna toaleta, rowery na dach i o 5:55 już jechaliśmy w kierunku Kielc. Droga pusta więc spokojnie dotarliśmy o 9:00 na miejsce. Załatwiłem formalności w Biurze Zawodów, zjadłem trochę owsianki na Jogurcie i przebrałem się w strój kolarski. O godz. 10:00 zacząłem się rozgrzewać zapomniałem całkiem, że na tej edycji długi dystans rusza o 10:30, a nie 11:00. Na szczęście było opóźnienie w starcie więc nie spóźniłem się na start a nawet 10 minut czekałem. Godz. 10:45 ruszyliśmy. Na wstępnie czekał nas całkiem stromy podjazd 500 m który wstępnie ustalił peleton, szybki zjazd chwilę po asfalcie i następny podjazd łagodniejszy ale długaśny. Ten podjazd na dobre podzielił peleton dzięki czemu każdy znał swoje miejsce. Na tym podjeździe poczułem, że w tym dniu nie będę rewelacyjny na podjazdach. Jeszcze niestety nie byłem całkowicie zregenerowany po ostatnich ciężkich treningach. Na szczęście trasa maratonu była taka jaką lubię czyli stały interwał z krótkimi i długimi sekwencjami prostych na których można było się mocno rozpędzać. Już początek maratonu pokazał, że może przewyższeń nie będzie zbyt wiele (jednak wg. mojego GPS – 1672 m) to podjazdy będą bardzo męczące, krótkie ale strome podjazdy nawet w moim typowo górskim rowerku odrywało przednie koło. Zjazdy też były podobne, krótkie i szybkie a kilka nawet lekko technicznych. Od samego początku załapałem się w grupce gdzie jechał jeden z organizatorów edycji i jeden z moich rywali Wsół Jarosław. Z upływem kilometrów grupa się powiększyła o czym nie wiedziałem gdyż większość wiozła się na kole :D. Niestety około 40 km przeżyłem kryzys a to za sprawą młodych chłopaków którzy odpocząwszy na kole zaczęli zaciągać skokami. Jeden, drugi i trzeci wytrzymałem ale po długiej ścieżce na której zakręciła mi się na dwóch najwyższych przełożeniach trawa (zatrzymanie i wyjęcie trawy to strata 2- minut więc zdecydowałem jechać dalej bez zatrzymywania) nie mogłem rozwinąć wyższej prędkości na prostej co nadrabiałem wysoką kadencją niestety w ten sposób traciłem siły i postanowiłem, że odpuszczę tą grupę jeżeli jeszcze raz mocno zaciągną. Tak też się stało. Chłopaki mocno przyśpieszyli, grupa poszła za nimi, a ja zostałem. Jednak po 10 km okazało się, że dobrze zrobiłem gdyż przez to szarpanie reszta grupki osłabła i powoli wyprzedzałem kolejnych. Pierwszy był Marek Zając ale jemu akurat popsuł się rower. Następnie dogoniłem jeszcze kilku a na końcu Jarosława Wsół. Ze względu na dopiero drugi start w tej edycji pomyliłem moich przeciwników co skutkowało stratą 3 minut do pierwszego z mojej kategorii. Jestem jednak zadowolony z maratonu gdyż przy obecnym zmęczeniu potrafiłem wykręcić odpowiednie prędkości co może dobrze rokować na Mistrzostwa Polski które odbędą się za tydzień. Mój czas to: 3:45:01, miejsce w kategorii 2 Open 22, czas zwycięzcy Open 3:13:44, a w kategorii Zbyszek Orłowski (który po raz drugi mnie pokonał) to: 3:41:13. Maraton oceniam na 10. Podobała mi się ciekawie poprowadzona trasa o zróżnicowanym podłożu i trudności. Brawa dla organizatorów.



Dzisiejszy trening
08 sierpień 2013


No cóż dzisiejszy trening miał wyglądać jak co dzień czyli 150 km, siłownia i step czyli jakieś 5h treningu. Niestety pewnie tak samo jak Was dzisiejszy upał zrobił swoje. Poranne grymaszenie pozwoliło mi na wyjazd na trening o godz. 9:00 już o 10:00 zaczęło mi doskwierać słoneczko. Mniej więcej o 10:30 zakończyłem główny trening czyli piramidę interwałową i miałem już dość. Temperatura ok. 40 st. No ale postanowiłem zrobić krótką pętlę czyli 100 km. Niestety po dojechaniu do domu stwierdziłem, że na dzień dzisiejszy mam już wszystkiego dość. Moje wyniki to 101 km z czasem 3:19:25 i średnią prędkością 31 km/h. Ten wiaterek w większości był bardzo nieprzyjemny ale wytrzymałem.



Moje treningi cz.2
07 sierpień 2013


Wszystkie plany się walą. Mieliście kiedyś już coś takiego?. Pewnie tak każdy kiedyś coś takiego miał, ma lub będzie miał. To chyba najgorszy i najbardziej stresujący okres w życiu. Nic się nie układa wg. życiowych planów w dodatku każdy następny dzień dokłada nowe zmartwienia i niweczy wszystko nad czym pracowaliście cały rok a nawet lata. No cóż tak się zdarza ale co wtedy robić jak się zachować, czy się załamać, a może zakasać rękawy i walczyć? Oczywiście realnie myśląc to drugie jest bardziej normalne i prawdopodobne ale łatwo się mówi gorzej z realizacją. Co prawda cywilizacja często nas tak przytłacza że łatwo się poddajemy i rezygnujemy na rzecz łatwiejszych wyborów i celów ale ja zwykłem się wtedy nie poddawać. No cóż mam swoje lata i przeżywałem nie raz sytuacje które mogły mnie zdołować całkowicie. Pamiętam jak kiedyś lekarz ogłosił, że mam cukrzycę powinienem pożegnać się z ukochanym zawodem bo przecież Policjant cukrzyk nie może nosić broni lekarz na samym początku dał mi na drogę krzyżyk (w takim stanie był mój organizm). Podłamałem się wtedy pomyślałem sobie: „co ja zrobię bez tej pracy, co będę innego robił, jak zarobię na rodzinę…itp.” Długo myślałem i wymyśliłem, nie poddam się nie dam się chorobie i nigdy nie pozwolę na to aby mnie zwolnili, „naprawię się” i będzie dobrze. Ciężko pracowałem zacząłem korzystać z możliwości jaką jest zwolnienie lekarskie. Bieg poranny, pływanie po południu, ćwiczenia siłowe wieczorem. Zacząłem szukać tego najwłaściwszego kierunku który byłby najlepszy dla mnie. Od dziecka pływałem uczyłem się pływać w „Pałacu młodzieży” – Pałac Kultury i Nauki. Dobrze pływałem więc pomyślałem sobie, że dobrym lekarstwem będzie pływanie zwłaszcza, że lekarze ten rodzaj ruchu mi przepisali. Szybko się jednak okazało, że jest za mało basenów a za dużo chętnych, przepełnione baseny rano, popołudniu i wieczorem nie pozwalały mi pływać tak jak ja bym chciał. Szukałem dalej – bieg, to było to od dziecka uprawiałem biegi długodystansowe, las miałem za płotem a buty do biegania nie kosztowały majątku. Zacząłem biegać, dużo biegałem jednak ile można przebiec w ciągu dnia? 10, 20, 40km ale nie więcej ciągle w jednym kółku szybko zaczęło mnie to nudzić i wtedy spotkałem kogoś jeżdżącego po lesie – rowerem. Wyciągnąłem z kąta jakiś stary rower i zacząłem jeździć, he he jak pamiętam na liczniku (jak sobie już go kupiłem) miałem 25 km/h i więcej nie mogłem się rozpędzić. No cóż rower nie miał zbyt dobrych kół, łożysk, był stalowy, ciężki ale jeździłem szybciej niż biegałem coraz dłużej i dalej. Gdy przyszedł czas, że jeździłem tym starym rowerem 30 km/h zacząłem się interesować kolarstwem górskim. Czytałem dużo książek, czasopism, oglądałem filmy no i grzebałem w Internecie, okazało się, że są zawody np. MTB Mazovii które co prawda wtedy jeszcze raczkowały ale były. Zacząłem jeździć na te zawody jako obserwator i uczyć się od najlepszych. Jak się ubierać, zachowywać, jeść, pić. Rower zaczynał być stylem życia, moim stylem życia. Jeszcze zanim wystartowałem w pierwszych zawodach po 6 miesiącach jazdy okazało się, że choroba ustępuje i to w znacznym stopniu i mogę być zakwalifikowany do pracy z pewnymi ograniczeniami. Załatwiłem sobie taką pracę w niechcianej wcześniej Komendzie Głównej Policji i zacząłem powracać do normalności. Z każdym miesiącem jeździłem coraz szybciej, modyfikowałem swój stary rower zmieniając koła, napęd, a następnie cały rower, jeździłem coraz szybciej i zacząłem startować w maratonach. Okazało się, że z końca peletonu pod koniec sezonu 2006 przeniosłem się na czoło w 2007 wygrywając 3 miejsce w kategorii na Mazovii. Jednak nie to było najważniejsze tylko to dla czego rozpocząłem jazdę na rowerze. Okazało się, że choroba cofnęła się całkiem nie musiałem wbijać sobie igieł w brzuch, czy łykać lekarstw byłem szczęśliwy. Warunek był jednak taki muszę uprawiać sport i dbać o siebie pod względem diety. No cóż jeszcze nie raz miałem pod górkę tak jak w ostatnich latach, ale zawsze najważniejszy jest dla mnie sport który mimo wszystko stawia mnie na nogi i daje impuls do dalszego życia i patrzenia pozytywnego w przyszłość. Dlatego moim podopiecznym zawsze radzę „nie ma co się śpieszyć zawsze jest jutro, powoli, mozolnie brnij do przodu, a pozytywne efekty same przyjdą”. Mam nadzieję, że tych kilka słów pomoże komuś z Was stanąć na nogi i pozytywnie patrzeć w przyszłość.
Pozdrawiam
Artur




Weekendowe zawody 02-04.08.2013
05 sierpień 2013


02.08.2013 Tour de Pologne Amatorów Bukowina Tatrzańska
Katarzyna Polakowska II miejsce openniestety zdyskwalifikowana po dekoracji z przyczyn formalnych - pech, dobra forma

04.08.2013 Goleniów Galiński
Małgorzata Ejchard dystans Mega 51 open; 2 w kategorii

Andrzej Paczkowski dystans Mega 2 open; 2 w kategorii

04.08.2013 Międzyrzecz Podlaski Poland Bike
Ewa Leszczyńska dystans MAX 8 open; 2 w kategorii


Wszystkim serdecznie gratuluję




Weekendowe zawody 28.07.2013
29 lipiec 2013


Supraśl to już wspomnienie był to super trening ale na pewno nie sprawdzian moich możliwości. Nałożyło się na to wiele czynników, czyli: źle odmierzyłem regenerację i o jeden dzień było za mało - czułem brak świeżości, nie przespana noc, upał, no i najważniejsze pomylenie trasy i zamiast 75 km to 85 km ale zgodnie z przewidywaniami organizatora he he (trasa w ostatniej chwili skrócona o 10 km). Do tego doliczyć kłopoty sprzętowe (urwana i wkręcona w napęd szprycha) daje wynik poniższy czyli: przejechane 85 km; czas 3:49:23; przewyższenia natomiast :D 2414 m he he to jest o 700 m więcej niż w Zagnańsku. Ze względu na nadłożoną trasę nie ma co mówić o wyniku. Natomiast super poszło moim podopiecznym.

27.07.2013 Katarzyna Polakowska, Road Maraton Nowy Sącz dystans 80 km; 1 miejsce open

28.07.2013 Paweł Światlak, I Lubuski Duathlon 1 miejsce open

Serdecznie gratuluję



Moje treningi cz.1
26 lipiec 2013


Witajcie
Już wkrótce Supraśl Merida Mazovia MTB. To niegdyś kultowy wyścig edycji Mazovii. Byłem tam wielokrotnie. Trasa się zmieniała ale trudność zawsze pozostawała ta sama. Czasami było gorąco, bardzo gorąco ale również zimno i ulewnie. Po startach w wielu wyścigach górskich np. Powerade mogę powiedzieć, że ten wyścig oczywiście nie umywa się to tych Golonki ale to jest całkiem inny wyścig, ma on własny urok. Posiada w sobie wszystko i kolarstwo górskie – podjazdy i całkiem ciekawe zjazdy, szosowe (jazda na kole), wytrzymałość ze względu na dystans – zwłaszcza Giga. Poprowadzony w pięknym miejscu gdzie noga ludzka rzadko stąpa. Pomyślicie co on pisze czyżby to nowa reklama Mazovii :D – nie to po prostu straszna chęć wystartowania i przeżycia nowej przygody. Ostatnie miesiące przyniosły pokorę do życia, zdrowia i tego co nie uchronne. Chcę wykorzystać jeszcze chwilę własnego życia na przeżycie nowych wrażeń, poczucie adrenaliny no jak będzie można wygrywanie. W ostatnim okresie czasu wprowadziłem nowy tryb treningu w celu sprawdzenia moich doświadczeń, zdobytych informacji oraz chcę sprawdzić jak dużo można i jak można wiele osiągnąć poprzez twardy trening. Poprzez treningi i wizualizację chcę doprowadzić organizm do pewnego stanu który nazywam „stanem sportowego wrzenia”. W przeszłości czasami mi się to udawało teraz chcę sprawdzić na wielką skalę czy ta metoda jest skuteczna. Jako trener trenujący już dosyć sporą grupę osób ambitnych, które chcą pokazać się nie tylko na polu zawodowym ale również w towarzystwie rowerowym muszę mieć wiele doświadczeń związanych z możliwościami organizmu. Informacje czytane nie zawsze są do końca zrozumiałe do póki samemu się nie spróbuje, doświadczy. Oczywiście nie jestem zwolennikiem trenerów praktyków gdyż wielu z nich nie umiejąc analizować potrafi tylko trenować na własnym przykładzie, a szkoda bo wielu z nich mając tak bogatą przeszłość mogłaby wiele zrobić dobrego zwłaszcza, że do sławnych osób garną się talenty a o to chodzi również aby Polski sport był na wysokim poziomie i aby żadna dusza sportowa się nie zmarnowała. Tak jak wspomniałem nowy program treningowy który teraz prowadzę jest przeznaczony dla wytrwałych, treningi są żmudne i doprowadzają do dużego bólu, są też wielo segmentowe, rozwojowe. Dokładne informacje będę przekazywał w następnych relacjach. Chodzi o to, że oprócz ćwiczeń kolarskich trenuję również biegi, siłownię ale również stosuję odpowiednią dietę i odnowę biologiczną, stosuję również nowe aspekty psychologiczne, a właściwie bardzo duży kładę nacisk na tą część treningu. Czy to wszystko wyjdzie nie wiem (chyba już wychodzi zdecydowałem się napisać ten artykuł) to zależy od wielu czynników zwłaszcza sprzętowych martwię się o tą stronę bo jest mocno niedoinwestowana, ale co tam próbować trzeba na każdy możliwy sposób o to w sporcie chodzi.
Pozdrawiam
Artur




Weekendowe zawody 21.07.2013
22 lipiec 2013


21.07.2013 Zawody MTB Cross - Zagnańsk (Góry Świętokrzyskie)

Małgorzata Ejchard dystans Fan 122 open; 2 w kategorii

Marta Bazańska dystans Fan 135 open; 4 w kategorii

Andrzej Paczkowski dystans Master 11 open; 6 w kategorii

Paweł Poręba dystans Fan 73 open; 30 w kategorii


Wszystkim serdecznie gratuluję
Artur Żero dystans Master 19 open; 2 w kategorii

Krótki opis

W dniu 21.07.2013 roku wystartowałem drugi raz w tym sezonie w zawodach. Tym razem pojechałem do Zagnańska na edycję MTB Cross która jest organizowana w Górach Świętokrzyskich. Po długich i ciężkich treningach przyszedł czas na sprawdzian, brak wiedzy na temat własnych możliwości w zawodach rozpalał mnie do czerwoności i nie mogłem się doczekać tego sprawdzianu. Ze względu na bliskość od Warszawy wstałem o 4:00 rano poszedłem z psem na spacer, zjadłem wrzuciłem rower na dach który za chwilę przepakowałem do auta Pawła Poręby i ruszyliśmy na podbój Gór Świętokrzyskich. Po 2 godzinach byliśmy na miejscu. Zapowiadała się ładna pogoda - słoneczko lekkie chmurki i wiatr :D. Jeszcze formalności, przebranie, krótka rozgrzewka i na start. Start lekko się opóźnił ale jak ruszyliśmy to jakieś dziwne uczucie - czy dam radę, jak będzie itp. Na pierwszym podjeździe zrobiłem błąd że nie dałem ostro (skąd mogłem wiedzieć że mam takie mocne "kopyto"). To się niestety zemściło bo cały etap prawie 70km jechałem sam :(. Okazało się natychmiast po starcie, że trasa jest pode mnie idealna, szybkie szutry krótkie mocne podjazdy, ścieżki kręte w dół z najeżonymi kamieniami. Niestety na 20km nie było strzałek w lewo i pojechaliśmy niecały km dalej (3minuty w plecy). Musiałem wszystko co do tej pory nadrabiać i wyprzedzać wszystkich po kolei od nowa na wąskich krętych ścieżkach było trudno ale spokojnie szło jak po maśle. Po kolei wyprzedzałem wszystkich niestety nikt nie chciał się do mnie przykleić (chyba za szybko jechałem jak na 25 km) i pojechać na szutrach po zmianach. Jakiś chłopak z teamu PKO jechał ze mną przez chwilę ale na podjeździe zginął przyjechał za mną na metę ok. 6 minut. I tak już do końca mi się jechało samotnie przez rzeczki, kamienistymi ostrymi podjazdami jak w wysokich górach :D - super, przebiegałem pod bramą z kamienia. Ogólnie trasa wyśmienita, trochę asfaltu, szutrów, wymagające podjazdy i zjazdy z usianymi głazami pod wysoką trawą, większość trasy w lesie a najważniejsze, że nic się nie powtarzało (na jednej pętli). Ogólnie jestem zadowolony z maratonu i wyniku. Szkoda, że dopiero teraz ale i tak cieszę się że wyszedłem z poważnej kontuzji. Pozdrawiam



Weekendowe zawody 14.07.2013
16 lipiec 2013


Katarzyna Polakowska wystartowała w Wyścigu szosowym Elity Koziegłowy, Pińczyce gdzie zajęła bardzo dobre 6 miejsce open wśród kobiet (ten drugi baranek to Kasia).

Paweł Światlak wystartował w Wyścigu MTB Kaczmarek Electric w Zielonej Górze gdzie zajął 43 miejsce open i M3 - 4 miejsce.

Wiesiek Pikosz wystartował w Wyścigu MTB Kaczmarek Electric w Zielonej Górze gdzie zajął 93 miejsce open i M4 - 16 miejsce.

Grzesiek Trzopek wystartował w Wyścigu XCM LUIZA xc CUP w Człuchowie gdzie po przebytej chorobie zajął dobre 13 miejsce open i M3 - 7 miejsce.


Wszystkim serdecznie gratuluję




Wekendowy trening w Górach Swiętokrzyskich
07 lipiec 2013



W dniu 06.07.2013 roku wraz Gosią Ejchart, Andrzejem Paczkowskim, Pawłem Porębą i Rafałem Żero udałem się do miejscowości Daleszyce która mieści się w odległości 185 km od Warszawy w Górach Świętokrzyskich. Na miejscu szybko przebraliśmy się w ciuszki, mała przegryzka co niektórzy i jazda trasą wyznaczoną do maratonu przez MTB Cross Maraton który się odbył w 21.04.2013 roku. Pierwsze km po wystartowaniu to płaska asfaltowa droga po paru km skręcamy wreszcie w las i tu też jak na Mazowszu – piachy. W sumie to nie czujemy ale z wykresu GPS to cały czas pniemy się pod górkę. Dopiero po 10 km zaczynają się górki które są dużo poważniejsze i sprawiają nam dużo kłopotu, wreszcie poczułem się jak bym był w Karkonoszach – może przez moment (górki nie są tak wysokie) ale co chwila nowa i nowa pozwala nam się mocno zmęczyć. Również po drodze natrafiamy na zjazdy polnymi i leśnymi drogami, które są szybkie i zdradliwe z wyrwami i koleinami co mocno utrudnia i uatrakcyjnia zjazdy. Wreszcie dojeżdżamy do podjazdów gdzie są kamienie co pozwala nam poćwiczyć podjazdy techniczne a co za tym idzie również i zjazdy. Tak jak przypuszczałem zjazdy są jeszcze lepsze nastroszone ostrymi i luźnymi kamieniami a ścieżka wije się wąsko na grzbiecie góry jak również trudnymi trawersami. Na koniec mamy ostry zjazd w dół po takich kamieniach co pozwala nam poćwiczyć technikę. Podczas dzisiejszego treningu mocno się zmęczyliśmy na krótkiej trasie bo – 67 km mieliśmy przewyższeń 1752 m, przejechaliśmy w czasie 4h. Jednak pokonaliśmy trasy piaszczyste, ostre podjazdy z kamieniami jak również szybkie zjazdy techniczne i wolne ostre zjazdy które stawiały duże wymagania pokonującym je kolarzom. Wielkie uznanie dla Gosi i Rafała którzy mimo wielkiego obciążenia poprzednimi treningami stanęli na wysokości zadania.

Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za miły trening i szykujemy się już na następny.




Weekendowe zawody 06.07.2013
07 lipiec 2013

W dniu 06.07.2013 roku Katarzyna Polakowska wystartowała w Road Maraton Pętla Beskidzka Wisła - bardzo ciężkim wyścigu górskim szosowym gdzie zajeła 3 miejsce open wśród kobiet pokonując 96 km w czasie 3:51:42.


serdecznie Gratuluję















Weekendowe zawody 29 - 30.06.2013
01 lipiec 2013

W dniach 29 - 30.06.2013 roku, odbyły się zawody w Myślenicach z cyklu Bike Maraton, Lubrzy - Kaczmarek, Olsztyn Mazovia. Podczas tych zawodów moi podopieczni uzyskali wyniki: Myślenice - Bike Maraton 29.06.2013
Paweł Poręba Open 213; kategoria 80 - pierwszy jego start w górach na takiej trasie
W dniu Lubrza - Kaczmarek30.06.2013 roku
Paweł Światlak open 18; kategoria 5.
wiesiek Pikosz open 83; kategoria 17.
Olsztyn - Mazovia 30.06.2013
Małgorzata Ejchard open 4; kategoria 2.
Andrzej Paczkowski open 45; kategoria 18 - mimo złapanej gumy .

WSZYSTKIM serdecznie Gratuluję
Artur Żero Myślenice open 104; kategoria 18.







Myślenice 2013 Bike Maraton
30 czerwiec 2013

Myślenice 29.06.2013 roku
To będzie niezapomniany dzień w moim życiu. Pewnie przed i w przyszłości, a zwłaszcza przyszłości czekają mnie takie maratony (ze względu na zmieniający się klimat) ale to co miałem zafundowane dnia pamiętnego 29.06.2013 roku w Myślenicach za Krakowem, przeszło wszelkie moje oczekiwania.
No cóż maraton miał być przetarciem przed następnymi w tym roku jak również sprawdzianem moich umiejętności nabytych po długiej przerwie i słabo przepracowanym okresie wiosennym (przypomnę, że miałem dosyć poważną kontuzję pleców). Ten start to był jeden wielki splot przypadków. Moim planem było wystartowanie dopiero w lipcu i to pod koniec w Mazovii – Supraśl, a docelowo etapówka w MTB Cross Maraton i Mistrzostwa Polski. Jednak zaproponowanie wyjazdu do Myślenic przez Pawła Porębę który jest moim podopiecznym, spowodowało przyśpieszenie treningów jak również zrobienie mojego roweru który stał w garażu nie używany z powodu braku opon, hamulca tylniego, sprawnego napędu. Na szybko zamówiłem opony które mi przysłano nie w całości i to złe bo nie Tubless, zacisk hamulca zły bo przedni, a napęd jeszcze nie został przesłany (w chwili kiedy piszę – 1 tydzień zamówienie). Musiałem w piątek zdecydować się na zamontowanie starych opon Nobb Nic Schwalbe wyczyszczenie starego zacisku oraz klocków (przeciek płynu przez klocki i przez to zapowietrzenie układu hamulcowego) i wyszukanie starego blatu wraz z dopasowanym łańcuchem. Wszystko udało mi się zrobić w patek do 12:00 (3h) i o godz. 16:30 z Pawłem pędziliśmy na spotkanie z przygodą. Na miejscu byliśmy w 4,5h (szybko jak na szczyt piątkowy) zameldowaliśmy się w hotelu „KRAK” – polecam nocleg 100 PLN ale ze śniadaniem i bardzo dobrych warunkach. Spałem jak niemowlę do rana budzik mnie obudził o godz.6:00 – kąpiel i pyszne śniadanko hotelowe potem szybko załatwienie formalności w Biurze Zawodów. Do startu zostało nam 4h które spędziliśmy na dopieszczeniu rowerów i odpoczynku.
Przed startem krótka rozgrzewka pod pierwszą górę na którą mieliśmy za chwilę dojechać i start z I sektora. Plan był taki - ruszyć powoli i po rozgrzewce jechać ile fabryka pozwoli na dystansie Giga. Jednak założenia często zostają szybko zweryfikowane. Ruszyliśmy i po chwili wjechaliśmy na podjazd który liczył 5 km nie był zbytnio stromy ale wolałem się dobrze rozgrzać wiedząc że mam jeszcze przed sobą ok. 2300 m przewyższeń. Na tym podjeździe dużo wyprzedziło mnie zawodników również Paweł Poręba ale ja wiedziałem, że z tego połowę zweryfikują góry i prędzej czy później dojdę ich – i tak się stało jednak na tym podjeździe straciłem dużo i gdybym w założeniu miał wygranie tych zawodów to na nim powinienem jechać najszybciej. Jak się okazało to był jedyny łagodny podjazd potem to już czekały nas tylko 20 >% górki :D. No cóż szybko też się okazało, że spiker w Miasteczku nie kłamał i warunki na trasie są bardzo ciężkie. Pokazał nam to pierwszy wjazd w teren – błoto specyficzne bo jak glina oblepiała sprzęt i ubrania o poślizg nie było trudno jak ktoś nie umiał jeździć lub miał słabe ogumienie. Cieszyłem się że założyłem Nobi Nicki bo prowadziły bezbłędnie i nie miałem najmniejszych poślizgów. Następny podjazd był już mocniejszy bo trwał co prawda również 5 km ale miał 500m przewyższeń to prawie 1/3 przewyższeń na całym dystansie Mega (42km). Jeżeli ktoś nie umie sobie wyobrazić to tak jak byś podjeżdżał 40 minut po schodach Pałacu Kultury 2 razy :D. Jadąc na tym maratonie to miało się wrażenie, że jest to niekończący się podjazd bo następne podjazdy były krótkie ale za to o większym nachyleniu i kamienisto błotne. Na szczęście na 27 km był długi zjazd ale za to jaki po luźnych kamieniach upapranych w błocie i o nachyleniu 36% i więcej w dół. Jazda przednia ale na szczęście tego się nie zapomina wiec pupa za siodło popsuty hamulec lekko paluszkiem i szybciutko po kamyczkach w dół. Takich zjazdów zanotowałem jeszcze 2 więc nie wiele ale cieszyłem się niezmiernie z tego gdyż stwierdziłem, że jeszcze nie jestem kondycyjnie przygotowany na takie zjazdy. Po dojechaniu na rozwidlenie Mega/Giga po 3h jazdy stwierdziłem, że nie mam ochoty jechać jeszcze 2h następnej pętli ze względów estetycznych jak również szkoda było mi roweru który do tej pory spisywał się super ale stary napęd zaczynał już jęczeć pod naporem gliniastego błot i nie ma co się oszukiwać kondycyjnie nie jestem jeszcze przygotowany na GIGA. Więc skręciłem i po 20 minutach umorusany od góry do dołu ale szczęśliwy i usatysfakcjonowany jazdą na tym maratonie wjechałem na metę. Wynik to OPEN 104 i 18 w kategorii czas to 03:26:11.





Nowy cel na weekend
26 czerwiec 2013

CEL
29.06.2013 niedziela

MYŚLENICE - BIKE MARATON

Maraton ten należy do najtrudniejszych maratonów z cyklu Bike Maraton pod względem trudności (techniki) i wytrzymałości. Na dystansie GIGA 64km jest aż 2300 m przewyższeń. Dodatkowo w razie złej pogody jest błoto (maziste) bardzo ciężkie.




Weekendowe zawody
22 czerwiec 2013

W dniu dzisiejszym 22.06.2013 roku, odbyły się Szosowe Mistrzostwa Polski Masters ze startu wspólnego w miejscowości Strawczyn, startowała tam
Katarzyna Polakowska która zdobyła I miejsce. Gratuluję
W dniu 23.06.2013 roku
Katarzyna Polakowska w Suchedniowie w MTB Cross Maraton zdobyła I miejsce open wśród kobiet.
Małgorzata Ejchard w Suchedniowie w MTB Cross Maraton zdobyła III miejsce w kategorii wśród kobiet.
Andrzej Paczkowski w Suchedniowie w MTB Cross Maraton zdobyła 18 miejsce w kategorii open 29 w M3.
Wiesiek Pikosz we Wrocławiu w Bike Maraton zdobyła 16 miejsce w kategorii..

Gratuluję
Artur Żero zdobył III miejsce w Drużynowych Mistrzostwach Polski w Urlach w kategorii Masters.




Zabawę czas zacząć
22 czerwiec 2013

Nadszedł wreszcie czas wystartować w niedzielę startuję w pierwszym moim wyścigu w tym sezonie (Drużynowe Mistrzostwa Polski MTB Urle) mam nadzieję, że nie ostatnim. Ten sezon zaczął się bardzo nie fartunnie, dobre przygotowanie zimowe i trach nagle kontuzja pleców która wlokła się od lutego do czerwca. Na szczęście mam nadzieję, że to poza mną. Od początku tego miesiąca zacząłem trenować na początku powoli i krótko ale po namowie kolegi Leona zdecydowałem się wystartować na powyższych zawodach. Niestety wiadomo po ponad miesięcznej przerwie (a wcześniejsze miesiące też nie były zbyt intensywne) dojść do pełnych możliwości fizycznych jest niemożliwością. Jednak spróbowałem ćwicząc dość intensywnie przez ostatni tydzień, a następny (ostatni) utrzymując moje mięśni w stopniu bólu : Nie wiem czy to wystarczy mam nadzieję, że tak i pomogę kolegom w tych zawodach ale na pewno nie będę odgrywał kluczowej roli. Jednak jest to mój mały krok do wielkich przedsięwzięć. Dlatego po Urlach natychmiast biorę się do pracy i mam nadzieję, że wszystko ze zdrowiem będzie już dobrze. Moje najbliższe cele to: 30.06.2013 Merida Mazovia Olsztyn - start kontrolny w celu ustalenia ile mi brakuje i co należy poprawić; 27 – 28.07. 2013 Merida Mazovia Białystok i Supraśl i Świętokrzyski Maraton Etapowy w dniach 15 – 18.08.2013 roku. Jeżeli na tym ostatnim pójdzie mi znośnie to postaram się wystartować na Mistrzostwach Polski w Grębocicach który odbędzie się w dniach 07-09.09.2013 roku.



Wyścig w Kozienicach Merida Mazowia MTB w dniu 16.06.2013 roku
20 czerwiec 2013

Wszyscy startowali w powyższym maratonie w Kozienicach na dystansie MEGA 68 km

Małgorzata Eichart
3 miejsce w kategorii M3.

Andrzej Paczkowski
13 miejsce w kategorii M3.

Paweł Poręba
26 miejsce M3.

Wszystkim serdecznie gratuluję.

Relacja najlepszej zawodniczki Małgosi Ejchart

Co za maraton.

Po Mazovii nie spodziewałam się niczego specjalnego, ale nie sądziłam że trasa zostanie tak obmyślona żeby móc przejechać ją na przełaju. Sam asfalt i szuter, kilka leśnych twardych ścieżek, generalnie maraton dla szosowców i jazdę w grupie. Takie maratony zdecydowanie nie są moją mocną stroną. Na szosie to się jeszcze jakoś utrzymać mogę, ale jadąc na MTB po asfalcie jest ciężko.
No ale po kolei, bo przecież jadę JA więc nudno być nie może nawet u Zamany........... :-)

Już od startu pełen ogień, nawet w moim odległym 5 sektorze. Żadnej taryfy ulgowej dla maruderów, wszystkie biegi zapięte i grzejemy. No cóż, to niestety nie tempo dla mnie. Próbowałam się co i raz do kogoś na koło podczepiać ale prędkość 35km/h i wyżej trochę nieosiągalna. Po jakiś 10km pozostałam tylko ja i szeroka, długa nader wietrzna prosta. Przede mną, pewnie o jakieś pół km mała grupka, ale nie do dogonienia. Spinałam się jak tylko mogłam, ale pozostawali cały czas w takiej samej odległości. Sytuacja polepszała się gdy wjeżdżaliśmy w las. Tutaj moje tempo pozostawało bardzo podobne, ale reszty malało więc można było kogoś dogonić i po wyjeździe na asfalt bądź szuter trochę się powieźć. I tak czas mi płynął na łapaniu kogo się da, aż do 40km. Po wjeździe na jedną z nielicznych górek króciutki zjazd, na którym z radością oderwałam na chwilę pupe od siodełka. Prędkość pewnie koło 35 km/h. W oddali już widzę zakręt (i jakiś dwóch chłopaczków przy nim biwakujących) i tak sobie myślę jakby się tu w niego wpasować. No i to była ostatnia myśl przed opuszczeniem roweru :-) Nie zdążyłam zareagować w żaden sposób, tylko na pełnej prędkości wybiło mnie na ściętym pieńku drzewa (z góry nie było go widać bo był ukryty pod trawą). Siła grawitacji była bezlitosna. Glebę w pierwszej kolejności osiągnęłam ja, zdążyłam tyko się zakryć rękoma jak dotarł do ziemi mój rower waląc mnie bezlitośnie w głowę. Lekko mnie zmroczyło. Chłopaczek siedzący na zakręcie pozbierał z trasy moje rzeczy i trochę odholował na bok. Kilka minut niestety musiałam posiedzieć bo nie najlepiej się czułam. Kask pękł (na szczęście dało się jeszcze w nim jechać), noga obita i strasznie boli, mostek przekrzywiony. Okazało się, że ci dwaj kolesie siedzą tutaj nie dla przyjemności. Jeden ma złamany obojczyk (dokładnie wychrzanił się na tym samym pieńku) i czeka z kolegą na karetkę. Ogarniając się tak sobie myślę czy się z nimi nie zabrać, bo do mety przeszło 30km a noga boli. No ale minuty upływają, mostek wyprostowany, a pomocy nie widać. No nic, to jadę dalej, bo szkoda czasu. No i tak, najpierw powoli, bo musiałam obitą nogę rozkręcić, potem szybciej doczłapałam się do mety. Oczywiście w trakcie zbierania się z ziemi ze 3 sektory mnie wyprzedziły, więc teraz ja mogłam się poczuć wielka wyprzedzając maruderów :-) i być holownikiem dla kilku osób.

Jakież było moje zdziwienie, że mimo straty minimum 10 minut na kraksę byłam 3.
A najbardziej wkurzyło mnie to, że gdyby nie gleba, to bardzo prawdopodobne byłoby 2 miejsce, bo dziewczyna wyprzedziła mnie tylko o 6 min. Wrrr ja to zawsze muszę coś wymyśleć.

Pozdrawiam
Gosia




Jak poprawić swoje wyniki startowe?
04 czerwiec 2013

Środek sezonu, pierwsze starty za nami. Niby sami wszystko zaplanowaliśmy, ale stoimy w miejscu z wynikami. Czujemy, że czegoś brakuje. Co można wtedy zrobić?
To bardzo częsty problem amatorów startujących w zawodach. Jeden słaby start to nie problem, zawsze może przydarzyć się zła dyspozycja w danym dniu. Kiepska pogoda (za ciepło lub zbyt zimno), słaba rozgrzewka, start ze złego miejsca w sektorze, zła taktyka. Jednak gdy powtarza się to wielokrotnie i nie ma poprawy, to jednak warto zastanowić się nad tym głębiej. Zwłaszcza, jeśli solidnie przygotowaliśmy sobie plan treningów zimowych, ciężko trenowaliśmy, przejeździliśmy w miarę możliwości dużo kilometrów i zrobiliśmy wiele treningów interwałowych.W okresie startowym bardzo ważny jest dobrze zaplanowany indywidualny trening, wypełnienie wszystkich zakładach celów podczas mikrocyklów. Podwyższenie sprawności wyścigowej w okresie przedstartowym [o czym mówiłem w poprzednim wywiadzie]i starty w wybranych zawodach. Jeżeli rozgrzewka była odpowiednia, zadbaliśmy o suplementacje, ustawiliśmy się w sektorze, a start był mocny i nadal nie wyszło tak jak zakładaliśmy, to faktycznie musisz poddać analizie każdy moment swojego przygotowania przedstartowego. Poniżej kilka wybranych punktów, które analizuję w trakcie współpracy z zawodnikami:

1) Czy byłeś wyspany? (często jest tak, że z powodu różnych czynników nie spaliśmy zbyt głęboko, często się budziliśmy – to sprawia obniżenie naszych predyspozycji wyścigowych),
2) Co jadłeś na kilka dni i przed samym startem? (czy to były węglowodany, a może inne dania ciężko strawne, mało energetyczne), czy były to produkty które zawsze jadłeś i były sprawdzone (ważnym jest aby zawsze jeść, to co sprawdzone. Dania po których dobrze się czujesz i które Ci nigdy nie zaszkodziły)
3) Czy zjadłeś o odpowiedniej porze? (minimum na 2h przed startem, jedzenie łatwo strawne i energetyczne);
4) Czy suplementy które brałeś były sprawdzone i wypróbowane wcześniej przez Ciebie i czy były właściwe?,
5) Jaką zrobiłeś rozgrzewkę przed startem? ( Czy była odpowiednia do danego terenu (mocna rozgrzewka z wieloma interwałami na płaski i krótki maraton; krótka rozgrzewka, ale intensywna – na trasy interwałowe i długie)
6) Czy popełniałeś jakieś błędy w trakcie zawodów? (trzeba sobie je uświadomić i popracować nad nimi)
Pewnie teraz zastanawiacie się co można zrobić informacjami, które pojawiają się w analizie. Najlepiej podejść do tematu całościowo i wypunktować błędy w przygotowaniach, nad którymi trzeba pracować w trakcie startu i te które trzeba wypracować w czasie treningu. To jeden z lepszych sposobów, tyle że nie ma gotowych rozwiązań, bo każdy z nas jest inny. Zawodnicy często różnią się wydolnością, odpornością psychiczną, inaczej reagują na bodźce wewnętrzne i zewnętrzne. Dlatego, to co dla jednego zawodnika będzie dobre, dla drugiego już może nie przynosić efektów. Trening i zwyciężanie w zawodach to żmudna i ciężka paca wymagająca dużej wiedzy o sobie oraz posiadanie narzędzi do odpowiedniej analizy. Jest to jednak możliwe, dlatego życzę Wam aby nikt nie miał nigdy takich problemów, a gdy wystąpią szybko i łatwo mogły być naprawione.


Artur Żero
http://www.trainhard.pl/




Kolejny weekend i znowu niespodzianki w rywalizacji tym razem kobiet i mężczyzn
11 czerwiec 2013

Katarzyna Polakowska
W dniu 09.06.2013 roku w Makowicy w jeździe indywidualnej na czas (szosa) zdobyła II miejsce Open.

Paweł Światlak
W dniu 09.06.2013 roku odbył się maraton w miejscowości Kargowa gdzie zdobył II miejsce w kategorii.

Wiesiek Pikosz
W dniu 09.06.2013 roku uczestniczył w wyścigu szosowym w Berlinie "Garmin Velothon Berlin 2013" gdzie brało udział 7000 kolarzy. Uzyskał bardzo ładny wynik, Open 1060.

Ewa Leszczyńska
W dniu 09.06.2013 roku startowała w maratonie organizowanym w miejscowości Naruszewo. Zdobyła bardzo dobre II miejsce w kategorii.

Wszystkim serdecznie gratuluję





Kolejny weekend i znowu niespodzianki w rywalizacji tym razem kobiet
07 czerwiec 2013

Katarzyna Polakowska
w dniu 01-02.06.2013 roku w Kłobucku na Mistrziostwach Polski w jeździe indywidualnej na czas i jeździe indywidualnej na czas parami, zdobyła 2 i 1 miejsce. Gratuluję.



Kolejny weekend za nami spóźniona ale pełna relacja z Nowin gdzie odbył się maraton z cyklu MTBCOSS w dniu 26.05.2013 przekazana przez Andrzeja Paczkowskiego
31 maj 2013

Cześć,
Pora na kolejną porcję emocji dla tych co miast się ścigać i zdobywać kolejne puchary są uziemieni ;).
Tak wiec zaczęło sie jak się spodziewałem na spokojnie, bo samochód - pilot to Passat kombi czyli po terenie raczej na spokojnie. :)
Po krótkiej chwili nas odpuścił i mała stosunkowo grupa rozpoczęła wyścig. Ja się tym razem bardzo elegancko rozstawiłem, więc na spokojnie trzymając się czuba zdobywałem kolejne metry podjazdu. Po kilku km przeszliśmy z asfaltu na singla i tam już zaczęło się ściganie na poważnie.
Udało mi się uzyskać ok. 20 pozycję co było świetnym miejscem do dalszych ataków. Na pierwszych 3 podjazdach wyprzedziłem kilku zawodników niestety na zjeździe uciekł mi jeden. Dobrze, że byłem w tym Złotym Stoku to dzisiaj już mniej panikowałem na stromych zjazdach. Były krótkie, ale techniczne trudności nie wiele a momentami wcale nie odstawały od Golonki. Do 30km szedłem jak zły. Nie jechałem w trupa, bo w końcu dystans był dłuższy niż zwykle. Na ok. 35 dojechałem sympatycznego gościa, a ponieważ teren był akurat w miarę łatwy a podjazd posiadał ledwie wyczuwalne 4% to ucieliśmy sobię przemiłą pogawędkę. Opowiadał mi o trasie, co mnie czeka na końcu i w ogóle zrobiło się bardzo sympatycznie tylko kominka brakowało co by przy nim odpocząć z kieliszkiem dobrego wina. :)
Ponieważ okazało się, że na koniec wyścig nabiera rumieńców, trochę odpuściłem, co by zostawić sobie jeszcze margines na 3 sztajfy. Środek wyścigu to znów przesunięcie o 2 pozycje, tu akurat jestem dumny i blady bo na stromym zjeździe. Jeden się wyłożył i go elegacko wyminąłem drugi jechał wolniej.
Później dłuższy odcinek odsłoniętym szutrem i tu niestety sporo straciłem. No cóż za wysoki jestem, zeby jechać pod wiatr a niestety zbłąkanego kolarza co by "pożyczył kółka" ani widu ani słychu. Na samym końcu szutru dopadła mnie na 3cie (to z tyłu) oko 6 os. grupka. Lider od razu wziął się za wyprzedzanie, ale na jego pech był ostry podjazd i musiał pogodzić się z faktem, że ja jadę szybciej.
Kilka minut później dojechaliśmy dystans FAN zwany również w półświatku, dystansem MEGA. :) Co tam się działo! Panowanie nad rowerem mieli gorsze niż ja na holenderskiej Gazeli :) Jeden to nawet żeby zrobić mi miejsce postanowił zrobić superman'a w krzaki, oczywiście pozostawiając rower na trasie. Trochę mi się go nawet szkoda zrobiło bo chciał mieć gest.
Dobra lecimy dalej ktoś tam na międzyczasie krzyczy 13ty open. Hmm nieźle oby to utrzymać do końca. Niestety ok. 55km wyprzedza mnie nieznacznie jeden zawodnik. Zjadłem, ostatni żel i staram się Go utrzymać. Z początku jedziemy razem, ale gdy dojeżdżamy na ok. 60km do clue programu niestety wymiękam. Trochę przez rower, bo sztajfa jest prze okrutna i zbyt dużo walki muszę włożyć w utrzymanie równowagi. Więc idę. Na szczęście kątem oka widżę, że ci z tyłu też idą. :) Nie jest tak jeszcze ze mną źle.
Na kolejnym podejściu (były 3) znów wyprzedza mnie dwóch kolesi. Podjechali kawałek wyżej, ale sił mają więcej bo marszruta lepsza :)
No i tak telepię się do mety co rusz patrząc na przewyższenia. Jeszcze tylko 200m jeszcze 150 o 70 to już nic. W końcu zjazd. Pędzę niczym Arab w galopie, lawirując pomiędzy przeszkodami. Grzywa powiewa. Nagle niespodzianka jeszcze podjazd. Tu się wystraszyłem bo przewyższenia już mam niby wszystkie. Ktoś z gapiów jednak krzyczy ostatni krótki. Na szczęście nie było stromo więc podjeżdżam i widzę królika. Przyspieszam ilę mogę. Jeszcze przejście przez drzewo i zjazd. Znam już teren zapinam co się da jest z górki więc kręce mam jakieś 100-150 metrów do niego. Jednak nie dałem rady, niby się skuliłem kręcę a on jakoś mimo wszystko jedzie z tą samą prędkością prawie nie pedałując :(
Zabrakło mi jakieś 10-15 metrów i byłaby pierwsza 20tka. Jednak on był z M2 więc i tak 12te miejsce w kategorii. Nieźle, ale szkoda że końcówkę tak osłabłem bo była szansa na świetne miejsce, kto wie czy nawet nie historyczne jak dla mnie!

Jak przekroczyłem linię mety to musiałem na kilka minut usiąść - byłem skonany. Na jednym z podejść dostałem takiej zadyszki, że już się bałem, że będę musiał stanąć i na chwilę odpocząć. Na szczęście odpocząłem trochę na zjeździe i przeszło. Aha i jeszcze miałem dodatkową trudność tech. Spociły mi się okulary i na lewe oko słabo widziałem, co w przypadku wjechania w ciemny bór i jadąc po czarnoziemiu (chyba tak się odmienia czarnoziem :)) znacząco ograniczało widoczność nierówności terenu.
Pozdrawiam,
Andrzej
Paweł Poręba
W dniu 26.05.2013 w Legionowie na Lotto Poland Bike zdobył na dystansie MINI był 6 w kategorii i 18 Open - gratuluję zwłaszcza, że przed metą miał bardzo groźno wyglądającą wywrotkę z której się podniósł i dojechał.






Kończy się weekend i są nowe niespodzianki

Katarzyna Polakowska
W dniu 18.05.2013 w Utroniu startowała w szosowym Road Maraton, zdobyła tam I miejsce


Małgorzata Ejchart
W dniu 19.05.2013 w Złotym Stoku w Powerade Volvo MTB Marathon Golonki zdobyła 4 miejsce


Paweł Światlak
W dniu 19.05.2013 w miejscowości Sulechów IV Grand Prix Kaczmarek Electric MTB 2013 zdobył w M3 miejsce 5


Wszystkim serdecznie gratuluję jak również innym moim podopiecznym którzy startowali w mijający weekend.




Korespondencja z Torunia komentuje Paweł Poręba


Start w Toruniu należy do wyścigów po piaskach w pełni tego słowa znaczeniu. Pamiętam, że w 2011 roku byłem tam na zakończenie sezonu i starta do zwycięzcy kategorii była spora. Trasa prowadzi przez płaskie lasy, usiane łatami piachu, polnych dróg i asfaltów. Niestety nie jest to dość bezpieczny wyścig, bo duża prędkość i piach powodują, że jazda innych zawodników jest nieprzewidywalna. A zatem 3 maja pojawiłem się rano na MotoArena w Toruniu, ale zamiast fajnej pogody przywitała nas mżawka i ogólny chłód. Przejechałem się po trasie, żeby zobaczyć jak to leci i wróciłem do sektora. Ludzi nie było zbyt dużo, ale jak zawsze parcie na początek sektora był jak zawsze. Start z areny jest ciekawy bo trzeba przejechać przez bramę po której jest kostka i dalej jakieś gruzy i piasek. W sumie dość szybko daliśmy czadu na początku i nie było źle. Jednak po wjeździe do lasu zaczęły się problemy. A to ktoś się zakopał, a to ktoś wywrócił itd. Trzeba było mieć szczęście, żeby jechać w miarę płynnie bez schodzenia z roweru. Niestety ja trafiłem na jakaś łajzę, która ani nie chciała nikogo puścić, ani specjalnie jechać też nie chciał. No cóż. Dobrze, że pojawiły się jakieś pola i udało się sensownie powymijać. Płynna jazda zaczęła się po godzinie do momentu, aż zawodnik Velmaru wywinął orła przede mną, tuż za zakrętem. Wpadłem na niego z pełnym impetem i mocno uderzyłem w jego ramę. Niestety zabolało, ale pozbierałem się dość szybko i jazda dalej. Na szczęście dogoniłem chłopaków z grupy Zdrofit Alumnex, z którymi praca na zmianach była świetna aż do końca przejazdu. Tym sposobem dojechałem po 2:10:47. 88 Open, 30M3



PROPOZYCJE TRENINGÓW w wywiadzie przeprowadzonym przez portal TRAINHARD MTB TEAM


1) Trenujesz od wielu lat i startujesz zarówno w górskich, jak i płaskich maratonach. Jakie twoim zdaniem elementy przygotowania decydują o dobrym wyniku w tych dwóch skrajnie różnych typach zawodów?
Faktycznie są to dwa skrajnie odmienne typy maratonów. Na nizinach decyduje szybkość i taktyka, w górach siła i wytrzymałość oraz waga ciała i właściwie do każdego typu zawodów trzeba te elementy brać pod uwagę. Jeżeli ktoś chce startować w nizinnych maratonach doradzałbym trenować wytrzymałość, wytrzymałość anaerobową, moc. Gdy zawodnik chce startować w górach powinien oprócz trenowania techniki jazdy dużo czasu poświęcić na wytrzymałość, wytrzymałość siłową i rygorystycznie przestrzegać diety. Są jednak zawodnicy którzy chcą startować w zawodach technicznych w górach i zawodach gdzie teren jest nie wymagający. Wtedy zalecam trenowanie wszystkich elementów wytrzymałości takich jak wytrzymałość siłową, anaerobową, moc oczywiście z większym naciskiem na wytrzymałość siłową. Zawsze jednak trzeba pamiętać, że każdy z nas jest odmienny i nie ma dobrego lekarstwa na wytrenowanie każdego pod jeden szablon dlatego są doświadczeni trenerzy którzy potrafią odpowiednio stymulując treningiem dobrać odpowiednie obciążenia aby dany zawodnik jak najlepiej ścigał się w odpowiednich warunkach.

2) Jak twoim zdaniem należy się przygotowywać do startów w kluczowych imprezach
Dobry trener znający swojego podopiecznego powinien dobrać odpowiednie obciążenia i metody tak, aby zbudować szczyt formy w odpowiednim czasie. Jest to tak skomplikowane i precyzyjne działanie że wymaga indywidualnego podejścia i dla tego do każdego podopiecznego podchodzę inaczej. Oczywiście jest książkowa wiedza na ten temat która mówi, że odliczamy od startu głównego 20 dni. Dzielimy na połowę, w pierwszej poddajemy adepta mocnym treningom odpowiednio wyskalowanych na konkretną osobę, a w drugiej dajemy mu odpocząć. Przy czym odpoczynek może być różny w zależności od tego jak dana osoba jest przygotowana. Dużo zależy od poziomu wyszkolenia, wydolności, jak również indywidualnych cech fizjologicznych. Ważne jest tętno spoczynkowe, reakcja tętna na bodźce, szybkość regeneracji. U zawodniczek ważna jest także reakcja na menstruację. Do tego trzeba pamiętać, że każdy ma pewne ograniczenia związane z pracą lub rodziną. Dlatego nie ma jednego schematu przygotowania do konkretnego startu. Należy w tych sprawach (jeżeli ktoś chce się dobrze przygotować) zapytać doświadczonego trenera, który pomorze przejść przez ten okres w odpowiedni sposób.

3) Trenujesz zawodników w różnym wieku. Jak powinien różnić się plan treningowy w zależności od stażu treningowego, celu do osiągnięcia, może jakiś innych elementów?
Każdy z trenujących powinien indywidualnie podchodzić do treningu. Nie powinno się kopiować treningów kolegów lub innych osób które trenują wg. jakiegoś schematu. W zależności ile mamy lat, stażu wyścigowego, możliwości fizycznych, dobieramy odpowiednio trening. Najlepiej zacząć od niewielkich obciążeń (czasu treningu i odpowiedniego wysiłku), poznając siebie i własne możliwości można dobrać odpowiednie kierunki. Powinniśmy mieć cele do których dążymy - czyli zwycięstwo w zawodach, objechanie przyjaciół, czy wykręcenie lepszych czasów niż w poprzednim sezonie na odpowiedniej trasie, starty w maratonach górskich itd. Cele zawsze pomagają nam w lepszym dobraniu odpowiednich narzędzi które doprowadzą nas do spełnienia swoich marzeń. Na początku określamy swoje mocne i słabe strony i kreślimy plan na kalendarzu nanosząc odpowiednio: wyjazdy na zgrupowania, starty zimowe, letnie, starty ważne i mniej ważne oraz te najważniejsze do których chcemy się przygotować jak najlepiej. Najważniejsze, gdy jesteśmy na początku drogi zawodniczej nie powinniśmy trenować treningów specjalistycznych takich jak wytrzymałość siłowa, anaerobowa, moc, a jedynie wytrzymałość i szybkość czas takiego ćwiczenia zależy też od wieku oraz adaptacji organizmu na wysiłek. Zdarza się, że rozpoczynając trenowanie na rowerze łatwiej znosimy ciężkie treningi gdyż wcześniej trenowaliśmy inne sporty. Jednak są osoby które dopiero zaczynają trenować (dzieci) jak również osoby które dotychczas pracowały za biurkiem itp. a teraz chcą rozpocząć trenowanie ze względów zdrowotnych. Jak widać jest dużo aspektów o których powinniśmy pamiętać więc jeżeli chcemy podejść do tematu profesjonalnie powinniśmy poprosić o pomoc osobę doświadczoną - trenera, jeżeli chcemy rozwijać się powoli i naturalnie to powinniśmy sukcesywnie i powoli podnosić swoje możliwości fizyczne poprzez ćwiczenia ogólnorozwojowe (bieg, basen, spacery, siłownia) oraz ukierunkowanie ćwiczenia jakimi są treningi na rowerze, stopniowo zwiększając obciążenia pamiętając, że jaki jest cel naszej zabawy.




Paweł Poręba sprawozdanie ze Skandia Maraton Lang Team
Kolejny start w sezonie i co ciekawe po dość dobrze znajomej mi trasie, gdzie raczej jeżdżę szosówką. No, ale start blisko i w sumie Skandia, więc mogłem zobaczyć jak się startuje u Langa.
Start został zaplanowany z Agrykoli i prowadzi przez pierwsze kilometry po asfalcie. No cóż, będzie masakra na początku, pomyślałem w sektorze. W sumie to się nie myliłem. Jak tylko sektor wystartował to miałem wrażenie, że przeniosłem się w jakiś kosmiczną nadprzestrzeń. Po raz pierwszy w mtb zabrakło mi trybów, bo prędkość była chyba pod 50km/h. Dalej to już jakaś mieszanka jazdy po wałach, drogami polnymi. Wyprzedzałem bardzo dużo osób, które przeszarżowały na początku. Jechało mi się super, ale na wale był taki wiatr, że nie było opcji na pracę samemu. Na szczeście razem z chłopakami z TCC Jade Toruń, których znam z innych maratonów, pracowaliśmy na krótkich zmianach, dzięki czemu dojechaliśmy do 6 osobowej grupy, a tam okazało się, że są znowu mocniejsi, tylko nie było odpowiedniego bodźca. Znów pojawiły się ataki i tym sposobem uciekliśmy w 3 osoby ludźmi z Torunia. Tempo było jakieś ogromne i zaczęliśmy mijać sporo ludzi z dystansu mini. Nagle po odcinku asfaltowym pojawił się skręt w lewo na ścieżkę obok torów. I tutaj nagle wielki zonk, bo na tych torach pojawił się pociąg, który jechał w naszą stronę. Byliśmy w amoku, ale zdecydowaliśmy się przeskoczyć na drugą stronę torów, żeby móc dalej jechać trasą. I to była pomyłka. Kamienie, które były po drugie stronie nasypu kolejowego rozcięły mi oponę bezdętkową na 4-5cm. Powietrze zeszło w sekundę. Nawet nie miałem zapasowej deki, żeby coś z tym zrobić. Tym bardziej szkoda, że średnia z tego przejazdu to ok. 34km/h, a z informacji od obsługi to byliśmy blisko czołówki. Nie wiadomo jak byłoby dalej, ale była szansa na świetny wynik. No cóż. Bywa. Trzeba zmienić opony.




Paweł Poręba sprawozdanie Mazowia MTB Legionowo
Pierwszy start w sezonie i w dodatku na trasie, która nie należy do moich ulubionych. Jednak niedaleko od domu i można było stępić nogę. Ocenić, nad czym trzeba popracować.
No i jak to w Legionowie, było dużo ludzi. Tak dużo, że wystarczyło 10 minut, żeby sektor wypełnił się po brzegi i startowałem z końca 2 sektora. To niestety przełożyło się na problemy z wyprzedzaniem, bo nie chciałem zaliczyć upadku o kierownicy innych zawodników, a jak wiadomo specjalnie nikt nie patrzy na innych, jak to ma miejsce podczas jazdy na szosie. Więc trochę musiałem się przepychać tam gdzie było do tego bezpieczne miejsce.
Kilka kilometrów po starcie, pojawiły się pierwsze znane piaski i leśne ścieżki. Powoli tworzyły się pierwsze pociągi i grupki. Tutaj na szczęście miejsca było więcej i momentami czułem się, jak mocno rozpędzony pociąg, który raz po raz wyprzedzam inne grupki i sporo konkurentów, żeby w końcu znaleźć naprawdę mocną grupę. Tempo było niezłe i w sumie byłem jedynym na rowerze 26 cali. Nie wiem, czy duże koło daje przewagę, ale mam wrażenie, że kontrola jazdy po płaskim terenie i korzeniach jest dużo większa. Na całe szczęście trafiłem na grupę, która dobrze pracowała na zmianach. Co chwilę pojawiały się ataki i ucieczki, do których dołączałem. Całkiem fajna zabawa. Niestety chyba źle zaplanowałem wsuwanie żeli, bo pod koniec zabrakło mi trochę sił, ale jak na początek sezonu to chyba fajnie poszło.

Open 91/523
Kategoria 34/189



ZAWODY KOLARSKIE W OKRESIE 27.04 - 03.05.2013
Ostatni weekend jak rónież weekend majowy, przyniódł wreszcie starty i wyścigi moich podopiecznych.

27.kwietnia 2013 roku na stołecznej Agrykoli odbył się maraton z cyklu Skandia Maraton Lang Team 2013.
Na dystansie Medio 60 km wystartowała
Marta Bazańska
która w czasie 2:00:59 uplasowała się na III miejscu open wśród kobiet.


W dniu 03.05.2013 roku odbyło się szereg wyścigów w tym:

Mazovia MTB Toruń
Na dystansie Mega 54km startował
Paweł Poręba
który w czasie 2:10:47 uplasował się na 30 miejscu w M3 i open 88

Tego samego dnia odbył się Klasyk Beskidzki 2013 (zawody szosowe)
w których wystartowała
Katarzyna Polakowska
która na dystansie 62,3km zdobyła
II miejsce open wśród kobiet z czasem 1:59:14

Wszystkim serdecznie gratuluję i życzę dalszych sukcesów.



V-VII dzień zgrupowania (16-23.03.2013) Del Garda nad Jeziorem Garda we Włoszech
V; VI i VII dzień zgrupowania we Włoszech – Del Garda Sprawozdanie ze zgrupowania piszę z opóźnieniem gdyż ostatnie dwa dni były bardzo intensywne, obfitujące w ciężkie treningi i to razy dwa, a wieczorkiem wyjście na miasto, spacery, pizza Włoska i integracyjne rozmowy do późna. No cóż na drugi dzień rano to nie to samo, co kilka dni wcześniej kiedy wstawałem o 6:00 rano i miałem czas na napisanie sprawozdania,, zrobienie wszystkim śniadania, odpoczynek i przygotowanie się do treningu. Właściwie wczorajszy wypadek wyeliminował mnie konkretnie z dwóch dni zgrupowania. Podczas przejazdu przez ulicę uciekając przed włoskim autem nacisnąłem mocno na pedały, napęd był nisko, nowy – strzelił, zawisłem nad kierownicą i się motałem aby nie przewrócić na asfalt to nadwyrężyło mój kręgosłup tak mocno, że dzisiejszy trening już musiałem sobie odpuścić. Ale od początku. W dniu V naszego zgrupowania wziąłem swoją grupę którą się opiekuję z racji ich trenowania na co dzień i pojechaliśmy na półkę skalną na której byliśmy dzień wcześniej jednak tym razem pojechaliśmy po to aby wreszcie zacząć mocno ćwiczyć i systematycznie tak jak to powinno odbywać się od początku. W składzie miałem chłopaka mocnego i dziewczynę mocną ale na poziomie średnim. Postanowiłem, że będą się ścigać pod podjazd o nachyleniu 16% przez 10 minut (Wytrzymałość siłowa z elementami anaerobowymi). W tym celu dziewczyna jechała pierwsza, po niej jechał chłopak po odliczeniu 1 minuty i 30 sekund później ruszałem ja. Tak to z przerwami zrobiliśmy 6 podjazdów co nam dało 3000 m przewyższeń w czasie 3:20:00, tętna sięgały zenitu choć nie to było najważniejsze ale to w jakim czasie pokonamy poszczególne przewyższenia. Tak się wszyscy ładnie spinali, że dzięki temu mocno poćwiczyliśmy a jednocześnie chłopakowi pokazałem kilka tricków dotyczących taktyki ścigania. Dziewczyna znosiła dzielnie wspólne ściganie choć było widać, że jeszcze z wytrzymałością jako tako nie jest najlepiej i trzeba poćwiczyć. Po południu pojechałem ze swoim podopiecznym na sprawdzenie jednej górki na której jeszcze nie byliśmy a podobno jest super. Górkę nazwaliśmy „pod antenami” a jest niższa od wszystkich innych a na jej szczycie znajdują się anteny telekomunikacyjne. Nie znałem nazwy górki więc na czuja pojechaliśmy aby znaleźć wjazd po godzinie czasu wreszcie udało się znaleźć niewielki wjazd na górę „Monte Brione” 366 m – może nie była to najwyższa góra ale podjazd zajął 25 minut i był bardzo wymagający od 10 – 16% nachylenia. Serpentyny wijące się pomiędzy sadami oliwnymi stwarzały cudowny klimat i odczucia zapachowe a prześwity pomiędzy drzewami pokazywały piękno tego miejsca i znikomość naszego istnienia. Nie stety na szczyt dotarłem sam, dzisiejsze trudy treningowe pokonały mojego partnera i wychowanka – wrócił do hotelu. Ja natomiast byłem zadowolony bo miałem następne miejsce na kolejny trening w ciszy (w około Park Narodowy) brak jeżdżących pojazdów jak na innych drogach, podjazd o dobrym nachyleniu i nie za długi planowałem, że na treningu podjazd podczas totalnego zagięcia może trwać ok. 15 minut co jest bardzo ważne w podniesieniu wytrzymałości siłowej II (he he!!!! To takie moje określenie, czyli podniesienie wydolności siłowej do maksimum i sprawdzenie charakteru. Na takich podjazdach słabo wytrenowani po paru podjazdach wymiękają). W dzisiejszym dniu zrobiłem 2600 m przewyższeń w czasie ok. 5:20:00. O TĘTNACH NIE WSPOMINAM BO SZKODA GADAĆ SĄ WYSOKIE HE HE.

Na drugi dzień standarcik, zaplanowane są dwa treningi jeden mocny drugi 2 godzinny rozjazd na płaskim. Dojechaliśmy do góry „Monte Brione” w takim samym składzie co poprzednio i pojechaliśmy jeszcze po płaskim aby się lepiej rozgrzać. Po godzinie rozgrzewki wjechaliśmy wspólnie na szczyt aby pokazać gdzie mamy skręcać i dokąd dojechać. Po ustaleniu wszystkiego dziewczynę wypuszczałem pierwszą, chłopaka po 2 minutach i po 1 minucie ja jechałem. Podjazdy wymagające, czułem ból mięśnia i niestety pleców (zapomniałem wspomnieć, że z lekką kontuzją pleców przyjechałem z Warszawy niestety) co osłabiało moje ruchy. Jednak mój podopieczny dawał z siebie wszystko na szczycie leciał z niego pot jak z gąbki napełnionej do pełna wodą, poradziłem mu aby więcej jadł soli co zatrzyma wodę w tak bardzo wysiłkowym okresie treningu (po zgrupowaniu należy ograniczyć spożycie tego suplementu :D ze względu wagowych oczywiście). Do ostatniego powtórzenia nie udało mi się dogonić więc plan treningowy był dobry. Zakończyliśmy po 3:25:00 z wynikiem 2000 przewyższeń. Tętna były niższe więc nie ma co patrzyć – wszyscy już są zmęczeni.
Po południu na 2h pojechaliśmy ścieżką rowerową na której rozwija się prędkości do 30 – 35km/h, aż 1 h w jedną stronę. Zapomniałem napisać, że pogoda jest tu taka sobie w odróżnieniu do Polski :D mamy tylko – wczoraj 21 st. Celciusza, a dzisiaj 12-15 i słoneczko piękne.
W VII dniu niestety pauzuję – szkoda pleców, siedzę na miękkim wygodnym łóżeczku, plecy mnie bolą i przez okno wdziera się do pokoju słońce a za oknem widzę piękne pasmo Alp – wysokie góry aż po niebo, czuję jak jestem mały i słaby czuję też ból w sercu, że nie mogę teraz jeździć z moimi miłymi podopiecznymi oraz resztą grupy „Retro” Powiem tak, że chorowanie w takim miejscu to największa kara jaką mogłem do tej pory otrzymać. Jeżeli zdrowie i energia pozwoli na drugi rok chętnych moich podopiecznych jak i innych przyciągnę w te piękne góry i razem będziemy tyrali na przepięknych (nie do opisania) ścieżkach naszego przecudownego świata. Pozdrawiam



IV dzień zgrupowania (16-23.03.2013) Del Garda nad Jeziorem Garda we Włoszech
IV dzień zgrupowania we Włoszech – Del Garda Wczorajszy dzień za oknem – piękny i słoneczny. Po zjedzeniu śniadania jak zwykle o godz. 8:00 odpoczywanie 2h i o godz. 10:00, wyruszyliśmy na podbój gór. Udaliśmy się w kierunku Jeziora Lago di Ledro małe jeziorko nieopodal Lago di Garda. Aby tam dotrzeć trzeba przejechać miasto Riva del Garda i dotrzeć do olbrzymiego wyżłobienia w ziemi. Jest to fantastyczne miejsce po obu stronach olbrzymie góry aż do samego nieba a po środku wyrwa jak by się ziemia rozstąpiła z przepastnymi ścianami lecącymi w czeluść bezkresną – przynajmniej tak to wygląda z góry jak już się wjedzie na półkę skalną wijącą się pomiędzy jednym zboczem olbrzymiej góry a przepaścią. Półka skalna jest szeroka więc każdy nawet strachliwa osoba może spokojnie poruszać się po niej ja nieznający strachu jeżdżę po krawędzi bo są tam fajne hopki. Droga na półce skalnej zaczyna się od asfaltu ale po chwili zamienia się w szutrową, wspinając się na zbocze o nachyleniu 16% dojeżdżamy do asfaltu i tam już spokojnie pomiędzy samochodami wspinamy się na wysokość ponad 700m do jeziora Lega di Ledro. Po wczorajszych opadach śniegu nadal leżą zaspy topniejące w słońcu na ulicy więc dużo wody która z pod kół bryzgała jak fontanna w twarz i ubrania, temperatura zmieniła się na niższą zaciemnienie spowodowało wilgotność, zrobiło się zimno. Jechaliśmy w kolumnie dwójkowej z prędkością 35km/h zmieniając się co chwilę po przejechanych 30 km zawróciliśmy aby pojechać w słoneczne, piękne miejsce nad Lago di Garda. Inna półka wijąca się na szczyt Brion La Madonna niedaleko Nodice 859m. Przepiękne miejsce (dzisiaj zabieram swoich podopiecznych aby ćwiczyć wytrzymałość siłową). Wijące się serpentyny na skalnej półce pomiędzy głazami które spadły z góry o nachyleniu 10-16%, przepiękne widoki na przepastne bezkresne przestrzenie, małe łódeczki pływające jak mrówki na Jeziorze Garda i słoneczko ogrzewające zziębnięte ciało. Wjechaliśmy do samego do miejsca gdzie dalej już był tylko uniemożliwiający wjazd – śnieg (do Kościoła na szczycie) Zjazd z góry i powrót do hotelu bo popołudniu zaplanowałem drugi trening wjazd na Ville del Monte 556 m. Super podjazd który poznaliśmy pierwszego dnia pobytu. Pojechaliśmy tylko my dwaj czyli Paweł Poręba i ja zrobiliśmy dwa podjazdy. Podjazd trwał 45 minut ale widoki jakie zaznawałem podczas podjazdu i zjazdu były nie do opisania. W sumie podczas pierwszego treningu zrobiłem 65 km w czasie 3:11:00 z przewyższeniami 1766 m, a po południu 30km w czasie 1:30:00 z przewyższeniami 1100 m. W sumie przejechałem w dniu wczorajszym 95 km w czasie 4:40:00. Wreszcie trening zrobiony prawidłowo. Cieszę się bo wreszcie odblokowało mi się tętno i weszło na wyższy poziom, a i nowy napęd powoli przestaje przeskakiwać co umożliwia mi wstanie na pedały i kręcenie z większą mocą.



III dzień zgrupowania (16-23.03.2013) Del Garda nad Jeziorem Garda we Włoszech
19 marzec 2013

III dzień zgrupowania we Włoszech – Del Garda Dzisiejszy dzień przywitał nas deszczem. Większość z nas postanowiła zrobić sobie wolne ja postanowiłem podjechać pod szczyt o dźwięcznej nazwie Monte Calino1069m. Ubrałem się i zacząłem podjeżdżać pod górkę. Jechało mi się coraz lepiej i szybciej, mijały mnie samochody niektóre mnie wyprzedzały inne zjeżdżały z góry mając na dachu …półmetrową pokrywę śniegu. Jechałem dalej nie martwiłem się że przemoknę na butach miałem ochraniacze z neoprenu, na nogach spodnie ortalionowe i ortalionową kurtkę. Jednak z czasem buty zaczęły przesiąkać od spodu przez SPD ale nie martwiłem się tym ale zaczynającym padać coraz mocniej śniegiem. Płaty śniegu zaczęły sypać mi na okulary zasłaniając drogę. Po 40 minutach podjazdu nagle na asfalcie pojawiło się błoto pośniegowe, to był czas aby zdecydować o powrocie. Wracając coraz bardziej zaczynałem marznąć nogi w kolanach przeszły zimnem. Wreszcie dotarłem do hotelu gdzie czekał na mnie gorący prysznic. Przejechałem w dniu dzisiejszym 16 km w 55 minut, średnie tętno 121, maksymalne 149 ud./min.



II dzień zgrupowania (16-23.03.2013) Del Garda nad Jeziorem Garda we Włoszech
18 marzec 2013

II dzień zgrupowania nad Jeziorem Garda we Włoszech (Del Garda) Drugi dzień i piękna pogoda, bezwiecznie i słoneczko a nawet cieplej niż wczoraj. Plan na dzisiejszy dzień szybka trasa z kilkoma niewielkimi podjazdami. Wyjechaliśmy całą grupą 20 osób (Grupa Mbike-Retro Team) przejechaliśmy przez naszą miejscowość aby dostać się na przepiękną ścieżkę rowerową ciągnącą się aż do miejscowości Trento. Na początku z powodu tego, że dzisiaj niedziela było dużo ludzi biegających i spacerujących ale z biegiem kilometrów było ich coraz mniej aż wreszcie pozostali tylko kolarze od czasu do czasu nas mijający na „szosach” lub „góralach”. Ścieżka nie była wymagająca więc cała grupa rozpędzała się do 35 km/h kilka krótkich podjazdów o nachyleniu 20% i gaz na całego Na koniec wyjechaliśmy na szosę i zrobiliśmy podjazd o mocnym nachyleniu. Gdy wybiła nam 40 tka km, zawróciliśmy i wróciliśmy do hotelu tą samą drogą. Ostatecznie wyszło nam 90 km z ilością podjazdów 906 metrów, czas 3:22:06, tętno moje!!!! Średnie 123 ud./min; max. 166 ud./min. Dzisiejszy dzień to podjazdy mam nadzieję, że serce się wreszcie ruszy :D. Niestety wczoraj po południu zaczęło padać, a dzisiejszy poranek przyniósł nam nisko zawieszone chmury więc już nie będzie widoków i niestety deszczyk będzie siąpił.



I dzień zgrupowania (16-23.03.2013) Del Garda nad Jeziorem Garda we Włoszech
17 marzec 2013

I dzień zgrupowania nad Jeziorem Garda we Włoszech Podróż samochodem zawsze jest męcząca ale od kiedy Polska jest w Unii Europejskiej i należy do strefy Schengen, to znaczy mamy autostradę do Berlina i nie musimy tracić czasu na granicach :D, podróż staje się dużo prostsza i szybsza oraz przyjemniejsza. Jadąc z Pawłem Porębą mogliśmy się co kilka set km zmieniać to ułatwiało nam szybkość z Wieliszewa wyjechaliśmy o 14:00 a na miejscu w miejscowości Del Garda już o 7:00 dnia następnego. Szybko się rozpakowaliśmy, złożyliśmy rowery, zjedliśmy i po 3h już byliśmy na rowerach. Podczas pierwszego treningu ukazało się nam piękno tego miejsca. Wszechobecne góry które sięgają nieb i przepiękne jezioro Garda które tak naprawdę wygląda jak Morze Garda :D. Pierwszego dnia wjechaliśmy na szczyt górki jakiejś dużej he he fajnie się jechało 16 km cały czas pod górę a następnie jeszcze kilka pod nachyleniem które odrywało lekko koło. Zjazd był lepszy choć zimny dla niektórych nawet nie do zniesienia (ja na szczęście ubrałem się porządnie). Potem pojechaliśmy nad Jezioro Garda aby pięknymi przejazdami przez tunele drogą dla rowerów wspinać się po asfaltowych, szutrowych i kamienistych drogach do góry, góry góry gdzie nachylenia zbocza były jeszcze lepsze. Powrót tą samą drogą do hotelu który jest o bardzo dobrym standardzie nasz pokój na 4 osoby ma dwie toalety i jedną łazienkę, dużą kuchnię i trzy pokoje. W dniu dzisiejszym przejechałem 60km w czasie 3:50:00.
Dzisiejszy dzień zapowiada się cieplejszy i mocniejszy zobaczymy. Następne relacje wieczorem. Pozdrawiam wszystkich którzy czytają moją stronę.



Santini Northtec MTB Zimą edycja II - Karczew 10.03.2013
10 marzec 2013

Dzisiejszy dzień, zimowy -3 stopni śnieg i super trasa - szybka z podjazdami, to było dzisiaj. Następny dzień ścigania na zimowym maratonie Santini Northtec MTB w miejscowości Karczew. Po raz drugi już startowałem w tej miejscowości więc trasa znana. Dzisiaj ruszałem z V sektora ale z pierwszej linii więc natychmiast po starcie ruszyłem ostro i po chwili byłem pierwszy. Z każdym kilometrem się rozpędzałem coraz szybciej nie byłem pewny swoich opon które są już bardzo zużyte na śniegu błyszczały swoją łysością ale jakoś całkiem nieźle mi się jechało więc przyśpieszałem. Pierwszy upadek zaliczyłem przy prędkości 30km/h he he wjeżdżając z ubitej drogi do lasu ale było nawet miło, potem jeszcze kilka błędów na zakrętach i zatrzymanie się na kilka chwil lub upadek ale nadal się rozpędzałem i wyprzedzałem kolejnych kolarzy. Na 2 km przed metą była znana mi już ze startu droga dojazdu do mety, była szeroka więc rozpędziłem się do ...całkiem, całkiem. Na jednym z zakrętów zauważyłem zamiast śniegu piach więc chciałem wejść z pełną prędkością niestety przed piachem był lud i trwało to sekundę, potem już szorowałem w tym piachu. Szybko się ogarnąłem i dojechałem do mety ale trzech kolarzy których wcześniej w wyprzedziłem niestety mnie minęło. Dzisiejsze ściganie uważam za udane, sprawdziłem swoje umiejętności techniczno fizyczne i uważam, że wszystko idzie w dobrym zakładanym kierunku. Za tydzień wyjeżdżam do Włoch na zgrupowanie i cieszę się, że nic się dzisiaj nie stało co mogło mi w tym przeszkodzić. Przejechałem km 37 w czasie 1:47:45 i 27 Open, a w kategorii 8.



Santini Northtec MTB Zimą edycja I - Jabłonna 24.02.2013
3 marzec 2013

Tydzień temu w miejscowości Chotomów nie daleko Warszawy odbył się jeden z trzech wyścigów zimowych organizowanych przez Cezarego Zamanę. Pogoda się udała, chłodno ale słonecznie, śnieg głęboki oraz dobrze poprowadzona trasa wyścigu dawała nadzieję na dobrą zabawę i trening. Okres lutego to okres wzmożonego treningu nie czas na ściganie gdzie trzeba wypocząć ale jest to pretekst na wyrwanie się z zatęchłego pomieszczenia garażowego i poruszanie się na świeżym powietrzu. Dzień wcześniej miałem testy wydolnościowe, więc troszeczkę wypocząłem jednak ze względu na to, że byłem współorganizatorem no i wielu moich podopiecznych przybyło na nie, siedziałem do późna wieczorem i nie zdążyłem przygotować odpowiednich opon na ściganie się w zimowych Chotomowie. Podczas rozgrzewki przed startem wiedziałem już, że nie będę miał lekko na łysych oponach w śniegu po ośki he he. Popełniłem jednak błąd, na starcie nie stanąłem blisko pierwszego rzędu tylko gdzieś w tyle I sektora co niestety bardzo mocno mnie wstrzymało na pierwszej pętli. Niestety wielu młodych ludzi przede mną jechało jak by pierwszy raz jechali po śniegu więc tempo było wolne a co jakiś czas trzeba było zsiadać z roweru dzięki temu. Jednak na drugim okrążeniu nie było mowy o zsiadaniu. Śmieszne było to, że przewróciłem się dwa raz podczas wyścigu i za każdym razem w tym samym miejscu - ciekawe. Ostatecznie zadowolony przyjechałem na metę 28 open i ...10 w M4 z czasem: 02:03:58. Dobrze, że wystartowałem gdyż oprócz super zabawy, treningu zobaczyłem poziom moich kolegów - przeciwników którzy jechali rewelacyjnie i pokazali, że są dobrze przygotowani do sezonu 2013. Następny maraton w Karczewie 10.03.2013 roku niestety już chyba nie będzie zimy :(.



Paweł Poręba jeden z moich podopiecznych krótko podsumował sezon 2012, skrócone wyniki Pawła na stronie "OFERTA"
17 styczeń 2013

Legionowo – Poland Bike
– pierwszy start. Początek sezonu, a tu piękne słońce. Było cudnie. Spokojnie startowałem z ostatniego sektora, żeby po chwili poczuć, jako mocno mogę depnąć. I tak na krótkim dystansie zrobiłem całkiem fajny wynik.
Otwock – Mazovia
– Kilka tygodni później pierwszy start w cyklu Mazovia zapamiętałem bardzo źle. Otwock przywitał mnie mrozem, śniegiem i bólem. To był najgorszy start w sezonie. Na szczęście później było znacznie lepiej.
Piaseczno – Mazovia
– Pamiętam błoto, błoto i błoto. Po raz pierwszy zastosowałem nowe podejście do startu, które o dziwo się sprawdziło. No i też wtedy poznałem Krzyśka Sieńskiego z SK Bank, z którym ścigałem się przez cały dalszy sezon.
Nowy Dwór – Twierdza Modlin – Poland Bike
- Do samego wyścigu podszedłem bardzo spokojnie i z dość dużym luzem. Efekt był taki, że po kilku kilometrach mogłem kręcić naprawdę mocno. Zupełnie nie zdawałem sobie sprawy z mocy jaką miałem. A to dało bardzo dobry wynik o którym niestety dowiedziałem się dopiero w domu, bo rozładował mi się telefon. Na metę wjeżdżałem na pełnym luzie i nawet nie zdawałem sobie sprawy, że jestem w czołówce – To było pierwsze pudło w nowym sezonie – 3mc M3m pierwszy medal.
Chorzele – Mazovia
– Start dzień po dniu, ale z dobrym nastawieniem. Jazda była lepsza niż rok temu, a trasa bardzo ciekawa. Jakoś nie mogłem wykrzesać z siebie jakiejś wielkiej energii, ale nie było źle.
Olsztyn – Mazovia
– Wyjazd połączony ze startem w zawodach. Trochę słabo było z pogodą. Staliśmy w sektorach i było mi już wtedy bardzo zimno. A dalej to już było błoto, mokro i ból pleców. Pod sam koniec trochę odżyłem i nawet wygrałem finisz z Krzysiem Sieńskim, o całe 0,0001 sek. Było zabawnie.
Legionowo – Mazovia
– Trochę chyba z nudów wybrałem ten start bo blisko. A to jednak była pomyłka. Rower był po pełnym serwisie. Nówka sztuka, za mało chyba wyśmigana. Trasa płaska i do obrzydzenia niebezpieczna. A to za sprawą braku elementów technicznych. Jedynie co pamiętam, to seria upadków, wypadków, karetek itd. Mi jakoś się udało bez upadku, ale też zaliczyłem pierwszą poważna awarię łańcucha. Strata czasowa ogromna.
Długosiodło – Poland Bike
– Też niedaleko domu, więc pojechałem. Pogoda lepsza niż ostatnio, więc też lepiej mi się jechało. Jednak na tym maratonie nauczyłem się, ze kolarstwo to nie praca zespołowa. Człowiek, który cały czas trzymał się moich pleców przez cały start, pod sam koniec wyskoczył przede mnie. Uznał, że tak można. Słaba sprawa. Dobrze, że czołówka mega z Mazovi się pojawiła, bo inaczej byłoby kiepsko. A tak mce 5 w M3.
Nowe Miasto – Legia MTB
– Pojechałem dla odmiany na cykl, którego w ogóle nie znałem. Bardzo miło wspominam. Za start dostałem fajne gadżety kolarskie i ogólnie atmosfera bardzo mi odpowiadała. Trasa miała dwie pętle po 21km. Na pierwszej śmigałem równo do przodu, na kolejnej wyprzedzałem ile się dało. Efekt to 14 Open i 3 miejsce M3. Kolejne pudło w sezonie. Szkoda tylko, że dostałem dyplom zamiast pucharku. Gdybym wiedział, to bym jeszcze mocniej jechał. No właśnie, jeszcze mocniej.
Wyszków – Poland Bike
- Trasa kiepska i głównie po asfaltach. Pod koniec był podjazd pod skarpę, który kosztował mnie zejście z roweru. Takie właśnie MTB na Mazowszu. Słaby start. 19 Open i 7 w M3.
Lublin – Mazovia
– Wiedziałem co to za trasa, więc wiedziałem jak pojechać. Nie spodziewałem się tylko, że mogę tak mocno i konkretnie. Pojawiły się wtedy pierwsze objawy dobrej formy. 66 Open i 25M3 na Mega.
Głuszyca – Bike Maraton
– Pierwszy w życiu maraton MTB w prawdziwych górach. Było fantastycznie. Nareszcie rama Sworks pokazała na co ją stać. Geometria jest dostosowana dokładnie pod jazdę w takich warunkach. Było fantastycznie, a też wynik jak na pierwszy maraton górski niezły -102 Open – 32M3. Zdjęcia i przeżycie czegoś takiego coś wspaniałego.
Supraśl – Mazovia
– Fajne tereny, super towarzystwo, ale na odpoczynek. Dzień wcześniej zrobiliśmy sobie wieczór pogadanek i piwa. Następnego dnia nie chciało nam się startować, tym bardziej że temperatury powyżej 30 stopni w cieniu nie nastrajały pozytywnie. Jednak pojechałem. Było strasznie. Już w sektorze umierałem, a na trasie brakowało mi wody po 20minutach. Gorąco mi było do takiego stopnia, że prawie opadłem z sił. Wynik na Mega też jeden z gorszych. Pogoda ma duży wpływ na start. 150 Open – 53 w M3
Ełk – Mazovia
– Bardzo lubię to miasto i tę trasę. Jest fajnie zróżnicowana w podjazdy, piaski, lasy itd. Jest gdzie pojeździć i zawsze czuje, że w tym czasie mogę pokręcić mocniej. No i jakoś się udało 82 Open – 32 M3
Orzysz Mazovia
– Start dzień po dniu i już wiedziałem, że to nie dla mnie. Nie chciało mnie się, tak po prostu. Więc pojechałem na krótki dystans Fit. Jeden z lepszych wyników na Mazovii w sezonie, ale słaba punktacja prawie kosztowała mnie utratę sektora. 36 Open – 11M3.
Radzymin – Poland Bike
– Też jakoś słabo. Piaski, piaski, piaski. Jechałem jakiś przymulony. Zamulony, przepiaskowany. Ale spotkałem kilku kumpli. No i przez to fajnie było. Aha, pamiętam, że pojechałem na Max dystans, ale przy skręcie na Mini jakoś tak skręciłem, że musiałem zawrócić. Człowiek jest zamulony. 53
Skarżysko – Mazovia
– Taki ten start niby górski, ale tym się różni od startów w górach, że nie masz czasu się rozgrzać na podjeździe bo takiego nie ma i musisz dać ogień od samego początku. Więc zagiąłem się i poleciałem niczym Embrajer. No i tak poleciałem, że w amoku startowym (pierwsze takie doznanie sportowe w życiu) zaliczyłem skręt na dystans Fit. No lipa totalna. Może i krótko się jechało. Może i szybko, ale nie tak jak chciałem. Ehhh. 29 Open – 8 M3 (Pierwsza 10tka)
Płock – Poland Bike
– Na te zawody pojechałem wspólnie z trenerem. Atmosfera bardzo fajna. Kupa znajomych. Czułem, że noga dobra, więc ciąłem ile się dało, a dodatkowo wyostrzony zmysł szukał strzałek, żeby nie skręcić na krótki dystans. Wszystko szło zgodnie z planem, dawałem czadu na maxa, ale jakiś typek, nie wiem skąd, bez numeru spowodował kolizję. Straciłem 10min, żeby wrócić do gry po znacznym OTB. Chętnie bym tego gościa dorwał i solidnie sprał. Ujechałem się na maxa, ale i tak wynik słaby. 68 Open – 26 M3. Ciekawe jakby to było bez wywroty.
Ciechanów – Mazovia
– Pamiętam, że jak jechałem na start to dostałem mandat, bo tak się ładnie schowali w krzakach. Sam start był całkiem ok. Przez moment jechaliśmy z Iszym sektorem, ale na piachach ludzie się wykładali jak zapałki. No i trochę to nas spowolniło. Czułem, że jest moc. 84 Open – 36 w M3
Rawa Mazowiecka – Mazovia
– Wiedziałem, że będzie szybko i krótko, bo nawet na Mega to jakoś szybko tam leci. Więc dałem czadu od początku z dobrym skutkiem. Dogoniłem niezłych zawodników i nie odpuszczałem i było super. Tylko tylko, okazało się, że robimy dwa razy tę samą pętlę, z powodu złych oznaczeń. No i co z tego, że była szansa na dobry wynik, jak słabo trasa była oznaczona. I sektor rozmył się we mgle słabej organizacji. 73 Open – 32 M3
Nowy Dwór – Mazovia
- Ostatni start i byłem gotowy na wszystko, na ryzyko, na ogień. Niestety po starcie okazało się, że zmęczony jakiś jestem. Jadę szybko, ale mnie ciągle wyprzedzają. Na koniec okazało się, że oznaczenia na trasie są zniszczone i jedziemy pod prąd. Kilkadziesiąt osób zrezygnowało. Słaba organizacja na Mazovii na maxa. Oczywiście bez konsekwencji dla orga. Pierwszy nieukończony maraton.





Życzenia Świąteczne i Noworoczne
24 grudzień 2012

Ho ho hooo! kliknij proszę na pocztówkę, a zobaczysz moje życzenia dla Ciebie.
















Czas na podsumowanie sozonu 2012
10 wrzesień 2012

Rok temu w listopadzie 2011, rodziły się plany na sezon startowy 2012. Były bardzo ambitne ale osiągalne. Zaczęło się całkiem dobrze, niezłe powolne wejście w obciążenia, pierwsze testy i ustawienie obciążenia. Treningi wytrzymałościowe w listopadzie, grudniu i styczniu. W lutym zacząłem mocne treningi i niestety przesadziłem z obciążeniem co niestety zaowocowało słabszym wejściem w sezon. Zaplanowałem odpowiednie treningi i powoli odzyskiwałem formę w połowie maja już byłem w pełni sił, moja waga również była całkiem, całkiem (od dawna nie ważyłem 79 kg). Na maratonie w Kluszkowcach 26.05.2012 byłem 4 w kategorii i wiedziałem, że mam moc i będę jeszcze lepszy. Jednak na następnych maratonach Bike Maraton nie wiodło mi się niestety ze względu na awarie sprzętu i inne bardzo nie sportowe sytuacje :D – no cóż miałem pecha do tej edycji i w pewnym momencie odpuściłem sobie góry i zacząłem przygotowywać się do walki na nizinach. Pozostał mi maraton Skandia Maraton i Poland Bike. Celem zostały Mistrzostwa Polski w Dąbrowie Górniczej. Niestety Skandię wcześniej poświęciłem dla Bike Maraton – u i niestety generalki na dobrym miejscu nie mogłem ukończyć (swoją drogą to nie jest zbyt ok., że brak jednego startu w zawodach dyskwalifikuje Cię z podium w generalce zwłaszcza, że III zawodnik jeździł daleko, daleko za tobą – no cóż). Poland Bike potraktowałem treningowo gdyż nie za wiele startów miałem aby powalczyć w generalce. No cóż niestety przygotowując się do zawodów w górach niestety niektóre elementy pomocne na płaskich terenach są nie potrzebne takie jak moc, szybkość, są one rozwijane ale nie są najważniejsze dlatego zanim doszedłem do poziomu odpowiedniego mogłem zajmować miejsca II i III w kategorii. Niestety większość przeciwników przygotowała się na płaskie maratony i byli dobrzy więc nie było możliwości wskoczenia wyżej. Zresztą nie na tym mi zależało było super, wesoło, miałem satysfakcję bo mogłem się spotkać z ludźmi i porozmawiać wreszcie. Powiem szczerze, że ten rok też w pewnym sensie przeznaczyłem na regenerację, zabawę i trenowanie innych. Przyszedł czas na Mistrzostwa Polski nie był to jednak moment na walkę w 100% własnej wydolności zająłem dobre 5 miejsce wśród najlepszych w tym roku więc bardzo się cieszyłem… Najważniejsze jednak, że moi podopieczni zdobywali super miejsca (informacje w ich rubryce wkrótce :D) i to było również bardzo satysfakcjonujące jak nie lepsze. Potem jeszcze było kilka maratonów między innymi Mazovii jak i Poland Bike ale oczywiście na obydwu była zawierucha z dotarciem na miejsce no i oczywiście nie można było być na najwyższym miejscu. Powiem tak ten sezon pod względem walki i zwycięstw nie był zachwycający, jeżeli chodzi o relaks, przyjemność i satysfakcja z uprawiania tego sportu nie oceniona.




Poland Bike Ostrów Mazowiecka
01 październik 2012

Ostrów Mazowiecki organizowany przez Grześka Wajsa w edycji Poland Bike był jak zwykle udany. Jedna pętla ok. 50 km prowadziła przez płaskie ale bardzo miłe i sympatyczne obszary naszej Wspaniałej ojczyzny. Jechało się jak zwykle wspaniale, nie było błota i deszczu choć chmury nas straszyły, ogień cały czas i zmiany w grupach które zmieniałem jak rękawiczki. Na finiszu dogoniłem mojego rywala ze Skandii Maraton – Langa mojego kolegę Tomasza Czyżewskiego. Jechaliśmy razem i na samym finiszu przegrałem z nim z czego bardzo się cieszyłem – kolega miał niezły finisz. Moje wyniki to: III miejsce w kategorii; 46 km; czas 1:47:41; średnia prędkość 26,7 km/h; średnie tętno 161 ud./min.









Maraton Skandia Maraton w Kwidzyniu
23 wrzesień 2012

To był maraton na którym czułem się tak jak powinienem na Mistrzostwach Polski w Dąbrowie Górniczej.
W ostatnią sobotę wybrałem się na ostatni wyścig Skandia Maraton do Kwidzynia. Mimo, że to miejsce już było używane przez tego organizatora to ja byłem pierwszy raz więc naprawdę nie wiedziałem co mnie czeka. Do tego wszystkiego cały tydzień nie jeździłem na rowerze z powodów zawodowych. Miałem tysiące obaw jak mój organizm zachowa się po tak długiej przerwie (jeszcze nigdy nic podobnego nie robiłem – nowe doświadczenie). Na miejsce dowiozłem grupę BSA Pro Tour samochodem team-owym. Zakwaterowanie również BSO-wskie. Nie było rozjazd ale spacer po Kwidzyniu – piękny na prawdę można się tam zatrzymać. Na spacerze było wielkie żarcie – pizza. Rano jak zwykle od 6:00 wielki ruch – jedzonko i dopieszczanie rowerów, . Na start 3 km na rowerze z jednym podjazdem. Start na terenie mini ZOO gdzie chodzą w zagrodach Lamy, Żubr i inne zwierzęta. Pojechaliśmy w ramach rozgrzewki na trasę startu i powrotu maratonu. Start jak zwykle ostry ale bardzo dobrze się czułem więc co chwilę następnych kolarzy wyprzedzałem, chciałem się zaczepić do jakiegoś pociągu ale takowych nie było przynajmniej takich które by mnie satysfakcjonowały. Dojeżdżałem do kolejnych i odjeżdżałem po krótkim odpoczynku. Byłem zdziwiony, że tak łatwo daje mi się urwać tych z którymi wcześniej jechałem z problemami utrzymania się w grupie. Mijałem kolejne grupki lub poszczególne osoby aż dojechałem do Agi Zych, Oli Dubiel i "Karlosa" czyli Kamila Karwata. Chętnie się za nimi schowałem, a gdy odpocząłem zacząłem zmieniać Karlosa wiedząc o tym gdy on będzie napędzał tępo to na pewno będziemy jechali szybko. Tak też było jechaliśmy szybko wyprzedzaliśmy kolejne grupy aż dojechaliśmy do rywalki Oli, HAŁAJCZAK Magdaleny z Corratec Team. Długo jechaliśmy razem przez chwile pomagał Magdalenie kolega z teamu ale niestety miał defekt i musiał odpaść. W pewnym momencie moja drużyna mocno przycisnęła i odjechała Hałajczak ja niestety byłem na tyle więc mimo woli zostałem razem z nią. Jechaliśmy razem kilka km w tym czasie jak koleżance Hałajczak uciec i ścigać się dalej. Wiedziałem, że jak pojadę szybciej Magda pojedzie za mną (było tak w Białymstoku - nie miałem przeciwko), tu jednak było inaczej wiedziałem, że koleżanka Ola Dubiel musi zwyciężyć bo na to zasługuje - musiałem jej pomóc i poświęcić swoje ambicje. Na szczęście byłem silny i nie zmęczony, podjazd który już wcześniej jechaliśmy (na pierwszym okrążeniu) nacisnąłem mocno wiedząc, że Magda już jest mocno osłabiona. Na szczycie podjazdu już miałem 30s przewagi wiedziałem, że się oderwałem i mogę jechać mocno. Jechałem sam do końca mety w zasięgu widziałem nasz wspaniały duet Olę i Agę. Byłem coraz bliżej i wjechałem za nimi na metę z 15s opóźnieniem. Wyniki: 85km; czas 3:06:39; średnia prędkość 27,3km/h; śr. tętno 155 ud./min.; przewyższenia 1330 m.



Mistrzostwa Polski Dąbrowa Górnicza
17 wrzesień 2012

W ostatnią niedzielę w Dąbrowie Górniczej odbyły się Mistrzostwa Polski w kolarstwie górskim miał być to łatwy wyścig stety okazało się że było inaczej.
Na miejsce stawiliśmy się dzień wcześniej. Objazd trasy i 50km po drodze zabłądziliśmy pomiędzy byłymi fabrykami nawet zrobiliśmy sobie zdjęcie na tle byłej fabryki gdzie nad wejściem widniał napis „TLENOWNIA” śmieliśmy się że BSA natlenia się przed Mistrzostwami. Spanie nam się nie udało bo komary męczyły nas bardzo długo. Rano dojazd do startu w ramach rozgrzewki. Na starcie stawili się wszyscy wielcy nie tylko w mojej kategorii ale również w innych. Np.
BATEK Dariusz CCC Polkowice
HALEJAK Wojciech HP-Sferis
KORC Artur Algida Centrum Rowerowe Olsztyn, niedawny uczestnik Paraolimpiady W Londynie
BRZÓZKA Piotr JBG-2 Professional MTB Team
RĘKAWEK Radosław KROSS RACING TEAM
KAISER Andrzej Corratec Team
GALIŃSKI Marek JBG-2 Professional MTB Team
SADŁECKA Magdalena CCC Polkowice
BRZÓZKA Adrian JBG-2 Professional MTB Team
Start i zaczęło się na poważnie od początku ostro i do przodu. Jechałem w pierwszej grupie na przejściu przez tory grupa podzieliła się na kilka części mi przypadła druga w której jechałem do 50km. Tępo oszałamiające cały czas 32 – 38km/h. Na którym z kolei ostrym podjeździe nie wytrzymałem tępa i postanowiłem jechać swoje. Po 10 km odżyłem i zacząłem jechać jak poprzednio – szybko i tak już do końca wyścigu. Trasa maratonu była dosyć prosta z wieloma podjazdami (nawet długimi) i krótkimi zjazdami. Na jednym ze zjazdów 15 osób połamało się w sposób dotkliwy. Był to zjazd na którego początku znajdowały się wykrzyki (ale prawie na każdym zakręcie znajdowały się wykrzykniki) widoczny na końcu ze skrętem w którąś stronę (lewo) można było się więc rozpędzić na maksa i grzać ścieżką i tak zrobiłem. W połowie ścieżka ładna jednak się kończyła był niewielki uskok – więc lot długi w powietrzu i….no i tu trzeba było zachować zimną krew, wyciągnąć rower przed siebie i przy prędkości ok. 60km przejechać urwiska (uszkodzenia przez wypłukanie wodą) w ścieżce, uff udało się ale było blisko. Na następnym okrążeniu znacznie zwolniłem i wybrałem lewą stronę urwanej ścieżki, zwolniłem. Dalsza część wyścigu była dość dramatyczna gdyż zmagałem się z własnymi słabościami. Ból mięśni właściwie zmuszał mnie do masochistycznych działań. Czułem, że boli mnie kręgosłup, a ból promieniował do bioder i nóg na podjazdach łapały mnie skurcze wiozłem magnez, ustąpiło. Jechałem sam nie było nikogo kogo miałbym dogonić. Na 10km przed metą było przejście przez tory i to mnie zmartwiło – nie wiedziałem dla czego. Po przejściu już wiedziałem!!!. Na kamieniach podkładowych torowiska nogi mi się powyginały i tak zostały, gdy wsiadłem na rower nie mogłem się wpiąć w pedały było to śmieszne ale i przerażające, jeszcze nigdy nie spotkało mnie to wcześniej. Jeszcze parę minut kręciłem pedałami bez wpięcia ale moje przerażenie powoli zaczęło mijać tak samo jak skurcze w stopach, wreszcie mogłem się wpiąć i jechać dalej. W oddali zobaczyłem AUGUSTYNOWICZ Rafała z UKS Wygoda Białystok którego znam już od dawna. Dogoniłem go i razem dojechaliśmy do mety jadąc na zmiany. Na mecie zameldowałem się z czasem: 4:18:06, przejechanych km 108 km, średnia prędkość 25,1 km/h, średnie tętno 152, max. 192 ud./min., przewyższenia 1787m.



Maraton Skandia Maraton w Rzeszowie
10 wrzesień 2012

I znowu III miejsce. 85km w czasie 03:52:18, przewyższeń 1994m. Maraton ciężki dużo stromych podjazdów i całkiem fajne zjazdy na wąskich ścieżkach, mało asfaltu jak na Skandię i dużo szutrowych dróg. Piękna pogoda więc i widoki przepiękne. Od początku jechałem mocno, jednak jak bym wiedział, że będzie tyle podjazdów to chyba bym zwolnił no ale nie wiedziałem więc pędziłem i dobrze bo nakręciłem bardzo dobry czas. W pewnym momencie dogoniłem kolegę z kategorii Podolskiego Krzysztofa z MTB Team RMF-FM Adrenaline Mou ale jak mnie zobaczył to już go nie zobaczyłem mogłem tylko podziwiać jego siłę na podjeździe. Ostatecznie wjechałem na metę open 22 i tylko 5 minut za drugim. Pierwszy był Ostrowski Bogusław z Eleven Regamet Bieniasz Team z czasem 3:43:42.











Poland Bike Płock
03 wrzesień 2012

Poland Bike Płock
Niedziela 02.09.2012 roku pod znakiem ścigania w Płocku. Okres przygotowania do szczytu formy, ciężkie treningi, skierowały moje kroki do Płocka. Plan to zrobić trening na wysokich tętnach przed kolejnym maratonem z cyklu Skandia Maraton w Rzeszowie. Ostatnie dni to ciężkie treningi w Górach Świętokrzyskich, dlatego nie było sensu startować w górach na Bike Maratonie jak również na innych wyjazdowych maratonach, jedynym maratonem mógł być tylko Poland Bike w Płocku. Organizowany maraton przez Grzegorza Wajsa to już drugi w tym mieście jednak w poprzednim roku nie startowałem więc nie miałem pojęcia co mnie czeka. Po długiej spokojnej rozgrzewce wystartowaliśmy o czasie. Pierwsze metry to dobry start i czoło pierwszego sektora jednaj pierwszy podjazd to masakra, moje mięśni odmówiły mi posłuszeństwa – no cóż nie zdziwiłem się bardzo, zwłaszcza, że jeszcze 2 dni temu katowałem Święty Krzyż w Górach Świętokrzyskich. Z każdym jednak km mięśnie były coraz bardziej elastyczne, piekły mnie niemiłosiernie ale walczyłem z tym dzielnie. Niestety tym razem nie trafiła mi się grupa która dawała mi zmiany, dopiero po 25km pojawił się kolarz z innego sektora który był ambitny i dał zmianę, bardzo mi się to przydało bo już zaczynałem cierpieć i wiedziałem, że tępa nie utrzymam jak tak dalej będzie. Odpocząłem i mogłem dawać zmiany choć kolega wcale nie potrzebował ich za wiele co chwila wychodził na prowadzenie z czego korzystali inni wcale się nie wykazując i wioząc na kole aż do podjazdu przed metą, he he jak zwykle no cóż niektórzy chcą zwyciężać za wszelką cenę ciekawe co jeszcze robią aby to się stało :D. Dla mnie to grunt dobra zabawa no a potem jak jest noga to i zwycięstwa. Tym razem chciałem potrenować mocno, więc wolałem jechać na przedzie tak aby wiatr wiał w twarz. Całkiem nieźle zaciągaliśmy jadąc z prędkością 35 – 40 km w niektórych momentach. W ostateczności trasa mi się bardzo, bardzo podobała były mocne podjazdy kilka szybkich singielków. Cały klimat miasteczka w samym centrum Płockiej Starówki. Ostatecznie zająłem 4 miejsce w kategorii i 25 open z czasem 01:55:33 na dystansie 51km. Bardzo dobrze pojechał tym razem Tomek Majewski z Retro Mbike Team, dojechał na dystansie max. jako pierwszy z czasem 01:48:52, najlepszy z BSA Pro Tour to Danielak Łukasz (drugi Open) z czasem 01:48:53 – GRATULACJE!!!.



Poland Bike Radzymin
19 sierpień 2012

Poland Bike Radzymin
W sobotę dnia 18.08.2012 roku w Radzyminie pod Warszawą odbył się kolejny wyścig z cyklu Poland Bike który organizuje Grzegorz Wajs. Na maraton w piękny słoneczny dzień zjechała cała śmietanka kolarzy z regionu. Mioduszewski Artur, Pepla Daniel, Majewski Tomasz, Sikora Agnieszka, Busma Maja, Pakulska Katarzyna i inni dobrzy zawodnicy. Dystans MAX liczył sobie 60 km. Jak zwykle w tych rejonach można było się spodziewać szybkiego, płaskiego z dużą ilością piachu i niewielkie górki o to mi chodziło, plan był taki – mocno potrenować, przepalić się czyli zmusić organizm do mocniejszej pracy i sprawdzić czego brakuje w moich przygotowaniach do Mistrzostw Polski. Start się opóźnił ale nie wiele i o dwunastej z minutami wystartowaliśmy. Pierwszy sektor był mocno zapchany więc wystartowałem z końca ze względu na utrudnienia w ruchu nie mogłem przedrzeć się do przodu dlatego postanowiłem zrobić to w terenie jak stawka się rozciągnie. Pierwszy większy upadek zdarzył się na wjeździe na trawiasty teren, kilku kolarzy w tym Daniel Pepla, Tomek Majewski i kilku innych ok. 6 zatrzymało peleton w miejscu, wyścig rozpoczął się na nowo. Zaraz po tym odcinku trawiastym wjechaliśmy w las i tu zaczęły się dla niektórych schody (niestety dla tych przede mną ), głęboki piach na lekkich podjazdach zatrzymywał moich kolegów kolarzy, tutaj niestety straciłem troszeczkę przez to, że zatrzymywali się przede mną ale złapałem się do dobrej grupy która wychodziła na zmiany. Pędziliśmy 30km/h i więcej. Dwa razy lekko zmyliłem drogę musiałem się wracać i nadrabiać stracone metry. Na jednym z niewielkich podjazdów chciałem wjechać na twardych przełożeniach niestety łańcuch przeskoczył w pozycji stojącej co spowodowało przelot nad kierownicą. Szybko się pozbierałem i dogoniłem swoją grupę, po drodze spotkałem pechowego w tym dniu Daniela Peplę który zmieniał dętkę. Nie zdawałem sobie sprawy jak dobrze jedziemy i jak mało osób jest przede mną. W pewnym momencie na szosie w Załubicach dołączyła do nas grupka kolarzy w której jechał Tomek Majewski (moja kategoria). Razem dociskaliśmy jeszcze na podjazdach piaszczystych i zjazdach gdy jednak zorientowałem się (moje tereny treningowe), że jesteśmy ok. 2km od mety odpuściłem. Przed samą metą wyprzedziło mnie jeszcze 4 kolarzy którzy jechali do tej pory za mną jednak finiszowanie nie było moim celem, nie walczę na tej edycji o generalkę więc nie spinałem się za bardzo. Na mecie jednak okazało się że jestem 9 OPEN i 2 w kategorii. Czas przejazdu 60 km to: 02:05:55. Start kontrolny jakim był ten wyścig pokazał, że moje przygotowania są prowadzone w dobrym kierunku – oby tak dalej.
Wyniki moich podopiecznych: Rafał Żero – MJ, 3 miejsce w kategorii, OPEN 33
Marta Bazańska – K-2, 5 miejsce w kategorii, OPEN również 5 miejsce.





Poland Bike Drużynowe Mistrzostwa Polski MTB Amatorów
07 sierpień 2012

Drużynowe Mistrzostwa Polski MTB Amatorów
W niedzielę 05.08.2012 roku odbyły się kolejne Drużynowe Mistrzostwa Polski MTB Amatorów. Trasa bardzo dobrze znana płaska z wieloma szutrami, luźnymi kamieniami, piachami. W tym roku miałem wystartować w podobnym składzie jak w poprzednim roku ale niestety na tydzień przed startem wszystko zaczęło się psuć tak aby na dzień przed startem całkowicie się popsuło – zostałem na lodzie moja drużyna wycofała się zostawiając mnie samego. Nie było już szans aby cokolwiek zmontować więc postanowiłem pojechać do Urli i dopingować synowi. Po drodze spotkaliśmy jadącego z zawodnikami Dariusza Nocenia – naszego prezesa BSA Pro tour. Zadzwonił do mnie i oznajmił mi, że startuję – z kim?!!! zapytałem, odpowiedział z najmocniejszą Elitą. Na początku niedowierzałem, potem wątpliwości co do startu regulaminowego a w końcu czy dam radę??. No cóż miałem być dla chłopaków pomocnikiem więc stwierdziłem, że im zawsze trzeba pomagać no i w końcu się zgodziłem – bo przecież lubię wyzwania. Rozgrzewkę zrobiłem całkiem niezłą bo pojechałem prawie całe okrążenie 25km. Na mecie pokręciliśmy się jeszcze trochę i o godz. 13:30:00 wystartowaliśmy do 50 km wyścigu (2 x25km) – jako ostatni z drużyn. Chłopaki to znaczy Mariusz Marszałek, Artur Miazga i Michał Ziółek od początku zaczęli tak zaciągać, że po ok. 13km odpuściłem sobie jazdę z nimi. Postanowiłem jechać swoje dawać z siebie wszystko tak aby być jak najbliżej nich w razie potrzeby. Ostatecznie po 47 minutach byłem na mecie pierwszego okrążenia, a po 01:36:06 byłem na mecie. Udało się dzięki poświęceniu chłopaków wygraliśmy Mistrzostwa jako pierwsza grupa w Elicie. Jestem zadowolony, że tak ładnie pojechali i że ja byłem razem z nimi, to jest przeżycie którego się nie zapomina w moim wieku dlatego podwójnie jestem szczęśliwy, że byłem w grupie najlepszych i najmocniejszych i razem z nimi wygrałem, i stałem na podium. Dziękuję chłopaki za niepowtarzalne chwile z Wami. Złota grupa BSA PRO TOUR ELITE 1 wykręciła czas – 1:22:13, druga drużyna MBIKE RETRO TEAM – 1:22:59, trzecia BSA PRO TOUR ELITE 2 – 1:23:17. Wszystkie wyniki są na stronie: http://www.domtel-sport.pl/insidethecode/files/3339-pl.pdf .



G&G Karpacz
26 czerwiec 2012

MTB Marathon G&G
Sobota dnia 23.06.2012 roku dzień sądu ostatecznego. Tego dnia odbył się w Karpaczu coroczny maraton organizowany przez Grześka Golonko. Startowałem już w wielu tego typu maratonach jak też w tym mieście dlatego nic nie wskazywało na to, że może być zbyt duże zaskoczenie. Dzień wcześniej pojechałem na krótki objazd trasy i trafiłem na całkiem niezłe podjazdy techniczne no i zjazd (na zdjęciu Facebook). Start jak zwykle w Karpaczu na Stadionie Miejskim, ładna pogoda. Wybrałem dystans GIGA - no przecież jak tak długo jadę do Karpacza to nie po to aby startować na MEGA. Wystartowaliśmy spokojnie jak zwykle w górach to nie Mazowsze że od początku – ogień. Po chwili pierwsze zdziwienie, nie pojechaliśmy jak zwykle na „Wanga” tylko skręciliśmy w lewo. Pierwszy podjazd trwający niecałe 5km ale wielu dał w kość ze względu na mocne nachylenie i liczne kamienie i korzenie, oczywiście początek to też rozgrzewka więc słyszałem dyszenie i zipanie wokół siebie o dziwo ja jechałem cicho i zastanawiałem się kiedy nastąpi ta chwila, że będę miał dosyć (nawet nie przypuszczałem, że będzie to bardzo szybko). Pierwszy zjazd trwał chyba najdłużej bo 2,5km ale jaki był miły i sympatyczny prowadzący pomiędzy z jednej strony lasem a drugiej łąką z wysoką trawą jechaliśmy zarośniętą ścieżką jak bardzo przypominała zwykłe maratony (już zacząłem się niepokoić!, że będzie tak cały czas!!), miły skończył się gdy jeden z moich jadących przede mną kolegów kolarzy, nagle wpadł w dół przewrócił się wypadł z roweru przeleciał parę metrów i już nie wstał. Zatrzymaliśmy się przy nim ktoś został z nim a ja z innym kolegą natychmiast pojechaliśmy dalej wezwać pomoc, po powiadomieniu służb medycznych pojechaliśmy podjazdem trwającym 8 km uf tyle km to niby nic na nizinach ale w górach to baaardzo dużo (długo). O dziwo ten podjazd jechałem bardzo szybko i jeszcze szybciej coraz bardziej przyśpieszając, wyprzedzałem kolejnych kolarzy i wielu swoich przeciwników gdy dojechaliśmy szczytu dogoniłem Marka Zająca – mojego kolegę z którym jechałem Challenga i który jest kolarzem górskim :D (startuje tylko w górach). Drugi zjazd to już całkiem niezłe nachylenie kamienie płaskie i błoto. Okazało się że zjazd stał się niebezpieczny ze względu na mocno napompowane koło przednie, musiałem się zatrzymać i spuścić powietrze, po spuszczeniu o wiele lepiej mi się zjeżdżało. Następny podjazd trwał tylko 4 km ale myślałem, że się już nigdy nie skończy co chwilę podjazdy 11, 20, 29%. Jednak miły to był podjazd z tym co mnie i innych miało czekać na szczycie. Dwudziesty trzeci kilometr bufet, niewielki pionowy uskok i zjazd miłym zboczem i nagle….ukazało się mi pole kamieni sterczących tak jak by zabraniały nam tamtędy przejechać, nachylenie zbocza było zbyt duże aby pozwolić na rozpędzenie się zbyt duże, okazało się że kamienie są tak mocno sterczące, że aby je przejechać trzeba było puścić hamulce i tak jechało się przez 4 km był moment że bardzo mnie zmroziło gdy zobaczyłem wjazd do leja w którym po lewej i prawej jego stronie były wyrwy 5 metrowe a przejazd pomiędzy nimi o szerokości 0,5 m, musiałem w sekundę zdecydować i to szybko jadę albo przechodzę – oczywiście przejechałem nie hamując he he. Ten zjazd dał mi w kość bardzo mocno mnie zmęczył. Potem było jeszcze wiele podjazdów i zjazdów ale za każdym zjazdem (bardzo ciężkich) traciłem coraz więcej sił w czasie zjazdu. Zacząłem myśleć o skróceniu trasy – mój plan pierwotny był aby poćwiczyć w Karpaczu a naprawdę wystartować w Sochaczewie na Poland Bike. Na rozjeździe - zjechałem pozostało ok. 7km do mety. Nie była to miła przejażdżka, podjazdy tak dawały w kość że jak nigdy - zatrzymałem się dwukrotnie na mocnych podjazdach usianych luźnym kamieniem było tak ciężko, że pamiętam jak robiło mi się ciemno w oczach. Dojechaliśmy do asfaltów Karpacza pomyślałem - luzik niestety to było złudzenie. Wjechaliśmy w las który prowadził pod górę. Coraz głośniej było słychać spikera na stadionie. Pomyślałem super dać z siebie jeszcze trochę i w domu, ludzie krzyczeli o jakimś 1 km do mety i wtety!!!!???? zobaczyłem esy floresy w dół po korzeniach i kamieniach. Postanowiłem zjechać mimo bardzo stromych zboczy. Pierwszy zakręt korzenny pod kątem bardzo ostrym przejechałem i udało się uff, następny zakręt usiany korzeniami źle wyprofilowany głęboka przestrzeń za zakrętem i…nie zdecydowałem się zsiadłem i przeszedłem, ostatni zjazd bardzo stromy i z dużymi uskokami usianymi głazami, niestety za wolno, zmęczenie, odruchowy nacisk na przedni hamulec lub inna idiotyczna czynność której do tej pory nie wykonałem i…fikoł przez kierownicę – niefartownie spadłem pośladkiem i udem na ostry kamień, oj zabolało. Dojechałem do mety ale na drugi dzień ledwo chodziłem. Dzisiaj jest wtorek nadal mnie boli ale trening rozruchowy 60km zrobiłem ;D.
Podsumowanie: Plan jaki miałem do zrobienia – nauka zjazdów wykonałem, jestem zadowolony z radzenia sobie podczas zjazdów, myślę o tym aby powtórzyć wielokrotnie tą trasę podczas pobytu na zgrupowaniu w Karpaczu który jest zaplanowany jest w sierpniu 2012 roku.
Trasa 45 km; czas 3:32:03; średnie tętno 148 ud/min; max. 168 ud./min; przewyższenia to 2298 m.




Maraton Poland Bike w Wyszkowie
11 czerwiec 2012

Poland Bike Wyszków
W niedzielę 10.06.2012 roku w Wyszkowie odbyła się kolejna odsłona maratonów Poland Bike organizowanego przez Grzegorza Wajsa. W zasadzie miałem jechać w na sobotni maraton Bike Maraton w Piechowicach niedaleko Karpacza, niestety plany jak zwykle krzyżuje życie. Nie mogąc pojechać w góry postanowiłem sprawdzić swoje parametry na bardziej płaskim terenie. Chodziło mi o to jak mój organizm wytrzymuje duże prędkości z lekkim interwałem. Pojechałem jak zwykle z moim synem Rafałem. Na miejscu przebrałem się i jazda na rozgrzewkę. Po drodze spotkałem swojego ucznia Pawła Porębę. Razem pojechaliśmy trasą maratonu aż do trasy w terenie gdzie okazało się że jest dużo, dużo piachu. Natychmiast spuściłem powietrze przód i tył i wypróbowałem na piachu a następnie na twardym, udało mi się trafić z ciśnieniem. W powrotnej drodze przyśpieszyliśmy tak aby tętno wzrosło i zrobiłem trzy 20 sekundowe przyśpieszenia aż tętno skoczyło mi do 190 ud./min. Przed startem nasmarowałem sobie nogi i stanąłem w I sektorze gdzie spotkałem wielu swoich kolegów z mojej kategorii między innymi: Daniela Peplę, Tomka Czyżewskiego z którym się ścigam na Skandii oraz Tomka Majewskiego i Mirosław Kowalski. Plan był prosty, ruszyć mocno i trzymać się jak najdłużej czołówki, a następnie złapać się z drugą grupą i cisnąć na maksa ile się da aby sprawdzić wytrzymałość i siłę. Po starcie realizowałem plan kilka kilometrów pierwszych to asfalt z dwoma zakrętami 900 starałem się jechać na czele aby mnie nie odcięli na nich i abym nie został w tyle. Gdy wjechaliśmy w teren jednak nie miałem już takiej siły aby przyśpieszyć za młodymi ale jechałem swoje dlatego załapałem się do drugiej grupy i tam sobie jechaliśmy z prędkością powyżej 30 km/h. Trasa wiła się najpierw lasami potem wpadliśmy na znane mi tereny (jeżdżę w te okolice na działkę) do Popowa Kościelnego. Potem w kierunku Wyszkowa polami z licznymi podjazdami, zjazdami i zakrętami. Wreszcie trasa była bardzo dobrze oznakowana więc nie było za wiele przerw czasami stale prowadzący naszą grupę Andrzej Klimczuk zagubił się i pojechał dalej ale natychmiast nas dochodził i wysuwał się na czoło. W naszej grupie jechał w/w wspomniany Andrzej, Tomek Majewski, Arkadiusz Jusiński, Tomasz Czyżewski, Mirosław Kowalski. Jechało mi się dobrze i zachowałem wiele sił na końcowy atak niestety na 5km przed metą na hopce podskoczył mi łańcuch i…??!!!, skręcił się na tyle, że musiałem zatrzymać się i przy pomocy osób stojących przy trasie wyprostowałem łańcuch który do mety już mi przeskakiwał na kasecie. Ostatecznie przyjechałem na metę jako 4 w kategorii (już się do tego przyzwyczajam) i 11 Open tracąc do pierwszego Open 7 minut. Przejechaliśmy 62 km, mój czas to: 2:12:28; średnia prędkość 28 km/h; średnie tętno 162 ud./min; max tętno 199 ud./min.




Maraton Skandia Maraton w Gdańsku
05 czerwiec 2012

Ostatnim moim maratonem był Skandia Maraton Lang Team w Gdańsku.
Kto by pomyślał, że Gdańsk to miasto które na długo zapamiętam. Tydzień wcześniej byłem w górach więc nic nie wskazywało na to że nad Morzem Bałtyckim coś fajnego może mi się przytrafić. Oczywiście ludzie mówili że górki są ale nie wierzyłem im za bardzo to przecież Gdańsk!!!.
Przyjechaliśmy w sobotę zamieszkaliśmy w wynajętym przez BSA Pro tour – hotelu o dobrych warunkach. W niedzielę rano powtórka z rozrywki 6:00 rano pobudka, prysznic itp. Reszta naszego teamu obudziła się o 7:30, cwaniaki dzień wcześniej doprowadzili rowery do stanu idealnego. Niestety byłem kierowcą więc musiałem przejechać na miejsce startu samochodem a następnie mogłem złożyć rower do kupy, na szczęście rower był sprawny i mogłem wybrać się na godzinną rozgrzewkę. W pobliskim lasku znalazłem całkiem niezłą górkę o długości 300 m i tam ćwiczyłem aż do powrotu na metę. Start jak zwykle przed dystansem 96km – spokojny. Potem dzięki dobrej rozgrzewce przyśpieszałem mijając kolejnych kolarzy. Moim celem było dojście do Tomasza Czyżewskiego z Plannja no i po jakimś czasie mi się pojawił. Jechaliśmy trzy okrążenia po bardzo wymagającej trasie, pogoda była super można było oddychać, nie padało i nie było błota – o dziwo!!! Trasa maratonu bardzo zróżnicowana dużo zakrętów szutrowych bardzo niebezpiecznych i zdradliwych, podjazdów i kilka ciekawych szybkich zjazdów (bardzo niebezpiecznych przy szybkiej jeździe). Nie jestem jeszcze w formie z zeszłych lat więc postanowiłem nie atakować choć sił miałem w nadmiarze. Jechałem z przeciwnikiem i Zdzisławem Baranem z Corratek Team który właściwe cały czas nas ciągnął mimo moich zmian natychmiast wychodził do przodu. Cały czas się czułem na siłach i mimo wielu prób przyśpieszeń nie udało się mnie zerwać. Było kilka podjazdów gdzie mocno musiałem naciskać na pedały aż ciemno robiło mi się w oczach a krew spływała gdzieś – chyba do stóp, jednak nie odpuszczałem a wręcz przeciwnie miałem też odcinki gdzie mój rower przyśpieszał na podjazdach – na pewno nie był to asfalt ale teren już był mój. Miałem dużo siły i właściwie mogłem dać ognia i do przodu ale swój cel osiągnąłem więc za bardzo się nie nadwyrężałem – błąd, to się na mnie zemściło na ostatnim podbiegu gdzie nachylenie było chyba ok. 80% znalazł się pomiędzy mną, a Tomkiem, Zdzisiek z Corrateka i wtedy zdałem sobie sprawę że przegrałem, wiedziałem że Tomek zjazdy robi na maksa z zawodowym sobie wzięciem (ja robię tak samo ale musiałbym być za nim) niestety po ukończeniu podbiegu była wąska ścieżka, co nie pozwoliło mi wyprzedzić Zdzisława. Ostatecznie dotarłem do mety jako IV w kategorii gdzie III dołożył mi ok. 1:30:00. Jednak nie jest ważnym co zrobiłem i jakie błędy popełniłem (dla siebie - Prezes myśli inaczej :D) dla mnie najważniejszy jest progres co prawda nie taki jaki bym sobie już wymarzył ale jednak postęp jest duży w ciągu jednego tygodnia. Wyniki: 96km, 4:18:05, średnia prędkość 22,1 km/h, maksymalna prędkość 49,4 km/h, najlepsze że przewyższenia były wyższe niż w górach 3706 m.



Maraton Kluszkowce Bike maraton
05 czerwiec 2012

Minęło troszeczkę czasu jak ostatni raz napisałem na mojej stronie relację z maratonu.
Godnym uwagi był maraton w Kluszkowcach w dniu 28.04.2012 roku organizowany przez Bike maraton, miejscowość położona jest na drodze Nowy Targ – Nowy Sącz, niedaleko Zakopanego w pięknie położonym miejscu nad Zbiornikiem Czorsztyńskim. Pogoda przywitała nas idealna na ściganie z lekkim wiaterkiem i słoneczkiem co róż wychodzącym zza chmur. Jak zwykle przed maratonem ranny rytuał 6:00 pobudka, kawa, makaron z piersią kurczaka w sosie pomidorowym z suszonymi pomidorami i oliwkami. Następnie powolne nawadnianie i przygotowanie ubrań. Zakwaterowanie mieliśmy ok. 10km od startu więc wcześniej wyruszyliśmy na miejsce gdzie okazało się że start jest u podnóża góry natomiast meta na górze gdzie trzeba było się jeszcze wczłapać do Biura Zawodów (dobra rozgrzewka przed startem). Na starcie zameldowali się najlepsi począwszy od Marka Galińskiego, poprzez Bogdana Czarnotę, Bartosza Janowskiego, Tomasza Jajonka, Mateusza Zoń, Pawła Wiendloha, panie Paulę Gorycką, Olę Dubiel z naszego teamu no i nasi dzielni panowie Mariusz Marszałek i Irek Gruszczyński. Start spokojny lekko pod górę przez ok. 3km a potem już podjazd jeden za drugim. Moim celem było sprawdzenie jak dotychczasowe treningi wpłynęły na moje wyszkolenie i czego mi brak, zacząłem spokojnie gdyż nie rozgrzewałem się za wiele ze względu na ilość km do przejechania. Z czasem jechałem coraz szybciej starając się mocno cisnąć na podjazdach. Wychodziło mi to całkiem nieźle czułem się też bardzo dobrze miałem dużo sił. Gdy zaczęły się zjazdy to i zabawa rozpoczęła się na dobre. Zjazdy kamieniste z wieloma zakrętami i korzeniami ale dobrze wyprofilowane pozwalające mocno się rozpędzić co też z przyjemnością czyniłem wykorzystując mój nowy rower. Cały czas jechałem swoim tempem mając za sobą swoich rywali jednak na ostatnich dziesięciu km odcięło mnie totalnie – opadłem z sił a moi rywale to wykorzystali zajmując III i IV miejsce. Ostatecznie zająłem dobre punktowane V miejsce ciesząc się z tego że moje treningi powoli podwyższają moją wydolność (cel to mistrzostwa Polski). Czas przejazdu 68km to 4:18:03 przewyższeń 1860 m ze średnią prędkością 21,5 km/h i tętnem średnim 153 ud./min.
Na uwagę zasługuje wynik Mariusza Marszałka który miał defekt koła i musiał zjechać na dystans Mega co i tak mu dało II miejsce Open, a Ola Dubiel zdobyła III miejsce w Kategorii, Irek Gruszczyński i Leon Grodzicki IV w swojej kategorii.




Zgrupowanie w Karpaczu
08 kwiecień 2012

Zgrupowanie w Karpaczu.
Zgrupowanie w Karpaczu odbyło się w dniach 30.03.2012 – 07.04.2012 roku. Na miejsce przetransportowani zostaliśmy autobusem, a rowery przyjechały za nami. Zamieszkaliśmy w dużym ośrodku w czasowym w samym Karpaczu. Podzieliliśmy się na dwa zespoły – dzieci osobno, a grupa zaawansowana osobno. Mieliśmy dwa treningi dziennie ze względu na pogodę było chłodno (chodź nie na podjazdach). Codziennie jeździliśmy po 60 – 90km najczęściej Karpacz – Sosnówka – Borowice i po południu to samo tylko krócej. Na zgrupowaniu przejechałem 560km. Dokładniejsza relacja w zakładce „moje treningi”.













Maraton w Legionowie
28 marzec 2012

W sobotę 24.03.2012 roku rozpoczą się nowy cykl maratonów Polandbike 2012. Tegoroczny cykl maratonów Polandbike rozpoczął się w Legionowie. Start w tej edycji traktowałem jako trening. Co prawda pierwotne założenia były inne na początku planowałem wystartować w celu sprawdzenia swojej kondycji. Jednak ostatnie treningi były zbyt mocne i nie zdążyłem z całkowitą regeneracją, jednocześnie wiedząc że nie będę startował w tej edycji postanowiłem przeprowadzić bardzo mocny trening. Start mocny i całkiem dobrze poszło gdy jednak wpadliśmy w lasy zaczęły się podjazdy i dosyć mocne interwały, wtedy okazało się że moje zmęczenie jest zbyt duże abym cokolwiek na tym maratonie mógł zrobić więcej niż przejechać. Gdy jednak zgubiłem trasę i niestety skróciłem sobie o jakieś 3km dystans stwierdziłem, że nie będę już jechał po to aby uzyskać jakieś miejsce a jedynie dla przećwiczenia kilku elementów na moim nowym rowerze.
Następny start dopiero 15.04.2012 roku we Wrocławiu a na razie wyjazd do Karpacza na zgrupowanie. Pozdrawiam










Maraton w Józefowie
23 marzec 2012

Trzeci i ostatni wyścig z cyklu Nothtec MTB zakończony.
Tydzień temu zakończył się ostatni wyścig z cyklu zimowych organizowany przez Cezarego Zamany w Józefowie. Od początku ten wyścig miał być 100% treningiem. Nie mogłem sobie pozwolić na odpoczynek więc po bardzo ciężkich treningach wybrałem się na maraton. Z drugiej strony również postąpiłem taktycznie gdyż i tak już miałem w kieszeni pierwsze miejsce w generalce. Tak na prawdę nie zależało mi od początku na jakichkolwiek zwycięstwach i walce w klasyfikacji generalnej. Miło jednak jak się okazało że mogłem wygrać klasyfikację choć trenowałem dosyć ostro.
Józefów to już znany mi maraton, wielokrotnie startowałem więc wiedziałem co mnie czeka. Trasa tego maratonu przebiega po lasach otwockich w większości są korzenie, piachy, podjazdy i zjazdy dużo wąskich ścieżek i błoto. Jechało się super, choć nogi bolały i nie miały mocy. Trasa mi się podobała można było poćwiczyć technikę jazdy i poszaleć trochę na wąskich ścieżkach. Pewnie jak byłby to nie maraton to była by to super wycieczka ale niestety maraton to rywalizacja i nie ma sentymentów jakiś niedosyt zawsze zostaje że nie udało się zwyciężyć. Jednak trzeba być silnym i trzymać się planów i założeń. Nie będę podał swoich wyników bo naprawdę nie były ważne i rewelacyjne.
Jutro maraton w Legionowie zobaczymy jak będzie podawała noga - obecnie jest ciężka i nei czuję jej tak jak powinienem.







Maraton w Mrozach
11 marzec 2012

Drugi wyścig z cyklu Nothtec MTB zakończony.
Tydzień temu zakończył się maraton w Mrozach jako drugi z cyklu Nothtec MTB zimą. Jak zwykle w mrozach zimno. Krótka rozgrzewka po przyjeździe i jazda do I sektora, chwila przestoju i start. W czasie wyścigu jechało się całkiem dobrze do czasu jak nie wpadliśmy na odcinki zlodowaciałe gdzie co chwile ktoś leżał aż wreszcie i sam zaliczyłem upadek. Nie było to przyjemne więc postanowiłem już więcej tego nie robić. Udało mi się i do mety nie wywróciłem się ani razu. Przejechałem 36km w czasie 1:38:10; 16 open i I w kategorii M4. Do zobaczenia za tydzień w Józefowie.







Maraton w Karczewie
26 luty 2012

Pierwszy wyścig z cyklu Nothtec MTB zimą rozpoczęty.
Tydzień temu w Karczewie ścigaliśmy się na trasach zimowego maratonu który zorganizował Cezary Zamana. Było wiele obaw co do pogody lecz na szczęście pogoda dopisała przynajmniej do dekoracji. Trasa zaśnieżona z luźnym śniegiem sprawiała wiele kłopotów kolarze padali jak muchy, najbardziej chyba mieli ci którzy wybrali się na przełajówkach. Jeśli chodzi o mnie pierwszy raz wsiadłem w terenie na mój nowy rower Specjalized Epic. Na rozgrzewce wypadłem z trasy tylko raz he he he i to właściwie na własne życzenie wywrotka na śniegu to jest dopiero zabawa. Podczas maratonu aż dwa razy i też były przyjemne, ale od początku. Po rozgrzewce z moim synkiem Rafałem szybkie do samochodu zmiana ciuszków i pobranie napoju oraz przekąska. Następnie na start w sektory chwila postoju i ruszyliśmy. Szybki start i całkiem nieźle choć ślisko, po jakim czasie pierwsza wywrotka kogoś przede mną i przestój zanim się pozbierali, za chwili druga i znowu przestój jak wjechaliśmy na wąską ścieżkę już było lepiej, peleton się rozciągną i nie było wielu niespodzianek. Trzeba było się nieźle koncentrować aby jechać a nie leżeć choć powiem szczerze, że mój super rower mi pomagał w 80%, amortyzacja z przodu i tyłu działała perfekcyjnie. Po pół godzinie moje mięśnie zaczęły charakterystycznie boleć wiedziałem, że brak odpoczynku pomiędzy treningami a startem nie pomaga mi w wydobyciu całej siły jaką posiadam ale w końcu nie przyjechałem do Karczewa się ścigać tylko trenować na świeżym powietrzu technikę i siłę no mieć przyjemność przebywać z innymi nawiedzonymi. Dawałem z siebie wszystko co miałem choć wiedziałem, że i tak będzie kiepsko przecież wszyscy mi uciekli, na mecie okazało się że nie było tak źle przyjechałem na 13 miejscu Open i 2 w kategorii a do pierwszego Open i kategorii (Cezary Zamana) straciłem 4 minuty 50 sekund. Przy dekoracji zaczął padać deszcz, a tydzień po już prawie nie ma śniegu jest mokro i ślisko. Ciekawe jak będzie zatem za tydzień w Mrozach Według. prognozy pogody cały tydzień na przemian ze słońcem będzie padało a temperatura oscylowała pomiędzy 7 – 10C a w nocy -2 – 40C co daje nam mokro i błoto. No cóż będzie następny trening techniczny tym razem mokry. Do zobaczenia w Mrozach.



"Odpoczynek" w Piwnicznej Zdrój
24 styczeń 2012

W sobotę 21.01.2012 roku zakończyliśmy zgrupowanie BSA w Baranowie, a już 22.01.2012 roku razem z synem Rafałem byliśmy w Piwnicznej Zdrój, cel - Rafał na narty a ja na rower. Pogoda wyśmienita temperatura oscyluje pomiędzy +2 - (-)2st C, śnieg pada z przerwami i nie ma za dużego wiatru. Mam nadzieję że już tak do 29.01.2012 roku czyli do naszego wyjazdu zostanie. Pierwsze dwa dni poza mną. Pierwszego dnia - poniedziałek, pojechałem do Krynicy i z powrotem, a dzisiaj zrobiłem podjazd na Słowackiej stronie. Na razie idzie dobrze chodź czuję zmęczenie z poprzedniego tygodnia. Myślę, że Rafał który jeździ od 10:00 - 17:00 na stoku też czuje to samo bo po wejściu do samochodu natychmiast zasypia, jednak na drugi dzień wstaje dziarsko gotowy do następnej walki z nartami. Dokładne relacje z górskiego treningu na podstronie "moje treningi".



Zgrupowanie BARNOWO 2012
17 styczeń 2012

Przyszedł czas na mocne przygotowanie się do sezonu. Nie wiem jak to wyjdzie ale sądzę, że jeżeli bez przeszkód to jak zwykle dobrze. W tym roku rozpocząłem dzięki Prezesowi BSA wcześniejsze przygotowania do sezonu. Od 13 - 21.01.2012 roku grupa BSA przebywa na zgrupowaniu zimowym w Barnowie rezydencji Czesława Langa. Od początku ćwiczymy bardzo mocno. Poranna pobudka i zaprawa, śniadanie i o 10:00 pierwszy trening - biegi terenowe 2 godzinne. Potem odpoczynek, obiad i odpoczynek 2 godzinny. Na następny trening jedziemy do pobliskiej szkoły i ćwiczymy na sali gimnastycznej lub jeździmy na rowerach w zaśnieżonym mocno pagórkowatym lesie przez 1,5 godziny. Dla wielu na tym kończy się dzień treningowy ja jednak 2 godziny po kolacji chodzę do dobrze wyposażonej prywatnej siłowni Czesława Langa gdzie w przerwach pomiędzy ćwiczeniami oglądam liczne puchary, kryształy i nagrody zdobyte podczas wyścigów (piękna historia). W dniu dzisiejszym we wtorek 17.01.2012 mamy dzień przerwy od treningów - jest to dzień wytchnienia na odpoczynek, inne zajęcia jak również napisanie tego sprawozdania. Od jutra zaczyna się znowu codzienny dzień treningów i tak do piątku gdzie chcę robić nadal 3 treningi i około 4 godzin dziennie. Muszę wspomnieć o wspaniałej kuchni która jest nam serwowana codziennie podczas 3 posiłków, tylko silna wola broni nas przed przytyciem. Muszę też wspomnieć o wspaniałej gościnności Pana Czesława Langa który odwiedza nas wraz z małżonką i dba o naszych najmłodszych oprowadzając ich po swoich pokojach zamkowych. Po zgrupowaniu jadę w góry do Piwnicznej Zdroju gdzie mam w planach jeździć na rowerze po 3 - 4 godziny dziennie. Kilka zdjęć i film będą na mojej podstronie "galeria".



Testy wysiłkowe w nowym roku
8 styczeń 2012

Po dwóch miesiącach treningów, przyszedł czas na przeprowadzenie badań wysiłkowych sprawdzających moją wydolność oraz możliwości na sezon 2012. Testy odbyły się w Wołominie razem z grupą Family Active i Świat Rowerów. Przeprowadzone zostały na specjalistycznym sprzęcie przeznaczonym do tego rodzaju badań który udostępniła firma MDS trudniąca się sprzedażą takich urządzeń. Analizę przeprowadziła wybitna w tym zakresie studentka II roku Akademii Medycznej Marta Bazańska. Testy odbywały się przez dwa dni (sobota i niedziela) 07 - 08.01.2012 roku w których uczestniczyło 17 zawodników, rozpiętość wiekowa była jak zwykle duża od młodych początkujących kolarzy, poprzez już zaawansowanych z wynikami. No dobra jeżeli chodzi o moje wypociny to na zakładce "galeria" znajdziecie zdjęcia i krótki filmik. Udało mi się wykręcić 380W przy tętnie 175 ud./min, inne parametry są w normie jak na mój wiek ale jeśli chodzi o AT jeszcze trzeba popracować 3 miesiące aby je podnieść na odpowiedni poziom no i najważniejsze waga. Cele startowe na ten rok są znane - przede wszystkim góry. Cele treningowe są już znane - waga, wytrzymałość siłowa i anaerobowa. Dosyć tego pisania czas na trening.



Treningi BSA Pro Tour c.d.
28 grudzień 2011

W dniu 27.12.2011 grupa kolarska BSA przeprowadziła trening na torze kolarskim w Pruszkowie. Dzieci, młodzież oraz starsza młodzież trenowała na wypożyczonych rowerach Toru Kolarskiego Pruszków. Wszyscy bawili się przednio choć początki były stresujące początkujący rozpoczynali jazdę powoli i niepewnie i to nie dlatego że to tor, powodem były rowery. Rowery torowe mają to do siebie, że nie mają hamulców a hamowanie odbywa się siłą mięśni co znaczy że napęd jest na tzw. "ostre koło". Co to znaczy? jedziemy napędzając rower pedałując tylko niestety nie możemy przestać obracać korbami (każde siłowe rozwiązanie - czyli zatrzymanie pedałowania wiąże się z odlotem w dal, rower wyrzuca nasz jak rozjuszony koń), jeżeli chcemy się zatrzymać musimy pedałować coraz wolniej. Jednak w miarę przejechanych okrążeń śmiałość trenujących była coraz większa a prędkość rosła także na koniec treningu (prawie przy wygaszonych światłach areny) odbyły się zawody chętnych do ścigania. Jeżeli chodzi o mnie nie lubię jeździć na torze bo nudzę się bardzo ale wiedząc co mnie czeka zaplanowałem sobie super trening. Jeździłem z różnymi prędkościami (interwał) oraz obciążeniami (siła) wjeżdżając na najwyższe punkty toru jak również trenowałem jazdę w grupie. Jest co wspominać więc już nie mogę doczekać się zapowiedzianych następnych treningów.



Treningi BSA Pro Tour c.d.
10 grudzień 2011

Sala gimnastyczna w czwartki przypadła mojej osobie więc od dwóch zajęć prowadzę zajęcia na sali dużej w Kobyłce. Pierwsze treningi są spokojne w celu ustalenia wytrzymałości i umiejętności uczestników zajęć, z czasem treningi te będą bardziej intensywne i urozmaicone. Kładę duży nacisk na razie na ogólne wytrenowanie oraz rozciągnięcie w późniejszym czasie również na gimnastykę (umiejętność przewrotów) siłę i szybkość.

Biegi Lasek Bielański i biegi z grupą BSA pod przewodnictwem Jarka UKLEJA bardzo miłe, marszobiegi z przewagą biegu po górkach lasku pod koniec dawały znaki zmęczenia. Ogółem w ciągu 1:50:00 przebiegliśmy prawie 11km miałem średnie tętno 120 ud./min, a maksymalne 166 ud./min. W Lasku Bielańskim o tyle jest dobrze, że po ostatnich opadach w miarę jest sucho no i te górki, niestety w naszych Ząbkowskich lasach, większych górek brak jak również jest dużo błota.



Treningi BSA Pro Tour
11 listopad 2011

Rozpoczęły się treningi BSA. Wtorek – siłownia, czwartek – sala gimnastyczna, sobota – biegi. Ostro rozpoczęły się treningi na Sali w Kobyłce w dniu wczorajszym trenerem był Jarosław UKLEJA ćwiczyliśmy tylko godzinę ale przećwiczyliśmy wszystkie partie mięśni w taki sposób że na drugi dzień nogi moje są jak z drewna (zresztą jak co roku po pierwszym treningu). Po takich treningach dopiero widać jak dużo mięśni jest wyłączonych w sporcie jakim jest kolarstwo a jak wiemy równy rozwój wszystkich mięśni to klucz do zwycięstwa, dlatego warto trenować na sali gimnastycznej - trening ogólnorozwojowy.




Zakończenie sezonu
05 listopad 2011

Zakończenie sezonu – bankietowe.

W dniu 05.listopada 2011 (sobota) zakończył się oficjalnie sezon 2011 i rozpoczął 2012 w grupie BSA PRO TOUR. Uczestniczyłem w spotkaniu dla dzieci ze względu na to że mój syn Rafał będzie w następnym sezonie startował w naszych barwach jak i dorosłych do których ja się zaliczam. Na pierwsze zebranie stawiło się wiele rodziców i dzieci – zawodników. Prezes Darek Noceń podziękował wszystkim za występy i zwycięstwa w ubiegłym roku i przedstawił plany na następny, były też prezenty, oklaski i poczęstunek. Na osobnej imprezie pojawili się dorośli członkowie BSA jak również sponsorzy i zaproszeni goście jak Grzegorz Wajs wraz z żoną i Bogdan Saternus był też przedstawiciel Urzędu Gminy Białołęka oraz cały Zarząd. Na początku Prezes przedstawił wiele zwycięstw w trakcie prowadzony był pokaz multimedialny, podziękował za poświęcenie i zwycięstwa wszystkim zawodnikom i osobno najlepszym zawodnikom. Po oficjalnych przemowach nastąpiło wręczenie wspaniałych prezentów i statuetek zasłużonym dla kolarstwa osobom. Niespodzianką było wręczenie karykatur i albumów zdjęciowych Prezesowi i Trenerowi Jarosławowi Ukleja – wspaniały prezent od zawodników, całkowicie zaskoczył naszych zasłużonych. Po wszystkim nastąpiła część kulinarna z poczęstunkiem. Każdy z uczestników mógł wreszcie porozmawiać i powspominać miniony sezon, było miło. Na zakończenie od sponsora „SANTE” dostaliśmy miły prezent – karton płatków pysznych płatków Muesli – mniam. Z uśmiechem na twarzy i z nadziejami na wspaniały nowy sezon 2012 rozeszliśmy się do domów.




Kielce - Bike Maraton
09 październik 2011

Sezon zakończony na dobre.

Dzisiaj Kielce
Co to był za dzień już dawno nie miałem….na maratonie. Ale od początku. Dzień wcześniej w Kielcach, zwiedzanie Targów Rowerowych – suuuper maszyny, najlepsze marki cacka na których jeździłoby się dużo lepiej i bezpieczniej. Następnego dnia rozruch i start z I sektora mimo, że temperatura na dworze dochodziła do 80C to po rozgrzewce mieliśmy zapewniony start z pustej hali targowej gdzie było dużo cieplej, ruszyliśmy i zaskoczenie zamiast na trasę pojechaliśmy wokół hali targowej, wjechaliśmy do niej i przejechaliśmy pomiędzy wystawionymi rowerami, po wyjechaniu z hali nastąpił start ostry. Standardowo ogień, ogień, ogień po drodze wymagające podjazdy, zjazdy, hopki, korzenie i kamienie (niestety) na 30km zeszło mi powietrze z tylniego koła i zaczęła się masakra w roli głównej Artur Żero i jego rower. Niestety podjazdy były bardzo wymagające – ciężkie (powiem szczerze, że górskie maratony nie były takie ciężkie), chyba przesadzam od dawna już pauzuję i roztrenowuję się więc było ciężko do tego doszedł brak powietrza w kole tylnim (no może 0,5 atmosfery było :D). Po 60km wreszcie dotarłem do mety uff, ale zadowolony z super trasy z szybkimi technicznymi zjazdami i ciężkimi kamienistymi podjazdami. Efekt III miejsce czas:
3:27:03; średnia prędkość 19,5 km/h; średnie tętno 158 ud./min.; max. tętno 174 ud./min, niestety IV w klasyfikacji generalnej:
przegrałem o 14 punktów z Bojarskim MATEUSZEM z Wałbrzycha team FUJIFILM XP30. Wygrał w kategorii Bogusław OSTROWSKI Chrzanów TORQ SUPERIOR MTB TEAM ŚRODA WIELKOPOLSKA, drugi Dariusz HLEK Przęsocin BIKE MULTI SPORT GOLENIÓW. Na Bike Maraton w klasyfikacji generalnej dekoruje się pierwszych 10 więc udało mi się i tak stać na podium, a nagrody za IV miejsce też ciekawe – polecam ten cykl jest dobrze zorganizowany każdy może pojechać i przejechać nie ważne jaką technikę i staż w jeżdżeniu prezentuje. Samo zakończenie było bardzo ekscytujące gdyż było dużo nagród do wylosowania między innymi aparaty, zegarki, koła i amortyzatory jak również rower karbonowy, niestety nie udało się wylosować :D.

Mój syn na dystansie 21km przyjechał w kategorii 8 i zajął ostatecznie 11 miejsce – trochę kiepskie gdyż do 10 staje się na podium. Stało się tak gdyż zaczął jeździć na tej edycji od połowy sezonu myślę, że jest to dobrym zwiastunem na następny sezon czego mu życzę bardzo mocno.
Czas już powoli przygotowywać się do następnego sezony powolne roztrenowanie, odpoczynek i uprawianie innych przyjemnych sportów. Życzę powodzenia i do zobaczenia na maratonach sezonu 2012.



Karpacz - Bike Maraton
19 wrzesień 2011

Karpacz przeszedł do historii.

W sobotę 17.09.2011 roku odbył się kolejny maraton z cyklu Bike Mararton. Jak zwykle dzięki super sponsorowi czyli – BSA na miejscu zameldowaliśmy się po 8 godzinach jazdy już w piątek. Hotel nam dobrze znany więc w bardzo dobrych warunkach przenocowaliśmy. Rano o 6:00 obowiązkowo wstałem bo tym razem miałem dużo do zrobienia.

1) Zrobić jedzenie (makaron z przysmakami dla siebie i mojego syna – Rafała).
2) Rozebrać rower i wyczyścić, przesmarować.

Wszystko udało się zrobić ale niestety na styk wyrobiłem się na rozgrzewkę, 40 minut podjazdów i zjazdów i do I sektora zameldowałem się na 10 minut przed startem. Równo o 11:00 wystartowaliśmy. Jak zwykle w Karpaczu wyścig rozpoczął się podjazdem pod tzw. „Wanga” – czyli w kierunku świątyni „Wang”. Ciężki i długi podjazd na szczęście pa asfalcie, 16 minut podjazdu i tętno do 167 ud./min., jechałem swoim tempem, dużo osób mnie wyprzedzało wiedziałem jednak, że za chwilę ja ich będę wyprzedzał. Wreszcie nastąpił upragniony zjazd który trwał z małymi przerwami 13 minut więc zdążyłem ustabilizować sobie tętno do 152 ud./min. Jednak po każdym zjeździe w górach następuje niestety podjazd ten nastąpił i trwał przez 16 minut lecz już zaczynałem się powoli rozkręcać, doganiać i wyprzedzać zwłaszcza, że podjazd nie był zbyt stromy taki akurat dla mnie o nachyleniu 10 – 13%. Potem już były tylko krótkie zjazdy – techniczne i długie podjazdy z sekcjami o nachyleniu nawet do 45% - uff. Po drodze jeszcze 2 razy zaliczyłem podjazd 20 minutowy i jeden 22 minutowy. Na początku jechałem sam wyprzedzając kolejno pojedyncze osoby lub całe grupki, pod koniec pierwszego okrążenia dogoniłem kolegę z zespołu Leona Grodzickiego który poczęstował mnie Coca colą i gofrem z dżemem – mniam, powiem szczerze że bardzo mi to posmakowało zwłaszcza, że na jakieś 15 minut dało mi niezłego kopa. Na drugim okrążeniu dogoniłem 2 młodych kolarzy, a po jakimś czasie dobił do nas kolega z tyłu. Razem już do końca jechaliśmy do mety zmieniając się co chwilę – ja na zjazdach, najszybciej i najlepiej mi to wychodziło. Po 3:52:00 nastąpił upragniony i wymęczony finisz. Nie powiem, aby ten wyścig należał do najlepszych bo i tak nie miało być, założenie było jasne wytrwać, dojechać jak najwyżej, stanąć na pudle i obronić III miejsce w generalce. Nie wiem czy obroniłem, resztę udało mi się zrealizować V miejsce – ostatnie kwalifikowane na podium (to dla sponsora), przejechane 75 km w dobrym tempie jak na koniec sezonu 3:07 minuty średnio pokonywałem 1 km (to dla mojej satysfakcji), tętna miałem zwyczajne śr. 150, max. 169 ud./min. max. prędkość na zjazdach 65 km/h. Coraz bardziej bawią mnie sekcje techniczne, były choć nie tyle i nie tak trudne jak u Golonki. Podjazdy (przewyższenia 2550 m) pokonywałem już z coraz lepszą kadencją co dobrze zapowiada następny sezon.

Niestety to był już przedostatni wyścig z tego cyklu następny i ostatni w Kielcach 08.10.2011 roku.

Mój syn wystartował z II sektora, pojechał bardzo dobrze Open 116 i 6 w klasyfikacji MM. Miał jedną wywrotkę na zjeździe technicznym ale nic mu się nie stało jest zadowolony z wyścigu co dobrze rokuje na przyszłość.

Najbliższy maraton Mazovii w Toruniu niestety mnie tam nie będzie, do zobaczenia w Kielcach.



Nowy Dwór Mazowiecki - Mazovia MTB
13 wrzesień 2011

Niedziela zapowiadała się pogodnie rano co prawda było jeszcze chłodno ale chmurka na niebie już dawno uciekła w siną dal a powiew wiatru mówił mi że będzie gorąco oj będzie ha ha ha – jak się wam podoba wstęp?? :D.

Faktycznie tak było na miejscu w Nowym Dworze Mazowieckim gdzie miał się odbyć następny maraton z cyklu Mazovia MTB Cezarego Zamany stawiłem się wcześnie gdyż to już chyba 4 lub 5 raz startuję w tym miejscu. Trasa znana ale jak się okazało już nieznana gdyż Cezary zmienił ją w większości. Miał być to już ostatni mój wyścig w tym roku i cyklu, pozostały jeszcze dwa maratony z cyklu Bike Maraton Grabka. Razem z Rafałem moim synem pojechaliśmy na godzinę przed rozgrzać się i zobaczyć trasę od tyłu i początek. Spokojnie rozjeżdżając się objechaliśmy wszystko. Nie robiłem żadnych przyśpieszeń gdyż kiepsko się czułem – początek grypy i właściwie luzik. Rafał ustawił się w III sektorze a ja I – ruszyliśmy. Od początku jak zwykle ogień choć liczne zakręty nas hamowały. Gdy wjechaliśmy do lasu było wąsko i szybko choć w jednym odcinku trasy były liczne podjazdy, troszeczkę błota i troszeczkę piasku, bez problemów pokonywałem te przeszkody a średnia prędkość 24km/h potwierdzała, że trasa była trudna. Cezary jakoś zakręcił tą trasa, że trzy razy przejeżdżałem na giga przez to samo miejsce :D. Jechało mi się szybko i dobrze tempo dobre czasami ktoś mnie zmienił więc współpraca również jednak na ostatnim bufecie jak zwykle chciałem wziąć butelkę z wodą aby napełnić bidon, a tu skucha – niestety mi jej nie dano, musiałem się zatrzymać i wyrwać oprawcom ze stołu, przez to moi koledzy kategorii M4 uciekli i za krótko było aby ich dogonić :D. Trasa bardzo mi się podobała nie wiem tylko dlaczego byłem taki wymęczony?? :D. Ostatecznie zająłem 4 miejsce w kategorii i super 13 miejsce z czasem 2:37:24 ze stratą do pierwszego Open ok. 17 minut (muszę to poprawić). Dane z pulsometru: 82 km; średnie tętno 150, max. 166 ud./min. przewyższenia 1589 m.

Mój synek na fit: FMJ - Open 23 w kategorii 7 z czasem 00:59:25. W klasyfikacji generalnej awansował na 6 miejsce – gratuluję.



Poznań - Bike Maraton
9 wrzesień 2011

W ubiegłą niedzielę odbył się maraton z cyklu Bike Maraton w Poznaniu. Zgromadził on na starcie ponad 1500 osób. W samym centrum miasta nad pięknie zagospodarowaną Maltą był zorganizowany start i meta wyścigu.

Przyjechaliśmy dzień wcześniej na zajątrz rano (niedziela) wstaliśmy rano i jak zwykle ostatnie przygotowania – śniadanie, naprawa rowerów ubieranie. Na start stawiliśmy się o godz. 10:00 trudno było zaparkować samochód – wszędzie ciasno. Tym razem krótka rozgrzewka ze względu na to, że czekał mnie odcinek droki ok. 96 km (jak się potem okazało 99 km). Start z I sektora i gaz – dużo ludzi wąska droga uniemożliwiała rozpędzenie się nagle bach i okazało się że wszyscy stają ze względu na przejście przez most pod mostem :D kilka schodków wąskie przejście wszystkich wstrzymało na ok. 5 min. Potem było już szeroko, wąsko i szybko. Niestety było płasko więc średnia wyszła bardzo wysoka jak na tyle km – 28,8 km/h. Niestety przez większość drogi nie udało mi się złapać na koło kogoś szybkiego, tą osobą w tym dniu byłem ja a to niestety mnie spowolniło. Było gorąco więc starałem się jechać szybko aby powiew powietrza mnie trochę studził niestety z jednym bidonem nie mogłem za wiele powojować w taką temperaturę, na drugim bufecie musiałem się zatrzymać i nalać sobie wody. Szybko jednak dogoniłem grupkę z którą jechałem i niestety musiałem znowu nadawać tempo. Po 75 km znowu zabrakło mi wody ale koleżanka z którą jechałem od początku i która dzielnie dotrzymywała mi kroku Agnieszka Gulczyńska K3 z Corratec Team zaproponowała mi bidon swojego teamu co z miłą chęcią przyjąłem na ich prywatnym wodopoju. Dojechaliśmy do mety w niezłym tempie na 22 miejscu Open i niestety 4 miejscu w kategorii ale jestem zadowolony że zmniejszyła mi się odległość czasowa do pierwszych trzech zawodników, a w generalce znowu wskoczyłem na 3 miejsce. Moje wyniki z pulsometru: 99,93km; 3:28:29; średnie tętno 160; max. tętno 192 ud./min. przewyższeń 1114 m.

Pozdrawiam i do zobaczenia w Nowym Dworze Mazowiecki Mazovia MTB Maraton

Mój syn Rafał Żero był lepszy startując z II sektora pojechał na dystans HARO 30 km i na miejscu stawił się jako III w kategorii gratuluję.



Skarżysko Kamienna - Mazovia MTB
29 sierpień 2011

Zapowiadała się ładna pogoda no i super emocje związane z trasą i ilością kilometrów. Trasa dla mnie była niewiadomą – pierwszy raz w tej miejscowości startowałem, choć gdy jechałem do Skarżyska K. po drodze mijałem spore górki i podjazdy, zresztą ostatni tydzień nie daleko zresztą trenowałem na szosie więc spodziewałem się ciekawych podjazdów i zjazdów. Pierwotnie km miało być ponad 90, ale Organizator w ostatnim momencie zmienił trasę i skrócił do 82 km. Start z I sektora zawsze się wiąże z ryzykiem no chyba że się jedzie w pierwszej linii. Tym razem udało mi się choć wywrotka kolegi kolarza zatrzymała mnie na chwilę, na szczęście poleciał do miękkiego rowu zostawiając rower na trasie. Potem jak zwykle powoli się rozjeżdżałem choć zmęczone nogi po treningach w Górach Świętokrzyskich dawały mi znać nie dawałem się i podjazdy podjeżdżałem jak najszybciej mogłem. Na początku dociskałem całkiem nieźle patrzyłem na licznik i 35 – 40 km/h nie było niczym niezwykłym, ale po 20km zaczęły się wyższe podjazdy więc stwierdziłem, że mam jeszcze przed sobą wiele km i nie ma co się katować, trzeba rozłożyć siły - zwolniłem (ten rok jest spokojnym rokiem – odpoczywam). Trasa zmieniała się początkowo z szerokich szutrów, na polne ścieżki, drogi asfaltowe żeby dojść do krótkich technicznych podjazdów po kamieniach niestety przez niektórych nie do podjechania oraz niestety przejazdy przez błota. Wszystko jak zwykle na Mazowszu w dobrym tempie możliwe do przejechania. Gdy wjechaliśmy na II pętlę okazało się, że jest puszczona całkiem nową trasą z jednym zjazdem technicznym i sekcją błotną było całkiem ciekawie. Jechałem na początku tylko z Tadkiem Piątkowskim Świat Rowerów Racing Team, a potem jeszcze z Andrzejem Klimczuk z K.S.A.T. Gdzieś tam w oddali jeszcze od czasu do czasu widziałem mojego dzisiejszego przeciwnika Marka Zdziarskiego Centrum Rowerowe Olsztyn niestety nie udało mi się dojść – był lepszy choć na metę wpadłem 4s za nim :D. Tadeuszowi niestety nie dopisał na tym maratonie łańcuch który zaczął, zaciągać po błotkach i ostatecznie przyjechał trzeci i 1,5 za mną jednak były momenty, że pod podjazdy zaciągał tak mocno, że jeszcze chwila a by odjechał od naszej grupki. Dzisiejszy maraton podobał mi się pod wieloma względami pewnie najbardziej to że miał dużo górek i trochę technicznych sekcji do przejechania które bardzo lubię. Moje wyniki z gps – u to: 81,99 km; 3:30:38; śr.prędk. 23,4km/h; max.prędk. 61,7 km/h; śr.tętno 150 ud./min; max.tętno 166 ud./min; przewyższenia 1589 m.

Muszę wspomnieć również o własnym synku Rafale Żero pytacie się mnie jak to się dzieje, że jeździ tak dobrze choć bardzo dobrze wygląda. No cóż ma geny po ojcu, a tak napradę ciężko trenuje, przepracował całkiem dobrze zimę i lato więc jeździ coraz lepiej w Skarżysku był 8 na dystansie FIT w swojej kategorii wiekowej. Na Bike Maratonie bardzo szybko pnie się do góry i już wylądował w II sektorze tóż za mną - widać siłę, na tej edycji jest 18 w generalce ale wystartował jedynie 3 razy i pewnie jeszcze będzie wyżej. Gratuluję

Pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia w Poznaniu Bike Maraton

PS. Dzisiaj sponsor - BSA Darek NOCEŃ, sprawił nam super niespodziankę i przygotował namiot z piciem i jedzeniem z grilla - pycha oraz wspaniałym dopingiem, dziękujemy.





Po GWIEŹDZIE MAZURSKIEJ
16 sierpień 2011

Już po Supraślu. Tegoroczna edycja znowu przyciągnęła dużą ilość startujących. Pogoda w kratkę na szczęście na starcie i podczas wyścigu nie padało. Temperatura znośna dodatkowo brak komarów!!?? Pozwalały na spokojne przebywanie na campingu pod namiotem przy jeziorze Ełckim. Było sympatycznie w tym czasie na zgrupowaniu w dniach od 9 – 15.08.2011 roku przebywała duża „Familijna” grupa pod opieką i kierunkiem wspaniałego opiekuna Darka Biernackiego Prezesa naszego klubu wraz rodzicami kilkorga członków Family Active.

Do Ełku wyruszyłem 9, a dotarłem 10.08.2011 roku, oczywiście jak domyślacie się jechałem na rowerze. Pierwszego dnia pojechałem do rodziny nie daleko miejscowości Brańsk w woj. białostockim, przejechałem 150 km z haczykiem w czasie 04:21:29 z prędkością średnią 33,7 km/h i tętnem średnim 130. Drugiego dnia z Brańska do Ełku podróż wyniosła mnie 160 km którą przejechałem w czasie 05:28:56 ze średnią prędkością 30,1 km/h, tętnem 142 ud./min, było trudniej jechałem pod wiatr z kierunku północnego zachodu i te tiry jadące z przeciwka i wytwarzające potężną ścianę wiatru. Mimo wszystko sprawnie i szczęśliwie dotarłem na miejsce, rozbiłem namiocik i wypoczywałem dwa dni. W piątek podczas treningu pękła mi szprycha z tyłu i koło się scentrowało przez co musiałem poluzować hamulce, przez co moment hamowania przedłużył się znacznie.

W sobotę przywitał nas z rana deszcz jednak przed startem wyszło słoneczko. Stanąłem w II sektorze miałem ciekawe emocje związane z rowerem Rafała mojego syna na którym przejechałem co prawda 300 km ale na szosie – jak się zachowa w terenie??. Startowałem z końca sektora, ruszyliśmy ale bardzo szybko przedostałem się na początek okazało się, że rower toczy się nadzwyczaj sprawnie. Gdy wjechaliśmy w teren już trochę inaczej myślałem. Krótka rama i pozycja na kierownicy zmieniła możliwości roweru, nie czułem się pewnie na zakrętach, zjazdach kamienistych i błocie, a hamulce fałbreki blokowały koła. I tak właśnie się stało na początkowych km kiedy to kolega ścigant zajechał mi drogę i hamowałem, jakieś 20m przejechałem na przednim kole i cudem wyratowałem się gdy spadłem na siodło niestety wygiąłem je do góry i tak jechałem do mety ojojoj. Dalsza jazda to ponowna nauka jazdy. Na szczęście szybko przyswoiłem sobie kilka podstawowych zasad jazdy na krótkim rowerze :D. Organizator zrobił psikusa i na starcie przedstawił nową przedłużoną trasę do 90 km, a na mecie okazało się że dojechaliśmy po 75 km z czasem 02:44:50 i tętnem średnim 161, maksymalnym 195 ud./min. Skutkowało to niestety II miejscem w kategorii ze względu na trzydniową taktykę jazdy czyli dawkowanie sił. Jednak z wyścigu byłem zadowolony i pełen optymizmu na następne dni noga mi „podawała”.

Niedziela znowu brzydka i zimna pogoda z rana ale potem bardzo ładnie. Szybkie przygotowanie się i o 8:20 już w autobusie jadącym do pobliskiego Olecka gdzie był start do II Etapu Gwiazdy Mazurskiej. Rozgrzewka o godz. 9:40 stanąłem na starcie a o 10:00 start. Nad spodziewanie dużo siły i energii wysunąłem się nawet na pierwszą linię. Gdy wjechaliśmy w teren rower pokazał mi jednak, że nie będzie łatwo, na pierwszym podjeździe napęd zaczął mi przeskakiwać w tym czasie grupka moich rywali którą miałem objechać wyprzedziła mnie a następnie odjechała, na prostych ich doganiałem z łatwością ale podjazdy i znowu tratatata łańcucha, aż do momentu kiedy mi się urwał. Szybko go jednak naprawiłem, naoliwiłem i ruszyłem, o dziwo przestał przeskakiwać, natychmiast rozpędziłem się do zawrotnych prędkości i mijałem grupki kolarzy które mnie wcześniej wyprzedziły, goniłem moich uciekinierów byłem silny, sprawny i gotowy ich dogonić już ich na prostych w oddali widziałem Tadka Piątkowskiego w jego charakterystycznym czerwonym wdzianku i o charakterystycznej budowie ciała, dzieliło mnie jakieś 2 minuty jeszcze przejazd przez tory wiem że niedaleko jest meta, zjazd z górki i…koniec brak strzałek wraz kilkoma kolegami kolarzami szukamy trasy zajmuje mi to ok. 10 min, zrezygnowani jedziemy powoli do mety trasą nad jeziorem (po trasie hobby). Na mecie dotarłem za Tadkiem Piątkowskim ok. 6 minut na V miejscu. Następne grupy kolarzy przyjeżdżały z różnych stron podobno zerwano strzałki dlaczego jednak nie zabezpieczono trasy większą ilością szarf strzałek i strażaków, trudno żal jednak wysiłku włożonego w pościg. Moje wyniki to przejechane 63,61 km, z czasem 02:36:15, tętno średnie 167, max. 187 ud./min, przewyższenia !!! 1075 m.

III dzień wyścigu rower umyty, naoliwiony, ja w dobrym humorze i jeszcze lepszej kondycji gotowy do walki jedziemy na rowerach na start do pobliskiego jeziora oddalonego jakieś 10km, już na pierwszym lekkim wzniesieniu napęd tratatata jak dzień wcześniej. Na miejscu przejrzałem napęd był ok., łańcuch naoliwiony bez blokady ogniw, zdjąłem go i co!! Kółeczko w wózku przerzutki zrobiło się słoneczkiem. Szybkie bieganie po prośbie to teamów i serwisu, nikt nie miał zapasowego. Miałem do wyboru jechać z takim napędem na szybkiej trasie i dojechać na końcu albo zrezygnować – wybrałem to drugie. Nie przypuszczałem, że po wczorajszym dniu kiedy to napęd dobrze działał (po naprawie łańcucha) może być coś z nim więcej niż bród i zadziory łańcucha, a jednak słabe kółeczka aluminiowe nie wytrzymały pod moją nogą dwóch dni, również suport. Dojechałem do campingu złożyłem namiot i spakowałem się w tym czasie kolega Artur (mój imiennik) zaproponował mi wspólną podróż więc wybrałem się w podróż powrotną do domu jego samochodem.



Już nie długo "Gwiazda Mazurska"
07 sierpień 2011

Już po Supraślu a chciałoby się pojechać na maraton i zmęczyć nogi. Niestety ograniczenia … zmusiły mnie do zrezygnowania z dwóch górskich maratonów. Czekam więc na „Gwiazdę Mazurską” – Ełk. Do końca też nie jestem pewny czy pojadę ale mam taką nadzieję i z nią właśnie ćwiczę. Co prawda ćwiczenia są już bardziej skierowane z myślą o roku 2012 to jednak procentuje to jeszcze w tym. „Gwiazda Mazurska” to niepowtarzalna sceneria i atmosfera kto lubi jeziora i tą cześć Polski ma super okazję spędzić wolne dni, ścigać się i korzystać z kuchni mazurskiej :D. Z tym miejscem łączą mnie wspomnienia kiedy ścigaliśmy się z Irkiem Gruszczyńskim i zwyciężaliśmy, teraz on zwycięża w górach, a ja spróbuję na mazurach :D. Wczoraj Bike Maraton walczył w Świeradów – Zdrój było jak zwykle szybko i ciężko dwóch moich kolegów klubowych startowało: Irek Gruszczyński 7 miejsce Open i 2 w kategorii M-2; Leon Grodzicki 71 ale 3 w M5 na dystansie mega. Gratulacje!!!



Podlasie MTB Tour – Duch Puszczy
03 sierpień 2011

W dniach 30 i 31.07.2011 roku odbyły się kolejne zawody z cyklu Mazovia MTB Podlasie MTB Tour – Duch Puszczy. Jak co roku odbywały się w ciągu dwóch dni w sobotę była jazda indywidualna na czas, a drugiego dnia maraton na takich samych zasadach jak zwykle. Jeżeli zawodnik startował w obydwu zawodach liczył się do klasyfikacji Open Podlasie MTB Tour – Duch Puszczy dystansu FIT, MEGA i GIGA.
I dzień przywitał nas ścianą deszczu, podczas objazdu 10 km odcinka trasy było grząsko i ślisko, jedynie na krótkim odcinku asfaltowym jechało się dobrze. Start odbywał się w wyznaczonym czasie, a przerwy pomiędzy zawodnikami trwały 1 min. Na samym początku ogień i aż do końca. Po zjeździe z asfaltu widziałem na prostych odcinkach zawodnika który jechał przede mną. Gdyby nie deszcz wcześniej padający, piach byłby twardy i przyjemny w jeździe, niestety był grząski i stawiał duże opory a liczne kałuże niektórym utrudniały jazdę (ślady omijania), na szczęście nie padał deszcz, zaczął nam uprzykrzać życie dopiero po moim finiszu. Jazda ostra ale tętno miałem prawidłowe – max. 176 ud./min., śr. 167 ud./min. 10 km przejechałem w czasie 00:17:48 i jechałem z prędkością średnią 30 km/h. Ten czas dał mi V miejsce Open i I w kategorii. Czas zwycięzcy to: 00:16:59 Ziółkowski Jarek z Kross Racing Team.

II dzień zapowiadał się pogodnie i ciepło. Ruszałem z I sektora po dokładnej rozgrzewce punktualnie o 11:00 ruszyliśmy. Długi odcinek asfaltowy i jak zwykle ostra jazda niektórych na granicy ryzyka, na szczęście nikt się nie wywrócił i nie spowodował kraksy. Miałem prosty plan ostry start i trzymanie się czołówki oraz tego samego tempa jazdy. No oczywiście chciałem jak zwykle będąc w dobrej formie wygrać, moim przeciwnikiem był Janusz Ziółkowski - TTC Jade Toruń oraz inny kolarz którego nie namierzyłem w sektorze (startował z 11-tego) Dariusz Zakrzewski - Mistral (Białystok), który lubi płatać niespodzianki w Supraślu :D. Na początku Janusz Ziółkowski jechał za mną ale w peletonie powoli przesuną się przede mnie, a przy wjeździe w teren zostałem od niego odcięty. Wtedy pomyślałem, że jest już pozamiatane (jakże się myliłem), po pewnym czasie oddech i tętno zaczęło się stabilizować a moje nogi już mniej odczuwały wczorajszy wyścig, zacząłem miękko pedałować co pozwoliło mi powolutku przesuwać się do przodu. Jeszcze przed pierwszym pomiarem czasu wyprzedziłem mojego przeciwnika (ku mojemu zdziwieniu) i zameldowałem się z czasem 00:32:53 (mój przeciwnik 00:33:29). Dotarłem wreszcie do zawodników Kamil Rutkowski – Renault ECO 2 Team z Mrągowa (M2) i Łukasza Milewskiego - UKS Wygoda Turośl (M1). Obaj jechali moim tempem stwierdziłem więc, że łatwiej będzie nam ten ciężki etap przejechać razem i tak się stało, często jechaliśmy na zmianach aż do chwili kiedy zaczęły się końcowe podjazdy wtedy zostaliśmy tylko z Kamilem z czasem Kamil nie miał siły już wychodzić na zmiany ale bardzo mi pomagał siedząc mi na kole co mnie mobilizowało do wykrzesania jeszcze resztek sił. Moje kalkulacje zakładały, że do ok. 85 km będą podjazdy a potem już tylko z górki w związku z tym na ostatnich podjazdach mocno przyciskałem na pedały co skutkowało mocnym naciąganiem ścięgien, jeżeli przeliczyłbym się z obliczeniami to pewnie skurcze na następnych podjazdach nie dałyby mi jechać dalej. Jednak wiedziałem, że moi przeciwnicy nie śpią i na pewno walczą tak jak ja do końca. Jednak moje obliczenia były trafne ostatnie podjazdy pokonywałem z rozpędem więc nie sprawiały mi już żadnych problemów. Ostatecznie przyjechałem na XII miejscu Open i I miejscu w kategorii, a także uzyskałem II czas w klasyfikacji Open Podlasie MTB Tour – Duch Puszczy. Uzyskałem czas 03:49:37, II miejsce zajął Marek Zdziarski który wpadł na metę z czasem 03:51:57 - Centrum Rowerowe Olsztyn oraz III miejsce Dariusz Zakrzewski – Mistral z czasem 03:52:18 na IV miejscu przyjechał Janusz Ziółkowski – TTC Jade Toruń z czasem 04:01:00. Najciekawsze były jednak wyniki Open gdzie mój dawny kolega teamowy Paweł Baranek wywalczył I miejsce z niesamowitym czasem (przedniego spadłem do II sektora :D) 03:21:02, gdzie II zawodnik Artur KORC Centrum Rowerowe Olsztyn przyjechał z 8 minutową stratą 03:29:17. Tym razem dopiero III przyjechał Radosław Rękawek Kross Racing Team 03:35:12 (i to był normalny czas – ha ha). Pozdrawiam i do zobaczenia na Gwieździe Mazurskiej w Ełku. Niestety z powodów odemnie nie zależnych zrezygnowałem w tym miesiącu ze startów w górskich maratonach – pozdrawiam góry 



MISTRZOSTWA POLSKI W MTB JELENIA GÓRA 2011
25 lipiec 2011

W dniu 23 lipca 2011 roku odbył się długo oczekiwany maraton. Przygotowywałem się bardzo długo. Podporządkowane temu było wszystko, rodzina i treningi i starty. Po ubiegłorocznych mistrzostwach gdzie niestety zakończyłem przedwcześnie (uderzeniem klatą w duży głaz i połamaniem 5 żeber), postanowiłem, że muszę je skończyć na jak najlepszym miejscu za rok. Przygotowania były niestety utrudnione przez powolne dochodzenie do siebie po w/w wypadku. Tak naprawdę dopiero w na przełomie kwietnia i maja doszedłem do pełnej sprawności. Dopiero w kwietniu rozpocząłem ćwiczenia na siłowni i właściwe treningi, przez zimowe nieróbstwo waga nie była taką jak bym chciał więc niestety musiałem walczyć z nadwagą aż do startu co też niestety musiało opóźniać moje wytrenowanie. Dotarłem jednak do startu. Na miejscu lekka niedyspozycja żołądkowa. Wreszcie wystartowałem.
Plan był prosty od początku ostro, potem spokojniej i na podjazdach ogień. Wiedziałem, że będzie ciężko gdyż od dawna w Jeleniej Górze padało a nawet lało. Na starcie pogoda ładna. Start z II sektora, strat i ogień trzymanie się czuba mojego sektora. Wpadliśmy na ścieżkę rowerową i było super luźno (nie tak jak w 2010). Czas wdrożyć plan 2 czyli uspokojenie i odpoczynek. Wpadliśmy w wąskie drogi gruntowe gdzie błoto selekcjonowało kolarzy. Jednak gdy dojechaliśmy do właściwych górek ( przewyższenia - 2861 m) nie udało mi się wbić na odpowiedni poziom tętna co niestety powodowało spowolnianie mojej jazdy (jednym słowem nie był to mój dzień gdzie tryskałem energią). Przygotowanie siłowe i wytrzymałościowe oraz techniczne było bez zarzutu. Bardzo dobrze zjeżdżałem na licznych!!! ??? technicznych zjazdach jak również wytrzymałem ciężką trasę na niekończących się podjazdach i ciężkich zjazdach. Sprzęt po zmianie napędu zachowywał się perfekcyjnie (nareszcie). Nie byłem jednak zadowolony (jak zazwyczaj bywa) z jazdy. Na mecie stawiłem się na 68 miejscu open z czasem 05:21:47 w kategorii M4 - III miejsce i brązowy medal w Mistrzostwach Polski.
Podsumowanie: nie udało mi się zrealizować planu w 100% zwłaszcza jeśli chodzi o wagę ciała oraz maksymalne wyszkolenie. Jednak niespodziewanie udało mi się zdobyć miejsce na pudle co całkowicie mnie satysfakcjonuje. Mam nadzieję, że w następnym roku nie będę miał przeszkód i zdrowy, wypoczęty rozpocznę przygotowania do powtórzenia sukcesu. Wszystkich pozdrawiam i do zobaczenia w Supraślu, a następnie w Świeradów-Zdrój.



MEMORIAŁ BERCIKA
19 lipiec 2011

16 lipca 2011 roku odbył się kolejny Memoriał Bercika gratulację za organizację i jak zwykle super trasę (no może oprócz tego błota). Pogoda dopisała. Zawodników również dopisało co niemiara wiec reglamentacja na start była duża 160 osób na dystans STANDART i tyle samo na SPORT. Chętnych było dużo więcej ja jeszcze ostatnim rzutem dostałem miejsce, a mój syn w ostatniej chwili. Rozgrzewka długa bo aż 40min (dzięki przesunięciu startu o 30 min.-duża ilość chętnych). Potem start i wystrzał jechałem w czubie do pierwszego błota, niestety błoto naruszyło mój już naruszony napęd po czym nastąpiła powolna agonia aż do skręcenia łańcucha pod koniec II okrążenia. Musiałem zejść z trasy jednak byłem zadowolony ze swojej kondycji i z tego, że stało się to teraz a nie na Mistrzostwach Polski w Jeleniej Górze. Jeszcze raz gratulacje dla organizatorów i już nie mogę doczekać się do następnego mam nadzieję, że znajdą się sponsorzy.



BIKE MARATON PIECHOWICE; MAZOVIA MTB SZYDŁOWIEC
15 lipiec 2011

Zgrupowanie w Karpaczu zakończyłem dwoma maratonami w Piechowicach Bike Maraton i Szydłowcu Mazovia MTB. Cel był jeden - przejechać trasę jak najszybciej przyczym w Piechowicach zachować trochę sił na Szydłowiec zwłaszcza, że musiałem jeszcze przejechać kilometry samochodem z miejsca do miejsca. Piechowice przywitały nas słonecznie. Na starcie jak zwykle stanęło dużo zawodników. Trasa urozmaicona w podjazdy i bardzo szybkie (niebezpieczne) zjazdy. Ostatecznie uplasowałem się w kategorii GIGA - 86 km na 6 miejscu, czas ok. 3:40:00. Szydłowiec odmienny od Piechowic przywitał nas deszczem i pomrukami burzy, trasa błotnista, błotnista, błotnista, na szczęście mało podjazdów i zjazdów. Zakończyłem na miejscu 4 w kategorii na dystansie GIGA - 96km, czas przejazdu 5:20:00 siły zachowałem do końca i chyba najbardziej zmęczył się mój rower.
Jestem zadowolony z wyników myślałem, że będą o wiele gorsze po zgrupowaniu (brak wypoczynku). Obecnie pozostało szlifować formę i odpoczywać przed najważniejszym wyścigiem roku - Jelenia Góra czeka (MP). Pozdrawiam i do zobaczenia w Jeleniej Górze oraz Supraślu.



MAZOVIA MTB SZCZYTNO
28 czerwiec 2011

W dniu 26.06.2011 roku odbył się kolejny maraton z cyklu Mazovia MTB Marathon w pięknym mieście Szczytno. Pogoda jak zwykle dopisała. Po 2 godzinach dojechałem na miejsce. Po rozgrzewce stanęliśmy na starcie i o 11:00 wystartowaliśmy. Tempo od początku bardzo mocne i tak właściwie do końca. Dopiero pod koniec osłabłem ale to było na 7 km przed metą. Traska była urozmaicona troszeczkę lekkich podjazdów ale nader jak zwykle wyścig szybkościowy o tym świadczą moje wyniki GPS: 83,25km; czas 3:01:57; średnia prędkość na km 2:11/km; średnia prędkość 27,5 km/h; maksymalna prędkość 47,9 km/h; średnie tętno 163 ud./min.; maksymalna prędkość 202 ud./min.; przewyższenia 992m. Tym razem zdobyłem I miejsce ale to dla tego, że brakowało mojego przeciwnika Janusza Ziółkowskiego który w tym czasie startował na Beskidy MTB Trophy gdzie zajął wysokie miejsce w kategorii. Jestem nadal w strefie przygotowań do Mistrzostw Polski MTB i jestem ciągle zmęczony :D. Pozdrawiam



BIKE MARATON POLANICA ZDRÓJ
18 czerwiec 2011

Uff co to były za dwa dni życia ale intensywnie i pięknie a nawet pachnąco i śpiewająco - ale do początku. Dawno już nie pisałem niestety praca, treningi własne jak i grupy którą prowadzę nie pozwalały na wiele czasu, intensywność życia bardzo wysoka. Okres od kwietnia do dwa tygodnie temu był okresem wypoczynku i regeneracji dla mojego organizmu, taki przyjąłem w tym roku rytm pracy. Ma to na celu zregenerowanie mojego organizmu po kilkuletnich wyniszczających treningach, nie ukrywam też że zmusił mnie poniekąd wypadek w tamtym roku. Jednak teraz już czas i od 2 tygodni wzmaga się natężenie, napięcie i wszystko co może wokół przygotowań do najważniejszego wyścigu w tym roku jakim jest - Mistrzostwa Polski w maratonie 2011 w Jeleniej Górze. Rozpoczęły się długie jazdy na szosie jak i krótki wymagające ćwiczenia na trenażerze na specjalnie przygotowanych programach treningowych (oczywiście przeze mnie). Do tego wszystkiego dołożył się nieszczęśliwy wypadek podczas prób napędu w rowerze wyścigowym który skończył się otarciami skóry na rękach i kolanie (bolesne). Wyruszyliśmy do Polanicy Zdrój w piątek niestety "KATOWICKA" nie pozwoliła szybko dojechać z powodu prac na długości Warszawa - Łódź, koszmar do Wrocławia jechaliśmy ponad 7 godzin. Na szczęście we Wrocławiu sponsor firma "Radeco" - korty tenisowe, przygotowała nam suuuper pokoje gdzie odpoczęliśmy przed startem. Na zajutrz o godz. 11:00 start w Polanicy Zdroju i...super. Okazało się, że zmęczenie moich mięśni mnie jeszcze bardziej uskrzydla jechałem jak maszyna. Trasa super podjazdy i zjazdy szerokimi szutrowymi duktami leśnymi można było gdzie się rozpędzić i zmęczyć na podjazdach. Pogoda dopisała choć chmury się kłębiły, stawka się rozciągnęła więc można było oprócz własnego oddechu usłyszeć śpiew ptaków i poczuć zapach ściętych drzew i rosnących na polanach kwiatów i traw. Wyścig zaliczam do udanego choć mój napęd nie pozwalał mi na mocne depnięcie (strzelał). Ostatecznie na dystansie GIGA zająłem IV miejsce w kategorii i 20 open. Wynik: 83km; czas 3:23:12; średnia prędkość 24,4 km/h; maks. pręd. 56,6 km/h; średnie tętno 151 ud./min.; max. tęt. 166 ud./min.; przewyższenia 2375 m - dane z mojego GPS-a.



Dzień MATKI 2011
26 maj 2011

Dzień dzisiejszy jest szczególny!!!!. Nie zawsze można podziękować rodzicom a zwłaszcza mamie za to że jestem...taki jaki jestem, za jej ból, ciężką pracę i poświęcenie, ciągłe zmartwienia i myśli, łzy i pot, uśmiech i wspaniały głos, ciepło, radę i tym kim jestem. W tym dniu - Twoim dniu choć ten dzień jest przez 360 dni w roku. Dziękuję Ci MAMO bądź zdrowa i uśmiechnięta.







Maraton Wrocław BikeMaraton 2011
21 kwiecień 2011

W dniu wczorajszym tj. 17.04.2011 (niedziela) odbył się pierwszy maraton z serii Bike Maraton organizowany przez Macieja Grabka. Na starcie stawiło się ok. 2000 uczestników. Impreza dobrze zorganizowana, trasa szybka, niezbyt wymagająca. Jechało mi się super nawet miałem wg. międzyczasów 1:13 sek. straty do drugiego z kategorii M4. Niestety zerwany łancuch i ok. 15 - 20 min. straty. Ostatecznie przyjechałem z czasem 3:25:39 - 81 km; najlepszy miał 3:02:18. Następny start Mazovia Sierpc.







NOWOŚĆ - plan startów na 2011 rok
11 kwiecień 2011

W zakładce "o mnie" umieściłem plan startów MTB na rok 2011. Będę startował zgodnie z planem grupy BSA Pro tour na zawodach Bikemaraton oraz Skandia MTB, dodatkowo będę starował w zawodach Mazovia MTB Cezarego Zamany.



Maraton Sochaczew Cykl Poland Bike
10 kwiecień 2011

Wczorajszy dzień był dla mnie odpoczynkiem podwyższającym sprawność fizyczną do maratonu we Wrocławiu inni jednak bawili się dobrze i zdobywali trofea. Do nich nalerzą moi podopieczni:
Marta Bazańska (BSA Pro Tour)
startowała w wyścigu z cyklu AZS MTB CUP 2011 (XCO) w Warszawie, wyścig odbył się na Fortach Bema. Pierwszy start i...suuper

1 miejsce w Akademickich Mistrzostwach Warszawy i Mazowsza
2 miejsce Akademickim Pucharze Polski w cross country
1 miejsce w kategorii U23

Inni starowali w I etapie z cyklu Poland Bike Marathon 2011
Dystans Fan 7,5 km Piotr Frąckiewicz (RKS Family Active)
1 open; 1 kategoria
Dystans Fan 7,5 km Filip Biernacki (RKS Family Active)
14 open; 5 kategoria
Dystans Mini 28,5km Dariusz Biernacki (Prezes RKS Family Active)
18 open; 1 kategoria
Dystans Mini 28,5km Bogusław Kostrzewa (RKS Family Active)
16 open; 4 kategoria
Dystans Mini 28,5km Andrzej Frąckiewicz (RKS Family Active)
27 open; 7 kategoria
Dystans Max 55km Duda Ewa (Świat Rowerów Racing Team)
2 open; 1 kategoria
Dystans Max 55km Dorota Milczarek (RKS Family Active)
9 open; 3 kategoria
Dystans Max 55km Waldemar Kobus (Retro Bike Team)
99 open; 23 kategoria

Wszystkim serdecznie gratuluję i życzę dalszych sukcesów oraz miłej zabawy. Tym którzy nie ukończyli życzę mniejszego pecha i głowa do góry. Gratuluję również członkom naszego RKS:
Krzysztofowi Sieński open 7 kategoria 3; Waldemarowi Dzięcioł open 23 kategoria 2; Ryszardowi Chmielewskiemu open 137 kategoria 8.



Maraton Otwock z cyklu Mazovia MTB
06 kwiecień 2011

Maraton w Otwocku rozpoczyna cykl Mazovia MTB Cezarego Zamany. Jak zwykle stawiła się na start duża liczba uczestników (1700 osób) i jak zwykle nie zawiodła pogoda. Trasa nie była trudna ale korzenie i piach wykańczały każdego również mnie zwłaszcza, że byłem po 9 dniowym zgrupowaniu w Karpaczu. Ból pleców i właściwie całego ciała to standard po ostatecznych przygotowaniach w górach.

Zgrupowanie KARPACZ
1. Dzień - Piątek 25.03.2011 przyjazd
2. Dzień - Sobota 26.03.2011 rozruch podjazdy: 52 km; 2:28h; Śr.tętno 144 ud./min.; max. tętno 168 ud./min.; przewyższenia ... m
3. Dzień - Niedziela 27.03.2011: 64 km; 2:54h; Śr.tętno 145 ud./min.; max. tętno 170 ud./min.; przewyższenia ... m
4. Dzień - Poniedziałek 28.03.2011: 65 km; 3:13h; Śr.tętno 160 ud./min.; max. tętno 194 ud./min.; przewyższenia ... m
5. Dzień - Worek 29.03.2011 dzień wolny, wycieczka na Śnieżkę
6. Dzień - Środa 30.03.2011: 68 km; 2:47h; Śr.tętno 151 ud./min.; max. tętno 192 ud./min.; przewyższenia ... m
7. Dzień - Czwartek 31.03.2011 - 7 podjazdów: 90 km; 4h; Śr.tętno 144 ud./min.; max. tętno 200 ud./min.; przewyższenia 2223 m
8. Dzień - Piątek 01.04.2011 - 6 podjazdów: 62 km; 2:42h;Śr.tętno 151 ud./min.; max. tętno 192 ud./min.; przewyższenia 1727 m; Podgórzyn, Przesieka
9. Dzień - Sobota 02.04.2011 - wyjazd do domu
Podsumowanie: ok 400 km przejechanych

Start w Otwocku 03.04.2011
Jak zwykle dzień zaczyna się od kawy i spaceru z psem. Godzina 6:00 makaron - mniam mniam i wyjazd z synem do pobliskiego Otwocka.
Na miejscu przebranie się w ciuszki super sponsora BSA Pro Tour. W namiocie sponsora dostałem numer startowy i zacząłem rozgrzewkę, podczas przyśpieszeń czułem ból i zmęczenie mięśni - po tych objawach stwierdziłem, że będzie to trudny wyścig i nie liczyłem na zwycięstwo.
Po starcie potwierdziłem swoje samopoczucie, nie miałem mocy w związku z powyższym nie przyśpieszałem i nie goniłem swoich przeciwników. W takim przekonaniu przejechałem ok. 10km.
Gdy zaczęły się piachy, podjazdy, korzenie i singieltracki nagle przełączyło się coś we mnie - uwielbiam takie trasy. Maszyna zaczęła działać jak w Szwajcarskim zegarku, zacząłem jechać coraz szybciej, dogoniłem przeciwników i pozostawiłem ich za sobą i jechałem dalej. Bolało mnie wszystko zwłaszcza mięśnie przy kręgosłupie w części lędźwiowej, a nóg nie czułem jednak podjazdy wjeżdżałem bez problemów. Końcówka była odjazdowa gdy na singieltrackach wyprzedzałem kolarzy z dystansu mega po krzakach i pomiędzy drzewami ale nic mnie nie było wstanie zatrzymać. Wreszcie dojechałem sprintem objechałem boisko i upragniona META .
Wyniki:
Dystans GIGA 68,5 km; 3:02:25; śr. prędkość 22,06 km/h; średnie tętno 170 ud./min; maksymalne tętno 200 ud./min.
1 miejsce na dystansie GIGA, 15 miejsce OPEN
Gratuluję wszystkim którzy ukończyli maraton, a szczególnie którzy stanęli na podium z grupy BSA Pro Tour, gratuluję również moim wychowankom z Family Active i Świat Sportu - brawo.



Maraton w Mrozach
20 marzec 2011

Było ciężko męczyłem się strasznie, a na 15 km przed metą pękł mi amortyzator i był koniec choć dalej się męczyłem. Może jednak od początku. Muszę się cofnąć do dnia poprzedniego aby zrozumieć całą moją męczarnię. W sobotę 19 marca 2011 w Kobyłce była prezentacja przed mediami lokalnymi naszej grupy kolarskiej "Family Active". Może dla wielu jest to nic takiego, jednak dla mnie było to przeżycie olbrzymie. Impreza udała się super goście dopisali, media również a nasza grupa zaprezentowała się odjazdowo (zdjęcia na naszej stronie lub Facebook- u). To jednak nic, tego samego dnia nasz Prezes Darek Biernacki kończył 40 lat więc była suuuper wypasiona impreza aż do rana (no może do 1:00) uskutecznialiśmy tańce na maksa, potem krótki sen i do Mrozów. Na miejscu jak zwykle chłodno ale do zniesienia, niestety przyśpieszone roztopy i miękki grunt pod nogami i...kołami, zresztą jak przypuszczałem ale z lenistwa a może z przekory nie zmieniłem opony tylniej z Nobi Nick na Racing Ralph i niestety jechałem cały czas jak pod górę (a może stety). Nie było tak źle moi przeciwnicy gdzieś tam z przodu na ok. 2 min - 4 min to było do zniesienia niestety na kopnym piachu nie wytrzymał wypracowany już (bez przesady) amortyzator SID Team i niestety lądowałem a za mną jeszcze na mnie. Do mety jechałem już 15 - 18 km na godzinę aczkolwiek wcale nie łatwiej, opona przednia obcierała mi o widelec a tylnie koło tym razem stawiało mi jeszcze większy opór. Tak oto dotarłem do celu na 70/210 miejscu Open, 8/38 w kategorii M4 z czasem 1:51:31 (to i tak super). Oczywiście w kategorii wygrał w dyspozycji Tomek Majewski, 2 Tadeusz Piątkowski i 3 Jerzy Stękiel - gratulacje.
Na gratulacje zasługują również moi podopieczni:
1. Ewa Duda (1 miejsce na Fit i 1 w klasyfikacji generalnej i 3 miejsce open na Fit),
2. Bognda Kordowicz (1 miesce na Mega; 1 miejsce w generalce - kategoria),
3. Dorota Milczarek, (2 miesce na Fit; 1 miejsce w generalce)
4. Kasia Kielczyk,
5. Sławek Kielczyk,
6. Bogdan Kostrzewa,
7. Darek Biernacki,
8. Kuba Skwarski, (1 miejsce Fit; 1 miejsce w generalce)
9. Maciej Żero
10. Waldemar Kobus
jak również dzieciaczki:
11. Filip Biernacki,
12. Karol Kielczyk,
13. Rafał Żero
14. Damian Konarski
oraz ten którego nie trenuję ale jest Family-ny Active
14. Zenon Badziński (2 miejsce na Fit; 1 miece w generalce)
Dla wszystkich gratulacje wielkie
Następny maraton już letni w Otwocku.
W dniach 25.03. - 02.04.2011 przebywał będę na zgrupowaniu w Karpaczu razem z moją grupą BSA.



Dzień Kobiet
08 marzec 2011

Z okazji Dnia Kobiet
Dużo szczęścia, pomyślności,
mało smutku moc radości,
byście chodziły uśmiechnięte
w dniu Waszego święta

















Kobiety na rowery
07 marzec 2011

KOBIETY NA ROWERY

Zapraszamy wszystkie panie na rowery.

Spotykamy się 12 marca o godzinie 13.00 w Wołominie na ul.Kościelnej 19 przy sklepie "Świat Sportu" Dystans około 12 km,meta Kobyłka przy Restauracji "Dolce Vita". Dla każdej z pań upominek od Kosmeterii "Gabi" słodki poczęstunek od "Kalinki"i "Oskroby"

ZAPRASZAMY








Maraton w Józefowie
06 marzec 2011

Maraton i po maratonie. Ładna pogoda dosyć ciepło i super warunki do jazdy tak można krótko streścić dzisiejszy dzień. Może od początku. O godz. 6:00 pobudka, makaron, spacer w lesie z psem, wyjazd z synem do Józefowa pod Warszawą po 30 minutach byliśmy na miejscu. Na rower i kilka objazdów po trasie maratonu dopompowanie koła i sektor I. Po 10 minut wreszcie się zaczęło. Nadspodziewanie ruszyłem dosyć żwawo, nadspodziewanie bo właściwie cały tydzień ostro trenowałem więc potraktowałem ten maraton jak trening. Jednak po 10 - 20 km poczułem mocne pieczenie w nogach co świadczyło, że mięśnie są jednak mocno zmęczone. Jednak założeniem było przejechać jak najszybciej i na 100% możliwości więc mimo, że większość trasy przejechałem sam starałem się naciskać jak najmocniej na korby. Po ok. 12 km zgubiłem się więc musiałem jeszcze raz wbijać się w obroty i kilka osób wyprzedzać. Potem jechało mi się super, zjazdy, podjazdy i jazda na śniegu dawały mi dużo satysfakcji i adrenaliny. Śliska trasa nie pozwoliła mi „niestety” wypaść z trasy dokonał tego dopiero piesek biegający luzem który zechciał zmierzyć się z moim przednim kołem, niestety ja musiałem lądować przez kierownicę może byłoby to przyjemne jeżeli nie ten lód z którym się spotkałem na końcu. Na koniec dołączył defekt napędu. Ogólnie trasa bardzo mi się podobała, interwałowa i techniczna. Moim celem było sprawdzenie jakie efekty przyniosły dotychczasowe treningi (innowacyjny). Siła, moc, wytrzymałość w normie szybkość anaerobowa do poprawienia jak również waga ciała :D. Mam jeszcze trochę czasu więc powoli posuwać się będę do przodu. Dzisiejszy wynik to II miejsce w kategorii M4, 23 open czas 1:37:13, średnia prędkość 22,1 km/h, średnie tętno 158 i maksymalne 172, przewyższenia 661m. Pierwszym w mojej kategorii był Tomasz Majewski z Retro Bike Team - gratulacje bardzo ładnie od początku do końca. Na gratulacje zasługują również moi podopieczni:
1. Ewa Duda,
2. Bognda Kordowicz,
3. Dorota Milczarek,
4. Kasia Kielczyk,
5. Sławek Kielczyk,
6. Bogdan Kostrzewa,
7. Darek Biernacki,
8. Kuba Skwarski,
9. Maciej Żero
10. Waldemar Kobus
jak również dzieciaczki:
11. Filip Biernacki,
12. Karol Kielczyk,
13. Rafał Żero
14. Damian Konarski
oraz ten którego nie trenuję ale jest Family-ny Active
14. Zenon Badziński
Wszyscy dali z siebie wszystko za co ich podziwiam i gratuluję wytrwałości.
Następny maraton w Mrozach.



Objazd trasy maratonu w Józefowie
27 luty 2011

W najbliższą niedzielę na godz. 11.00 zapraszam na objazd trasy do Józefowa przed kolejnym zimowym maratonem (zbiórka ul. Główna 10). Pogoda na niedziele zapowiada się dobra, ale że w nocy mróz mocny to późniejsza godzina startu na objazd trasy będzie bardziej odpowiednia.
W 2006 roku trasa w Józefowie została uznana za najlepszą w cyklu Mazovii. Obecne warunki pogodowe na pewno to potwierdzą, gdyż brak męczącego piachu pozwala na eksploracje ciekawych, bardzo interwałowych i technicznych wydm Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Ci, którzy planują start w maratonie 6 marca powinni zapoznać się z bardzo interesującą, zmodyfikowaną trasą w najbliższą niedzielę.
Mimo, że po raz kolejny organizujemy maraton w tym niedużym kompleksie leśnym, to udało nam się znów znaleźć nowe singiel tracki, których na całym maratonie będzie rekordowa ilość.
Objazd trasy na tydzień przed maratonem przynosi wiele korzyści m.in. zapoznanie się z trudnymi technicznie momentami trasy, trening w strefie tlenowej (spokojna jazda z przerwami), wymiana doświadczeń np. jakich opon użyć podczas maratonu. To wszystko, i jeszcze wiele innych wrażeń na objeździe w najbliższą niedzielę.

Serdecznie zapraszam.

Cezary Zamana

Uff już po objeździe. Było ciężko ponad 3h jazdy po śniegu gdzie niewiele było płaskiego częste podjazdy i zjazdy nie pozwalały na wytchnienie. Liczne jak zwykle w tym rejonie korzenie wystające z pod śniegu dawały w kość wszystkim. Po drodze znalazły się dwa sztywne krótkie podjazdy. Cóż jak byłoby tak jak dzisiaj - śnieg i mróz, byłoby fajnie niestety zapowiedzi meteo mówią co innego może być mokro a wtedy trzeba założyć inne opony (semi-slick). Myślę, że trzeba będzie się zmachać mocno aby dojechać do mety super singieltrack z zakrętami, zjazdami i podjazdami wymagają dużo wytrzymałości i siły. Będzie ciekawie i myślę, że mimo wielu zmęczonych ludzi na mecie każdy będzie zadowolony z przeprowadzonej trasy. Trzeba uważać na patyki leżące na trasie mogą urwać przerzutkę czego dzisiaj byłem świadkiem, mi osobiście wkręciły się kilka razy w przerzutkę. Życzę powodzenia i do zobaczenia na trasie.

Artur Żero




Zgrupowanie Family Active i nie tylko
22 luty 2011

Kliknij na baner a zobaczysz jego powiększenie, musisz tylko przesunąć pole w dół

W dniach 12 - 20.02.2011 roku Klub Rodzinny Family Active zorganizowało zgrupowanie zimowe w okolicy Piwnicznej Zdrój w pięknych i wysokich jak dla kolarzy górach Beskidu Sądeckiego z piękną rzeką Poprad przecinającą te wzniesienia. W planie oprócz rowerów były również narty zjazdowe na okolicznych licznych wyciągach, korzystaliśmy z wyciągu na Wierchomli która posiada kilka wyciągów i przy niewielkich ilościach narciarzy mocno nas męczyła gdyż nie staliśmy w kolejkach do wyciągów. Jednak rozpocznę od początku. Na zgrupowanie stawili się: Dorota Milczarek, Bogdan Kostrzewa, Ewa i Tomek Duda, Bogna Kordowicz, Marta Bazańska oczywiście trener Family Active Artur Żero. Z nami przebywały również osoby towarzyszące które jednak wybrały jedynie jazdę na nartach. Warunki lokalowe mimo dużej ilości mieszkańców były znośne. Codziennie rano stawaliśmy ok. 8:00 i do godz. 9:00 zjadaliśmy śniadanie. Obowiązkowo o godz. 11:00 wyjeżdżaliśmy na trening. Codziennie przejeżdżaliśmy ok. 40 - 50 km. Po południu jeździliśmy na nartach od 17:00 - 19:00. W sumie przejechaliśmy ok. 200 km z sumą przewyższeń 5836 m, czas spędzony na rowerze 9:52:16, moje maksymalne tętno to 197 ud./min. Najbardziej podobały się nam podjazdy pod zamek i dalej w miejscowości obok Rytro gdzie podjazd miał jedynie 2 km ale nachylenie osiągała do od 12 - 18% mocno trzeba było naciskać przednie koło aby nie odpadło. Potem jechaliśmy w drugim kierunku (Słowacji), gdzie podjazd trwał 6,5 km o ciągłym wznosie 8 - 10%. Takie treningi trwały ok. 2h ale mocno dawały nam w kość. Jednak 2 ostatnie dni trenowaliśmy na terenie Słowacji gdzie przez 20 km jechaliśmy stale pod górę mającą ok. 8 - 10% a w ostatnim odcinku 12 - 18%. Takie treningi zajmowały nam ok. 2h i przejeżdżaliśmy ok. 40 km. Myślę, że założenia jakie zaplanowałem zostały wykonane, rozpoczęliśmy ćwiczyć siłę, moc, wytrzymałość siłową, mamy podstawy do dalszych ćwiczeń. Myślę że uczestnicy zgrupowania byli zadowoleni.



Testy Family Active
06 luty 2011

Kliknij na baner a zobaczysz jego powiększenie, musisz tylko przesunąć pole w dół

W dniu wczorajszym w Wołominie zostały przeprowadzone testy wydolnościowe na 10 członkach Klubu Family Active na profesjonalnym sprzęcie do takich badań przeznaczonym. Testy przeprowadziła Marta Bazańska córka naszego sponsora. Dzięki firmie MDS mogliśmy dokładnie zbadać naszą wydolność. Testy wypadły wyśmienicie. Nie spodziewałem się że poziom będzie tak wysoki. Cieszy bardzo sprawność i postępy młodych adeptów tej sztuki których szkolę drugi rok, przyszłość należy do nich to jest pewne, muszą się jedynie nadal tak rozwijać. Testy takie będą przeprowadzane systematycznie aby określić jak rozwija się zawodnik można będzie też skorygować indywidualne plany treningowe tak aby mogli się w sposób optymalny rozwijać. Większość z wczorajszych badanych jedzie dzisiaj na maratonie zorganozowanym przez Cezarego Zamanę i firmę Northtec w Karczewie. Życzę im powodzenia i w zdrowiu powrotu do domu.



kolejne okresy podstawa 2; 3 (grudzień i styczeń)
26 grudzień 2010

Czas na okres treningowy podstawowy 2 i 3 (grudzień i styczeń). Powoli przesuwamy się do okresów rozbudowy ale zanim dotrzemy musimy jeszcze popracować. Szczegóły z wykresami na stronie 'moje treningi".



Życzenia Świąteczne i Noworoczne
22 grudzień 2010

Ho ho hooo! Jestem tańczący Święty Mikołaj i mam dla ciebie życzenia. Przejrzyj sobie moją wideo pocztówkę, kliknij na pocztówkę.

rel="lightbox">

W dniu jedynym w roku który gromadzi nasze uczucia w gronie najbliższych i zbliża do siebie wszystkich, życzę zdrowych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia, uśmiechu, radości i nadziei. Życzę również Szczęśliwego Nowego Roku 2011, aby w nadchodzącym roku spełniły się wszystkie Wasze sportowe jak również inne marzenia, zdrowie dopisywało, a uśmiech cały czas gościł na Waszych twarzach. Tego Wam i Waszym rodzinom życzę z całego serca.







II Rajd Mikołajkowy 2010
27 listopad 2010

Kliknij na baner a zobaczysz jego powiększenie, musisz tylko przesunąć pole w dół

4 grudnia zapraszamy na Rajd Mikołajkowy.
Spotykamy się w Kobyłce przy MOK-u o godzinie 12.00.
Do pokonania mamy około 15 km i kończymy rajd w Wołominie przy sklepie "Świat Sportu" na ul.Kościelnej 19.
Przygotowaliśmy wiele atrakcji dla uczestników rajdu.
-konkursy z nagrodami
-DJ
-ciepły posiłek
-20%rabat, w sklepie sportowym Świat Sportu.

Zapraszamy!.





Sklep sportowy Decathlon i Family Active
27 listopad 2010

W związku z przeniesieniem sklepu sportowego Decathlon na Targówku, dostaliśmy zaproszenie do współpracy. Tak, więc będzie nas można spotkać 5 i 11 grudnia w godzinach od 17.00 do 18.00 w sklepie sportowym. Zaprezentujemy naszą szkołę kolarską, jak również pokażemy przykładowy trening z wykorzystaniem trenażerów. Udzielimy wszelkich informacji dotyczących naszego klubu i treningów.

Zapraszamy do odwiedzenia sklepu Decathlon.




Podsumowanie roku 2010 w liczbach i pozycjach
7 listopad 2010

W dniu dzisiejszym uzupełnione zostały strony "o mnie" - na której wpisane są wyniki z roku 2010 i lat ubiegłych, strona "moje treningi" - statystyka wykonanej pracy. Zapraszam do zapoznania się z tymi danymi.

Ostatnio stwierdziłem, że żyłem dla rodziny i siebie dlatego postanowiłem spróbować swoich sił w polityce??!! i spróbować pomagać jeszcze innym. Kandyduję na radnego do Powiatu Wołomin, poniżej umieściłem link do naszej strony.

www.jedenpowiat.pl





Zapraszamy na treningi zimowe
31 październik 2010

Treningi zimowe zaczynają się od środy 03.11.2010, godz. 18:00 - 19:00 (dzieci) i 19:30 - 20:30 (dorośli) na sali gimnastycznej w Szkole Podstawowej nr 1 w Kobyłce. W soboty o godz. 13:00 rower i treningi techniczne na jednym z boisk szkolnych miejsce zostanie podane w najbliższy czasie. Na wczorajszym spotkaniu zarząd Family Active postanowił ukłon skierować w stronę rodzin trenujących w naszym klubie. W przypadku trenowania przez 2 lub więcej osób z tej samej rodziny, druga i następne płacą 50% mniej za trening - składka pozostaje nie zmieniona (nowe zasady wchodzą w życie od 01 listopada 2010 roku).



Wycieczka do MPK (Mazowiecki Park Krajobrazowy)
24 październik 2010

Niestety!!! nie wytrzymaliśmy i wyruszyliśmy dzisiaj na wycieczkę która wyniosła 80 km i trwała 4h05min. Poprowadziłem koleżankę Ewę i kolegę Sławka starą trasą na której wcześniej jeździłem bardzo często. Umówiliśmy się w Okuniewie, a następnie pojechaliśmy przez Halinów przeprawiliśmy się przez szosę Mińską do Boryszewa, a następnie do Wiozownej i nad rzeką Świder dojechaliśmy do MPK-u. Przejechaliśmy przez znane nam korzenne i piaszczyste trasy Mazovii które prowadzą wzdłuż miejscowości Otwock, Józefów, Aleksandrów aż do Rembertowa. Zmęczeni ale zadowoleni dotarliśmy do domów. Jeżeli pogoda dopisze wybierzemy się jeszcze na nie jedną podobną wycieczkę.








Zakończenie sezonu 2010
23 październik 2010

Czas ścigania się zakończył. Nastąpił okres odpoczynku, refleksji, poświęcenia się rodzinie oraz odpoczynkowi, nareszcie mogę spędzać czas na spacerach, szkoda że nie można pojechać w góry i eksplorował ich ale nie na rowerze tylko na piechotę. Połowa miesiąca października to czas kiedy wreszcie przestaję się lenić, a zaczynam uprawiać "delikatny" sport. Delikatny to znaczy uprawiam codzienne marszobiegi w lesie i zaczynam oszczędzać się w jedzeniu. To rozstanie z rowerem jest tak nieznośne zaczynam łapać się na tym, że walczę z myślami rozstawienia trenażera i rozpoczęcia systematycznych treningów. Muszę jak co roku walczyć ze sobą i stopniować obciążenia mimo to, że bardzo szybko dochodzę do poprzedniej kondycji fizycznej. Zanim jednak rozpocznę codzienne treningi w dniu dzisiejszym nasz Rodzinny Klub - Family Active, zorganizował spotkanie które ma na celu uroczyste podsumowanie naszych wyników i efektów treningowych, podczas rozmów przypomnimy sobie nasze historie i tak zakończymy przeszły już sezon. Na stronie www.Familyactive.pl umieściliśmy informację o tej imprezie. W następnym artykule podsumuję miniony rok, przypomnę wyścigi, upadki, wypadki oraz wstępny plan na sezon 2011. Pozdrawiam



Maraton Pułtusk Mazovi MTB
06 wrzesień 2010

W niedzielę 05.09.2010 roku w Pułtusku woj. mazowieckie odbył się kolejny wyścig z serii Mazovia MTB. Jak zwykle i tym razem nie zawiodłem się na organizacji oraz perfekcyjnym przygotowaniu trasy. Trasa była miła zróżnicowana, piach, szybie trasy leśne i kilka krótkich podjazdów, jednak dla osób styranych sezonem trasa ta była równie ciężka jak i poprzednie. Może na początek trochę statystyki. Trasa mega: 55 km; giga: 92 km. Wybrałem się oczywiście na dystans długi 92 km jednak ze względu na to, że mam złamanych 5 żeber, a ostatnie prześwietlenie stwierdziło "brak cech zrostu" stwierdziłem nie będę czekał. Postanowiłem wystartować, a jak ból zwycięży skręcę na dystans mega. Dane mi było dojechać - moje wyniki: 92 km; czas: 3:35:28; średnia prędkość: 25,3 km/h; max: 44,7 km/h; średnie tętno: 161 ud./min; max. tętno: 194 ud./min., przewyższeń: 1279 m. Jak się jechało - prawie tak samo jak zwykle z małym wyjątkiem coś mnie bolało z prawej strony. Start szybki bez problemów. Po 30 km stabilizacja tętna i jazda do przodu. Trasa momentami bardzo szybka jechałem wielokrotnie w grupie w większości uwalniałem się i dostawałem do następnej kilku młodzieniaszków uciekło. Na zmiany pracowaliśmy nad szybkością, niestety byłem świadkiem niemiłego wydarzenia gdy nasz kolega (nie wiem kto jechał na merida full), dokonywał zmiany jeden z kolarzy nn. z tyłu jadący nie krzykną "lewa wolna" i niestety zderzyli się jak by było mało nie roztropny kolarz zderzył się przy pełnej prędkości z drzewem - horror. Jechaliśmy dalej wcześniej na jednym z podbiegów (ja wjeżdżałem bokiem), wyprzedzili mnie wszyscy moi konkurenci jak: Piątkowski, Skrzyniarz ale wiedziałem też że przede mną jest jeszcze Marek Zając który wreszcie pojawił się na maratonie mazowieckim. Jechałem cały czas stałą prędkością wiedziałem, że jeżeli ją utrzymam będę miał możliwość dojścia moich przeciwników. Tak się stało na drugim okrążeniu dogoniłem Skrzyniarza i Piątkowskiego potem zabrałem się za ostrą jazdę w celu dojścia Marka no i mi się udało na ok. 25 km przed metą, zobaczyłem koszulkę Marka jego sposób jazdy jest już mi bardzo dobrze znany z Chellenga 2010 kiedy to jechałem za nim przez 7 dni. Miałem go na ok. 200m czyli ok. 1 minutę, szybko przeliczyłem, że jadąc przez 25 km z tą samą prędkością dogonię go przed metą. Moje założenia się sprawdzały już po kilku kilometrach odległość się zmniejszyła. Niestety po ostatnim punkcie kontrolnym pojechałem w lewo a nie w prawo i straciłem ok. 1 min. co sprawiło, że nie dogoniłem kolegów - jak się okazało Marek jechał ze Sławkiem Łukaszewskim również z mojej kategorii. Tak też zająłem III miejsce z czego byłem bardzo zadowolony, zważywszy na moje zdrowie. Jednak najbardziej jestem zadowolony z tego, że dla drużyny zdobyłem najwięcej punktów 594,22!!?? to potwierdza, że bardzo dobrze prowadzę swój trening i idealnie trafiłem na szczyt formy - szkoda, że jestem kontuzjowany. Gratuluję Markowi Zając i Sławomirowi Łukaszewskiemu i przepraszam, że nie byłem na dekoracji ale moje ruchy z powodu kontuzji są ograniczone i spowolnione podczas przebierania. Do zobaczenia w Krakowie - chyba.



Maraton Supraś i Mistrzostwa Polski MTB Jelenia Góra
21 sierpień 2010

Minęło dopiero dwa tygodnie od czasu gdy startowałem w pięknym Supraślu, a tak dużo się wydarzyło co będzie rzutowało na dalsze wyniki w tym sezonie, ale od początku. Do Supraśla dojechaliśmy w sobotę, tego samego dnia przejechaliśmy wycieczkowo 40 km. Na drugi dzień wypracowane już od lat zadania i rozgrzewka przed maratonem. Ostatnio niestety imają się mnie różne nieszczęścia i tym razem w czasie rozgrzewki spadł mi łańcuch z blatu w trakcie gdy wstałem na pedały z całej siły uderzyłem kolanem w manetkę przerzutek co spowodowało rozcięcie kolana i ból (wiecie jaki). Jednak o dziwo nie miałem wylewu pod rzepką dzięki czemu mogłem wystartować. Od początku dobrze mi się jechało. Niewiele czasu zajęło mi dogonienie I sektora i połykanie kolejnych kolarzy, bez wysiłku przyśpieszałem w każdej chwili - to był mój dzień. Wreszcie dotarłem do grupki w której znajdował się Piotr z PTR Dojlidy Białystok z którym jechałem już do końca. Jechaliśmy na zmiany, a jego znajomość terenu pomagała nam w sprawnym przejechaniu, nie straszne mi były podjazdy no i zjazdy MTB Challenge poprawiło moją siłę i styl jazdy, oszczędzałem kolano które mnie bolało ale nie na tyle aby cały czas jechać stałym tempem. W tyle pozostali już dawno moi rywale więc się lekko luzowałem. Była to zła taktyka gdyż nie wiedziałem o tym, że przede mną znajduje się jeszcze jeden zawodnik z mojej kategorii Zakrzewski Dariusz "Mistral" z Białegostoku były kolarz zawodowy. Jednak myślę, że jechał tak dobrze zwłaszcza na końcówce, że i tak miałbym problem z nim powalczyć. Trasa maratonu wyśmienicie przygotowana, no i te podjazdy i zjazdy jak zwykle ładne a dla niektórych niebezpieczne sam byłem świadkiem jak jeden z chłopaków dystansu mega na zjeździe się wywrócił i połamał sobie najprawdopodobniej rękę, przez chwilę pomagałem mu aż do przyjazdu quada organizatora - było to na końcówce więc pewnie ze 3 minuty straciłem. Irek Gruszczyński też katapultował się na zjeździe, przyczyną był kamień lub korzeń który zaczepił o pedał. Podsumowując ten maraton to: były to dobre rokowania na przyszłość miałem siłę, szybkość, wytrzymałość, moc - wszystko to co chciałem wykorzystać w Jeleniej Górze na Mistrzostwach Polski.
Na drugi dzień zwiedziłem Białowieżę z mamą i synkiem Rafałem gdzie obejrzeliśmy bardzo ładne muzeum - polecam.

W sobotę 14.08.2010 roku stanęliśmy (Justyna Dzięcioł, Marta Bazańska, Paweł Baranek, Irek Gruszczyński, Arek Oleszkiewicz no i ja) na starcie maratonu i Mistrzostw Polski MTB w Jeleniej Górze. Trasa super pasowała mi: szybka, początek asfaltowy można było się rozgrzać, potem błotne tracki i wreszcie podjazdy. Po rozgrzaniu się zacząłem coraz szybciej jechać (o dziwo pod górę), wyprzedzałem wiele osób i czułem, że mogę w tym dniu powalczyć o pudło??!!(po analizie o 3 -4 miejsce w kategorii). Bawiły mnie zjazdy wyprzedzałem wiele osób, były dość łatwe jak na Mistrzostwa Polski albo ja już się zaprawiłem na Challengu. Na około 41 km wjechaliśmy na asfaltowy zjazd. Rozkręciłem się na nim mocno (do 50 - 60 km/h) mimo wykrzykników pokonałem jeden zakręt, drugi niestety na trzecim stara zużyta opona z tyłu nie wytrzymała i pękła (relacja jadących za mną). Walczyłem dzielnie, wyglądało to jak hamowanie na nartach śnieżnych, zarzucałem jednym bokiem drugim i jeszcze raz aż wreszcie postanowiłem dać się rowerowi wyrzucić z niego. Przyczyną były głazy które z dużą prędkością zbliżały się w moją stronę, jeżeli bym tego nie zrobił pewnie połamałbym sobie ręce, nogi nie mówiąc o twarzy no i rowerze. Z całą siłą uderzyłem bokiem ciała w duży głaz stojący na mojej drodze, widziałem jak wchodzi mi w ciało - na szczęście wyszedł :D. Potem karetka, szpital itd. itp. Wynik to 5 żeber złamanych i obrzęki narządów wewnętrznych. Muszę pochwalić organizatora który nie zapomniał o mnie i przywiózł mnie z powrotem ze szpitala na metę maratonu. Chciałbym podziękować również Irkowi i Gosi za to, że byli ze mną w tym momencie, dziękuję również Marcie i Rafałkowi, że opiekowali się mną po całym tym zajściu i dzielnie znosili moje grymasy.
Bardzo dobrze spisali się zawodnicy MBIKE: Paweł Baranek 7 miejsce Open, Justyna Dzięcioł I miejsce w kategorii, Marta Bazańska 4 miejsce w kategorii, Irek Gruszczyński III miejsce w kategorii, Arek Oleszkiewicz miał upadek więc musiał gonić, uplasował się na 19 miejscu w kategorii M2.
Tydzień po całym zajściu myślę już o tym jak wsiąść na rower kiedy nie mogę podnieść lewej ręki do góry, ale jak tak dalej będę się regenerował to za 2 tygodnie już będę jeździł może nie w maratonie ale na rowerze owszem :D.



MobilnyFacet.pl
09 sierpień 2010

Na portalu MobilnyFacet.pl umieszczono wywiad przeprowadzony ze mną zapraszam do przeczytania. Chciałbym też przeprosić za styl w jakim pisałem relację z MTB Challenge ale sami rozumiecie zmęczenie i brak czasu, relacja jest już poprawiona, wreszcie można czytać. Również w najbliższych dniach umieszczę relację z maratonu Mazovia Supraśl gdzie zająłem 17 miejsce open i II w kategorii przegrywając z byłym zawodowym kolarzem - gratuluję.

Wywiad:
http://www.mobilnyfacet.pl/mobilny-facet/niezwyczajni/zobacz/kolarstwo-dobre-w-kazdym-wieku-rozmowa-z-arturem-zero///

dziennik ze zrupowania:
http://www.mobilnyfacet.pl/sportowiec/sportowy-misz-masz/zobacz/dziennik-ze-zgrupowania-mbike-marathon-team///



Relacja nr 8 - STAGE 5 w MTB Challenge 2010
31 lipiec 2010

To już koniec, FINISZERY (koszulki ukończenia MTB CHALLENGE) rozdane, nagrody wręczone, zdjęcia zrobione. Wczoraj w Kudowie Zdrój, ostatnim mieście naszego zmagania zakończył się SUDETY MTB CHALLENGE. Jednak zanim to się stało trzeba było przejechać z Głuszycy do Kudowy Zdrój, ponad 70 km o przewyższeniach 2520 m, (auć). Jak zwykle początek rozpoczął się tradycyjnym odliczaniem i ruszyliśmy. Niestety są to góry, więc od razu rozpoczął się długi, mozolny podjazd pod górę. Tętno 180 ud./min i żółwik jak zwykle. Po wjeździe na górę Gomóln (826 m) widać było jak rozciągnęła się stawka - sznurek kolarzy aż do samego dołu. Dobrze że ja już byłem na górze. Następne niebezpieczne - bo szybkie, śliskie i wąskie zjazdy z Hali pod Klinem, kilka kilometrów jazdy po korzeniach i niebezpieczne zjazdy w Czechach. Jeden zjazd - pionowa ściana, kamienie, korzenie, błoto (wypięła mi się noga i kontrolowany upadek - lewa noga znowu zrysowana przez kamienie) i za chwilę zjazd z pionowej ściany po błotnistym stoku - zjechałem!!. Niestety nie wszystkim się to udało, kolega Arek przewrócił się na tym zjeździe skrzywił przerzutkę no i mocno poturbował ramię i na tym właściwie wyścig się dla niego skończył, (choć dzielnie dotarł do mety). Na jednym z pionowych podejść, gdzie mieliśmy zaszczyt pchać rowery i dyszeć jak miechy w kuźni kowala, spotkała nas niespodzianka. Tomasz Sodowski oświadczył się koleżance teamowej Ewie Rebane z zespołu TWOMARK SPECJALIZED ENDURA. Ten etap jednak był o wiele łatwiejszy niż poprzedni jednak czekały nas jeszcze zjazdy szybkie z elementami błota i wyrw, oraz ciężkie podjazdy ale dotarliśmy. A na mecie czekało nas zimne piwo i jak zwykle pyszne kanapki i owoce. Nie piszę o rywalizacji bo jej właściwie nie było (dla mnie) nie wnikałem w nią za bardzo chodziło mi o jak najszybsze, skomasowane nauczenie się jezdy po górach i chyba w dużej mierze udało mi się to dzięki Markowi za co mu bardzo dziękuję. Co dzisiaj?? dzisiaj odpoczywam i nie mam na nic ochoty, boli mnie właściwie całe ciało, stopy i nogi spuchnięte, kolana obolałe, więc trudno wstać ale ogólnie mówiąc to już chętnie wystartował bym w TransCarpatii. Szkoda że są inne plany w tym roku ale w następnym?? kto wie?? Generalnie uplasowaliśmy się na 22 miejscu Open team i 6 w kategorii - to chyba całkiem dobrze biorąc pod uwagę, że startuję pierwszy rok w górach, wyprzedzili nas tylko Niemcy, dwa zespoły z Czech i Litwy i Holendrzy.



Relacja nr 7 - STAGE 3 i 4 w MTB Challenge 2010
30 lipiec 2010

Czas upływa. Nie pisałem wczoraj gdyż mieszkałem w tak urokliwym miejscu, że nawet zasięgu sieci komórkowej nie było. Wstałem dzisiaj o godz. 5:00 aby napisać parę słów, choć wstawanie zajęło mi ok. 10 min. Wszystko mnie boli, a najbardziej kolana - lewe w szczególności od drugiego etapu. No ale ciało ciałem a jechać trzeba. Etap 3 Stronie Śląskie Bardo 59km przewyższeń 2540m, ale nie był on trudny. Na początku długi podjazd po szutrze, a potem dosyć płasko z górki i pod górkę no i niezliczone niebezpieczne zjazdy. Ten etap muszę powiedzieć, należał do udanych gdyż starczyło mi sił i nauczyłem się jeszcze lepiej zjeżdżać z pionowych ścian usypanych korzeniami - Borówkowa Góra uff, zjechałem to była masakra, połamane ręce i obojczyki a ja już po raz drugi w tym roku zjechałem i powiem szczerze, że było niebezpiecznie a siodło daleko z przodu. No i tak miło mijał mi przedwczorajszy dzień. Ostatni zjazd szybkim szutrem do Bardo to było to co lubię najbardziej :D. Przyjechaliśmy z czasem 3:58, 59km na 7 miejscu. Niestety nasi rywale bardzo przyśpieszyli - przypominam, że nie przyjechałem się tu ścigać. Etap 4 to już inna bajka Bardo - Głuszyca 58 km, a przewyższeń 2840m. Cały czas pod górkę z górki technicznie i pod górkę, a nawet 3 razy było podejście (pionowo). Wczoraj moje płuca jak miechy dudniły i świstały, aż dostałem lekkiej chrypki, a tętno skakało pomiędzy 180 - 150 nie niżej. Pod koniec właściwie chciało mi się płakać ale w tak doborowym jechałem towarzystwie, że nie wypadało. Jak zwykle mieliśmy piękną pogodę więc przyroda wynagradzała nasz wysiłek pięknymi widokami i zapachem, a turyści z wielkimi grzybami pozdrawiali nas i życzyli wszystkiego naj...co dodawało "skrzydeł" - taaa. Super był podjazd na Łysą Górę po luźnych kamieniach co akurat mi się w 100% udało - miałem przpływ energii. Adrenalina skakała gdy na pionowej ścianie ukazały się głazy, kamienie które czyhały tylko na błąd i bardzo by było bolesne się z nimi spotkać. Zjechałem cały więc chyba tylko pozostało mniej naciskać na hamulec :D. Jeszcze był przejazd akweduktem, Wielka Sowa i Mała Sowa usiana korzeniami i kamieniami ale już nie sprawiało mi to dużych trudności - oby tak dalej. Niestety nie wszyscy cieszyli się tym samym i musieli uznać moc gór. W pewnym sensie ja również poczułem pokorę, a podjazdy tak mi dały w kość (a raczej w kolano), że poddałem się im całkowicie. To trzeba przeżyć, żadna relacja nie odda całego dramatu, bólu, męki, piekła, przyjemności, piękna, radości, chociaż raz trzeba poczuć to na własnej skórze. Ten etap przejechaliśmy w 5:00:00 na miejscu 8. Niestety etap dzisiejszy nie jest lepszy 69km i 2520 m przewyższeń mam nadzieję, że kolano wytrzyma. Mamy od początku ostry podjazd i osiem niebezpiecznych miejsc - uff. Pozdrawiam.



Relacja nr 6 - STAGE 2 w MTB Challenge 2010
27 lipiec 2010

Masakra, masakra, masakra...tylko tak można określić dzisiejszy etap. Miałem opisywać walkę pomiędzy zespołami z którymi rywalizujemy ale nic z tego, padam na twarz a jeszcze mam przed sobą masaż. Może zacznę od początku. Jak zwykle wstałem o 5:00 i wykonałem te same czynności co zwykle. O 8:00 wyjechaliśmy do Czech (Karliky) na start. O Godz. 10:00 jak zwykle odliczanie, start bardzo miły i sympatyczny i nawet jak zaczął się podjazd (miło bo po asfalcie). Jechaliśmy tak przez prawie 10 km. Jechało się super miałem siłę i wyprzedzaliśmy na podjeździe sporo osób, nawet swoich rywali. Potem 5km zjazd który trwał "sekundę" w moim mniemaniu - prędkość 60 km/h i następny podjazd pod Śnieżnik 1426 m, 10 km podjazdu 12% i więcej nachylenia - no i co się stało?? a to, że wjechałem na niego na średnim blacie (popsuła się przednia przerzutka). Niestety po tym wjeździe zaczęło mi brakować siły, a na 50 km nastąpił zgion:(. Zjazdy jak cię mogę nawet szybko i sprawnie ale podjazdy lepiej nie mówić, pod koniec zaczęły mnie łapać bolesne skurcze w uda lewej i prawej nogi. Co do dzisiejszej trasy to był niekończący się podjazd i chyba wszystkim dawała w kość. Niestety nie wiem dlaczego, ale mi najbardziej. Rekompesowały tą jazdę widoki, (prześliczne), gdy wjeżdzaliśmy na szczyty gór rozpościerały się przed nami zalesione doliny połączone zboczami wielogór - coś przepięknego, a zapach prawie cały wciągnął Marek, który znowu dzisiaj był na przodzie i dzielnie znosił moją niedolę, (jest dobrym kompanem, czeka na mnie jak zostaję na podjazdach). Super zjeżdza więc mam od kogo się uczyć. A było gdzie - dzisiaj był zjazd który ostatnio zaliczyłem zlotem w przepaść. Jak zobaczyłem to miejsce to nie uwieżyłem, że wyszedłem z tego prawie cało niestety ten widok spowodował powrót strachu i musiałem czasami się zatrzymywać. Zaraz po tym zjeździe usianym kamieniami na skraju przepaści dojechaliśmy do zjazdu pionowego usianego korzeniami, do połowy zjechałem lecz potem musiałem uznać wyższość gór - Marek również. Potem było dwa takie zjazdy ale mniej strome, więc mniej schodziliśmy z rowerów a więcej ćwiczyłem zjazdy. No i właściwie przypomniałem sobie dlaczego tu przyjechałem - właśnie dla takich zjazdów, aby je ćwiczyć i ćwiczyć (i to robiłem). Przejechaliśmy 78 km z przewyższeniami 3280 m - katastrofa już teraz wiem co to za cyfra, w czasie 5:17:30. Open 24 miejsce i 6 w kategorii. Zastanawiam jak jutro przejadę jak boli mnie tak...wszystko. A jutro zapowiada się etap krótszy ale za to trudniejszy - auć. Na zdjęciach przedstawiam radosnych przed startem i zbolałych na mecie. Wszystkie zdjęcia, (a jest ich dużo) umieszczę na mojej stronie po powrocie.



Relacja nr 5 - STAGE 1 w MTB Challenge 2010
26 lipiec 2010

Start w Dusznikach Zdrój, więc wyruszyłem na start o 9:10. Oczywiście wcześniej wstałem o 5:00 zrobiłem kawę, jedzenie, przygotowałem rower i ubrania. Na starcie spotkałem się z Markiem Zając moim partnerem w tym wyścigu. Humory nam dopisywały, nic nam nie dolegało a dystans był tak długi - 83km, że nie próbowaliśmy się nawet rozgrzewać. O godz. 10:00 nastąpiło odliczanie - 5;4;3;2;1;0 START - ruszyliśmy. Trochę asfaltu a potem już tylko pod górę (prawie 10 km) na górę Zieleniec. Podczas gdy wczoraj ja górowałem, dzisiaj Marek ciągnął mnie na maksa, a nawet troszeczkę chciał przyśpieszać. Czując jednak, że mięśnie nie są takie jak powinny być spowalniałem jego tępo wiedząc, że w ten sposób nie dotrwam do końca. Liczne błoto i takie właśnie podjazdy zmuszały większość kolarzy przed nami do zejścia z roweru co i my też musieliśmy zrobić. Opłaciło się to jednak gdyż po wjeździe na Zieleniec ukazał nam się wspaniały widok panoramy Sudetów - ahh. Potem już podjazdy, zjazdy i podjazdy i tak do końca aż do mety w Karliky w Czechach. Właściwie nic takiego, tylko że pod koniec zaczęły mnie łapać skurcze w nogach i właściwie chciałem zejść z roweru i usiąść na poboczu:D. Niestety Marek nie dał mi dzisiaj odpocząć i ciągnął ostro pod ostatnią górę, która miała również 10 km - (w Czechach przed samą metą) - uff katastrofa. Dojechaliśmy jednak do mety, gdzie okazało się, że uplasowaliśmy się na na 14 miejscu open i IV w kategorii z czasem 4:37:34 z przewyższeniami 2320 m - to chyba nie jest źle jak na moje dzisiejsze słabe poczynania??:D. Jutro niestety jest jeszcze gorzej bo niby tylko 78 km ale 3280 m przewyższeń i o wiele więcej niebezpiecznych zjazdów.



Relacja nr 4 - START PROLOG w MTB Challenge 2010
25 lipiec 2010

No i się zaczęło. 30 minutowa rozgrzewka i jazda na start, jeszcze dopompowanie koła tylniego i 4,3,2,1 zaczęło się. Jak się jechało?? bardzo dobrze!!:D. Cały czas pod górę przez 3 km. Jak się jedzie w parze?? to się okaże w następnych etapach ale dzisiaj bardzo dobrze. Kolegę Marka trochę przytkało na podjeździe ale to chyba normalne -bo mnie również:D. Efektem naszego dzisiejszego męczenia jest czas: 00:10:37 co dało nam pozycję open 23 (65) i 5 (12) w kategorii. Nasi przeciwnicy z Niemiec, Litwy i Czech byli lepsi o minutę (ci pierwsi). To jak na naszą jeszcze niedograną drużynę myślę, że wyśmienicie.



Relacja nr 3 - przygotowania z MTB Challenge 2010
25 lipiec 2010

Wczorajszy dzień upłynął na błogim lenistwie, zwiedzaniu Dusznik Zdroju oraz imprezowaniu na X "Jubileuszowym Święcie Papieru". W dniach 25 i 26 07.2010 w Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdrój odbywają się pokazy, imprezy, wystawy i wiele innych atrakcji. Ale nie tylko to się wydarzyło. Od początku w MTB Challenge miałem jechać solo - czyli w pojedynkę, ale Markowi Zając wykruszył się w ostatniej chwili kolega i zaproponował mi abym z nim jechał w parze. Po jednodniowym namyśle zdecydowałam się choć jest to trudna decyzja, dlaczego? - pewnie dla tego, że jeszcze nigdy nie jechałem w parze, a regulamin przewiduje: "zawodnicy jednego zespołu zobowiązani są do wspólnego pokonywania trasy Sudety MTB Challenge 2010. Różnica czasu między zawodnikami tego samego zespołu nie może przekraczać 20 sekund", chyba to wszystko wyjaśnia. Jeżeli kolega będzie miał kryzys ja muszę pomagać mu to przetrwać i odwrotnie. Czy to potrafię? przecież nie znamy się dobrze. No ale nie ważne, decyzja zapadła i już tak musi zostać bo machina poszła w ruch. Dzisiaj o 10:00 odbieramy wspólne numery i ok. 14:00 startujemy - czas się zmienił ze względu na zmianę zasad pokonywania wyścigu. No cóż pozostało zjeść śniadanie, ostatni przegląd roweru, zjeść II śniadanie - (makaron mojej roboty:D) i jazda.



Relacja nr 2 - przygotowania z MTB Challenge 2010
24 lipiec 2010

Deszcz, deszcz, deszcz. Tak przywitał mnie dzisiejszy dzień, a został ostatni. Na szczęście na jutro synoptycy zapowiadają o wiele lepszą pogodę - deszcz ma padać rano i wieczorem ha ha ha, ale najważniejsza jest pogoda w następnym tygodniu. Jednak piękno gór wszystko niweluje. Duszniki Zdrój, położone są w południowo-zachodniej części Ziemi Kłodzkiej w dolinie rzeki Bystrzycy Dusznickiej, oddzielającej Góry Orlickie od Gór Bystrzyckich. Znana miejscowość uzdrowiskowa - ahh szkoda, że Was tu nie ma:D. Krótko co mnie czeka jutro (opisy zapożyczyłem ze strony MTB Challenge).
Organizatorzy wracają do sprawdzonej trasy prologu z 2006 roku: pierwszego dnia start z centrum Dusznik Zdroju oraz podjazd na Jamrozową Polanę. Niespełna czterokilometrowy, dość łatwy i szybki up-hill ustawi klasyfikację sektorową przed pierwszym etapem - hmm, ciekawe jak to będzie po tygodniu nieróbstwa, dzisiaj zaczęły mnie łapać skurcze w łydkę mimo, że biorę magnez.
Etap pierwszy: przejazd z Dusznik Zdrój do Czech - Kraliky, 82 km, przewyższenia 2286 m. Początkowe dziesięć kilometrów trasy zapewne już na początku wyścigu ustawi stawkę uczestników, a to za sprawą dość długiego podjazdu prowadzącego w rejony stacji narciarskiej „Zieleniec” położonej pow. 1000 m n.p.m. Środkowa część etapu to transfer przez Góry Bystrzyckie, dość szybkie szutrowe drogi będą przeplatały się krótkimi sekcjami technicznymi i widokowymi przejazdami przez doliny i wzgórza ponad rzeką Dzika Orlica. Po przekroczeniu polsko-czeskiej „granicy” trasa jeszcze raz zapikuje w górę zaliczając 995 m n.p.m., by później dość trudnym, leśnym duktem zjechać w okolice mety. Ostatnie kilka kilometrów to przejazd asfaltową drogą i finisz na Rynku, w centrum miasta Kraliky - uff.
Etap drugi: Kraliky - Stronie Śląskie 72,5 km, 2917 m przewyższeń. Drugi etap imprezy to klasyka, godna prawdziwego określenia „Pure MTB”. Po wyjeździe z Kralik, dość szybko docieramy do granicy, zjeżdżamy do Jodłowa i po odwiedzinach pierwszego bufetu rozpoczynamy długi i mozolny podjazd na najwyższy punkt Sudety MTB Challenge – Śnieżnik. Wprawdzie nie osiągamy samego szczytu, jednakże prawie 600 m przewyższenia będzie wymagało umiejętnego rozłożenia sił. Chwilę później czeka wymagający zjazd w wyjątkowej scenerii sudeckich skał, uskoków i wąskich single track'ów. W dalszej części etapu kolejne do zdobycia pozostaną jeszcze dwa szczyty, które zapewne zostaną na długo w naszej pamięci. Na mecie dla zainteresowanych organizatorzy przygotowali wycieczkę do Jaskini Niedźwiedziej, pozostali będą mogli odświeżyć się w basenie.
Etap trzeci: Stronie Śląskie - Bardo, 59,5 km, 2520 m przewyższeń. Kolejny odcinek naszego wyścigu przejedzie przez trzy pasma górskie. Dotykając północnej części Masywu Śnieżnika, wjedziemy w Góry Bialskie zaliczając szczyty na wysokości 1062 m n.p.m. (Przełęcz Sucha) i 922 m n.p.m. (Przełęcz Dział). Szerokie szutrowo-brukowane dukty, charakterystyczne dla tych rejonów, będą wymagały odpowiedniej techniki jazdy i czujności na zjazdach. Przejeżdżając przez górskie polany, po każdej ze stron rozpościerać się będą wspaniałe widoki. Przy dobrej pogodzie będzie można zobaczyć całą panoramę Sudetów. Niewątpliwie najbardziej wyjątkowym miejscem będzie Góra Borówkowa (900 m n.p.m.) i wyjątkowo trudnym i emocjonującym zjazdem wąską ścieżką usytuowaną wśród ogromnych połaci krzaków czarnych jagód. Końcowy element etapu to Droga Krzyżowa, najeżona kamieniami, mokra i śliska, uwaga – to będzie tylko niespełna 3 km do mety, ale musimy być czujni, gdyż...
Etap czwarty: Bardo - Głuszyca, 50,9 km, 2110 m przewyższeń. Krótki, ale niezwykle treściwy etap z wyjątkową trasą wymagającą ciągłej koncentracji. Techniczne sekcje nie będą wybaczać braków i umiejętności panowania nad rowerem, będą bez litości karcić nieuważnych. Góry Sowie mają tylko 40 km długości, ale właśnie ten odcinek będzie śnił się nam po nocach. Punkty charakterystyczne tej części wyścigu to przede wszystkim historyczny akwedukt, największa w tej części Europy warowna twierdza pruska oraz najwyższy szczyt etapu, Wielka Sowa (1015 m n.p.m.). Wszystkie te elementy tworzą razem niezwykłą kolarską scenerię okraszoną historycznym rysem, z nutką niezwykłej przygody.
Etap piąty: Głuszyca - Kudowa Zdrój, 76,4 km, 2360 m przewyższeń. Szósty dzień Sudety MTB Challenge to ostatnia szansa na delektowanie się prawdziwym kolarstwem górskim z finałem w otoczeniu zabytkowego uzdrowiska – Kudowy Zdroju. Początkowa część wyścigu, to długi podjazd na jedyne w Górach Suchych ruiny położonego najwyżej w Polsce (870 m n.p.m.) XIII wiecznego Zamku, by później wzdłuż nieistniejącej granicy wjechać na teren Czech. W środkowej części etapu, trasa umożliwi „złapanie drugiego oddechu”, by po chwili wjeżdżając na tereny Parku Narodowego, wycisnąć z nas ostatnie poty. Góry Stołowe kończące sześciodniową rywalizację gwarantują dodatkowe emocje.
Zapowiada się ciekawie, a czasami nawet bardzo zwłaszcza na drugim i trzecim etapie gdzie oceniono go na 4 oraz na czwartym etapie gdzie oceniono go 5 w skali (1-6), ręce, nogi i całe ciało zmęczone, a etapy coraz trudniejsze hmm, suuuper. Mam nadzieję, że dojadę do końca i będę mógł się cieszyć ze wszystkim ze zwycięstwa, zwycięstwa nad samym sobą.



Relacja nr 1 - przygotowania z MTB Challenge 2010
21 lipiec 2010

Już tylko 4 dni pozostało do startu w najważniejszym wyścigu mojego życia. Jestem już na wsi w woj. świętokrzyskim niedaleko zamku Krzyżtopór -Ujeździe. Godz. 7:00 siedzę sobie, piszę i obserwuję jak wschodzi słońce, na około mnie cisza w oddali słychać warkot traktora, a obok ćwierkanie ptaków - cisza kompletna. Myślę, że w tych warunkach uda mi się zrelaksować przed tak ważnym wyścigiem. W ciągu dnia z synem jeździmy na motorach, kładzie i...rowerach. Jednak nie to ale, przygotowania, przygotowania i jeszcze raz przygotowania są najważniejsze. Na wyprawę wziąłęm dwa rowery: MBIKE i FELTA (zapas), oprócz tego cały bagażnik samochodu - namiot, 2 krzesła, materac i karimatę, lodówkę, makaron, puszki mięsne i rybne, odżywki, żele, przyprawy, grilla, światełka ale co najważniejsze stojak serwisowy, wszelkiej maści klucze, płyn uszczelniający do opon, opony zapasowe, nowy napęd, haki przerzutki, smary i czyścidła smarów, klocki hamulcowe, pąpka serwisowa itp. W dniu dzisiejszym planuję naprawić oponę w motorze, pojeździć z synem po wsiach i okolicach - wczoraj Rafał nauczył się jeździć na motorze więc mogę uruchomić drugi (hurrrra), a nastęnie zacząć doprowadzać rowery do porządku. Na szczęście rowery są już w stanie jeżdzącym jedynie pozostało umyć, przeczyścić no i po wymieniać opony które są dziurawe jak sito ale to na miejscu bo dopiera tam będę je miał - szkoda.
Informacja z ostatniej chwili w dniu 25.07.2010 o godz. 15:24:30 ruszam w pierwszy wyścig - prolog 3km pod górę. Proszę o trzymanie kciuków.



Relacja z MTB Challenge 2010
15 lipiec 2010

Już tylko 10 dni pozostało do etapówki MTB Challenge 2010 roku. Mam nadzieję, że będę miał zaszczyt przekazywać bieżące informacje na temat tego wielkiego wydarzenia MTB w Polsce. Mimo, że jeszcze nękają mnie kontuzje których nabawiłem się w ostatnich maratonach cały czas przygotowuję się do startu. Chciałbym przybliżyć troszeczkę to co nas czeka w niedalekiej przyszłości.

"Bike Challenge, MTB Challenge, Glacensis MTB Challenge... Sudety MTB Challenge! Środkowoeuropejska Etapówka w nowej odsłonie doczekała się nazwy charakteryzującej miejsce przeprowadzenia zawodów. Sudety, bo to właśnie te góry są miejscem przeprowadzania imprezy jako pasmo nie jest wysokie. Najwyższy szczyt, Śnieżka 1602 m n.p.m. w porównaniu z alpejskim Mount Blanc 4810 m n.p.m. wypada dość blado... Jednakże znaczącą różnicą przemawiająca na korzyść tego pierwszego jest możliwość zdobycia go na rowerze. Żelazną zasadą Sudety MTB Challenge jest coroczna zmiana tras. Postanowiliśmy wykorzystać możliwości, które dają nam te tereny, przejeżdżając przez szczególne miejsca: Park Narodowy Gór Stołowych, Masyw Śnieżnika – drugie co do wielkości pasmo Polskich Sudetów, Góry Złote, Góry Sowie i Góry Suche. Zawitamy do małych miasteczek, znanych uzdrowisk, miejsc tajemnych, z ciekawą przeszłością. W dość krótkiej historii, impreza zyskała miano wyjątkowego, ambitnego i ponadprzeciętnego wyścigu.
Nie zapominamy o charakterze tras, które stwarzają nieograniczone możliwości dla prawdziwych kolarzy górskich. Każdy z etapów pokazuje ten rejon Europy z innej strony, poprzez wymagające dukty w rejonie Kudowy i Dusznik Zdroju, szybkie szutrówki w okolicach Kralik, widokowe podjazdy Masywu Śnieżnika, techniczne sekcje prowadzące do Stronia Śląskiego, ciężkie i wymagające stokówki pomiędzy Bardem i Głuszycą. Jeśli do tego dodamy w standardzie: noclegi w bazie zawodów, pełne wyżywienie, zabezpieczenie medyczne, odpowiednio oznakowana trasę oraz specyficzną, międzynarodową atmosferę prawdziwego święta kolarstwa górskiego, to okaże się, że Sudety MTB Challenge jest imprezą niezwykłą i wartą spróbowania...
O wyjątkowości naszych zawodów niech świadczy fakt, iż dotychczas wzięli w niej udział uczestnicy z 4 kontynentów, 29 państw, amatorzy i zawodowcy. Jeden z nich, Kanadyjczyk opisał Sudety MTB Challenge: Ten wyścig łączy wszystko to, czego doświadczyłem biorąc udział w Cape Epic, Trans Rockies, La Ruta de los Conquistadores, czy Trans Alp. Ten wyścig to połączenie wszystkich wyścigów etapowych świata”.




IV EDYCJA MEMORIAŁU BERCIKA - odbyta
21 lipiec 2010

Co to był za dzień!!!. Jak zwykle od kilku tygodni upał, ta sobota zapowiadała się megaupalnie. Plan od kilku dni był taki odpoczywam po 3 tygodniach ciężkich treningów no i przed MTB Challenge i jadę co najwyżej z synem na dystans STANDART - krótki. Gdy jednak zobaczyłem tą atmosferę nie mogłem się oprzeć w zarejestrowaniu siebie na dystans SPORT - długi. Dwa lata temu startowałem w tej imprezie więc znałem mniej więcej trasę - wiedziałem co mnie czeka. Postanowiłem (ze względu na specyfikę trasy), że pojadę ostro na początku - ustalę miejsce, a potem w miarę możliwości będę kontrolował sytuację. Po krótkiej rozgrzewce stanęliśmy na starcie (było sporo osób) ok.90 osób. Gdy ruszyliśmy byłem w czołówce. Jednak po chwili zwolniłem, przypomniałem sobie moją taktykę początek stawki i kontrolowanie sytuacji. Nie wiedziałem na ile mam sił dlatego postanowiłem po przejechaniu pierwszego okrążenia jechać stałym tempem, a jak będę miał siłę przyśpieszę na ostatnim. Pierwsze okrążenie pokazało, że trasa jak zwykle jest wymagająca i ciężka zwłaszcza w tą pogodę. Rozpoczęcie oczywiście na asfalcie, zjazd i pierwsze i na szczęście ostatnie błotko. Potem piachy oraz niekończące się zakrętasy, wzniesienia i zjazdy. Trasa super zwłaszcza, że powtarzana trzy razy mogła być poprawiana technicznie po każdym okrążeniu. W lesie było duszno więc zatykało oddech, na szczęście organizatorzy postarali się o duże ilości wody w kilku miejscach na trasie dzięki czemu przejazd był znośny. Po pierwszym okrążeniu czułem, że trudy ostatnich tygodni opłaciły się i siły mi wróciły, podjazdy nawet te najtrudniejsze wjeżdżałem bez problemu. Gdy stwierdziłem, że jadę dosyć szybko (nikt mnie nie wyprzedzał), zacząłem przyśpieszać, a na ostatnim okrążeniu może nie dałem z siebie wszystkiego ale pojechałem dużo szybciej na maksymalnej koncentracji tak aby podjechać wszystko i nie popełnić błędu. Na metę dojechałem jako 9 w open i 1 w kategorii z czasem 2:15:06, następny za mną był o nie całe 3 minuty, a trzeci nie całe 5 minut. Bardzo gratuluję moim przeciwnikom Pawłowi Drab który od początku deptał mi po piętach i bardzo dzielnie jechał oraz Tadeuszowi Piątkowskiemu który jeszcze nie zaleczył ran po 24h gdzie wygrał w kategorii - pozdrawiam. Trasa super przygotowana, oznaczona i zabezpieczona (policja i wolontariusze), bufet – oby wszędzie takie były, nagrody!! – odjazdowe jak na tego typu imprezę. Naprawdę warto było startować i dobrze się bawić. Gratuluję organizatorom.



IV EDYCJA MEMORIAŁU BERCIKA
09 lipiec 2010

17 lipca 2010 roku na stadionie przy ul. Wspólnej w Markach odbędzie się już IV edycja Memoriału Bercika. Serdecznie zapraszam na tą wspaniał kolarską imprezę. Oprócz ciekawej trasy będzie szereg atrakcji dla wszystkich. Dla każdego uczestnika przygotowano koszulki pamiątkowe. Więcej szczegółów na stronie organizatora. Link na stałe umieściłem w "polecanych". Do zobaczenia na memoriale. Pozdrawiam



X wyścig w Szydłowcu
09 lipiec 2010

Szydłowiec 130 km od Warszawy woj. Mazowieckie, miasteczko małe ale przyjemne z dobrą pizzą, hamburgerami oraz kebabem:). Dojechaliśmy na miejsce w niecałe dwie godziny, dobrze mi znane miejsce gdyż kiedyś właśnie tu przygotowywałem się do zawodów i sezonu. Wiedziałem co mnie czeka teren pofałdowany, kamienisty z odrobiną piachu, "fałdy" są tu znaczące z ostrymi podjazdami i zjazdami:). Właściwie dla maratończyków z mazowsza to było wyzwanie i ci którzy przejechali jakikolwiek dystans o tym wiedzą.
Dnia poprzedniego wróciłem ze zgrupowania, nie zdążyłem się rozpakować a już byłem na imprezie rodzinnej. Po powrocie okazało się, że dwa rowery Rafała i mój nadają się właściwie do serwisu. Od 4:00 dnia następnego robiłem rowery i z trudem ale zrobiłem uff. Gdy przyjechaliśmy na miejsce do tego wszystkiego dołożyłem rozgrzewkę na słońcu na której tętna osiągałem do 190 ud./min - nigdy na trenarzerze nie osiągałem podczas rozgrzewki takiego tętna min. 160, wiedziałem już że jest po maratonie - zmęczenie totalne. Trasa maratonu wyśmienita i pasująca do mojego charakteru - techniczna, szybka, wytrzymałościowa. Początek dobry jednak po ok 35 km zaczął się katastroficzny kryzys jakiego nigdy nie miałem jeszcze w karierze. Kryzys ten spowodował spowolnienie jazdy i w ostateczności zjazd na mega. Właściwie nie pamiętam maratonu i wolę o nim zapomnieć gdyż męczarnię jaką przeżyłem nie da się opisać słowami - wiem teraz jak się czują inni. Jest jednak i dobra strona medalu, zdobyłem nowe doświadczenia które mi pomogą w szkoleniu innych i uniknięciu lub zrozumieniu przynajmniej podobnych reakcji zachodzących w organiźmie.

Następne maratony: MTB Chellenge





VIII i IX wyścig w Międzygórzu i Lublinie
25 czerwiec 2010

MIĘDZYGÓRZE I LUBLIN

Ostatni weekend był pod znakiem pecha.

MIĘDZYGÓRZE - W dniach 19 – 20.06.2010 roku zaplanowałem sobie dwa maratony czyli w Międzygórzy MTB Maraton i Lublin Mazovia. W planach i rzeczywistości przejechać miałem 1500 km spędzić w samochodzie 16 h i wystartować w dwóch edycjach na południu i wschodzie Polski. W lublinie już startowałem dwa razy więc znałem teren w odróżnieniu do Międzygórza gdzie miałem być pierwszy raz w swojej sportowej karierze. Międzygórze to „Tyrol w Sudetach” i co to miało znaczyć przekonałem się o 11:00 w dniu startu. Pogoda przywitała temperaturą 12ºC ale bez deszczu, w trakcie jazdy czym wyżej robiło się również ciepło i wyszło słoneczko. Start był usytuowany w sercu małego miasteczka „malowniczo położonego u źródeł rzek tworzących zlewisko Bałtyku i Morza Czarnego i pięknie pomiędzy górami (raj dla rowerzystów - ścieżki). Po starcie przekonałem się że maraton będzie pod znakiem podjazdów. Zaczęliśmy od podjazdu który się ciągnął przez 3 km. Potem szybki zjazd który trwał 1,5 km ale wydawało się że bardzo krótko, niestety zaraz znowu zaczynał się nowy potem następny, aż dotarliśmy do góry śnieżnik 1425.m. Wtedy nawet najmocniejsi wymiękli podjazd mający ok. 5km moim zdaniem był dłuższy o wiele więcej gdyż nachylenie stoku sprawiało takie wrażenie. Cały czas były szerokie szutry i brak błota co mnie cieszyło niezmiernie choć tak naprawdę wyprzedzanie to tasowanie się pomiędzy sobą czyli kilkoma osobami jadącymi tym samym tempem. Właściwie zaraz po wjeździe na bardziej strome zbocze okazało się, że będę miał problemy z napędem – duże (bardzo duże) obciążenia powodowały strzelanie łańcucha, musiałem zmienić na bardziej wolne przełożenia aby tego uniknąć (choć siły miałem na mocniejszy nacisk na pedały), na zjazdach mój wspaniały Mavic zaczął zgrzytać i piszczeć tak jakby się koło miało za chwilę rozsypać więc siłą rzeczy musiałem zwalniać (zablokowanie koła lub jego uderzenie o podłoże niwelowało ten problem). Wiedziałem więc, że ten wyścig nie będzie należał do udanych lecz nie spodziewałem się że aż tak. Tętno miałem znośne na początku doszło do 185 ud./min ale potem już tylko na podjazdach podnosiło się do 160 ud./min. Niestety gdy dotarliśmy do zjazdu czerwonym szlakiem ze „Śnieżnika” na krótkim technicznym zjeździe z hukiem pękła mi opona i zamiast trafić na ścieżkę pomiędzy głazem, a korzeniem trafiłem w to ostatnie. Nie udało się przenieść ciężaru ciała ani na tył jak również na prawą stronę gdzie była ścieżka – trwało to sekundy a ja za szybko jechałem. Przeleciałem przez kierownicę prosto w przepaść – tak przepaść na szczęście i nieszczęście najeżoną drzewami. Widziałem w locie jak mijają mnie następne drzewa gdy już zbliżałem się do podłoża zauważyłem na swojej drodze dwa walone drzewa – pomyślałem, że jeżeli w nie trafię to już po mnie więc wyprostowałem ciało i jak za starych młodzieńczych lat przeleciałem tygryskiem. Potem tylko już spadałem po ściółce leśnej oraz krzakach na dół którego nie było końca (1425m!!). Jedynym ratunkiem było rozpostrzeć ramiona i zatrzymać się na jakim krzaku lub drzewie. Tak zrobiłem i tak się stało – do dzisiaj mnie bolą ramiona, a wspomnienia piszę dopiero w piątek 25.06.2010 roku. Na szczęście przechodzący szlakiem turyści zorganizowali się i pomogli mi wydostać się i mojemu rowerkowi z prawie pionowej ściany lasu – co samemu na pewno by mi się nie udało. Odniosłem wiele ran i siniaków z uszkodzeniem kości ogonowej włącznie ale kości były całe. Niestety rowerkowi się dostało, oprócz wcześniej wspomnianej opony rozpadło się na drobiazgi siodło oraz padł amortyzator. Dalsza część wielu kolarzom jest znana – tzw. but z częściowym zjazdem na kapciu. Po dotarciu na metę zjadłem, umyłem się i przebrałem, a następnie wyruszyłem do Lublina.

LUBLIN – Hm myślę, że to co stało się w Międzygórzu było niczym co mnie miało czekać na maratonie Mazovii. Oczywiście było też spotęgowane wypadkiem w górach. Do Lublina dotarłem o godz. 23:00 – byłbym wcześniej ale po drodze w Opatowie na myjni umyłem rower, a w samym Lublinie nie mogłem trafić do miasteczka Mazovii, po odnalezieniu, rozłożyłem namiot i poszedłem spać. O godz. 5:00 pobudka – kawa, makaron, poranna toaleta i serwis mojego zbolałego roweru. Od rana była piękna pogoda, ciepło i świeciło słoneczko, niestety zgodnie z METEO. PL równo o godz. 8:00 zaczął padać deszcz i tak już było do końca. Deszcze padające przez ostatnie tygodnie tak rozmyły podłoże lubelskie, że można śmiało powiedzieć o najbardziej ekstremalnym maratonie na Mazowszu w jakim do tej pory jechałem. Po Radomiu i Lublinie – można śmiało powiedzieć, że Mazovia Cezarego Zamany wyrasta na ekstremalny maraton (choć pewnie nie jest to zamierzone przez samego organizatora). Start był jak zwykle z nad Zalewu Zembrzyckiego asfaltem jednak gdy wjechaliśmy na ścieżki leśne i dukty oraz drogi polne okazało się, że wszechobecne błoto nie jest takim sobie błotem lecz śliską mazistą owijającą się wokół kół, osi, blokującą hamulce gliną. Nadmiar złego przywiezione przez syna nowe siodło źle zamocowałem za blisko kierownicy i za bardzo przechylone do ramy co spowodowało zmianę środka ciężkości i obciążenie kierownicy. Podczas suchego maratonu pewnie nie robiło by to żadnego lub mały problem ale na takiej nawierzchni niestety powodowało spowolnienie jazdy i częste upadki. Gdy już doszedłem co jest przyczyną moich częstych upadków (zazwyczaj na błocie nawet takim oraz piachu przyśpieszam!!), postanowiłem poćwiczyć technikę jazdy w takim ułożeniu ciała na rzecz straty punktów. Do tego doszedł okropny ból kości ogonowej (po sobotnim upadku) co jeszcze bardziej mnie spowalniało. Ostatecznie dotarłem na 4 miejscu w kategorii wiekowej i 16 open na dystansie GIGA. Muszę pochwalić moich przeciwników którzy widać bardzo mocno przykładają się do rywalizacji, a ich ambicja jest bardzo mocna co jeszcze bardziej zaognia rywalizację w naszej kategorii. Ta sytuacja bardzo mi się podoba i wzbudza szacunek, niski ukłon w kierunku przeciwników. Niestety gdy to piszę ból kości ogonowej nie zmniejsza się więc startu w Sopocie nie zaliczę, a szkoda bo trasa jest akurat taka jaką lubię - interwałowa.


PODSUMOWANIE: Góry pokazały, że są niebezpieczne i wystarczy błąd lub brak szczęścia i można skończyć kiepsko, natomiast Mazowsze może być również ciężkie jak góry wystarczy spowodować wielodniowe ulewy.

Muszę wspomnieć również o maratonie Polandbike Grzegorza Wajsa który się odbył w dniu 12.06.2010 roku w Sulejówku. Był dobrze zorganizowany i pierwszy raz na poligonie wojskowym. Na dwóch rundach mieliśmy szutry, piachy, wodę, błoto, podjazdy czyli wszystko co kolarzowi potrzeba. Zająłem II miejsce w kategorii co myślę było dobry wynikiem zwłaszcza, że startowałem z końca peletonu.

Następne maratony: Nałęczów Skandia Maraton i Szydłowiec Mazovia MTB Marathon

W dniach 28 - 02.07.2010 zgrupowanie Family Active w Golubiu Dobrzyniu.



WYNIKI Z I MISTRZOSTW KOBYŁKI W JEŹDZIE INDYWIDUALNEJ NA CZAS
14 czerwiec 2010

Zawody się odbyły, moim zdaniem impreza udana lecz oczywiście jestem jednym z organizatorów więc na ten temat nie chciałbym się wypowiadać. Pogoda nam dopisała nikomu się nic nie stało, a co najważniejsze dzieci się bardzo dobrze bawiły. Podziękowania należą się wszystkim organizatorom zwłaszcza Prezesowi Family Active Dariuszowi Biernackiemu jak również osobom które nam pomagały między innymi członkowie Klubu Family Active, sponsorom, a także Policji i Straży Pożarnej z Kobyłki. Serdeczne podziękowania dla Burmistrza Miasta Kobyłka Pana Roberta Roguskiego, bez którego impreza by się nie odbyła jak rónież nie miała by tyle ciepła i uśmiechu, Pab Burmistrz swoim uśmiechem oraz dobrym słowem zagrzewał uczestników do boju. W załączeniu wyniki zawodów.




Zdjęcia z zawodów już dostępne zapraszam

http://picasaweb.google.pl/106689490398804090770/IMISTRZOSTWAKOBYKIWJEZDZIEINDYWIDUALNEJNACZAS_KOBYKA13czerwca201002?authkey=Gv1sRgCMnDy5fLmMrLag&feat=email#

dystans 4 km



dystans 3 x 4 km








I MISTRZOSTWA KOBYŁKI W JEŹDZIE INDYWIDUALNEJ NA CZAS
30 maj 2010

Kliknij na plakat, zobaczysz jego powiększenie.


UWAGA!!!! W dniu 13 czerwca 2010 roku (niedziela) Klub Sportowy "Family Active" organizuje
I Mistrzostwa Kobyłki w jeździe indywidualnej na czas. Więcej szczegółów wkrótce.

Zapisy na zawody - od dzisiaj można zapisać się na zawody poprzez internet, serdecznie zapraszam, łatwier, prościej i bez problemów.

http://online.datasport.pl/zapisy/portal/zawody.php?zawody=79

Regulamin zawodów



Mapa wyscigu po kliknięciu rozwinie się powiększenie - zapraszam


Opis trasy: Jest to runda 4km. W 90% prowadzi drogami ubitymi, a 5% drogami piaszczystymi - ale bez problemu każdy przejedzie jedynie w 5% prowadzi asfaltami i to na samym początku i końcu więc jak najbardziej wskazany jest rower górski z oponami cienkimi 2.0 i mniejszymi, bieżnikiem semislick (nie agresywny).

Świeże informacje z trasy niedzielnego wyścigu. Trasa sucha bez kałuż, błota do czego nas ostatnie wyścigi przyzwyczaiły, jest niewielka ilość piachu ale przejezdna w całości dla każdego. W obecnej chwili trasa bardzo szybka aczkolwiek liczne zakręty będą wyhamowywać zapędy niektórych. Jeżeli ktoś ma ochotę objechać trasę zapraszam w dniu jutrzejszym tj. czwartek dnia 10.06.2010 roku o godz. 18:00 do Kobyłki, spotykamy się przy Zespole Szkół Publicznych nr 3 w Kobyłce przy ul. Załuskiego.



RELACJA Z MTB TROPHY
31 maj 2010

Jeżeli jesteście spragnieni informacji na temat najlepszej etapówki w Polsce, macie idealną możliwość prześledzenia dzień po dniu jak to się odbywa i jakie są odczucia jednego z zawodników po każdym etapie. Tym zawodnikiem jest Jacek Rządca zawodnik MBIKE TEAM MARATHON. Zapraszam do letury, znajduje się odna na stronie MBIKE.





III RAJD ROWEROWY SZLAKIEM MAJORA STEFANA WALTERA – Bohatera bitwy o Radzymin w sierpniu 1920r
30 maj 2010

Celem rajdu jest szersze zapoznanie się z postacią majora Stefana Waltera, dowódcy 29 pułku Strzelców Kaniowskich oraz włączenie młodzieży w obchody rocznicy Bitwy Warszawskiej poprzez jej udział w organizowanym na początku czerwca rajdzie połączonym z Turniejem Wiedzy o Bitwie Warszawskiej. Centralne obchody rocznicy Bitwy Warszawskiej odbywają się w okresie wakacji i nie może w nich wziąć udziału, w sposób zorganizowany, młodzież szkolna.

Regulamin imprezy.





Wycieczka do Loretto
27 maj 2010

W dniu 29.05.2010 roku (sobota) Klub Family Active organizuje wycieczkę do Loretto ok. 50 km. Zapraszamy serdecznie, spotykamy się pod kościołem Św. Trójcy w Kobyłce Pl. 15 Sierpnia o godz. 8:00. Każdy uczestnik dostaje wodę, kanamkę i gorącą zupę na miejscu. Wpisowe 10 zł. Jeśli o mnie chodzi będę, pozdrawiam.



Mobilne kobiety.pl
19 maj 2010

Na portalu Mobilne kobiety.pl ukazał się wywiad z naszą koleżanką oraz zawodniczką MBIKE TEAM MARATHON. Zapraszam serdecznie do zapoznania się z treścią wywiadu jest bardzo ciekawy i pouczający. Możecie również zapoznać się z wypowiedziami innych osób takich jak: Anna Szafraniec, Justyna Frączek, Paulina Brzeźna, a dla uprawiających sztuki walki z Emilią Szabłowską. Miłej lektury.


http://www.mobilnekobiety.pl/sylwetki/kobiety-sportu//zobacz/justyna-dzieciol-czuje-ze-moge-szybciej-i-szybciej//

http://www.mobilnekobiety.pl/sylwetki/zwyczajne-niezwyczajne//zobacz/dziennik-z-treningu-justyny-dzieciol//



VI i VII wyścig w Złotym Stoku i Radomiu
16 maj 2010

To miał być totalnie ciężki weekend ale nie wiedziałem, że będzie aż taki. Złoty Stok to dużo błota, 10 km - we podjazdy i techniczne zjazdy po korzeniach pomiędzy głazami. Radom to ściana deszczu, temp. 9 st. celciusza i totalne błoto no i 96 km. Dokładne relacje już wkrótce. Teraz idę spać na cały tydzień. Jestem skonany. Dobranoc. Ufff jak dobrze.

Troszeczkę odpocząłem więc mogę napisać relację z weekendu. Zaplanowałem ciężki weekend - jazda w górach na 100% i Mazowsze (Radom) na 100%. Nie przypuszczałem jednak, że będzie tak ciężko zwłaszcza na Mazowszu - tak, tak zgadza się - jeszcze nigdy nie zmasakrowałem się tak jak w Radomiu (no może raz w poprzednim roku na Gwieździe Mazurskiej - podobne warunki). Może zacznę od początku. Złoty Stok miałem jechać pierwszy raz w życiu - chciałbym wspomnieć, że w sumie to ten start był moim 6 startem w górach licząc oczywiście 2x Kraków choć dla nie których ten wyścig nie jest typowym górskim wyścigiem, ja jednak twierdzę, że dla początkującego, Kraków w suche dni jest ciężki a deszczowy to totalna masakra - choć ja sobie poradziłem całkiem całkiem (ale to ja :P ). Wracając do rzeczy. W miasteczku Złoty Stok, stawiłem się o godz. 8:00. Start był z pięknego mini rynku tego miasta - miasto jest wspaniale usytuowane pod samymi górami - Sudetami. Moje pierwsze myśli to jak wjedziemy na te wysokie góry, a mając świadomość, że pierwsze 10 km to wspinaczka - to nie mogłem sobie tego wyobrazić. Po przebraniu się zakupieniu żeli zrobiłem 40 minutową rozgrzewkę - na Mazowszu muszę stosować trenażer aby się porządnie rozgrzać, jednak w górach jest tyle wzniesień, że wystarczyło robić podjazdy i 5 min. przerwy. o godz. 10:50 stanąłem na starcie w II sektorze (straciłem I sektor dzięki suuuuper jeździe zawodnika z Czech, który dobrze nam doładował minut na mecie w Karpaczu - jest moim idolem :D ). Po starcie tak jak się spodziewałem było dokładnie 10 km podjazdu na Jawornik Wielki (872 m n.p.m), dzięki czemu grupa startująca się troszeczkę rozciągnęła, bardzo dobrze mi się jechało dlatego mogłem wyprzedzać innych zawodników. Podjazd ten wspominam bardzo dobrze choć pewnie niektórzy nie, było błoto i odcinki strome gdzie trzeba było przenieść ciężar z siodełka na jego czubek. Jednak to co czekało nas później to ten podjazd był niczym. Zaraz potem był zjazd techniczny po kamieniach i błocie o kącie nachylenia nie napiszę bo włosy się jeżą - ale zjechałem więc chyba jeszcze nie aż taki stromy miał ok. 2,5 km , ale wydawał się taki krótki jak by go nie było, bo zaraz były następne podjazdy może nie tak długie ale wymagające dużo siły. Pokonywaliśmy co chwila jakiś podjazd i zjazd techniczny, lecz zjazd z Góry Borówkowej 900 m n.p.m. był chyba najbardziej ciężkim choć nie takim trudnym jak wcześniej myślałem i choć było ślisko, a korzeni było bardzo dużo poradziłem sobie bardzo dobrze z czego jestem dumny i zadowolony, po niej zostało ok. 15 km ale co się jeszcze działo to trudno opisać. Mogę jedynie wspomnieć, że na ostatnich odcinkach gdzie były 2 podejście (za dużo błota aby podjechać) i techniczne przejazdy na skraju "przepaści" (nie widziałem jak daleko w dół ze względu na wysoki poziom adrenaliny), wyprzedziłem o prawie 1,5 minuty mojego rywala z którym walczyłem o 4 miejsce, a następnego który wylądował ostatecznie na 6 miejscu o 2 minuty. Jak trudna to trasa powinno świadczyć to, że startujący na dystansie GIGA Jacek Rządca "wyglebił" się 2 razy (z oświadczenia własnego) przez co miał bliskie spotkanie z drzewem co spowodowało uszkodzenie koła przedniego jednak twardziel, nadal na takim kole jechał co jednak spowodowało następny upadek i uszkodzenie tym razem nosa, na domiar złego zabrakło jedzenia, a lekkomyślność i lekceważenie gór (Racing Ralph na tylnim kole, a na przednim Nobi Nick - kiedyś również tak samo zrobiłem i żałowałem, bo tylnie koło na zjazdach wyprzedzało przednie, od tamtej pory nie robię już takich miksów). Justyna Dzięcioł na mecie Złotego Stoku powiedziała "już nigdy więcej". Jednak jak tylko ochłonęła i zobaczyła swój wynik, zmieniła zdanie. Myślała, że masakryczne zmęczenie to dotyczy tylko jej samej, jednak okazało się że jest wynikiem mini zwyciężczyni, do zwyciężczyni dystansu Mega zabrakło jej 5 minut, to bardzo niewiele biorąc pod uwagę, że są to góry no i początek sezonu a Justyna przejechała do tej pory 3 maratony górskie - to chyba bardzo dobrze (strach pomyśleć jak będzie po 10 maratonie górskim - trzymam kciuki). Niestety z powodów komunijnych i innych nie było reszty zawodników naszego Teamu, a szkoda było by ciekawie.
Ostatecznie przyjechałem na 4 miejscu w kategorii M4 i wysokim 80 Open. Przejechałem 49 km w czasie 3:40:07, ze średnią prędkością 13,3 km/h, przewyższenia 2467 m. .
Justyna Dzięcioł - dystans mega: 2 miejsce w kategorii K3 - gratulacje suuuper wynik
Jacek Rządca - dystans giga: 27 miejsce w kategorii M2. Gratulacje ukończenia maratonu po tak ciężkich upadkach.

Natychmiast po dekoracji w której uczestniczyłem (u Golonki na MTB Marathon do 6 miejsca zawodnicy są dekorowani), wyjechałem samochodem w kierunku Radomia. Około godziny 22:00 byłem na miejscu. Z braku czasu i możliwości ulokowałem się w samochodzie i tam przenocowałem. Nad ranem obudził mnie ostry ból lewej wewnętrznej kostki, spowodowane było to jak się potem dowiedziałem - mocną pracą w bucie MTB. Kostkę miałem spuchniętą i nie mogłem ruszać stopą. Na domiar złego deszcz który zaczął padać o godz. 24:00 padał również o godz. 5:00; 6:00 i 7:00 w tym czasie walczyłem z drugim ja. Jedno "ja" mówiło mi - co ty głupi w taką pogodę i z bolącą kostką no i mięśniami będziesz startował??!!, a drugie "ja" mówiło - nie bądź głupi przyjechałaś taki kawał, spałeś w "chińskie 8" w samochodzie, a teraz nie wystartujesz!!!??. O godz. 8:00 gdy kostka przestała mnie mocno boleć, wstałem i pod namiotem Mazovii w miasteczku, zrobiłem sobie kawę i makaron (mniam, mniam - przepis kiedy indziej :D). Po zrobieniu roweru (wymiana kasety i kół - górskich na terenowe mazowieckie), siedziałem w samochodzie do 10:50. Padał deszcz, było zimno ok. 9 st., gdy stawiłem się na starcie. Nie byłem rozgrzany, a raczej zziębnięty, myślę jednak, że większość z nas zastanawiało się dlaczego to robi :D. Gdy wystartowałem z I sektora jechaliśmy wolno bo wstrzymywał nas wóz techniczny, co się potem okazało niektórzy przez ten manewr stracili I miejsce w swojej kategorii, gdyż II sektor nas szybko doszedł i siłą rozpędu przeszedł obok nas jak burza. Jedynie ci najsilniejsi mogli się ochronić - między innymi ja (nie wiem jak bo Kurdej Krzysztof z Dynama MOSIR PAK-PLAST Mińsk Mazowiecki był za mną na mecie ok. 2 minuty choć startował z II sektora - czyli na styk, uff :D). Pierwsze okrążenie było prawie banalne troszeczkę błota, nawet deszcz przestał padać - jak tylko o tym pomyślałem, zaczął ponowie i to ze zdwojoną siłą szczęście, że było to po rozjeździe na pętlę GIGA i METĘ, jeszcze wtedy dobrze się czułem właściwie tak jak bym dzień wcześniej nie jechał maratonu - jeszcze górskiego. Pewnie jak by zaczął padać deszcz wcześniej to pewnie skręciłbym do mety?!. Nie zrobiłem tego i w pewnym sensie przymusiłem do tego jadącego ze mną od dłuższego czasu Rychlickiego Macieja z M1. To co nas zastało na pętli II dystansu giga przerosło wszelkie oczekiwania moje i mojego kolegi niedoli. Kolega był zrezygnowany ale jechał dzielnie trzymając się mnie cały czas (w większości) jestem w podziwie bo widać było , że błoto to nie dla kolegi choć w pewnym momencie liczyliśmy upadki błotne i było 2 do 2 :D. Dla mnie jazda w błocie nie stanowiła problemu - i tak nie czułem już mięśni :D hi hi. Bardziej bawiła mnie jazda po kałużach po same osie - jak dziecko (chyba w młodości za mało chlapałem się w błocie i kałużach). Gdy drogowskaz MTB oznajmił nam drugie 50km byliśmy bardzo szczęśliwi :D. Niestety to szczęście trwało bardzo krótko. To co zastaliśmy po ok 500 zawodniakch przerosło nasze wszelkie wyobrażenia. Były momenty, że nawet ja myślałem o tym czy nie zwolnić i nie poddać się naturze. Wszechobecne błoto, namoknięta trawa, grząski piach. Jeszcze 2 lata temu byłby to koniec mojego wyścigu - zejście totalne. Podjazdy mokre i grząskie (wszystkie podjechałem), zjazdy bez hamulca tylniego (skończył się na pierwszym okrążeniu), jazda z jednej drogi błotnistej w drugą. Na domiar wszystkiego skończyło mi się picie w bukłaku i pozostał tylko łyk w bidonie. Na szczęście wody było pod dostatkiem - lało jak scebra, mogłem dojechać spokojnie do bufetu. Tak jak podsumowała to Pani Kasia z ekip Mazovia MTB Marathon - ze względu na co tygodniowe zawody nie zdążyła wymodlić się za dobrą pogodę :D. Całe drugie okrążenie jechaliśmy razem z kolegą Maćkiem którego wcześniej wspomniałem. Za zadanie nasze i moje było doścignąć Olka Staniszewskiego z M1 rywala Maćka. Powiedziałem Maćkowi, że jak będzie się mnie trzymał to go dogonimy. Z mojego doświadczenia wiem, że słabsi ode mnie nigdy nie mogą jechać szybciej dłużej niż do połowy drugiego okrążenia, jeżeli Olek zawsze był słabszy (z relacji podczas jazdy) to musieliśmy go wreszcie dojść no i tak się stało. Na ok. 15 km przed metą dojechaliśmy do Olka z BSA Pro Tour. Jednak masakryczne błoto i kałuże nie umożliwiały Maćkowi dalszej jazdy i pozostał razem z Olkiem. Natomiast ja po zatankowaniu bidonu na ostatnim bufecie dostałem wiatru w plecy, a tak na prawdę mój charakter nie jest masochistyczny i nie pozwala mi na dłuższą męczarnię (inni jednak wolą bardziej się dręczyć - za co ich bardzo podziwiam). Na ostatnich kilometrach wściekałem się i nie powiem co myślałem o organizatorze tego maratonu, że nie zrobił ostatnich km na szosie (finiszu) jednak gdy wjechałem na asfalt, a wzdłuż drogi były zasieki wiedziałem, że jestem blisko mety i powiem szczerze - byłem bbbbrdzo zadowolony.
przyjechałem na 9 miejscu open, a w kategorii M4 1. Przejechałem 96 km w czasie 4:51:52, ze średnią prędkością 19,6 km/h, tętno średnie 147 ud./min i max. 163 ud./min. przewyższenia 2227 m. czyli o 240 m mniej niż w górach? Niestety nikt więcej z mojego teamu nie startował - szkoda :( .

Podsumowanie
W trakcie maratonów nie złapał mnie żaden skórcz jak również kryzys z czego jestem bardzo zadowolony, a nawet dumny, cieszę się bo wszystkie moje plany startowe zostały wykonane w 100%. Już się nie mogę doczekać następnego weekendu i maratonu w Górze Kalwaria i Piasecznie.

zawodnicy Family Active:
Maciej Żero - dystans Mega: nie ukończył z powodu uszkodzenia przerzutki, przykre ale się zdarza zwłaszcza w takich warunkach
Sławomir Kielczyk - dystans mega: 17 miejsce w kategorii M3 i 35 open - brawo coraz lepszy wynik
Katarzyna Kielczyk - dystans Fit: 2 miejsce w kategorii K3 i 12 open - brawo w taką pogodę wynik godny mistrzyni
Dariusz Biernacki - dystans Mega: 42 miejsce w kategorii M3 i 106 - podopieczny mój jeździ coraz lepiej jeszcze tylko troszeczkę techniki poćwiczymy i będzie jeszcze lepiej
Ryszard Chmielewski - dystans mega: 4 miejsce w kategorii M6 i 337 open - Pan Ryszard najwyraźniej lubi taką pogodę, podziwiałem jak stał po maratonie w strugach deszczu i nic go nie trząchało jak nas wszystkich ludzi jak widać ten rocznik budowany był z innego gatunku materiału
Filip Biernacki - dystans Hobby: 3 miejsce w kategorii HM1 i 17 open - ten chłopak to twarda sztuka jak jego rodzice, przed nim dopiero wszystko, na razie bawi się suuper
Maksymilian Antczak - dystans Hobby: 7 miejsce w kategorii HM2 i 23 open

a także zawodnicy których trenuję z Świat Rowerów Racing Team:
Ewa Duda - dystans mega: 1 miejsce w kategorii K4 i 7 open - hm ta dziewczyna zaczęła dopiero się ścigać no i już nas przyzwyczaiła do zwycięstw, brawo
Tomasz Duda - dystans Fit: 9 miejsce w kategorii MJ i 8 open - chłopak ma pecha co do wypadków w ostatnim czasie, ale jak się już zła passa skończy to w kategorii zatrzęsie
Joanna Kur - dystans 4 pętli po 14 km każda na "4 pory roku" : 1 miejsce w kategorii K1 podobno bardzo wymagająca trasa, więc tym bardziej gratulacje
Wszystkim serdecznie gratuluję
Następne starty to: Góra Kalwaria i Piaseczno zapraszam do wspólnej jazdy i ścigania.
Pozdrawiam
Artur Żero



V wyścig w Otwocku
10 maj 2010

To miał być ciężki dzień i taki był. W dniu 09.05.2010 roku odbył się kolejny maraton z cyklu Mazovia MTB Marathon tym razem stało się to w Otwocku. Założeniem moim było sprawdzić własne możliwości czyli - maksymalna prędkość od początku, aż do końca lub odcięcia. Plan prosty jednak czasami jest to niemożliwe do zrealizowania, należało wszystko zrobić aby cel był zrealizowany. Jak zwykle gdy maraton jest w bliskiej odległości od miejsca zamieszkania to o 5:00 wychodzę z psem na spacer do lasu - bardzo mnie to uspakaja i rozluźnia. Śniadanie makaron, a o 9:00 już na miejscu w Otwocku. Rozgrzewka na trenażerze 30 min i 20 minut na przebranie, zmianę koła i zameldowanie się w sektorze I. Punkt godz. 11:00 wystartowaliśmy, wcześniejsza rozgrzewka pomogła mi w szybkim starcie i utrzymaniu się przy zasadniczej grupie. Tempo było mocne ze względu na ukształtowanie terenu (płasko), dlatego w pierwszej grupie zostało ok. 20 osób. Jechałem tak ok. 50 min. aż moje siły zaczęły topnieć wtedy dopiero spojrzałem na zegarek (zapomniałem wziąć licznika) i zdziwiłem się, że już jadę tak długo bez jedzenia, a zdawało mi się jak bym jechał 20 min (szybkie tempo i urozmaicona trasa). W tym właśnie czasie grupa zasadnicza odjechała mi, a ja zostałem właściwie do końca sam :D. Po zjedzeniu żela siły mi wróciły ale już nie było mowy dogonić kogokolwiek aż do połowy drugiego okrążenia giga. Około godziny jazdy zaczęły się górki i teren pofałdowany, bardzo mnie to zdziwiło bo do tej pory w Otwocku było płasko, piaszczyście i dużą ilością korzeni. Oczywiście piach i korzenie pozostały ale pozytywnie przyjąłem ukształtowanie terenu. Powiem szczerze, że jak do tej pory Cezary Zamana, bardzo mnie pozytywnie zadziwia począwszy już od Zgierza poprzez Nidzicę, a teraz Otwock - trasy się zmieniły na bardzo wymagające. Na drugim okrążeniu zacząłem doganiać zawodników z dystansu giga więc ostatecznie dojechałem na 11 miejscu Open. Ze względu na to że nie miałem licznika muszę opierać się całkowicie na danych ze strony Mazovii.
Ostatecznie przyjechałem na 1 miejscu w kategorii M4 i 11 open. Przejechałem 76 km w czasie 3:06:14, ze średnią prędkością 24,5 km/h. .
Nie tylko ja się spisałem również reszta startujących z naszego teamu zrobiła bardzo dobrą robotę dzięki czemu uzyskaliśmy wynik 1997 pkt. i uplasowaliśmy się na miejscu 15 w klasyfikacji generalnej.
Justyna Dzięcioł - dystans mega: 1 miejsce w kategorii K3 i 1 open - gratulacje wyśmienity wynik
Irek Gruszczyński - dystans giga: 1 miejsce w kategorii M3 i 2 open - odjazdowo jako 2 na mazowszu to bardzo ładny wynik
Patryk Sawicki - dystans mega: 4 miejsce w kategorii M2 i 5 open. Patryk się rozkręca i z każdym maratonem jeździ coraz szybciej
Jacek Rządca - dystans mega: 7 miejsce w kategorii M2 i 14 open. Bardzo ładnie pojechał na rozjeździe Mega - Giga dogonił mnie choć jechał z II sektora
Akadiusz Oleszkiewicz - dystans mega: M2 - wycofał się z powodu choroby mimo, że Arek ma dobrą kondycję i mógłby jeździć w "czubie" to ostatnio nie ma szczęścia, dopada go zmęczenie albo choroba

zawodnicy Family Active:
Rafał Żero - dystans Hobby: 4 miejsce w kategorii HM3 i 5 open
Maksymilian Antczak - dystans Hobby: 7 miejsce w kategorii HM2 i 26 open
Maciej Żero - dystans Mega: 32 miejsce w kategorii MJ i 567 open - gratulacje pierwszy start
Jakub Skwarski - dystans Mega: 24 miejsce w kategorii MJ i 312 open - gratulacje pierwszy start
Adrian Janicki - dystans Fit: 52 miejsce w kategorii M3 i 52 open - gratulacje pierwszy start

a także zawodnicy których trenuję z Świat Rowerów Racing Team:
Ewa Duda - dystans mega: 1 miejsce w kategorii K4 i 6 open
Tomasz Duda - dystans Fit: 7 miejsce w kategorii MJ i 8 open
Joanna Kur - dystans mega: 1 miejsce w kategorii K1 i 7 open
Dorota Milczarek - dystans Fit: 2 miejsce w kategorii FK4 i 12 open - gratulacje

Wszystkim serdecznie gratuluję
Następne starty to: Złoty Stok i Radom zapraszam do wspólnej jazdy i ścigania.
Pozdrawiam
Artur Żero



III i IV wyścig w Karpaczu i Nidzicy
04 maj 2010

To był pracowity długi weekend. Tak planowałem i tak było!!!. Wiedziałem, że Karpacz jest ciężki i Nidzica również, chciałem się jednak sprawdzić, chciałem zobaczyć czy treningi zimowe przyniosły odpowiednie rezultaty, a plany treningowe sprawdzają się w 100%. NIe przypuszczałem jednak, że obydwa maratony zmienią swoje trasy i długość km !!, musiałem przejechać ponad 1400 km samochodem i przespać nie więcej niż 4-5 godzin. Raczej nie myślałem, że wyniki na maratonach będą jak do tej pory - dobre, chcąc wystartować jednak w MTB Challenge (7 dni ścigania) muszę już myśleć o dużych obciążeniach i i innych sprawach takich jak: mała ilość snu, monotonne jedzenie, ból mięśni... - to właśnie ćwiczyłem przez dwa dni - sobotę i niedzielę. Zapomniałem wspomnieć, że wybrałem spanie pod namiotem. Wyścig w Karpaczu zaczął się całonocnym deszczem lecz o poranku wyjrzało słoneczko i pogoda się poprawiła. Na starcie stanęło 251 zawodników na dystansie giga i 709 dystansie mega w tym mocni Czesi oraz Bogdan Czarnota, Bartosz Janowski Andrzej Kaiser i inni. Na starcie dystansu giga staną również Irek Gruszczyński. Zawodnicy ruszyli o godz. 10:00 miałem jeszcze godzinę na zastanowienie czy startować lecz nie było takiej opcji abym zrezygnował. Około godz. 10:45 stanąłem w I sektorze a o 11:00 wystartowaliśmy. Jak zwykle początek to rozgrzewający podjazd 5 km. Jednak zaraz pierwszy techniczny zjazd na pionowej ściance po głazach gdzie pewnie piesi mieliby problem zejść, było ich kilka które bardzo miło mnie zaskoczyły. Miałem co prawda jeden upadek przez kierownicę na pionowej ściance ale to z winy sprzętu, złapałem akurat na zjeździe gumę gdzie zeszło mi częściowo powietrze z przedniego koła. Nic mi się jednak nie stało to jednak uświadomiło mi jak mało jeszcze potrafię i jak dużo się muszę nauczyć o jeździe w górach. Na dalszych zjazdach musiałem uważać na zakrętach, ale nie za bardzo :). W sumie jestem zadowolony sprawdziłem co mi brakuje i co muszę jeszcze poprawić myślę, że z każdym wyścigiem będę jeździł szybciej, odważniej i technicznie. Ostatecznie przyjechałem na 7 miejscu w kategorii i 137open. Przejechałem 52 km w czasie 3:22:00, przewyższenia 1680 m .
W maratonie tym startował-a również
Justyna Dzięcioł - dystans mega: 5 miejsce w kategorii K3 i 5 open
Irek Gruszczyński - dystans giga: 13 miejsce w kategorii M3 i 37 open
Patryk Sawicki - dystans mega: 11 miejsce w kategorii M2 i 13 open

Zaraz po dojechaniu na metę spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w drogę do Nidzicy gdzie zameldowaliśmy się o 1:00 w nocy, po rozłożeniu namiotu o godz. 2:00 już spaliśmy. W nocy znowu deszcz lecz nad ranem wypogodziło się aż do końca maratonu. O godz. 11:00 ruszyliśmy na trasę mieliśmy do przejechania prawie 100 km. Od początku narzucone zostało całkiem dobre tempo. Na początku myślałem, że nie uda mi się wytrzymać średniej 30 km/h ale z każdym kilometrem jechało mi się coraz lepiej. Jak lokomotywa rozpędzałem się coraz bardziej, a moje mieśni były bardzo mocne na podjazdach. To mnie upewniło, że uda mi się przejechać drugą pętlę w całkiem dobrym czasie. NA pierwszym okrążeniu załapałem się do lokomotywy z kilkoma mocnymi zawodnikami w której prym wiedli dwaj zawodnicy z mojej kategorii wiekowej M4 Piątkowski Tadeusz Świat Rowerów Racing Team i M3 Tomasz Majewski z Retro Bike Team. Bardzo podobały się mi serpentyny na których można było technicznie zakręcać i przejazdy przez doły wzdłuż trasy przejazdu - bardzo fajne zwłaszcza przy pełnej prędkości - ale jakoś udało się je przejechać. Było też parę wzniesień co prawda nie poczułem ich za bardzo po maratonie w Karpaczu ale z tego wnioskuję jak wjeżdżaliśmy, że były nawet strome :). Ogólnie jestem zadowolony z występów, wiem teraz co jest dobrze a co jeszcze muszę poprawić. Napewno muszę popracować nad wagą a jeżeli mi się to uda to kto wie co jeszcze będzie w tym sezonie ?!!! - suuuper zajawka. Moje wyniki to: 1 kategoria i 23 open. Przejechałem 97,87 km, w czasie 3:56:36, średnia prędkość 25 km/h, średnie tętno 150 ud./min a maksymalne 196 ud./min. Przewyższenia 1599 m czyli nie wiele mniej niż w karpaczu?? hmm!!.
W maratonie tym startował-a również
Irek Gruszczyński - dystans mega: 1 miejsce w kategorii M3 i 5 open
Arek Oleszkiewicz - dystans mega: 6 miejsce w kategorii M2 i 9 open

a także zawodnicy Family Active:
Sławomir Kielczyk - dystans mega: 64 miejsce w kategorii M3 i 166 open - brawo to suuuper wynik po wypadku
Katarzyna Kielczyk - dystans Fit: 2 miejsce w kategorii K3 i 16 open
Dariusz Biernacki - dystans Mega: 63 miejsce w kategorii M3 i 163
Anna Biernacka - dystans Fit: 9 miejsce w kategorii K3 i 34 open
Ryszard Chmielewski - dystans mega: 10 miejsce w kategorii M6 i 496 open
Mkasymilian Antczak - dystans Hobby: 6 miejsce w kategorii HM2 i 25 open
Filip Biernacki - dystans Hobby: 4 miejsce w kategorii HM1 i 21 open

a także zawodnicy których trenuję z Świat Rowerów Racing Team:
Ewa Duda - dystans mega: 1 miejsce w kategorii K4 i 7 open
Tomasz Duda - dystans Fit: 6 miejsce w kategorii MJ i 7 open
Joanna Kur - dystans mega: 1 miejsce w kategorii K1 i 11 open

Wszystkim serdecznie gratuluję i życzę jeszcze lepszych osiągnięć
Następne starty to: Otwock, Złoty Stok i Radom zapraszam do wspólnej jazdy i ścigania.
Pozdrawiam
Artur Żero



II wyścig w Zgierzu
27 kwiecień 2010

Zgierz to dotąd nieznana miejscowość na mapie wyścigów MTB, została ukazana braci MTB przez Cezarego Zamanę. Nie wyróżnia się od innych polskich miejscowości lecz osoby które były na maratonie w dniu 25.04.2010 roku odkryły wspaniałe tereny "górskie". Okolice Łodzi od dawna były znane z pięknych i wymagających tras do ścigania, to jedna przerosło wszelkie oczekiwania. Oprócz maratonu w Zgierzu odbył się też Puchar Polski. W sumie wystartowało 1183 zawodników. Poranna pobudka i spacer z psem o 5:00 następnie 6:00 śniadanie - makaron i w drogę. O godz. 8:20 byliśmy na miejscu. Sprawdziliśmy wraz z Irkiem i Rafałkiem moim synem chipy i przebraliśmy się w ubrania sportowe. Przez godzinę rozgrzewałem się na trenażerze. O godz. 10:50 byłem już w I sektorze gotowy do startu. Dzięki rozgrzewce szybko wystartowałem i nie miałem problemów w jeździe pod podjazdy, na 60 km złapał mnie kryzys jednak udało mi się go przezwyciężyć. Przejechałem w sumie 78,36 km, czas 3:17:06, średnia prędkość 23,9 km/h, przewyższenia w sumie 1308 m.
Wyniki RKS Family Active i MBIKE TEAM MARATHON:

Filip Biernacki kat. HM1 - 1 miejsce
Rafał Żero kat. HM3 -6 miejsce
Maksymilian Antczak kat. HM2 -6 miejsce
Dariusz Biernacki kat. M3 - 124 miejsce (kapeć)
Katarzyna Kielczyk kat. K3 - 2 miejsce
Anna Biernacka kat. K3 - 9 miejsce

Ireneusz Gruszczyński kat. M3 - 2 miejsce

Artur Żero kat. M4 - 1 miejsce


Następne wyścigi w sobotę - Karpacz i niedzelę - Nidzica.



I wyścig w Dolsku
27 kwiecień 2010

Relacja Jacka Rządcy z maratonu MTB Maraton w Dolsku. W sobotę 10 kwietnia drużyna MBIKE w składzie Artur Żero, Jacek Rządca oraz Ireneusz Gruszczyński zawitała na pierwszej edycji MTB Marathon. Wyścig rozpoczął się dla nas już przed 6 rano, szybkie śniadanie, przygotowanie napojów, w samochód i 40 km do Dolska na miejsce startu. Baza maratonu położona była w położonej nad brzegiem rzeki stadninie konnej. Na starcie pojawiła się cała czołówka polskiej sceny MTB z Markiem Galińskim, Andrzejem Kaiserem oraz Markiem Konwą na czele. Oprócz tego gościem specjalnym była szosowa zawodowa grupa Action Uniqa w pełnym składzie. Jacek Rządca tak relacjonuje swój start w Dolsku: Ustawiliśmy się z Irkiem w drugim sektorze dystansu Giga. Artur postanowił zawalczyć na dystansie Mega. Mniej więcej pół godziny przed startem speaker podał komunikat o katastrofie lotniczej prezydenckiego samolotu. Po twarzach ludzi w sektorze było widać szok i niedowierzanie. Przed nami powoli wypełniał się pierwszy sektor: Marek Galiński, Andrzej Kaiser, Robert Banach i tak dalej... ogółem sama elita polskiego ścigania MTB. Wiadomo już było, że od samego startu pójdzie ostry ogień i ciężko będzie utrzymać się w pierwszej grupie. Po mojej lewej stronie Irek próbował napoju ze swojego nowego gadżetu wyścigowego - camelbaka. To była jego pierwsza jazda z camelbakiem - nie przetestował go wcześniej a to jak wiadomo przynosi pecha. Pierwszą oznaką tego, że mam rację były czerwone plany na nogawce spodni od cieknącej sokiem rurki. Kolejną oznaką była sina twarz ilekroć próbwał wyssac odrobinę napoju. W tym momencie Irek również zdał sobie sprawę, że ten maraton stanie pod znakiem ciężkiej walki o każdą kroplę napoju. Punkt 10 nastąpił start. Pierwsze 4 km to podjazd wąskim asfaltem, na którym udało mi sie utrzymać z czołową grupą. Irek pognał do przodu, aby przecisnąć się na sam czubek czołówki. Droga skręciła do lasu i tam na piaszczystym zjeździe - katastrofa 5 kolesi wpadło na siebie. Zamieszanie, ja przyblokowany a czołowa 40stka maleje w oczach. Ruszyłem odrabiać straty, tętno 180 na polarze. Powoli wyprzedzałem tych co odpadli na odcinku leśnym. Na kolejny odcinek asfaltowy wjechałem w dosyć mocnej grupie pościgowej - 100 metrów przed nami jechała czołówka. Wraz z zawodnikiem Bikeworld podjeliśmy próbę urwania się z grupy i dogonienia czołówki. Jadąc po zmianach udało się nam ich dojść. Na zakręcie zobaczyłem, że Irek wraz Radkiem Rękawkiem prowadzą całą grupę. Prędkość była niska jak na wyścig około 27 km/h. Jednak po wjeździe do lasu szybko to się zmieniło. Na wąskiej ścieżce czołówka znowu się rozciągneła. Podjazd, wyjazd z lasu, szosa i silny wiatr w twarz Na pulsometrze 42 minuta jazdy a tętno wciąż ponad 180 uderzeń. Tak długa jazda na silnym zapieku wkońcu dała się we znaki. Głowa chociaż bardzo chciała nie mogła zmusić nóg do kolejnego przyspieszenia, aby utrzymać sie w czołowej grupie. Odpadłem i jadąc wolniej dogoniła mnie kolejna grupka kolarzy. Gdy tętno spadło do mojego normalnego wyścigowego tętna czyli 167-173 uderzeń wstąpiły we mnie nowe siły. Przyspieszyłem i 15 osobowa grupa stopniała do 4 osób. Do rozjazdu na Giga jechali ze mną Piotr Kosmala oraz Mateusz Rybak. Po rozjeździe trasa znowu połączyła sie z dystanstem Mega. W pewnym momencie zostało nas tylko dwóch ja i Mateusz. Na 20 km do mety przegonił mnie zawodnik z Mega. Jechał bardzo mocno, wyprzedzał rywali ze swojego dystansu. Złapałem sie mu na koło. Prędkość wzrosła o 3 km/h. Wyrzpedzaliśmy tak aż do końca maratonu. Tylko 3 zawodników dało radę wytrzymac jego tempo. Na 10 km przed metą, na szosowym podjeździe zobaczyłem zaowdnika w z mojego teamu. Wpierw pomyślałem, że to Artur - jednakże on jechał bez kamelbaka. Tylko jedna osoba tego dnia oprócz mnie jechała z kamelbakiem - Irek. :). Jechał tak wolno, że myślałem że coś mu się stało. Zdąrzyłęm krzyknąć:"Co jest? Dajesz na koło" ale odpowiedzi już nie usłyszałem. Przed metą skutecznie urwał się Mateusz. Ja zostałem przyblokowany na piaszczystej koleinie. Na koniec udało mi sie jeszcze wyprzedzić kolege z Mega, który ciągnął nas przed 20 km. Nie rywalizowaliśmy na tym samym dystansiem więć chyba nie było tak aż tak bardzo nie fair :). Końcowy wynik to 46 miejsce OPEN i 20 w kategori M2. Irek przyjechał 52. Wielka szkoda, gdyż 3/4 maratonu jechał z czołówką.. Jednakże niemożność napicia się z kamelbaka spowodowała odwodniene i kryzys. Po maratonie udało nam się rozszyforwać tajemnicze otwieranie rurki do picia - napój poleciał wartkim strumieniem... :) Miejsca nie najlepsze, jedynie Artur uratował honor drużyny zajmując 6 miejsce w kategori. Za tydzień w Murowana Goślina na pewno będzie lepiej. Do zobaczenia!!!



Imprezy Family Active w maju
27 kwiecień 2010

Zapraszamy na imprezy organizowane przez Klub Family Active w miesiącu maju. Rozpoczynamy 3 maja 2010 roku o godz. 13.30, jak zwykle z Kobyłki wyruszamy na Czubajowiznę gdzie zagrillujemy. 15 maja 2010 roku rajd promienisty do Sanktuarium w Ossowie z okazji 90 rocznicy "Bitwy Cudu nad Wisłą", a 29 maja 2010 roku pielgrzymka rowerowa do Sanktuarium Loretto.







9 dni żałoby
19 kwiecień 2010

W sobotę 10.04.2010 w Dolsku o godz. 9:00 podczas rozgrzewki przygotowującej do maratonu - pierwszego w tym sezonie z cyklu Powerade Suzuki MTB Marathon, dowiedziałem się o wielkiej tragedii która nas dotknęła. Do chwili obecnej nie mogę w to uwierzyć mimo, że minęło już 10 dni. Wraz z Prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego żoną Marią zginęło w katastrofie lotniczej wielu dostojnych osób, polityków, żołnierzy. Ta tragedia przez 9 dni osnuła czarną wstęgą całą Polskę. Chciałbym wyrazić szczere wyrazy współczucia rodzinom osób które zginęły w tej katastrofie. Życzę sobie i wszystkim Polakom oby to nieszczęście które nas wszystkich spotkało oprócz smutku i żalu wzmocniło nasze więzi narodowe i abyśmy mogli dalej dawać tak wspaniały przykład patriotyzmu jak w tych smutnych dniach było nam dane zobaczyć.



I wycieczka z Family Active
09 kwiecień 2010

W sobotę 10.04.2010 o godz. 13:00 z pod "Kobyły" w Kobyłce (MOK KOBYŁKA). Wyrusza wycieczka rowerowa do Czubajowizna (stadnina koni) ok. 35 km w obydwie strony. Zapowiada się ładna pogoda. Na miejscu organizator przewidział grilla i kiełbaski oraz napoje. Zapraszamy wszystkich chętnych do spędzenia czasu w miłej atmosferze i na świerzym powietrzu. Dla tych co startują w Otwocku dodatkowy ruch w połączeniu z regeneracją dla tych co nie startują ruch na rowerze dobrze zrobi. Przejazd częściowo będzie odbywał się drogami publicznymi w związku z powyższym proszę o ostrożność i rozwagę oraz podporządkowanie się poleceniom organizatora.



Ściganie czas zacząć
09 kwiecień 2010

Koniec zimy i zimowych przygotowań!!. Wreszcie nadszedł czas gdy wszystkie plany i założenia zostaną wprowadzone w życie jak również przez nie samo zweryfikowane. Każdy z nas z niepokojem i lekkim dreszczykiem czeka na te pierwsze starty. Jak ważne są one dla nas to wiemy!. Przecież od nich nasze samopoczucie i zadowolenie oraz spełnienie się w sporcie. Ścigamy się dla samych siebie i dla tak naprawdę dobrej zabawy, jednak gdzieś czasami zapominamy się w ferworze wyników (tych dobrych), że to robimy tak naprawdę dla siebie (i dla sponsora :D). Pamiętajmy i przypominajmy sobie przed każdym startem, że ścigamy się i bawimy. Niech zacytuję myśl mojego mentora: "niezależnie od tego, co się stanie, wyścig zaowocuje tylko pozytywnymi skutkami. Jeśli wypadniesz dobrze, będziesz zadowolony z wyniku. Jeśli nie - doświadczenia tego dnia nauczą cię czegoś, dzięki czemu będziesz lepszy następnym razem. Różnica między wygrywaniem a przegrywaniem polega na tym, że kiedy przegrywasz, zawsze czegoś się uczysz" Joe Friel "Biblia Treningu Kolarza Górskiego.

Życzę Wszystkim starującym w sezonie 2010 udanych startów jak najlepszych wyników, uśmiechu i zadowolenia.

Z kolarskim pozdrowieniem Artur Żero
PS. Starty: 10.04.2010 - Dolsk; 11.04.2010 - Otwock



Akcja charytatywna w Zielonce
09 kwiecień 2010

„Rodzina Ludzi Dobrej Woli”
W czwartek 25 marca w sali widowiskowej OKiS odbyło się uroczyste zakończenie II finału "Zielonka Pomaga". Podczas spotkania organizatorzy akcji wręczyli wszystkim darczyńcom i sponsorom pamiątkowe tablety, które są wyrazem wdzięczności za wsparcie. Tegoroczny finał poświęcony był piątce potrzebujących dzieci, chorym mieszkańcom miasta. W tej szczytnej akcji braliśmy również udział razem z Sebastianem Połukardem, właścicielem sklepu rowerowego "Świat Rowerów" z Wołomina.



X dzień przygotowania do szczytu formy - trening na szosie pod Warszawą
29 marzec 2010

Bardzo dobrze się czułem po maratonie więc nie omieszkałem zrobić ostatniego treningu w 10 dniowym cyklu przygotować do szczytu formy nr I/2010 :D. Przejechałem 69,30 km, czas 2:17:36, średnia prędkość 30,2 km/h, maksymalna 46,7 km/h, średnie tętno 134 a maksymalne 192 ud./min. To był już ostatni dzień przygotowań to pierwszej połowy sezonu 2010. Teraz 10 dni odpoczynku. Super choć nie jestem wcale zmęczony, bardziej martwię się o wagę która może w tym czasie wzrosnąć - 10 dni katorgi czyli pilnowania diety i M.Ż. nie wiem jak ja to wytrzymam. Podsumowanie całego 10 dniowego treningu na podstronie "moje treningi" również całkiem spora galeria zdjęć w "galerii" - już wkrótce.



IX dzień przygotowania do szczytu formy - maraton pod Warszawą w m. Józefów
28 marzec 2010

Ze względu na to, że Irek Gruszczyński walczy o pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej Zimowego maratonu Northtec MTB zimą z cyklu Mazovii. zdecydowałem o wcześniejszym powrocie ze zgrupowania i potraktowaniu wyścigu w Józefowie jako dnia treningowego w cyklu przygotowawczym do sezonu 2010 roku. Jako, że bardzo treningowo potraktowałem poprzedni maraton - w Karczewie, gdzie założyłem opony z kolcami i wysokim protektorem - czyli bardzo ciężkie, na podłoże miękkie. Pojechałem bardzo słabo choć zgodnie z moimi założeniami (no może prawie - nie przypuszczałem, że zmęczę się tak jak na maratonie 100 km w górach :D), startowałem z III sektora. Natychmiast po starcie ruszyłem ostro i tak pozostało już do końca. Podczas całego wyścigu nie wyprzedził mnie żaden ścigant choć potem w wynikach okazało się, że i przede mną znalazło się sporo osób z sektora za mną. Jednak nie to było najważniejsze. Dzień treningowy był wykonany na 100%, a przy okazji wygrałem w kategorii M4 - 1 miejsce, a w generalce ku mojemu zdziwieniu miałem 2 miejsce. Przejechałem km 40 km, w czasie 1:43:52, średnia prędkość 22,9 km/h, maksymalna 36,6 km/h, tętno średnie 171, a maksymalne 196 ud./min. Było płasko choć cała trasa zbudowana była z ciągłych podjazdów i zjazdów w sumie 667 m?. Irek Gruszczyński zajął I miejsce w kategorii wiekowej i generalce, dzięki czemu wygrał rowower z karbonową ramą - super.



VIII dzień zgrupowania
27 marzec 2010

Dzisiejszego dnia jedynie Justyna Dzięcioł i ja wyruszyliśmy na krótkie indywidualne treningi. Powtórzyłem to samo okrążenie co w dniu wczorajszym i to było wszystko co miałem w tym dniu zrobić przed jutrzejszym maratonem w Józefowie. Ilość km 25,50km, czas 1:00:00, średnia prędkość 25,4 km/h, maksymalna to 58,2 km/h, średnie tętno 139, a maksymalne 177 ud./min., przewyższenia 766 m. Niestety był to już ostatni trening w Wiśle. Mimo ciężkiej pracy nie chciało się wyjeżdźać z tej wspaniałej miejscowości.



VII dzień zgrupowania
26 marzec 2010

Witam serdecznie. Trening tego dnia był krótki aczkolwiek bardzo intensywny. Dwa okrążenia pod Kubalonkę 763 m i zjazd "prezydentem" do Wisły, a następnie nawrót i w dwa razy okrążenia podjeżdżając pod "prezydenta". Razem ze mną wyjechał Irek Gruszczyński i Arek Oleszkiewicz którzy ścigali się pomiędzy sobą. Niestety ja musiałem się ścigać sam ze sobą. Wygrał oczywiście Irek wklepując mi 6 minut na wszystkich okrążeniach. Przejechaliśmy w sumie 77,34 km w czasie 3:01:05, średnia prędkość 25,6 km/h, maksymalna prędkość na zjazdach 67,8 km/h, średnie tętno 160, a maksymalne 190 ud./min., suma przewyższeń 1565 m. Jutro ostatni dzień w Wiśle, następna część zgrupowania już w Warszawie - maraton zimowy Józefów jako trening i poniedziałek ostatni dzień treningu przed budową szczytu formy.



VI dzień zgrupowania
25 marzec 2010

Pogoda dopisuje dzisiaj było bardzo ciepło na podjazdach nawet rozpinałem koszulkę ale na zjazdach wiatr mocno wiał, trzeba było trzymać kierownicę mógł ściągnąć na pobocze lub pod samochód. Drużyna nasza rozdzieliła się dzisiaj na dwie grupy. Wyruszyłem w składzie Jacek Rządca, Arek Oleszkiewicz. Do przejechania mieliśmy tą samą drogę co wczoraj tylko w odwrotną stronę. Podjazd pod Koniaków mnie całkowicie wykończył zwłaszcza, że wiał wiatr z przodu. Potem już było z górki, niestety czekała nas jeszcze góra Salmopol i podjazd pod Kubalonkę - "prezydentem". Na tym ostatnim zabrakło mi pożywienia i niestety nastąpiło lekkie odcięcie. Czas na wyniki: przejechaliśmy 103 km, czas 4:12:05, średnią prędkość osiągnąłem 24,6 km/h, a maksymalną 63,5 km/h, średnie tętno 146, maksymalne 181, przewyższenia - pod górę 2021 m w dół 2015 m. Jutro szykuje się całkiem niezły i intensywny trening choć na pewno krótszy.



V dzień zgrupowania
24 marzec 2010

Pogoda jak w całej Polsce - śliczna. Pierwszy raz założyłem krótkie spodenki i koszulkę dodałem do tego letnie buty oraz nogawki i rękawki i to wystarczyło. Pozostało już tylko 4 dni więc należałoby ostro trenować i tak postanowiłem. Wyruszyliśmy z Wiły w kierunku Kubalonki, potem zjazd tzw. "Prezydentem", wjazd na Salmopol, Szczyrk, Żywiec, Węgierską Górkę, Koniaków (w którym niektórzy z nas zatrzymali się aby kubić Słynne na całą Polskę koronkowe...majteczki:D) do Istebnej, a następnie przez Kubalonkę do Wisły. Przejechałem 107km, w 4:21:11, średnią prędkość osiągnąłem 24,6 km/h, a maksymalną 71,4 km/h, średnie tętno 139, maksymalne 193, przewyższenia - pod górę 2171 m w dół 2172 m, kadencja średnia 71 ob./min.




IV dzień zgrupowania
23 marzec 2010

Piękna pogoda i dzień odpoczynku. Wstając rano bardzo byliśmy z tego zadowoleni. Po śniadaniu wyjechaliśmy do Bielska Białej na zakupy. Po powrocie wyjechaliśmy na spokojną przejażdzkę. Ilość km 50, czas 1:51:01, średnia prędkość 23,6, maksymalna prędkość 66,7, średnie tętno 150, a maksymalne 183, pokonanych wzniesień w górę 1095 m, w dół 1081 m. Po południu odnowa biologiczna i standartowo filmy kolarskie. o 22:00 idziemy spać bo jutro bardzo ciężki dzień.



Zawody XC Legia MTB Liga szkolna
22 marzec 2010

W pierwszy dzień wiosny, 21 kwietnia odbyły się pierwsze zawody XC, z cyklu Legia MTB Liga Szkolna, które skierowane są głównie dla dzieci i młodzieży szkolnej w wieku od 6 do 16 lat rozgrywanych w sezonie 2010 roku w 6-ciu edycjach. Inauguracja tego cyklu odbyła się na Warszawskich Fortach Bema. Trasa wybitnie interwałowa z mnóstwem ostrych zakrętów, krótkich stromych podjazdów i zjazdów oraz jazda w bliskiej odległości od drzew. Po raz pierwszy w tego typu zawodach wystartowali chłopcy ze szkółki kolarskiej Family Active. Bardzo zadowoleni i zmęczeni pokonali tą bardzo trudną technicznie trasę. Wyniki RKS Family Active:

Filip Biernacki kat wiek.9 lat -2 miejsce
Damian Konarski kat wiek.10 lat -3 miejsce
Karol Kielczyk kat wiek.10 lat-4 miejsce
Maks Golec kat wiek 11 lat- 3 miejsce
Kacper Biernacki kat.wiek.11 lat- 4 miejsce
Piotr Frąckiewicz kat.wiek.12 lat- 2 miejsce


Dla nie których był to pierwszy taki start - gratuluję wszystkim i mam nadzieję, że dobrze się bawiliście bo to jest najważniejsze obecnie w waszej przygodzie z rowerem.



III dzień zgrupowania
22 marzec 2010

Dzisiejsza pogoda bez zmian - ładna zwłaszcza po czeskiej stronie. Dzisiejszy trening w większości odbył się u naszych południowych sąsiadów w Czechach. Ostatnie dwa dni zgrupowania zmęczyły nasze mięśni do takiego stopnia, że zacząłem wyprzedzać pod koniec naszych czempionów (najlepszych z najlepszych MBIKE-owców) - oczywiście żart ich się nie da wyprzedzić :D. Jednak kto mnie nie zna to nie wie, że mogę słabo podjeżdżać pod góry ale za to całymi dniami i robię to codziennie coraz szybciej. Można by rzec, że dzisiejsza trasa bardzo mi podpasowała pod względem zróżnicowania terenu. Dwa mocne podjazdy zwłaszcza pod Kubalonkę 758 m i w Czechach gdzie podjazd najbardziej mi pasował bo był długi (wytrzymałościowy) ale nie stromy 946 m. Dzięki lekkiemu nachyleniu mogłem sobie ćwiczyć wytrzymałość anaerobową, do tej pory ćwiczyłem wytrzymałość siłową przez co zaczęły mi lekko siadać kolana. Oczywiście jak zwykle bezkonkurencyjny był Irek Gruszczyński, okręcał wszystkich jak chciał posiada dobrą wytrzymałość siłową jak też i anaerobową, pod górę i to najbardziej stromą przyśpiesza jak lokomotywa. Inni też nie są gorsi z całej grupy wyróżnia się też Jacek Rządca, Patryk Sawicki i Arek Oleszkiewicz. Gościnnie razem z nami trenuje Łukasz Giziński. Na końcu przyjeżdża Justyna Dzięcioł ale tą dziewczynę podziwiamy wszyscy bo jeździ sama ale wytrzymuje i nie pęka a wręcz gdy na nią czekamy to odpoczywamy ona do nas dojeżdża i śmiga dalej bez odpoczynku. Nie wiadomo jak z kondycją u Justyny bo do pierwszych maratonów nie ma porównania ale chart ducha będzie wytrenowany na maksa. Moje dzisiejsze wyniki: dystans 98,92 km, czas 04:07:13, średnia prędkość 24 km/h, maksymalna prędkość 68,7 km/h, średnie tętno 141, maksymalne tętno 198, średnia kadencja 72 obroty na minutę, pod górę 1958 m z góry 1951 m. Jutrzejszy dzień jest pod znakiem regeneracji. Rano po śniadaniu do Bielska Białej po zakupy, potem obiad i 2 godziny przejażdżki po górach, następnie sauna i bąbelki w wannie . Dzisiaj zakończę dzień masażem nóg.



II dzień zgrupowania
21 marzec 2010

Dzisiejsza pogoda pokazała, że chce abyśmy spędzili tylko na treningu cały dzień, niestety troszeczkę w połowie drogi nas zmoczyło. Bezdeszczowo (prawie), bezwiecznie (prawie) i ciepło tak można w skrócie opisać co nas przez cały dzień treningu czekało. O godz. 8:00 zjedliśmy wspaniałe kolarskie śniadanie ze szweckiego stołu. Godz. 10:00 byliśmy gotowi do treningu. Dzisiejszy dzień oprócz treningu był przeznaczony również na sesję fotograficzno - filmową. Dzięki temu wkrótce zobaczycie film ze zgrupowania. Jeździło mi się wyśmienicie niestety żałowałem, że mam zimowy rower, ważę o parę kilo za dużo i mam na karku trochę lat więcej od kolegów. Niestety przez te bariery nie mogłem razem z nimi wjeżdżać pod podjazdy. Pocieszam się tym, że odległość pomiędzy nami nie była zbyt duża gdy na szczycie łączyliśmy się w całą grupę. Moje wyniki dzisiejsze to: przejechane 108 km, czas 4:42, średnia prędkość 23 km/h, max. 67km/h, śr. tętno 136, max. tętno 173, średnia kadencja 69, przewyższenia: pod górę 2151 m, z góry 2155 m. Po południu masaż, na trenażer już nie było siły, a potem relaks - rozmowy, oglądanie filmów kolarskich, kolacja i sen który robi dobrze na zmęczenie zwłaszcza, że przed nami jeszcze 7 dni ciężkich treningów. Podsumowanie - było ciężko ale myślę, że jutrzejszy dzień będzie jeszcze bardziej ciężki. PS. Masażysta robi cuda bo nawet nie bolą mnie zbytnio nogi na drugi dzień po treningu.



I dzień zgrupowania
20 marzec 2010

Wisła przyjęła naszą ośmio osobową drużynę w sposób przyjazny. Pogoda piękna temperatura +16 stopni, słoneczko i bez wiatru. Nie dane nam było jednak jeździć od samego rana. Dzień rozpoczęliśmy testami sprawnościowymi. Niestety nie były one pomyślne dla wszystkich. Mogę napisać jedynie o sobie jako o tej osobie która wykręciła w tym dniu największą moc bo aż albo tylko 440 Watt w teście periodyzacji (zwiększania mocy). Inni zawodnicy którzy brali udział w testach niestety w tym dniu nie mieli weny do pokonywania sztuczych obciążeń. Zaraz po testach pojechaliśmy do Istebnej przez górę Kubalonka, tam wszyscy pokazali jacy są silni i że są już prawie przygotowani do sezonu. Prawie bo jeszcze pozostało 10 dni ostrego treningu. W dniu dzisiejszym przejechałem oprócz testu 35,42 km, przez 1:29 h,ze średnią prędkością 23,7 km/h, maksymalną prędkością 61,5 km/h, średnim tętnem 145 i maksymalnym 174, przewyższenia - 920m pod górę i 925m z góry. Ciekawe jak będzie jutro mam nadzieję, że ciężej he he.



Czas sezonu nadszedł
18 marzec 2010

W dniu jutrzejszym tj. 19 marca 2010 roku grupa zawodników MBIKE TEAM MARATHON jak przystało na profesjonalne podejście do walki sportowej - wyjeżdża na zgrupowanie do Wisły gdzie nasz sponsor MBIKE (producent rowerów) posiada wspaniały hotel o nazwie wzbudzającej poczucie bezpieczeństwa "ARKA". Faktycznie czujemy się tam jak na bezpiecznym okręcie gdzie możemy wypocząć lub jak w tym przypadku dobrze przygotować się do sezonu. Czeka na nas cały zestaw luksusów jak - basen, sauna, jacuzzi, oraz dodatkowo dla wybrednych SPA z którego na pewno skorzystam. Zapraszam do codziennego odwiedzenia mojej strony gdzie będę umieszczał ze zgrupowania relacje, trasy i przewyższenia naszych treningów oraz moje wyniki.



Nowa strona MBIKE
13 marzec 2010

Ruszyła nowa strona polskiej firmy produkującej rowery MBIKE oraz głównego sponsora cyklu maratonów PolandBike oraz grupy kolarskiej MBIKE TEAM MARATHON. Na stronie można oprócz ładnej szaty graficznej znaleźć ciekawostki, nowości produkowanych rowerów oraz prezentację drużyny i filmy. Zapraszam do zapoznania się ze stroną oraz obejrzenia kilku krótkich filmów o firmie jego produkcie oraz naszej grupie kolarskiej.









Zimowy maraton
10 marzec 2010

Zima i tym razem nie zawiodła kolarzy. Pogoda drugiej edycji cyklu Northtec MTB Zimą wyjątkowo sprzyjała urozmaiconej trasie jaką przygotowali organizatorzy w Karczewie w dniu 07.03.2010.

Pierwsze kilometry, po których przebiegała większość trasy dystansu Hobby, to teren leśny o twardym podłożu. Zawodnicy i zawodniczki dystansu Fit mieli już jednak prawdziwe wyzwanie i nie raz przemierzali trasę w zamarzniętych koleinach. Dystans Mega był zdecydowanie najcięższy, poprowadzony po wzgórzach Mazowieckiego Parku Krajobrazowego i nie raz trzeba było schodzić z roweru, ślizgać się na zamarzniętych strumykach i roztopach, których o tej porze roku jest bardzo dużo.

Teraz przed uczestnikami trzy tygodnie przerwy, po niej zawodnicy spotykają się na kultowej trasie MTB w Józefowie i okolicach, gdzie odbędzie się finał cyklu zimowych maratonów Northtec MTB Zimą.

Wyniki RKS Family Active:

Dystans Hobby 8 km
Rafał Żero- 3 miejsce kat wiek HM3
Filip Biernacki- 5 miejsce kat.wiek HM1
Karol Kielczyk-7 miejsce kat.wiek.HM2

Dystans Fit 19 km
Kielczyk Katarzyna –I miejsce kat.wiek K3
Anna Biernacka –IV miejsce kat.wiek K3

Dystans Mega 33 km:
Sławek Kielczyk -10 miejsce kat.wiek.M3
Dariusz Biernacki- 20 miejsce kat.wiek M3

Klasyfikacja Rodzinna
Rodzina Kielczyk 1 miejsce Wołomin
Rodzina Biernackich 3 miejsce.Wołomin




Dzień Kobiet z Family Active
01 marzec 2010

Zapraszamy wszystkie Panie i te duże i te małe na rower, dnia 6 marca 2010 (sobota). Zapewniamy miłą atmosferę i prezentów wiele, zapraszamy również panów którzy swoim przybyciem na wspólną przejażdżkę uczczą te wspaniałe święto.



Cezary Zamana w Kobyłce
01 marzec 2010

Relacja z treningu wspólnego z Cezarym Zamaną

http://www.zyciepw.pl/trening-z-cezarym-zaman/

http://www.zyciepw.pl/cezary-zamana-w-family-active/

http://www.zyciepw.pl/przed-spotkaniem-z-cezarym-zaman/





Cezary Zamana w Kobyłce
18 luty 2010

Burmistrz Miasta Kobyłki Robert Roguski i RKS Family Active - szkoła kolarska, zapraszają na spotkanie i wspólny trening z jednym z najlepszych polskich kolarzy zawodowych, organizatorem największego w Polsce cyklu maratonów rowerowych „Mazovia MTB Maraton” – Cezarym Zamaną.

Cezary Zamana w swojej karierze reprezentował m.in. grupy Subaru Montgomery (gdzie ścigał się razem z siedmiokrotnym zwycięzcą Tour de France Lance’m Armstrongiem), Kelme, Motorola, Mróz i Chocolade Jacques.
Był zawodnikiem najlepszej polskiej ekipy Intel Action. Mistrz Polski i uczestnik Mistrzostw Świata. Na swoim koncie ma zwycięstwa w wielu prestiżowych wyścigach w kraju i na świecie. Największym sukcesem jest zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Tour de Pologne w 2003 roku. Przejechał na rowerze 700.000 km, uczestniczył w ponad 2000 wyścigów na całym świecie. Po zakończeniu kariery kolarza zawodowego w 2006 roku, postanowił wykorzystać zdobytą wiedzę dla spopularyzowania jazdy na rowerze. Chce zachęcić wszystkich do korzystania z roweru, jako środka komunikacji, pokazać, jak fantastycznie i zdrowo można spędzić wolny czas na rowerowym siodełku.

ZAPRASZAMY 27 lutego 2010 r. sobota, godz. 11.00

Zespół Szkół Publicznych Nr 3 ul. Załuskiego 57 05-230 Kobyłka





Start RKS Family Active w PolandBike - Kobyłka
14 luty 2010

14 lutego w Kobyłce odbył się prolog PolandBike Marathon 2010 w zimowej scenerii w bardzo ciężkich warunkach terenowych, wystartowali zawodnicy RKS Family Active. Dla większości z nich był to pierwszy maraton zimowy lecz jak sami mówią mimo, że było ciężko to również "fajna sprawa i ludzie". Na wielkie oklaski i gratulacje zasługują najmłodsi, którzy w ilości 8 osób stanęli na starcie prologu. W tej niewielkiej ilości dzieciaków znalazło się też dwóch zawodników RKS Family Active Piotr Frąckiewicz i Filip Biernacki, obydwaj zdobyli drugie miejsca w swoich kategoriach wiekowych. Również nasze kobiety nie próżnowały i wystawiły oprócz swojej urody również i odwagę, a także pokazały tzw. ząb kolarski. Walczyły do końca co dało im: Katarzyna Kielczyk 2 miejsce, Anna Biernacka 3 miejsce. NA słowa uznania oraz gratulacje zasługują również trenujące razem z RKS Family Active, a startujące w barwach ŚWIAT ROWERÓW RACING TEAM - Ewa Duda i Joanna Kur, które w swoich kategoriach wiekowych na dystansie Max zdobyły pierwsze miejsca. W kategorii MM3 która była mocno obsadzona, dobre 3 miejsce zdobył Dariusz Biernacki którego zwycięstwo podwójnie świętuję, gdyż staną pierwszy raz na podium oraz to, że jest moim pierwszym uczniem trenowanym indywidualnie. Andrzej Frąckiewicz zdobył 3 miejsce, a Adrian Janicki zdobył dobre jak na pierwszy start, miejsce 7. Sławek Kielczyk jak zwykle nie zważając na warunki pogodowe wybrał dystans MAX i zdobył 7 miejsce. Wszystkim gratuluję wytrwałości i wyników oraz życzę sukcesów w dalszych startach. A o to dokładne wyniki RKS FAmily Active w prologu PolandBike Marathon 2010 - Kobyłka:


Filip Biernacki 2 miejsce kat.FC1 DYSTANS FUN
Piotr Frąckiewicz 2 miejsce kat.FC2 DYSTANS FUN

Katarzyna Kielczyk 2 miejsce kat.MK3 DYSTANS MINI
Anna Biernacka 3 miejsce kat.MK3 DYSTANS MINI
Dariusz Biernacki 3 miejsce kat.MM3 DYSTANS MINI
Andrzej Frąckiewicz 3 miejsce kat.MM4 DYSTANS MINI
Adrian Janicki 7 miejsce kat.MM3 DYSTANS MINI
Sławek Kielczyk 7 miejsce kat.M3 DYSTANS MAX

Ewa Duda 1 miejsce kat.K4 DYSTANS MAX ŚWIAT ROWERÓW RACING TEAM
Joanna Kur 1 miejsce kat.K1 DYSTANS MAX ŚWIAT ROWERÓW RACING TEAM




Drugie testy wydolności - test wzrostu mocy
12 luty 2010

26 stycznia na sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 1 w Kobyłce, odbył się drugi test - progresywny, grupy zaawansowanej, osób trenujących pod okiem Artura Żero. W testach uczestniczyli:
1) Dariusz Biernacki 381 Wat, zakończył test przy tętnie 182
2) Ewa Duda 313 Wat, zakończyła przy tętnie 197
3) Marta Bazańska 341 Wat, zakończyła przy tętnie 199
4) Irenesz Gruszczyński 484 Wat - 181 tętno

Porównująć poprzednie testy w/w grupa oprócz nowych zawodników robi postępy zgodnie z planem, zwąizku z tym można mieć nadzieję że jeżeli nadal będą tak trenować na pewno sezon będą mieli bardzo przyjemny.





Family Active w Białce Tatrzańskiej
05 luty 2010

W okresie ferii członkowie Family Active wybrali się do Białki Tatrzańskiej. Na miejscu nie odpoczywają ale jeżdżą tylko, że nie na nartach, a na rowerach. Trafili na wspaniałą pogodę, czego dowodem mogą być zdjęcia. Po powrocie zdadzą obszerną relację z pobytu. Życzymy im miłego pobytu, odpoczynku i zdrowia.







Pierwsze zgrupowanie w Wiśle
03 luty 2010

W okresie od 10 - 16 stycznia 2010 roku w Wiśle odbyło się pierwsze zgrupowanie grupy MBIKE TEAM MARATHON. Na zgrupowaniu zameldowała się czteroosobowa grupa w składzie: Justyna Dzięcioł, Irek Gruszczyński, Jack Rządca i Artur Żero. Firma MBIKE i nasz sponsor jak zwykle, wspaniale przygotowali nam, swój hotel "ARKA" w Wiśle. Natychmiast po przyjeździe rozstawiliśmy w sali konferencyjnej hotelu dwa trenażery firmy TACX i rozpoczęliśmy pierwsze treningi. Drugiego dnia rano o 5:30 pobudka i bieg 30 min potem śniadanko i 2 godziny potem już na rowerkach. Po 3 godzinnej jeździe w ekstremalnych warunkach powrót i pyszny obiadek. Po obiedzie odpoczynek, a następnie trenażer 1 godzina i sauna. Tak wyglądały wszystkie nasze dni pobytu. Na brak zajęć nie narzekaliśmy, mimo zmęczenia, pyszne jedzonko i atmosfera umilała nam te trudne dni treningowe.

Podsumowanie. Przez 6 dni przejeździliśmy ok. 400 km na rowerach spędziliśmy 20 h nie licząc popołudniowych przejażdżek na trenażerze, pokonaliśmy ok. 5000 m przewyższeń. Założenia wszystkie zostały osiągnięte. Wyjeździliśmy kilometry, osiągnęliśmy tętna które pomogą nam w dalszych treningach, obciążenia jakie przeszliśmy wprowadzą nas do dalszych coraz cięższych treningów. Nasze morale wzrosły i naładowaliśmy się pozytywną energią na drugą część zimy. Wszyscy wyjeżdżając z Wisły już myśleliśmy i mówiliśmy o następnym zgrupowaniu na przełomie marzec-kwiecień i przyszłych startach, myśląc o nich jak o wygranych.

W mojej galerii znajdziecie zdjęcia ze zgrupowania oraz krótkie filmy




Pierwsze xc zimowe na Stegnach w Warszawie
31 stycznia 2010

31 stycznia na warszawskich Stegnach odbyły się zawody xc z cyklu PolanBike. Typowo zimowa sceneria bardzo dokuczyła zawodnikom lecz liczyła się rywalizacja i suuuper zabawa. Jeśli chodzi o mnie to przede wszystkim trening techniki jazdy i pierwszy sprawdzian. Wygrał Wojciech Bartolewski z Częstochowy - utytułowany i spec od przełajów na drugim miejscu znalazł się Irek Gruszczyński z MBIKE MARATHON TEAM, który prowadził przez większość wyścigu jednak wygrał ten którego szczyt formy jest obecnie bliżej. Na trzecim miejscu uplasował się Waldemar Dależyński z ŻTC Żyrardów. Moje wyniki to: 16 miejsce w open oraz 6 miejsce w kategorii - czas: 1:12:38. http://www.polandbike.pl/





Pierwsze testy sprawnościowe
28 stycznia 2010

28 stycznia na sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 1 w Kobyłce, odbył się pierwszy test - progresywny, grupy zaawansowanej, osób trenujących pod okiem Artura Żero. W testach uczestniczyli:
1) Dariusz Biernacki 320 Watt, zakończył test przy tętnie 171
2) Ewa Duda 240 Watt, zakończyła przy tętnie 192
3) Joanna Kur 260 Watt, zakończyła przy tętnie 199
Na końcu przetestował się również trener, który osiągnął wynik - zadawalający
4) Artur Żero 440 Watt przy tętnie 179
Wszystkim serdecznie gratulujemy i życzymy jeszcze lepszych wyników na następnym teście za miesiąc.



Maków Mazowiecki maraton zimowy
17 stycznia 2010

W Makowie Mazowieckim 17 stycznia odbył się wyścig rowerowy MTB organizowany z okazji 65 rocznicy wyzwolenia Makowa i ziemi makowskiej spod niemieckiej okupacji. Imprezą tą organizatorzy chcieli dać dowód pamięci tych, którzy polegli w trakcie walk wyzwoleńczych oraz tuż po wojnie. Maraton rowerowy został przeprowadzony ku uczczenia pamięci polskich żołnierzy – saperów. Na starcie maratonu stawili się kolarze z RKS Family Active z Kobyłki. Pomimo bardzo ciężkich warunków, spowodowanych dużą ilością śniegu i mocno wiejącego wiatru, wrócili do domu z pucharem, zdobytym za II miejsce przez Katarzynę Kielczyk w kategorii wiekowej K1. V miejsce przypadło w udziale Sławkowi Kielczykczykowi w kat. M1, co dało bardzo dobre 10 miejsce w klasyfikacji OPEN.

Pierwszy maraton zimowy już za nami!

źródła: www.fakty.wwl.pl; www.wicherkobylka.pl



Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
14 stycznia 2010

10 stycznia w miejscowości Kobyłka, kolarze z Rodzinnego Klubu Family Active jeździli na rowerach i zbierali pieniądze dla potrzebujących chorych dzieci. Dzięki Waszej chojności udało się zebrać aż 1.477,80 zł. Pieniądze przekazano Jurkowi Owsiakowi i Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Wszystkim darczyńcom bardzo serdecznie dziękujemy i pozdrawiamy.

Zdjęcia z imprezy w mojej galerii



Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
03 stycznia 2010

Kolarze z Rodzinnego Klubu Sportowego Family Active wspierani przez Świat Rowerów Racing Team, postanowili zbierać pieniądze podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. 10 stycznia w miejscowości Kobyłka dwuosobowe grupy rowerowe, nie zważając na śnieg i mróz, będą jeżdzić po całym mieście, by wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Po zakończeniu akcji ok godz.18:00 , wyruszymy do Jurka Owsiaka. W specjalnej eskorcie pojedziemy rowerami do gmachu TVP w Warszawie i przekażemy zebrane pieniądze, które zostaną przeznaczone na leczenie chorych dzieci. Dzięki Waszej chojności dzieci leczące się w klinikach onkologicznych w całej Polsce będą miały większą szansę na wyleczenie. Jestem rodzicem który doświadczył tego jak ważna jest pomoc innych w leczeniu tych ciężkich chorób. Choroby te są uleczalne jeżeli znajdą się urządzenia i pieniądze do wczesnego wykrywania i leczenia.
Z kolarskim pozdrowieniem
Artur Żero





Życzenia Noworoczne
21 grudnia 2009

Nowy Rok 2010 już jutro z tej okazji życzę Wam, aby spełniły się wszystkie Wasze marzenia, nadzieje oraz założone cele, oby wszystkie starty kończyły się pomyślnie i sukcesami, zdrowie dopisywało, a uśmiech z Waszych ust nie znikał.
Z kolarskim pozdrowieniem
Artur Żero
oraz kierownictwo
Family Active





Życzenia Świąteczne
21 grudnia 2009

Święta Bożego Narodzenia to szczególne dni spędzane w gronie rodziny, symbolizują ciepło, radość i bezpieczeństwo. W tych radosnych dniach życzymy wszystkim klubowiczom, sympatykom Family Active zdrowych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w miłej atmosferze budującej siły i energię na cały następny rok.
Z kolarskim pozdrowieniem
Artur Żero
oraz kierownictwo
Family Active

Ho ho hooo! Jestem tańczący Święty Mikołaj i mam dla ciebie życzenie. Przeglądnij sobie moją wideo pocztówkę i podziwiaj jak tańczę.





Plan startów na rok 2010
19 grudnia 2009

19 grudnia odbyło się spotkanie Wigilijne z udziałem Burmistrza Miasta Kobyłka Pana Roberta Roguskiego oraz przedstawicieli sponsorów firmy Jubiler Schubert oraz Świata Rowerów w Wołominie.
Podczas spotkania przedstawiono wstępny plan startów na rok 2010.
Wkrótce zdjęcia oraz szczegółowa relacja ze spotkania.

Formularz startów został przeniesiony na stronę Family Active



Spotkanie Wigilijne
19 grudnia 2009

Kierownictwo Family Active serdecznie zaprasza na spotkanie Wigilijne wszystkie trenujące dzieci w naszym klubie wraz z opiekunami.
Spotkanie odbędzie się w dniu 19.12.2009 w Miejskim Ośrodku Kultury w Kobyłce na I piętrze.

Family Active



Ubieranie Choinki
12 grudnia 2009

12 grudnia odbyła się impreza "akcja choinkowa" wzorem ubiegłego roku miała miejsce w sobotę 12 grudnia o godz. 12.00 wzdłuż al. Jana Pawła II w Kobyłce.
Organizatorzy przygotowali grilla. Na miejscu odbyło się wspólne kolędowanie i konkurs na najciekawsze i najpiękniejsze przyozdobienie iglaka. Skład komisji konkursowej, oceniającej twórczą pracę, oprócz przedstawicieli Urzędu Miasta w Kobyłce, stanowili również dziennikarze miejscowych gazet.
Autorzy najładniejszej dekoracji zostali nagrodzeni reklamą swojej działalności na łamach jednej z lokalnych gazet.









Rajd Mikołajkowy
6 grudnia 2009

5 grudnia odbył się I Rajd Mikołajkowy zorganizowany przez RKS Family Active.
Rajd rozpoczął się w Kobyłce pod słynną „Kobyłą”. Wszystkich rowerzystów powitał i osłodził start cukierkami, burmistrz miasta Robert Roguski.
Przejazd odbył się ulicami Kobyłki, Wołomina i zakończył się przy nowo otwartym sklepie „Świat Rowerów” przy ul. Kościelnej 19 w Wołominie.
Tam na wszystkich uczestników czekał gorący posiłek, ciasta i losowanie roweru, którego fundatorem była Firma MBike, jak również można było wylosować karnet na treningi w Szkółce Kolarskiej „Family Active”.

Sponsorami I Rajdu Mikołajkowego, którym bardzo dziękujemy byli:

-„Świat Rowerów”
-„MBike”
-Jubiler „Schubert”
-„PowerBar”
-„Oskroba” p.Monika Roguska
-„Dekamed”
-„Livia”
Patronat medialny Fakty.wwl

Dziękujemy również Policji z Wydziału Ruchu Drogowego za zabezpieczenie trasy rajdu.


Rajd Mikołajkowy
30 listopada 2009

Rodzinny Klub Sportowy „Family Active” oraz sklep „Świat Rowerów” zapraszają na pierwszy Rajd Mikołajkowy, który odbędzie się w sobotę, 5 grudnia. Dystans: około 15 km (w zależności od pogody). Start: o godz. 12.30 sprzed Miejskiego Ośrodka Kultury w Kobyłce, al. Jana Pawła II 22. Meta: przed sklepem „Świat rowerów” przy ul. Kościelnej 19 w Wołominie. Zakończenie rajdu będzie połączone z otwarciem nowego sklepu rowerowego . Z tej okazji organizatorzy przygotowali wiele atrakcji: gadżety sportowe, kupony rabatowe, konkurs na mikołajkowy strój kolarski. Wśród uczestników zostanie rozlosowany rower marki Mbike.

PRZYJDŹ, WYPEŁNIJ KUPON I WYGRAJ ROWER MBIKE!!!
WARTOŚĆ TEGO ROWERU TO 1350 zł!!!


"Rowery są fajniejsze"
28 listopada 2009

Wywiad z zawodnikami sekcji kolarskiej Rodzinnego Klubu Sportowego „Family Active” działającego przy klubie MKS „Wicher Kobyłka”: 8-letnim Filipem Biernackim i 9-letnim Karolem Kielczykiem.
Pobierz (PDF, 454 kB)

W weekend 10-11 października w Wołominie obchodzony był IX Dzień Papieski.
22 listopada 2009

W sobotę odbył się festyn rodzinny przy Szkole Podstawowej nr 7 w Wołominie. Gry, zabawy, loteria, konkurs wiedzy o Janie Pawle II, zawody sportowe, pokazy i nauka udzielania pierwszej pomocy – to tylko niektóre festynowe atrakcje. A na zakończenie – wieczorne czuwanie modlitewne w kościele pw. Matki Bożej Częstochowskiej.
Niedziela upłynęła w klimacie sportowo-modlitewno-filmowym. Rodzinny Klub Sportowy „Family Active” zorganizował II Rajd Papieski. Po zakończeniu rajdu odśpiewano ulubioną pieśń Ojca Świętego, czyli „Barkę”. A o godz. 19.15 – w kaplicy przy kościele pw. Matki Bożej Częstochowskiej odbyła się projekcja filmu pt. „11 listopada”.

Uroczystości nie byłyby możliwe, gdyby nie sponsorzy i ludzie dobrej woli. Oto lista osób i instytucji, którym organizatorzy serdecznie dziękują:
  • Burmistrz Wołomina,
  • Burmistrz Kobyłki,
  • Szkoła Podstawowa im. Królowej Jadwigi nr 7 w Wołominie,
  • Zespół Szkół nr 3 im. Jana Pawła II,
  • Medyczna Szkoła Policealna nr 4 im. Edmunda Biernackiego w Warszawie,
  • ndk. Paweł Wosiński (policja),
  • Sebastian Połukard („Świat Rowerów”),
  • Albin Krawczyk,
  • Krzysztof Wytrykus („Promesa”),
  • Hurtownia „Gaga”,
  • Jubiler („Schubert”),
  • Monika Roguska („Oskroba'”),
  • Odzież dziecięca – sklep „Balonik'',
  • „Termomix” (Maria Jurczyk),
  • Dorota Brogosz-Kuc i Krzysztof Kuc („Dekamed”),
  • Zakład Przemysłu Cukierniczego „Kacperek”,
  • Klub Przedszkolaka „Kolorowe Nutki'”,
  • Państwo Dobrzyńscy (Hurtownia AMD),
  • Paweł Piatikow,
  • Dorota Dąbkowska (dietetyk),
  • Krzysztof Gawkowski,
  • Kamil Kulczycki,
  • MKS "Wicher" Kobyłka
  • Wydział Promocji Urzędu Miasta Kobyłka
  • gazeta powiatu wołomińskiego „fakty.wwl”.


Sekcja kolarska Rodzinnego Klubu Sportowego „Family Active” ruszyła. Pierwszy trening sekcji, działającej przy klubie MKS „Wicher”, odbył się 7 października w Zespole Szkół Publicznych nr 1 w Kobyłce.
22 listopada 2009

W sali gimnastycznej prowadzone były ćwiczenia ogólnorozwojowe: rozciągające, wzmacniające mięśnie tułowia i nóg oraz gry zespołowe. Jednym słowem – wszystko to, co w przyszłości przyda się w walce sportowej, nie tylko na rowerze. Trening odbył się pod czujnym okiem trenera Artura Żero, który tak ułożył ćwiczenia, aby dzieci mogły się bawić, a jednocześnie rozwijać swą sportową pasję. W treningu udział wzięło około 20 osób. Jednak lista nadal jest otwarta. „Family Active” zaprasza nie tylko tych, którzy lubią jeździć na rowerze. Również wszystkich, którzy chcą się bawić i ćwiczyć. Informacje: family.active@gmail.com, tel. 0-603 615 207, 0-660 287 517.

Zaczynamy!
15 listopada 2009

Otwieramy nową stronę. Będzie ona zawierała informacje na temat treningów, trenowania oraz innych informacji dotyczących startów naszych podopiecznych.

                                                                                                                                                       ^ Do góry       Strona główna       Skontaktuj się z Arturem